Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 1 Liga
Bardzo ważne spotkanie w kontekście utrzymania się na drugim poziomie rozgrywkowym stoczyły ze sobą drużyny Zjednoczonej Ochoty oraz Warszawskiej Ferajny. Gospodarze bardzo dobrze przepracowali przerwę zimową i efektem tego była pierwsza wygrana w ostatniej kolejce. Ich rywale znajdowali się tuż nad nimi, ale od dawna licznik zdobyczy punktowej stoi u nich w miejscu. Pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie gospodarze, którzy w 4 minucie wyszli na prowadzenie. W kolejnych minutach inicjatywę przejęli rywale i jeden z ich ataków zakończył się bramką wyrównującą. Pod koniec pierwszego kwadransa gry pięknie z rzutu wolnego przymierzył Rafał Popis i jego zespół po raz drugi miał gola przewagi. Chwilę później prowadzenie podwyższyli zawodnicy z Ochoty i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 3:1. Druga połowa rozpoczęła się od wymiany ciosów i efektem tego była bramka przez każdą z drużyn. Po upływie dziesięciu minut finałowej odsłony trafienie kontaktowe zanotował Konrad Pietrzak i ostatni kwadrans zapowiadał się bardzo interesująco. Dodatkowo chwilę po straconej bramce niefortunnie upadł na ziemię zawodnik gospodarzy, przez co musiał opuścić murawę. Problem polegał na tym, że Zjednoczeni przyjechali tylko w sześcioosobowym składzie i do końca spotkania byli zmuszona grać w osłabieniu. Niezwykłą klasę w tej sytuacji pokazał przeciwnik, który mimo walki z bezpośrednim rywalem o utrzymanie też zdjął jednego zawodnika z murawy i do końca meczu obydwie drużyny grały po 4 zawodników w polu! Więcej wolnego miejsca ewidentnie bardziej odpowiadało zawodnikom gospodarzy, którzy w ostatnich fragmentach aż czterokrotnie pokonali golkipera rywali. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 8:3 dla Zjednoczonej Ochoty, która zdobywając drugi komplet punktów z rzędu zrównała się w tabeli ze swoim dzisiejszym rywalem. Zawodnicy Warszawskiej Ferajny po raz kolejny schodzą z boiska jako pokonani, ale ich zachowanie fair-play wobec rywali zasługuje na wielkie uznanie.
Narodowe Śródmieście bardzo potrzebowało przełamania, po serii trzech porażek z rzędu. Ta ekipa co prawda wciąż wychyla głowę znad strefy spadkowej, ale na pewno ma świadomość, że jeśli nie zacznie punktować, to sytuacja w tabeli szybko może się skomplikować. W nieco lepszych humorach był za to ich niedzielny rywal, czyli MixAmator. Ta ekipa co prawda nie powalczy o medale, natomiast wygrywając tutaj mogła zrobić kluczowy krok w kierunku zapewnienia sobie pierwszoligowego bytu. Tyle że podopieczni Michała Fijołka przez długi czas byli dalecy od pozytywnego zakończenia spotkania z zespołem Marka Szklennika. W pierwszej połowie to Narodowe Śródmieście prezentowało się lepiej, przede wszystkim w defensywie, gdzie Narodowcy na niewiele pozwalali przeciwnikowi. Z kolei sami byli bardzo skuteczni i dzięki temu schodzili na przerwę przy wyniku 2:0. I prawdę mówiąc nie zapowiadało się, że tutaj coś się szybko zmieni. Piłka nożna bywa jednak nieprzewidywalna. MixAmator potrzebował dosłownie dwóch akcji na starcie drugiej połowy i ze stanu 0:2 doprowadził do remisu. Narodowcy stracili w ten sposób bardzo szybko to, co tak mozolnie budowali w premierowej odsłonie. I teraz to oni wyglądali na ekipę, która nie ma pomysłu na kreowanie swoich akcji. Bez względu na to kto odpowiadał za ich formację ofensywną, to nie potrafił zmusić do większego wysiłku Mateusza Karpińskiego. Z kolei MixAmator nie dość, że się rozkręcał, to jeszcze miał trochę szczęścia, bo przy golu na 3:2 Łukasza Widelskiego z rzutu wolnego, piłka zaliczyła paskudny rykoszet i nie dała szans na skuteczną interwencję Markowi Reszczyńskiemu. Gol straty zdeterminował postawę drużyny ze Śródmieścia, która musiała już zaryzykować, a wiadomo że w takich okolicznościach trzeba się liczyć z konsekwencjami. No i tak też było w tym przypadku – Narodowcy nie tylko nie zdobyli bramki, ale pozwolili aby pokarał ich Żenia Baiew i tym samym wynik stanął na 4:2 dla MixAmatora. Było to spotkanie dwóch zupełnie różnych połów. Pierwsza zdecydowanie dla Narodowego, druga dla rywali i tak naprawdę trudno powiedzieć, skąd wzięła się ta niemoc przegranych w finałowych 25 minutach. Ta porażka oznacza, że ekipa Marka Szklennika będzie do samego końca zamieszana w walkę o ostatnie bezpieczne miejsce w ligowej hierarchii. MixAmator może być w tej kwestii dużo spokojniejszy, co nie znaczy, że nie będzie szukał możliwości do kolejnych, wartościowych skalpów.
Green Lantern, czyli ósma ekipa 1 ligi podejmowała na swoim terenie trzecią w tabeli Contrę. Gospodarze dobrze wiedzieli jak niebezpiecznym przeciwnikiem jest zespól gości i niestety szybko przekonali się o ich sile. Już w 1 minucie Contra po ładnej dwójkowej akcji zdobyła swoje pierwsze z trzynastu (!) trafień w tym meczu. Niezawodny w tym sezonie i popularnie nazywany RP9 Radosław Parszewski ( 4 bramki i 1 asysta ) bez problemu wykorzystał ładne podanie najlepszego asystenta w tym meczu Michała Raciborskiego ( 4 asysty i 1 bramka ). Chwilę później było już 2-0. Faulowany w polu karnym zawodnik Contry padł jak długi a Tomasz Zagórski ( 4 bramki 1 asysta ) bez problemu pokonał bramkarza gospodarzy. Pierwsza połowa to niestety dla drużyny Green Lantern festiwal strzelecki ekipy Contry. Adrian Bucki, Michał Raciborski, Radosław Parszewski oraz Tomasz Zagórski siali ogromne zamieszanie w szeregach rywala i efektem tego było 7-0 na tablicy wyników. Druga połowa to ponownie mocny start Contry i szybkie dwie bramki. Widać było, iż gospodarze bardzo się starali, ale nic tego dnia nie wychodziło jak sobie zaplanowali. Dopiero w 35 minucie Green Lantern zdobyli swoje pierwsze z dwóch trafień w tym meczu, ale nie zagroziło to w żaden sposób ich rywalom. Contra grała swoje i przy takim wyniku na spokojnie kontrolowała przebieg spotkania. Gospodarze co prawda starali się dogonić wynik, ale jak wspomnieliśmy wyżej nic nie chciało wpaść do siatki rywala. Wiemy dobrze o tym, że Green Lantern to nie są poczatkujący piłkarze tylko ludzie którzy wiedzą o co w tym sporcie chodzi i potrafią naprawdę dobrze grać w piłkę, ale niestety nie w tym meczu... Goście spokojnie bronili wyniku i dołożyli jeszcze dwa gole, co zakończyło spotkanie wynikiem 13-2. Contra pokazuje, że będzie się bić do końca sezonu o awans do wyższej ligi rozgrywkowej, natomiast Green Lantern muszą zacząć zdobywać punkty, aby myśleć o utrzymaniu się i spokojnej letniej przerwie w rozgrywkach Ligi Fanów.
Niezwykle interesująco zapowiadała się konfrontacja Otamanów z Explo Team. Gospodarze nadal mają nadzieje na walkę o mistrzostwo, a goście wciąż chcą zachować kontakt z ekipami z podium. Początek meczu niezwykle intensywny i obie drużyny miały kilka dogodnych okazji do strzelenia bramek. Otamany prowadziły atak pozycyjny i cierpliwie czekały na swoje szanse. Explo Team spokojnie ustawiło się z tyłu i szukało swoich okazji w kontratakach. Prowadzenie dla teamu z Ukrainy po akcji kombinacyjnej zdobył Dmytro Arterchuk. Po chwili Vitalii Yakovenko podwyższył wynik i wydawało się, że przy stanie 2:0 Otamany spokojnie będą kontrolowali mecz. Jednak od tego momentu znakomicie zaczęli grać goście. Najpierw Dominik Szarpak strzelił gola na 2:1, a po chwili po dwóch znakomitych trafieniach Marka Pawłowskiego zrobiło się 2:3. Gospodarze trochę zaskoczeni chcieli szybko wyrównać, lecz ich gra w tej części meczu była niedokładna. Po jednym z nieudanych zagrań golkipera Otamanów piłkę przejął Mateusz Szarpak i strzałem spod własnej bramki trafił do siatki rywali. Do przerwy było 2:4, co zwiastowało nam nie lada emocje w drugiej części spotkania. Otamany starały się odrabiać straty, ale ich gra nie była już tak skuteczna jak na początku meczu. Taki stan rzeczy wykorzystało Explo i gdyby było skuteczniejsze to mogło wcześniej zamknąć to spotkanie. Przy stanie 3:6 w grę gości wkradło się trochę nonszalancji, jednak znakomicie miedzy słupkami spisywał się Mateusz Włudarski, który nie raz ratował swój zespół w ciężkich sytuacjach. Ostatecznie Otamany przegrały z Explo 4:7 a jak się później okazało - gdyby wygrały mogły zostać liderem. Explo Team pokazało że wciąż walczy o medale i z taką formą wszystko w tym sezonie jest jeszcze możliwe.
Warsaw Bandziors do tej pory stracili punkty tylko raz, remisując bezbramkowo w starciu z Explo Team. Z kolei graczom FC Almaz powoli zaczynało zaglądać w oczy widmo wypadnięcia z premiowanej udziałem w Pucharze Ligi Fanów górnej części tabeli. Byliśmy zatem pewni, że motywacji do gry nie zabraknie. Mecz zaczął się bardzo jednostronnie od przejęcia inicjatywy przez "Bandziorów" i bardzo szybko zdobytej bramki przez Norberta Stachurę, przy której asystą popisał się Norbert Wilk. Obraz gry w dużej mierze definiowała postawa wspomnianego napastnika, gdyż również bramki na 2:0 oraz 3:0 były jego autorstwa i już po dziesięciu minutach gry miał na swoim koncie klasycznego hat-tricka. Wszystko wskazywało na to, że dla gospodarzy będzie to spacerek. Punktem przełomowym, na pewno w kontekście morale obu zespołów, było gol ustalający wynik pierwszej odsłony na 3:1, kiedy to loba zza połowy boiska nad mocno wysuniętym Kajetanem Podgórskim posłał Jurii Rubashnyi. Po zmianie stron oglądaliśmy naprawdę bardzo ciekawą batalię, w której było sporo kontrowersji związanych z zagraniami ręką przez zawodników obu stron. W konsekwencji nie zostały uznane bramki dla każdej z ekip i na boisku zrobiło się gorąco. Początek drugiej połowy to jednak świetny powrót do gry ekipy z Ukrainy, która po golach Ihara Bakuna oraz Volodymyra Kylnyka doprowadziła do stanu 3:3. "Bandziory" jednak po tych dwóch ciosach się szybko się ocknęły i za sprawą Krzyśka Niedziółki oraz Marcina Wilka znów wyszli na wydawało by się - komfortowe prowadzenie 5:3. Nieustępliwi goście grali jednak bardzo ostro, na granicy przepisów i często udawało im się w ten sposób wyłuskiwać piłkę od rywali, czego efektem było kilka groźnych kontr. Po jednej z nich akcję potężnym strzałem zakończył Volodymyr Kylnyk, a następnie, również strzałem z dystansu, do kolejnego remisu doprowadził Ihar Bakun. Wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się podziałem punktów, gdy na zaskakujący strzał z okolicy połowy boiska zdecydował się Jurii Rubashnyi. Ten strzał trzeba po prostu zobaczyć, a jest to możliwe dzięki nagraniu VEO. Piłka posłana przez Jurija w ostatnie minucie meczu znalazła drogę do bramki, a została uderzona tak, że golkiper gospodarzy był bezradny. Ku ogromnej radości zawodników i kibicek FC Almaz zdołał wygrać to spotkanie 5:6, dzięki czemu nadal liczy się w walce o medale! Warsaw Bandziors, mimo porażki, nadal na czele I-szej Ligi Fanów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)