Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 3 Liga
W ramach jedenastej kolejki trzeciej ligi osłabione Szmulki Warszawa podejmowały ekipę Sante. Goście niewątpliwie mogli mieć niesmak po poprzedniej serii gier, kiedy to wypuścili pokaźne prowadzenie. Teraz nie zamierzali popełnić podobnego błędu. Obserwując pierwsze pięć minut spotkania, dysproporcja sił była widoczna gołym okiem. Po niespełna kwadransie gry, było już niemal pewne kto wygra mecz. Wyraźne prowadzenie 8:1 w wykonaniu gości, dobitnie podsumowało okres pierwszych 25 minut. Mimo gradu bramek premierowa połowa nie należała do zbyt pasjonujących. Prawdziwa gratka dla piłkarskich smakoszy rozpoczęła się bowiem w drugiej części tego spotkania. Na początku urazu doznał Jakub Kaczmarek, co postawiło w wątpliwość sens rozgrywania spotkania. Gracze Sante wykazali się jednakże fantastycznym przejawem fair-play, zdejmując z placu gry jednego zawodnika. Po chwili obydwie ekipy uzupełniły kadrowe braki, a na boisko wszedł ponownie (tym razem odmieniony) Jakub Kaczmarek, który moment wcześniej został trafiony piłką w twarz. Niewątpliwie jego postać jest kluczowa w kontekście analizy niezwykle wyrównanej gry, którą mieliśmy przyjemność oglądać. Trzy asysty oraz cztery bramki złożyły się na niezwykle dobry występ indywidualny. Niestety dla Szmulek na niewiele się to zdało w kontekście końcowego wyniku. Straty z pierwszej połowy sprawiły, że finalnie to rywal wygrał 16:7, zmniejszając tym samym różnicę do trzeciej w tabeli Perły WWA.
W spotkaniu FC Zoria Streptiv z ekipą Smoczej Furiozy spodziewaliśmy się wielu emocji i walki o każdy centymetr boiska. Obie ekipy w tej rundzie mają na swoim koncie komplet punktów, Smocza Furioza uciekła ze strefy spadkowej a Zoria z każdym swoim meczem zbliża się do podium 3 ligi. Spotkanie już od pierwszych minut nie zawodziło, byliśmy świadkami wielu ciekawych pojedynków i interesujących akcji. Jako pierwsi z trafienia cieszyli się goście, którzy za sprawą Janka Sądeja wyszli na prowadzenie. Zoria szybko wzięła się do odrabiania strat i kilka minut później na tablicy wyników mieliśmy już 1-1. Bramkę strzelił niezwykle bramkostrzelny napastnik Zurabi Saginagze. Kolejne minuty to ponownie wymiana ciosów po obu stronach boiska, w której lepiej czuli się goście, którzy najpierw dzięki bramce Filipa Wolskiego a następnie Aleksandra Janiszewskiego wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Do końca tej części spotkania nie widzieliśmy już bramek. Na drugą połowę zdecydowanie bardziej zmotywowana wyszła drużyna gospodarzy, która dość szybko najpierw złapała kontakt a potem dzięki trafieniu Vladyslawa Burdy doprowadziła do remisu. Obu zespołom zależało na wygranej i żadnej ze stron nie zadawalał punkt, dlatego spotkanie w dalszym ciągu przebiegało w bardzo szybkim tempie. W następnych minutach padło po bramce dla każdej ze stron i na tablicy wyników dalej widniał remis 4-4. To był dość istotny moment spotkania. Dało się bowiem zauważyć spore zmęczenie w ekipie gości, co skutkowało brakiem dokładności w kluczowych podaniach. Brakowało również powrotów i zdecydowanej walki w obronie. Zoria natomiast grała swoją piłkę i powiększała przewagę. Od stanu 4-4, faworyci zdobyli trzy bramki, czym mocno podcięli skrzydła drużynie Smoczej Furiozy. W końcówce goście za sprawą Aleksandra Janiszewskiego zdobyli jeszcze jednego gola, jednak było to wszystko, na co tego dnia stać było Smoczą Furiozę. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 9-5 i po bardzo dobrze rozegranej drugiej połowie Zoria Streptiv wygrywa, dopisując na swoje konto kolejne trzy punkty.
W poprzedniej potyczce Husaria uległa Fuszerce 7:10, a goście kończyli rundę jesienną na najniższym stopniu podium. Ponowne spotkanie tych ekip ujawniło, w jak głębokim kryzysie znajduje się obecnie ekipa Kamila Weredy. Bardzo szybko okazało się, że będzie to mecz do jednej bramki – już pierwszy kontakt z piłką zawodników Husarii zakończył się golem Kamila Kapicy, po chwili było już 2:0, gdy trafił Dominik Leń, a w 9 minucie rzut wolny na gola zamienił Kuba Greń. Gra przenosiła się przez moment spod bramki do bramki – najpierw obudziła się ofensywa Fuszerki i gola zaliczył Maciej Chrzanowski, ale już w kolejnej akcji Husaria zripostowała golem Kamila Kapicy. Minutę później Maciej Chrzanowski ponownie zapakował piłkę do siatki Michała Sobieralskiego, ale był to poniekąd łabędzi śpiew, bo bezsprzeczna przewaga Husarii rosła z minuty na minutę. Jeszcze przed przerwą gospodarze wyszli na pewne prowadzenie 6:2 po golach Dominka Lenia i Tomka Hubnera. O tym co działo się w drugiej połowie ekipa gości zapewne wolałaby szybko zapomnieć. Zabójczy kwartet Kamil Kapica, Maciej Olszewski, Kuba Greń i Wiktor Kruczyński dosłownie zdemontował blok defensywny Fuszerki kończąc mecz z imponującymi statystykami w protokole. Warto tu wspomnieć o tym, że Wiktorowi Kruczyńskiemu niewiele zabrakło, aby naśladując pewnego znanego na całym świecie napastnika zdobyć 5 bramek w dziewięć minut, a Tomek Hubner strzelając gola w 41 minucie popisał się stoickim spokojem i przelobował zarówno bramkarza, jak i asekurującego go obrońcę. Ostateczny wynik 15:3 nie pozostawia złudzeń, kto był tego dnia lepszy, ale dla Fuszerki jest to też sygnał, że coś się musi zmienić, jeśli zespół ten myśli o pozostaniu w stawce 3 ligi.
Spotkanie Młodzieżowców z Cosmosem United było niezwykle ważnym meczem w kontekście utrzymania w lidze. Bardziej zmotywowani wydawali się gospodarze, którzy licznie stawili się tego wieczora na Arenie AWF, czego nie można powiedzieć o rywalach, którzy wystawili zaledwie siedmiu ludzi do gry, w tym bramkarza, który musiał zagrać w polu, by goście mieli jakąkolwiek zmianę. Choć akurat on poradził sobie w nowej roli całkiem nieźle i wcale nie odstawał od reszty. Mimo to mecz był naprawdę wyrównany i Cosmos postawił gospodarzom bardzo wymagające warunki. Szczególnie, że samo spotkanie zaczęło się dla nich kiepsko, bo od samobójczej bramki kapitana zespołu i team Salvadora de Fenixa musiał niemal od początku odrabiać straty. Nawet gdy było 2:0 to trudno było odnieść wrażenie, że jest to bezpieczny wynik dla Młodzieżowców. Niby gospodarze prowadzili grę, szukali swoich szans w ataku pozycyjnym, ale gdyby Cosmos lepiej wykańczał kontrataki, mecz mógłby potoczyć się w zupełnie innym kierunku. Na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 2:1 – bramkę kontaktową zdobył Adrian Wartecki po fatalnym błędzie w obronie Młodzieżowców. W drugiej połowie mogliśmy oglądać podobny obraz gry co w pierwszej. Wynik był na styku, obie ekipy grały wyrównane zawody i można było odnieść wrażenie, że kolejna bramka będzie kluczowa. Albo Młodzieżowcy odskoczą od rywala i wykorzystają to, że będzie on musiał zaryzykować, albo Cosmos wyrówna i pójdzie za ciosem. Pierwszy scenariusz okazał się tym prawdziwym, bo bramka na 3:1 Tomka Krzyżańskiego dała większy spokój w poczynaniach Młodzieżowców. Chwilę później po trafieniach Marcina Kowalskiego i Leona Michalika było już 5:1 i stało się jasne, że 3 pkt powędrują do gospodarzy. Obie drużyny trafiły jeszcze po razie, a ostateczny wynik brzmi 6:2. Młodzieżowcy zrobili spory krok do utrzymania, ale kluczowy w tej kwestii będzie pojedynek za Szmulkami w następnej kolejce.
Cóż to był za mecz w niedzielny wieczór na Arenie AWF! Znakomite widowisko piłkarskie okraszone dopingiem niezawodnych fanów teamu z Targówka. Perła WWA liczy się w walce o medale i w spotkaniu z liderem chciała pokusić się o niespodziankę. Od początku oglądaliśmy sporo walki na boisku a dobrze ustawieni gospodarze postawili wysokie wymagania Kryształowi. Goście niesieni dopingiem mieli optyczną przewagę, ale długo nie przynosiło to efektu bramkowego. Perła nie ograniczała się tylko do defensywy, lecz starała się zagrozić bramce Kacpra Romanowskiego, który tego dnia miał sporo pracy i być może był to dla niego najcięższy mecz w tym sezonie. Szczególnie aktywny w obozie gospodarzy był Oliwier Tetkowski. Miał sporo odbiorów i zwłaszcza w defensywie wyróżniał się w swojej drużynie. Goście przed przerwą dopięli swego i Piotr Mściwujewski wyprowadził swój team na prowadzenie. Do przerwy mieliśmy wynik 0:1. Po zmianie stron Kryształ szybko podwyższył wynik i wydawało się, że gospodarze już się z tych okoliczności nie podniosą. Zareagowali jednak na stratę bramki znakomicie i to oni przejęli inicjatywę na boisku. Golkiper zespołu z Targówka miał sporo pracy a i szczęście mu sprzyjało w kilku sytuacjach. Wreszcie udało się złapać kontakt i bramka na 1:2 jeszcze bardziej uskrzydliła Perłę. Kryształ jakby zaskoczony wydarzeniami na boisku zaczął grać trochę poniżej swojego poziomu i to przełożyło się na bramkę wyrównującą dla rywali. Przy stanie 2:2 Perła miała jeszcze okazję na strzelenie bramki, ale wspomniany golkiper Targówka miał tego wieczora swój dzień. W końcówce Kryształ potrafił strzelić bramkę na 3:2 a dosłownie na sekundy przed końcem obrońca gospodarzy wybił piłkę ręką z bramki, za co dostał czerwoną kartkę a goście rzut karny, który skutecznie wykorzystali. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:4. Brawo dla obu ekip za znakomite spotkanie i śmiało możemy powiedzieć, że było to jeden z najlepszych piłkarsko spotkań na tym poziomie rozgrywek.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)