Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 2 Liga
Bez niespodzianki obyło się w pierwszym spotkaniu 2. ligi - faworyt od początku kontrolował przebieg meczu. Już w pierwszej akcji Volodymyr Grabowski otworzył wynik, a Ternovitsia nie zwalniała tempa. Po chwili, po przechwycie, Grabowski podwyższył na 0:2, a Contra wciąż próbowała wypracować jakiekolwiek sytuacje strzeleckie. Pierwszy soczysty strzał jednej z najbardziej rozpoznawalnych drużyn Ligi Fanów zobaczyliśmy dopiero w 13. minucie, kiedy Jakub Dąbrowski próbował pokonać Danylo Artemenkę. W końcu po rzucie rożnym Dąbrowski zdobył gola kontaktowego i wśród rezerwowych Contry pojawiła się iskierka nadziei na korzystny wynik.
Niestety, została ona szybko zgaszona. Przez kilka minut Damian Zalewski ratował zespół świetnymi interwencjami, jednak jego opór w końcu został przełamany. Najpierw Serhii Romanovskyi podwyższył na 1:3, a następnie Volodymyr Hrydovyi, najlepszy zawodnik gości w tym spotkaniu, wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem gospodarzy i podwyższył na 1:4. Contra zdołała jeszcze przed przerwą odpowiedzieć jednym trafieniem, lecz goście i tak byli poza zasięgiem.
Rezultat 2:6 do przerwy raczej nie pozostawiał wątpliwości co do tego, kto zgarnie komplet punktów. W drugiej odsłonie gospodarze weszli lepiej, szybko strzelili na 3:6, jednak nie byli w stanie pójść za ciosem. Ostatecznie losy spotkania przypieczętowała żółta kartka dla Damiana Zalewskiego. Po niej goście ponownie nabrali rozpędu. Kolejne dwa gole Volodymyra Hrydovyiego ustaliły wynik na 3:8 i praktycznie zamknęły mecz. W końcówce padło jeszcze kilka bramek, ale nie zmieniły obrazu gry. Liderzy wygrali z Contrą 10:5 i z kompletem punktów przewodzą tabeli 2. ligi.
Contra natomiast potrzebuje przynajmniej punktu w starciu z We Love Life Husaria Mokotów lub korzystnego wyniku meczu Dziki z Lasu – Ukrainian Vikings, aby przezimować nad strefą spadkową.
Spotkanie pomiędzy Zoria Streptiv a Ukrainian Vikings kompletnie nie zwiastowało tego, co ujrzeliśmy po pierwszym gwizdku sędziego. Zespoły dzieli w tabeli raptem jedna drużyna, a mimo to przeskok formy oraz jakości, jaki zobaczyliśmy tego dnia, był po prostu zdumiewający. Ekipa Zorii już od pierwszych chwil włączyła pierwszy, drugi, a najczęściej piąty bieg i z minuty na minutę dosłownie demolowała swojego rywala. Wychodziło im praktycznie wszystko - strzały, magiczne podania czy sytuacyjne odbitki. Jak głosi stare przysłowie: szczęście sprzyja lepszym. I tak też było tym razem.
Obie części tego widowiska były pogromem w wykonaniu gospodarzy, których najjaśniejszym punktem był zdecydowanie Vladyslav Burda. Autor aż siedmiu asyst i trzech goli był fenomenalny, a swoją dyspozycją z tego meczu, śmiemy twierdzić, potrafiłby zagrać na nerwach niejednej ekipie z naszej ekstraklasy. Mocno wspierał go również Maksym Bozhko, autor pięciu goli, oraz Yauheni Novik, strzelec hat-tricka.
Najbardziej szkoda tego, że mecz rozpoczął się z ponad dziesięciominutowym opóźnieniem, a zakończył… osiem minut przed czasem. Ekipa gości uznała, że trzynaście straconych bramek to dla niej za dużo i przedwcześnie zeszła z boiska, nie wyrażając chęci do kontynuowania gry. Takiego zachowania nie pochwalamy, a z tego miejsca chcielibyśmy wyrazić odrobinę współczucia dla gospodarzy, bo ich fantastyczna dyspozycja niemal na pewno dałaby im jeszcze kilka trafień. A tak muszą obejść się smakiem, podobnie jak my, którzy zamiast pełnego widowiska otrzymaliśmy skrócony mecz w przedostatniej kolejce rundy jesiennej.
Apetyty na to spotkanie były ogromne, ponieważ obie drużyny przystępowały do meczu z identycznym dorobkiem punktowym. Gospodarze jako pierwsi przejęli inicjatywę. Najpierw Bartosz Żebrowski otworzył wynik, skutecznie finalizując swoją sytuację, a zaledwie chwilę później na listę strzelców wpisał się Vladyslav Rakhmail, podwyższając rezultat na 2:0. Husaria jednak nie zamierzała odpuszczać. Kontaktowe trafienie Kamila Kapicy z pewnością przywróciło gościom nadzieję. Ich radość nie trwała długo - indywidualny popis Maksima Hladchenko ponownie dał gospodarzom dwubramkowe prowadzenie. Rock’n Roll mogli jeszcze przed przerwą powiększyć swój dorobek bramkowy, jednak Vladyslav Voronov nie wykorzystał rzutu karnego.
Druga odsłona to ponownie mocne otwarcie gospodarzy. Najpierw kolejne trafienie dołożył Hladchenko, a chwilę później wynik na 5:1 podwyższył Filip Hebda. Husaria grała jednak ambitnie i potrafiła stworzyć sobie wiele groźnych sytuacji, które szybko przyniosły bramki. Goście zbliżyli się na dystans dwóch trafień, podkręcając emocje w końcówce. Niestety był to ich ostatni pozytywny akcent. Najpierw Rakhmail pewnie wykorzystał rzut karny, a chwilę później hat-tricka skompletował znakomity tego dnia Maksim Hladchenko.
Rock’n Roll Warsaw wygrywa 7:3, pokazując skuteczność i dużą determinację. Mecz był stosunkowo wyrównany, Husaria walczyła do końca, ale tym razem nie udało jej się poprawić swojego dorobku punktowego.
Dziki z Lasu spokojnie zrealizowały plan, jakim było zdobycie kompletu punktów z zamykającym tabelę AGAPE Team, choć trzeba przyznać, że goście nie poddali się bez walki. Mało tego, wykorzystując kilka błędów gospodarzy, zawodnicy w białych koszulkach schodzili na przerwę prowadząc 1:2. Świetne zawody rozgrywał Vladyslav Martynov - najpierw z ostrego kąta pokonał Kamila Wiktorowicza, a pod koniec połowy asystował Michałowi Adamowskiemu. Swoje do wyniku dorzucił też Hubert Kałucki, który m.in. obronił sytuację sam na sam.
Niepokojące dla gospodarzy mogło być to, że 1:2 stanowiło najmniejszy wymiar kary. Goście powinni zdobyć jeszcze dwa gole. Raz świetnie interweniował Kamil Wiktorowicz, a innym razem uderzenie zawodnika Agape obiło poprzeczkę.
W drugą połowę Dziki weszły z większą determinacją, co szybko odmieniło losy spotkania. Najlepszy na boisku Patryk Kępka mocnym uderzeniem po ziemi zaskoczył zasłoniętego bramkarza, a chwilę później asystował przy golu Bartka Rudnika i z 1:2 zrobiło się 3:2. Od tego momentu AGAPE brakowało już siły rażenia oraz kondycji, by realnie zagrozić rywalom.
Jednostronna druga połowa przyniosła kolejne trafienia gospodarzy, którzy ograniczyli zapędy Vladyslava Martynova i konsekwentnie punktowali bezradnych gości. Ostatecznie FC Dziki z Lasu wygrały drugą odsłonę aż 7:0, a całe spotkanie 8:2. Najjaśniej świecił wspomniany Kępka, który dopisał do „kanadyjki” cztery punkty - trzy asysty i jedno trafienie.
To spotkanie miało potencjał, by na boisku wybuchły iskry. Bandziorsi to drużyna, która potrafi grać z najlepszymi, a Cyrkulatka jest jednym z najmocniejszych kolektywów w całej lidze. Jednak tym razem emocje zostały bardzo szybko utemperowane. Cyrkulatka przyjechała w wyjątkowo mocnym składzie, a ich gra wyglądała jak perfekcyjnie naoliwiona maszyna.
Różnicę było widać już od pierwszych minut. Bartłomiej Panas, wracający po kontuzji, od razu przypomniał, jaką jakość potrafi wnieść na boisko. Dynamika, timing, czucie przestrzeni - wszystko to sprawiało, że ofensywne akcje gości płynęły z niesamowitą lekkością. A przecież w tej drużynie każdy zawodnik wyróżnia się przygotowaniem fizycznym i techniką. W klasycznym stylu znakomicie współpracowali bracia Wieliczuk: Maciek podawał, a Marcin kończył, pokazując pełną zgodność i automatyzm, który można wypracować tylko latami wspólnej gry. Swoje dorzucił również Rząd, który jak zwykle był nie do zatrzymania w pojedynkach, a defensywa Cyrkulatki grała z taką pewnością, jakby wynik od początku był zapisany na ich korzyść.
Bandziorsi nie byli jednak tylko tłem. W ofensywie także pokazali kilka naprawdę jakościowych akcji, przede wszystkim piękną bramkę Macieja Kiełpsza, który huknął z dystansu w sposób, przy którym nawet rywale musieli kiwnąć głową z uznaniem. Do tego gospodarze dwukrotnie trafiali z rzutów wolnych, co tylko podkreśla, że po ich stronie nie brakowało piłkarskiej jakości. Problem w tym, że Cyrkulatka prezentowała o klasę wyższą dynamikę, szybciej podejmowała decyzje i skuteczniej finalizowała akcje. Z każdą minutą ich przewaga rosła, a Bandziorsi, mimo ambitnej gry, nie byli w stanie dotrzymać tempa.
Ostatecznie goście wygrali 13:5, potwierdzając, że są jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa. Po ośmiu kolejkach Cyrkulatkę czeka prawdopodobnie najważniejszy mecz sezonu, a więc starcie z Ternovitsíą. Z kolei Bandziorsi… cóż, aż trudno uwierzyć, że mają na koncie tylko 4 punkty. Potencjał jest, jakość jest, brakuje jedynie przełożenia tego na regularne wyniki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)