reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00
( 4 : 2 )
7 : 7
Raport

Niesamowicie dużo emocji dostarczył nam mecz Crimson Boys z Bad Boys, chociaż początek spotkania nie zapowiadał widowiska jakie nas czekało. Być może zawodnicy obu ekip potrzebowali nieco czasu, by się rozkręcić, z powodu wczesnej godziny rozgrywania meczu. Pierwszą bramkę zobaczyliśmy w 7 minucie, kiedy to Damian Borowski długim przerzutem uruchomił Huberta Karolaka, a ten zgrał do Bartosza Krajewskiego, który otworzył wynik spotkania. Parę minut później mieliśmy już 2:0 po rzucie z autu. Damian Borowski wyrzucił piłkę do Bartka Podobasa, a ten najlepiej odnalazł się w polu karnym. Co ciekawe chwilę wcześniej Źli Chłopcy podobnie rozegrali ten stały fragment gry i widać, że to jest od dawna ćwiczone. Goście w końcu się przebudzili i zdobyli bramkę kontaktową, ale Bad Boys odpowiedzieli na to kolejnymi dwoma trafieniami. Gdy wydawało się że pierwsza część zakończy się wynikiem 4:1, Crimson Boys znaleźli siłę na jeszcze jeden zryw i zdobyli gola na 4:2, po którym sędzia zagwizdał koniec pierwszej połowy. Początek drugich 25 minut było dość wstrząsające dla gospodarzy. Najpierw stracili bramkę na 4:3, a dodatkowo w tej samej akcji została odłożona w czasie żółta kartka za wślizg na przeciwniku. Goście wykorzystali grę w przewadze, bo już chwilę później było 4:4. Crimson poszedł za ciosem i niedługo potem prowadził już 4:5! Sportowa złość zagotowała się w gospodarzach, którzy ruszyli do odrabiania strat. Udało się to za sprawą Damiana Borowskiego, który z łatwością mijał kolejnych rywali i po indywidualnej akcji wyrównał na 5:5 na 10 minut przed końcem. Mecz niezwykle się wyrównał i mieliśmy świadomość, że może tu zadecydować jedna akcja. Obie drużyny szukały zwycięskiego gola i poszły na wymianę ciosów. Gdy na 5:6 trafił Kucharczyk, odpowiedział mu Borowski. Ale gdy na 3 minuty przed końcem kapitan Crimson znów wyprowadził swój zespół na prowadzenie wydawało się, że goście już tego nie oddadzą. Bad Boys postanowili zagrać z lotnym bramkarzem, ale gdy nie wyszła im kolejna akcja, już niemal dopisywaliśmy gościom 3 pkt. Jednak rzutem na taśmę Kamil Janowicz w ostatniej akcji meczu trafił na 7:7 i zespoły musiały podzielić się punktami! Bez wątpienia, był to najbardziej trzymający w napięciu mecz w całej 9 lidze. Z naszego punktu widzenia, remis nie krzywdził tutaj nikogo i oba zespoły zaprezentowały się całkiem dobrze.

2
10:00
( 5 : 2 )
6 : 3
Raport

Dość szybko przekonaliśmy się, kto lepiej znosi trudy porannego grania. Już w drugiej minucie Mateusz Hnatio przechwycił niefrasobliwe podanie obrońców Dynama i został sfaulowany w polu karnym. Szybko wymierzył sprawiedliwość, pewnie wykonując rzut karny na 1:0. Dobrze rozpoczęte spotkanie dało sporo luzu zawodnikom, którzy nomen omen grali pięknie. Joga Bonito szybko odjechała na prowadzenie 4:1, dużo bawiła się piłką a humory boiskowe dopisywały. Szczególnie brylował Mateusz Hnatio, który nawet w pewnym momencie pokusił się o strzał przewrotką. Ze strony Dynama natomiast brakowało kogoś, kto na dłużej mógłby wesprzeć rozgrywającego fantastyczne zawody Dimę Husaka. Utalentowany zawodnik gości tuż przed przerwą zmniejszył stratę, zdobywając gola na 5:2. Drugą połowę Dynamo Wołomin otworzyło całkiem nieźle - zaledwie dwa podania od wznowienia wystarczyły, by Dima Husak skompletował hat-tricka - 5:3. Jednak pomimo szybkiego tempa i wielu okazji z obu stron, później zobaczyliśmy już tylko trafienie Sebastiana Kluczka na 6:3. Jest to o tyle zaskakujące, że obie drużyny miały akcji na pęczki. Być może za dużo luzu poczuli zawodnicy gospodarzy, którzy mając zwycięstwo w kieszeni, przykładali większą wagę do błyskotliwości niż do celności. Z drugiej strony - walczące o wynik Dynamo Wołomin nie dość, że nie miało szczęścia w swoich poczynaniach, to Joga Bonito naprawdę mądrze i spokojnie się broniła. Więcej wsparcia w ataku dostał Dima, jednak ani Emil Krasnodębski, ani Tomasz Dzięcioł nie byli w stanie pokonać dobrze dysponowanego Patryka Wąsowskiego.

3
13:00
( 0 : 3 )
2 : 3
Raport

Świadkami niemałej sensacji byliśmy w meczu Hiszpańskiego Galeonu z FC Vikersonn. Od pierwszych minut gospodarze próbowali atakować bramkę Artura Karpinskyiego, jednak pomimo sporej nerwowości goście nie stracili bramki. Mało tego, to FC Vikersonn wyszedł na prowadzenie 0:1 po ładnym trafieniu Ivana Nasinnyka. Gospodarze praktycznie całą połowę atakowali i mieli swoje okazje, goście często się mylili w rozegraniu i obronie. Tutaj jednak należy zwrócić uwagę na rażącą nieskuteczność Hiszpańskiego Galeonu, który pomimo ogromnej ilości okazji nic nie strzelił w pierwszej odsłonie spotkania. Goście natomiast grali twardo, nie odstawiali nogi i ich charakter nadrabiał braki w technice. W kolejnych minutach, pomimo prób gospodarzy FC Vikersonn nie dość, że utrzymał prowadzenie, to jeszcze w dodatku je podwyższył. Bramki Ihora Makhlaia i Turguta Abbasova dopełniły dzieła zniszczenia w pierwszej połowie, która zakończyła się wynikiem 0:3. W drugiej połowie sytuacja nie uległa zmianie - Hiszpański Galeon grał a FC Vikersonn głównie bronił. Świetnie spisywał się na boisku Mikołaj Zakrent, który był mózgiem gospodarzy w tym meczu - żadna akcja nie mogła się bez niego odbyć. Był on zresztą ważną częścią akcji, która wreszcie dała przełamanie - przy golu na 1:3 przedłużył on wrzutkę do Jacka Fijałka. Później prawdziwą kanonadę przeprowadziła załoga Galeonu, bombardując bramkę gości. Jednak pomimo licznych prób, Norbert Skrzecz przegrywał z Arturem Karpinskyim. Później bramkę kontaktową na 2:3 dołożył Mikołaj Zakrent i remis wisiał w powietrzu. Jednak bohaterem spotkania okazał się bramkarz gości, który w ostatnich minutach okazał się być kilkukrotnie górą w pojedynkach z zawodnikami gospodarzy.

4
14:00
( 2 : 1 )
4 : 5
Raport

Spotkanie pomiędzy FC Torpedo i Awanturą Warszawa II to starcie dwóch ekip zajmujących ostatnie miejsca w ligowej, dlatego każda z tych ekip chciała zgarnąć trzy punkty i odbić się od dna tabeli. W początkowych minutach meczu na boisku widzieliśmy sporo walki z obu stron boiska, a w grze zawodników widać było duże zaangażowanie. Lepiej to spotkanie rozpoczęła drużyna FC Torpedo, bramkę na 1-0 po precyzyjnym strzale zdobył Uladzislau Nazaruk. Goście za sprawą Sebastiana Dydeckiego szybko odpowiadają i mamy 1:1. W kolejnych minutach rysowała się przewaga Awantury, która raz po raz przeprowadzała groźne akcje, niestety często brakowało dokładności i wykończenia akcji. W końcówce pierwszej połowy to gospodarzom dość niespodziewanie udaje się wyjść na prowadzenie. Po stracie piłki w środku pola i szybkiej kontrze bramkę na 2:1 zdobywa Zelinskyi. Po przerwie spotkanie było zdecydowanie bardziej otwarte, obie ekipy postawiły na grę ofensywną zapominając często o grze w obronie. Po kolejnej stracie piłki przez Awanturę Warszawa, FC Torpedo podwyższa wynik na 3:1. W kolejnych minutach do pracy zabrali się goście i to oni zaczęli stwarzać coraz więcej problemów bramkarzowi gospodarzy. Zmasowane ataki w końcu przyniosły zamierzony rezultat, bramkę kontaktową na 3:2 zdobywa Sebastian Dydecki. Po upływie kolejnych minut mieliśmy już remis, tym razem piłkę do bramki rywali skierował Daniel Szadkowski. Po stracie dwóch bramek FC Torpedo odpowiada swoją bramką, szybką i zespołową akcję wykańcza Luka Danylenko i mamy 4:3. Goście ponownie rzucili się do odrabiania strat, zdecydowanie wzmocnili siłę ataku i akcje przeprowadzali niemal wszystkimi zawodnikami. Rozpaczliwe próby przyniosły zamierzony efekt dzięki bramce Daniela Szadkowskiego - Awantura po raz kolejny w tym meczu doprowadza do remisu. W końcowych minutach spotkania to już wymiana ciosów z obu stron. Obie ekipy chciały strzelić zwycięskiego gola i zgarnąć trzy punkty w ligowej tabeli. Ta sztuka udała się gościom, a dokładnie najlepszemu na boisku tego dnia Sebastianowi Dedyckiemu. To głównie dzięki jego postawie Awantura Warszawa ostatecznie wygrywa to spotkanie 4:5. Obie ekipy muszą solidnie wziąć się do roboty, aby pod koniec sezonu ligowego nie bić się o utrzymanie w 9 lidze.

5
18:00

Spotkanie pomiędzy zespołami Warsaw Gunners FC oraz TRCH to rywalizacja drużyn, które tylko raz schodziły z boiska pokonane. Przed tym meczem obydwie ekipy zainkasowały po 6 punktów i ciężko było wskazać faworyta. Pierwszą groźną akcję stworzyli zawodnicy gości i to właśnie oni objęli prowadzenie. Riposta ich rywali była natychmiastowa i po pięciu minutach w protokole meczowym widniał wynik remisowy. Kolejna istotna sytuacja wydarzyła się kilka minut później, kiedy to bramkarz zespołu gospodarzy dostał żółty kartonik i jego zespół był zmuszony grać przez 3 minuty w osłabieniu. Rywal tej szansy nie wykorzystał i w pierwszym kwadransie więcej bramek nie padło. Po upływie tego czasu pierwszy raz na prowadzenie wyszli zawodnicy Warsaw Gunners, jednak riposta ich przeciwników była bardzo konkretna. W ostatnich minutach pierwszej części meczu aż trzykrotnie futbolówka trafiła do bramki rywali i na przerwę zawodnicy schodzili z wynikiem 2:4. Przed bardzo trudnym wyzwaniem po przerwie stanęła drużyna gospodarzy, która nie dość, że traciła do swoich rywali dwa trafienia to jeszcze straciła swojego najlepszego strzelca - Arkadiusza Trwogę. Jak się później okazało zawodnik ten ma złamaną kostkę i przez długi czas nie zobaczymy go na naszych boiskach. Początek drugiej połowy to kontaktowa bramka zawodników grających w trykotach Arsenalu. Jak się później okazało, było to ich ostatnie trafienie w tym spotkaniu. Tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego zespół TRCH zdobywając dwa gole ustalił wynik spotkania na 3:6.  Dzięki temu zwycięstwu zespół ten zajmuje miejsce na najniższym stopniu podium. Zespół Warsaw Gunners FC ponosi drugą porażkę w tym sezonie, ale jeszcze gorszą dla nich wiadomością jest to, że przez długi czas nie zobaczymy na boisku Arka. Życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia!

Reklama