Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 3 Liga
Starcie Kryształu ze Smoczą Furiozą okazało się meczem do jednej bramki. Team Kacpra Romanowskiego był tutaj murowanym faworytem i jego boiskowa dominacja budowała się powoli, ale bardzo skutecznie. Warto zwrócić uwagę na to, że mecz rozgrywany był w bardzo ciężkich warunkach pogodowych, bo na czas trwania spotkania rozpadał się śnieg, co powodowało, że obie ekipy podeszły do rywalizacji nieco spokojniej niż zwykle i choć nie brakowało dynamicznych akcji i indywidualnych popisów, to drużyny raczej się oszczędzały. Oczywiście nie mamy tutaj na myśli relacji blok ofensywny Kryształu – bramkarz Smoczej Furiozy Bartek Kochan, bo tutaj nie było litości i golkiper Furiozy był nękany przez cały mecz, a gdyby nie jego interwencje, wynik mógłby być dużo wyższy. Pierwszy bramka padła dopiero w 6 minucie, a wynik otworzył Bazyli Grabiec, ale już kolejne trafienia na koncie Kryształu były tylko kwestią czasu. Gol numer dwa to samobój w wykonaniu Kacpra Boguckiego, a następnie trafiali kolejno Karol Sulkowski, Kacper Kubiszer oraz Kacper Kacprzycki i pierwsza połowa skończyła się wyraźnym prowadzeniem gospodarzy 5:0. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie i Kryształ wciąż był w natarciu. Wprawdzie w 32 minucie żółty kartonik obejrzał Mateusz Sidor, jednak dominacja teamu z Targówka była absolutnie bezdyskusyjna i nawet grając w osłabieniu byli w stanie zdobyć gola, a zabójczą kontrę poprowadził Karol Sulkowski. Kryształ konsekwentnie podwyższał prowadzenie i jak zwykle w teamie Kacpra Romanowskiego panowała świetna atmosfera. Goście praktycznie bawili się w tym meczu, ale nie okazywali w ten sposób braku szacunku dla przeciwnika, tylko potwierdzali swoją boiskową jakość, dając nam jednocześnie wyraźny sygnał, że fotel lidera zamierzają utrzymać do końca tego sezonu. Dla Furiozy był to koszmarnie ciężki mecz, ale w 48 minucie udało się zdobyć bramkę honorową, a akcję Janka Sądeja wykończył Hubert Brodowski i mecz zakończył się wynikiem 12:1.
Drużyna Młodzieżowców po trzech ostatnich spotkaniach, w których zdobyła tylko jeden punkt bardzo niebezpiecznie zbliżyła się do strefy spadkowej. Po drugiej stronie boiska znajdowała się ekipa FC Zoria Streptiv, która swoje dwa ostatnie mecze zakończyła z kompletem punktów. Obydwie drużyny rozpoczęły starcie bardzo spokojnie, badając siłę rażenia swoich oponentów. Pierwszą składną akcję przeprowadzili gospodarze i to właśnie oni rozpoczęli strzelanie w tej potyczce. Zdobyta bramka dała im prowadzenie, ale tylko na chwilę, gdyż minutę później rywale doprowadzili do wyrównania. Kolejna ładna akcja zespołu gospodarzy i ponownie drużyna ta wyszła na prowadzenie. I dobrze zareagowała na tę sytuację, mądrze się cofając i czekając na nadarzające się okazje z kontrataku. Jedna z nich przyniosła zamierzony efekt w postaci kolejnego gola i na przerwę drużyny schodziły z prowadzeniem zespołu Młodzieżowców 3:1. Tuż po rozpoczęciu drugiej części meczu byliśmy świadkami kolejnego trafienia gospodarzy. W 32 minucie sytuacja prowadzących trochę się jednak skomplikowała po żółtej kartce, bo rywal grał trzy minuty w przewadze jednego zawodnika. Goście tej przewagi nie wykorzystali, a na domiar złego grający już w pełnym składzie rywale za chwilę znów cieszyli się z gola. W ostatniej akcji spotkania po sprytnie rozegranym rzucie wolnym gospodarze zdobyli ostatnią bramkę i mecz zakończył się wynikiem 6:1. Na uwagę zasługuje świetna forma dwóch zawodników: Igora Jagodzińskiego oraz Marcina Kowalskiego. Pierwszy z nich zanotował hat-tricka, natomiast drugi zaliczył trzy kluczowe podania. Zespół FC Zoria Streptiv tego dnia był tylko tłem dla swoich rywali i poniósł zasłużoną porażkę.
Szalone i nieprzewidywalne okazało się starcie z 3.ligi między Cosmosem United a Fuszerką. Nie będziemy ukrywać, że tutaj niewiele wskazywało na to, iż Kosmiczni mogą zagrozić wiceliderom tabeli, bo nie wskazywała na to logika. Ekipa Salvadora de Fenixa może i ma potencjał na coś więcej, niż przedostatnie miejsce w tabeli, tylko co z tego, skoro tak rzadko to udowadnia. I wydawało nam się, że podobnie będzie i tym razem. Mecz miał jednak bardzo różne fazy, zwłaszcza pierwsza połowa. Zaczęło się od gola dla faworytów, po czym Cosmos zdobył trzy bramki z rzędu! Niezła zaliczka? W teorii tak, jednak w praktyce te dwa gole zapasu nie wystarczyły prowadzącym nawet do tego, by do przerwy remisować. Przeciwnicy przejęli bowiem inicjatywę i również wykazali się serią goli z rzędu – było ich aż cztery. I gdy myśleliśmy, że coś o tym meczu wiemy, druga połowa szybko wyprowadziła nas z błędu. Co prawda dość długo Fuszerka miała bezpieczną 2-3 bramkową przewagę, ale odnieśliśmy wrażenie, jakby w pewnym momencie zawodnicy tej ekipy pomyśleli, że mecz sam się dogra. Wykorzystali to oponenci, którzy doprowadzili do remisu 7:7! Ogromna w tym zasługa przede wszystkim dwóch graczy – Chrisa Rodila Kalaby i nowego w biało-niebieskich barwach, Norberta Piotrowskiego. Ten drugi wykazywał się niesamowitym instynktem strzeleckim i łącznie zdobył cztery bramki. Ale to nie wystarczyło do zdobycia nawet punktu. Pod koniec spotkania inicjatywa wróciła do Fuszerki a sprawę załatwiło trio Giska – Kralczyński – Machnacki. Końcowy rezultat to 9:7 i chociaż niespodzianki nie było, to faworyci na pewno mieli ze sobą o czym porozmawiać, bo gdyby wypuścili tutaj jakieś punkty (a było tego dość blisko), to długo by sobie nie darowali. Wszystko skończyło się jednak szczęśliwie. Ale mimo porażki brawa dla Cosmosu. Co prawda po raz kolejny okazało się, że ten zespół woli atakować niż bronić, natomiast jest to jakiś promyk nadziei na wiosnę, że przy dobrym składzie można powalczyć z tymi najlepszymi. I tego trzeba się trzymać, bo z pozytywów po tej rundzie, to chyba wszystko...
Minionej niedzieli na boiskach warszawskiego AWF-u mieliśmy okazję obserwować spotkanie pomiędzy drużyną Szmulek Warszawa z trzecim zespołem Husarii Mokotów. Gospodarzy na tym etapie rozgrywek należy niestety zaliczać do grona mniej zadowolonych ekip. Co prawda im dalej w sezon tym ich dyspozycja stawała się lepsza, jednak miniona kolejka i blamaż z Kryształem Targówek zdecydowanie nie należały do przyjemnych. Końcówka rundy również nie mogła napawać optymizmem, ponieważ Tomasz Hubner i spółka z całą pewnością nie należą do najwygodniejszych przeciwników. Mimo tego graczy w czarno-czerwonych strojach nie można było przekreślać. Należy podkreślić, że na tamten moment hipotetyczna wygrana (przy odpowiednich wynikach) mogła dać im trochę oddechu w przerwie pomiędzy rundami. Niestety dla nich, początek meczu nie ułożył się najlepiej. Po dwóch dynamicznych i przede wszystkim składnych akcjach na linii Hubner - Jończyk, to rywale mogli cieszyć się z prowadzenia. Mimo usilnych starań i wielu prób, zawodnicy Husarii III Mokotów grali bardzo konsekwentnie i nie pozwalali rozwinąć się zespołowi z Pragi. Z tego powodu Szmulki musiały zejść na przerwę przegrywając 2:6. Ku zaskoczeniu wszystkich po zmianie stron sytuacja obróciła się o 180 stopni. Gospodarze od samego początku rzucili się do szaleńczych prób, by odrobić straty. Skonfundowani goście bez swojego kapitana zostali postawieni w pewnym momencie pod ścianą. Szmulkom nie udało się jednak odrobić całej różnicy bramkowej z pierwszej połowy, czego efektem była porażka w stosunku 5:7.
Czwarte miejsce nie jest ulubionym dla sportowca, ale właśnie taki cel przyświecał ekipom Sante i Perły WWA. Triumfator tego spotkania meldował się na koniec rundy jesiennej tuż za plecami TOP 3, co stanowiłoby dobrą bazę wypadową przed atakiem na podium w drugiej części sezonu. Komu było bliżej do takiego scenariusza? Sante przyjechało bez swojego supersnajpera Michała Aleksandrowicza, a wiadomo co potrafi ten zawodnik. Z kolei Parła znów miała zawodników niemal na styk, natomiast z racji tego, że Sante nie słynie z forsowania tempa, to wydawało nam się, że nawet z tylko jedną zmianą, nominalni goście będą w stanie wytrzymać trudy całego spotkania. Pierwsza połowa potwierdziła tę tezę. Perła była lepsza i od stanu 1:1 zdobyła trzy bramki z rzędu. Tę serię mógł zrujnować Mikołaj Tokaj, ale przy wyniku 1:3 nie wykorzystał rzutu karnego, gdyż jego intencje świetnie odczytał Jakub Czajka. To wszystko spowodowało, że Sante schodziło na przerwę z trzema bramkami mniej aniżeli konkurent. Nie był to jednak moment na składanie broni. Wszystko było jeszcze do zrobienia, aczkolwiek rywalom udawało się utrzymywać bezpieczny bufor. Głównie za sprawą świetnie grającego Oliwiera Tetkowskiego, który zdobywał gola za golem, a dzielnie wspomagał go Igor Bartkowski. Ciekawiej zrobiło się w końcówce. Przy stanie 4:6 dla Perły fantastycznego gola niemal z własnego pola karnego zdobył Albert Piórkowski i w obozie przegrywających odżyła myśl, że można wywalczyć remis. Weto w tej kwestii postawił wspomniany Oliwier Tetkowski – świetne uderzenie z lewej nogi i było jasne, że Perle krzywda się tutaj nie stanie. Końcowy wynik to 7:5, ale warto pogratulować jednym i drugim tego spotkania, bo jak na ostatni mecz na Arenie Grenady, gdzie byliśmy już zziębnięci, ta potyczka trochę nas rozgrzała. Perła wygrała zasłużenie i to ona usadowiła się na czwartej lokacie. Co prawda strata do TOP 3 nie jest mała, ale jeżeli ten zespół odbuduje się pod względem kadrowym, to nie wykluczamy, że będzie w stanie powalczyć o medal. Sante ma na to mniejsze szanse, jakkolwiek dla nich ta runda też nie była zła. Świadectwem tego remis z Kryształem, który dla hemegonów z Targówka był jedyną stratą punktów w tym sezonie. Dlatego nawet jeśli założymy, że o puchary powalczą inni, to ten kto zlekceważy Sante, może się na tym ostro przejechać.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)