Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 7 Liga
Spotkanie, którego stawką było pozostanie w grze o udział w Naszym Pucharze rozegrało się pomiędzy szóstą FC Polska Górom, a piątą w tabeli drużyną Więcej Sprzętu Niż talentu I przy ul. Strumykowej. Wysoka temperatura plus brak zmian u gości stawiało w roli faworyta gospodarzy, którzy w przeciągu sześćdziesięciu jeden sekund dość niespodziewanie stracili dwie bramki. Po szybkiej zmianie ustawienia na czterech obrońców w drużynie WSNT I, ich gra opierała się na grze z kontry i „zamurowaniu” dostępu w własne pole karne. Skuteczna gra w defensywie rywala okazała się na tyle skuteczna, że gospodarzom z wielkim trudem tylko parę razy udało się zagrozić bramce gości zdobywając przy tym jedną bramkę, a dobrze grający na „szpicy” Łukasz Krysiak wraz z kolegami zanotowali łącznie pięć trafień w pierwszej połowie kończąc ją z wynikiem 5:1 na swoją korzyść. Druga połowa przyniosła dużo więcej akcji ofensywnych u FC Polska Górom, lecz brak odrobiny szczęścia i mało skutecznej ofensywy nie pozwolił na zbliżenie się do rozsądnie grającej z poszanowaniem piłki gry drużyny gości, która cały czas grała „swoje”. Ostateczna wygrana WSNT I 10:4 zapewniła im grę w Pucharze zabierając tym samym szanse gospodarzą na awans do pierwszej piątki siódmej ligi.
Spotkanie Kubany z FC Dziki Z Lasu to mecz drużyn z górnej części tabeli. Gospodarzom w tym sezonie pozostała jednak tylko walka o miejsca 4-6, natomiast ich rywal cały czas liczy na zdobycie tytułu mistrzowskiego. Żeby to się stało musieli w tym spotkaniu zdobyć komplet punktów i liczyć na wpadkę swojego bezpośredniego rywala w walce o tytuł. Brak zmian i wysoka temperatura nie wróżyła nic dobrego dla drużyny gospodarzy, ale mimo tego początek spotkania był bardzo wyrównany. Pierwsza bramka padła dopiero w 12 minucie i była autorstwa zawodnika gości. W kolejnych minutach sporo pracy miał bramkarz gospodarzy, ale dzięki jego świetnym interwencjom nie mieliśmy zmiany wyniku spotkania. Na przerwę drużyny schodziły z minimalnym prowadzeniem zespołu gości. Druga część tego meczu rozpoczęła się od mocnego uderzenia zawodnika gości Konrada Adamczyka, który najpierw pięknym uderzeniem z rzutu wolnego, a później jeszcze piękniejszym strzałem z dystansu pokonał dwukrotnie bramkarza rywali. Szybko stracone bramki podłamały zespół gospodarzy, który całkowicie oddał inicjatywę przeciwnikom. Swoją przewagę udokumentowali na dziesięć minut przed końcem spotkania. W końcowych fragmentach meczu honorowe trafienie zdobyli gospodarze, ale ostatnie słowo należało do Tymka Kuroczko, który zdobywając swoją trzecią bramkę ustalił wynik na 1-6 dla swojej drużyny. Kubany grając bez zmian długo walczyli jak równy z równym ze swoimi przeciwnikami, ale finalnie zeszli z boiska jako pokonani. Zwycięstwo FC Dzików Z Lasu okazało się bardzo ważne, ponieważ ich rywal do walki o mistrza swoje spotkanie przegrał i za tydzień bezpośredni mecz między tymi drużynami wyłoni zwycięzcę całej ligi.
Odnosząca same zwycięstwa w rundzie wiosennej drużyna FFK Oldboys podejmowała niepokonaną od szesnastu spotkań ekipę Laga Warszawa, która ani razu od początku tej edycji rozgrywek nie opuściła fotela lidera. Zapowiadało się, zatem, że mecz przyniesie Nam wiele emocji. Już od pierwszego gwizdka sędziego oba zespoły dążyły do szybkiego zdobycia prowadzenia a styl, w którym to robiły cieszył nasze i kibiców oczy. Szybkie tempo gry na całej przestrzeni boiska, dokładne krosowe podania, co i rusz nie dawały spokoju bramkarzom po przeciwnych stronach. Pierwszą bramkę zdobyła drużyna gości, a ich prowadzenie trwało zaledwie parę sekund. Szybko odrobiona strata pchnęła gospodarzy do wyjścia na dwubramkowe prowadzenie, którego nie udało im się utrzymać do końca pierwszej połowy, a to za sprawą Jerzego Żółtowskiego, który trzykrotnie obsłużył kolegów doskonałym podaniem w tempo i to zawodnicy Laga Warszawa na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. Po powrocie na murawę styl gry nie uległ zmianie. Cały czas prowadzona otwarta gra gospodarzy i gości dawała coraz piękniejsze sytuacje strzeleckie, które lepiej wykorzystywali gracze FFK, dzięki czemu na osiem minut przed końcem meczu prowadzili 7:5. Będąca pod dużą presją Laga robiła co mogła aby wyrównać, a nawet wygrać. Na dwie minuty przed końcowym gwizdkiem na tablicy wyników widniał remis, z którym nikt nie chciał się pogodzić. Dwie szybkie akcje gospodarzy w ostatniej minucie za skutkowały wygrana 9:7 i pierwszą porażką gości, którzy za tydzień zagrają z drugą drużyną ligi o tytuł mistrzowski.
Bardzo interesująco zapowiadało się spotkanie pomiędzy drużyną Żoliball, a ekipą SGS. Obie ekipy zajmują miejsca w strefie spadkowej, ale to gospodarze mieli jeszcze szanse wydostać się ze strefy spadkowej. Mecz z początku był bardzo wyrównany i nie brakowało w nim walki z obu stron. Obie drużyny cofnięte do defensywy próbowały spokojnie rozgrywać piłkę. Gospodarze swoich sił próbowali głównie po akcjach indywidualnych Michała Janowicza, lecz obrona gości wywiązywała się ze swoich zadań bez zarzutu. W siódmej minucie meczu, na strzał z dystansu zdecydował się wspomniany już Michał Janowicz i pokonał bramkarza SGSu. W kolejnych minutach spotkanie mogło przypominać piłkarskie szachy, klarownych okazji było jak na lekarstwo i pierwsza połowa ostatecznie kończy się wynikiem 1:0. W drugiej części nastąpiło przebudzenie gości. Byli w posiadaniu piłki przez większość tej części meczu, ale nie potrafili sforsować obrony gospodarzy, którzy bardzo dobrze i mądrze bronili się przez większość część spotkania. Do remisu w 35 minucie doprowadził Paweł Ryder, który wykorzystał podanie Radosława Mosóra. Od tego momentu spotkanie się zaostrzyło, czego wynikiem były częste faule i odgwizdywane rzuty wolne. W 43 minucie po jednym z nich SGS wychodzi na prowadzenie, piłkę ustawił Jakub Westfal i nie czekając na gwizdek sędziego płaskim strzałem pokonał bramkarza Żoliball. Goście nie mając nic do stracenia rzucili się do odrabiania strat, często zapominając o grze w obronie. Efektem tego była trzecia bramka zdobyta przez gości, po szybko wyprowadzonej akcji gola na 1:3 ponownie zdobył Jakub Westfal. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie. Młodzi zawodnicy gospodarzy przegrywają z doświadczoną ekipą SGSu i tym samym tracą ostatecznie szanse na utrzymanie w 7 lidze.
Starcie Partyzantów z Włoch z Wiecznie Drugimi nie było na pewno spotkaniem na szczycie 7 Ligi. Jednak to co działo się w pierwszej połowie mogło podobać się kibicom. Każda z ekip pojawiła się na meczu z jedną albo dwiema zmianami, więc można było na spokojnie rotować zawodnikami. Było to bardzo ważne, bo słońce niemiłosiernie grzało i bardzo mocno dawało się zawodnikom we znaki. Jedna i druga ekipa przyjechała na mecz aby wziąć 3 punkty i było to bardzo dobrze widać na boisku, szczególnie w pierwszej połowie. Wiecznie Drudzy już w 6 minucie zdobyli swoją pierwszą w tym meczu bramkę, nie zamierzali się po tej zdobyczy poddawać i atakowali dalej. Partyzanci jak to partyzanci, dosyć mocno przyczajeni czekali na swoje okazje. Co chwile zmieniał się obraz obserwowanego przez kibiców spotkania. Atakowali raz jedni raz drudzy. Tak wyglądało to do 24 minuty, w której Partyzanci zdobyli bramkę kontaktową. Mateusz Łuczak, po prostopadłym podaniu od Krystiana Miszkurki ładnie strzelił w długi róg i mieliśmy remis 1-1. Takim też wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Druga część spotkania to nadal wymiana ciosów z obu stron, ale nikt nie potrafił jednak zdobyć bramki. Nadeszła jednak 32 minuta i bardzo ładnie wykonany rzut wolny przez zawodników gości. Markowany strzał i sprytne podanie z klepki dały ekipie Drugich ładną bramkę na 1-2. Jednak podrażnieni gospodarze nie mieli zamiaru składać broni i 2 minuty później doprowadzili do remisu 2-2. Po tej bramce widocznie zdenerwowani goście wzięli się ostro do roboty i tylko oni zdobywali bramki w tym meczu. Szybko zdobyte 4 gole ustawiły spotkanie i goście mogli się cieszyć z 3 punktów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)