Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 1 Liga
Mecz na zapleczu naszej Ekstraklasy pomiędzy liderem Warsaw Bandziors, a Narodowym Śródmieściem, które jest tuż nad strefą spadkową pozwolił przeżyć nie lada sportowe emocje. Niepokonani gospodarze chcąc utrzymać się na pierwszym stopniu podium chcieli powtórzyć wynik z rundy jesiennej, w której wygrali wysoko. Mecz od samego początku był rozgrywany w szybki tempie i ofensywnym nastawieniu. Pierwsza bramka padła w czwartej minucie po strzale bramkarza Bandziorsów, piłka pechowo zrykoszetowała od nogi obrońcy Narodowego Śródmieścia znajdując drogę do bramki. Pięć minut później gospodarze prowadzili dwoma golami, lecz zapalczywość gości w dążeniu do odrobienia strat była imponująca i popłaciła. Adam Biegaj był autorem dwóch trafień doprowadzających do wyrównania w spotkaniu. Mimo, że gospodarze przeważali pod bramką rywala i odskoczyli gościom na dwie bramki prowadzenia w tej części meczu to zawodnicy w zielonych koszulkach nie poddawali się. Druga połowa wbrew naszym oczekiwaniom okazała się jeszcze ciekawsza i wciągająca aniżeli pierwsza. Po upływie zaledwie sześciu minut gracze z Narodowego Śródmieścia doprowadzili do remisu, a bramką Piotra Idzikowskiego spod własnego pola karnego nie powstydziłby się zawodowy piłkarz. Tak wyrównany stan trwał do 40 minuty, kiedy to rzut karny obronił bramkarz gości, lecz po jego interwencji do piłki doskoczył Norbert Stachura i umieścił piłkę w siatce. Wynik spotkania ustalił na trzy minuty przed końcem autor pierwszej bramki Kajetan Podgórski, który silnym strzałem z połowy boiska umieścił piłkę w górnym rogu bramki. Dzięki zwycięstwu gospodarze zachowali jeden punkt przewagi nad drugą drużyną w tabeli. Goście natomiast pozostali na siódmej pozycji. Dziękujemy obu zespołom za ten mecz pełen sportowej rywalizacji i pięknej gry w piłkę, oraz życzymy powodzenia w nadchodzących spotkaniach.
Prawdziwy futbolowy spektakl zaserwowały nam ekipy Mixamatora i FC Otamanów. Dla gości był to niezwykle ważny mecz, bo ewentualna strata punktów mogłaby mocno utrudnić plany zdobycia mistrzostwa, więc team Olega Bortnyka podszedł to tego spotkania bardzo ambitnie i już po pierwszym gwizdku starał się wywierać presję na przeciwniku. Gospodarze zostali zepchnięci do defensywy i odpowiadali tylko nielicznymi kontratakami, ale blok obronny działał bardzo sprawnie aż do 10 minuty. Dopiero wtedy udało się Maksowi Kondarevychowi uciec obrońcom, wyłożył piłkę Leonidowi Shcherbynie, a ten zapakował piłkę do siatki. Mixamator wyprowadzał coraz groźniejsze ataki i w 15 minucie bramkarz Otamanów został zmuszony do zatrzymania akcji faulem, za co obejrzał żółty kartonik. Gospodarze przystąpili do oblężenia bramki Ukraińców, ale goście wyszli z tego obronną ręką. Na dodatek w 23 minucie skuteczny kontratak wyprowadził Yaroslav Manzhaliy, a jego podanie na gola zamienił Leonid Shcherbyna. Wydawało się, że pierwsza połowa skończy się spokojnym prowadzeniem Otamanów, ale w ostatniej akcji przed przerwą do rzutu wolnego podszedł Damian Starosta i bez zbędnego zastanawiania się huknął w mur, a piłka rykoszetując wpadła do siatki. Skromne prowadzenie gości nie utrzymało się zbyt długo, bo drugą połowę Mixamator rozpoczął błyskawiczną akcją Łukasza Widelskiego, który urwał się obrońcom i nie dał szans Olegowi Bortnykowi. Trzy minuty później fortuna była już zdecydowanie po stronie Mixamatora – daleki wyrzut bramkarza, przejęcie przez Łukasza Widelskiego, strzał z półobrotu i goście wyszli na prowadzenie! Raptem minuty potrzebował Vitalii Yakovenko, żeby odwrócić losy meczu, bo dokładnie tyle zajęło mu strzelenie dwóch goli, które wyprowadziły jego zespół z powrotem na prowadzenie. Najpierw sprytnie oszukał bramkarza zagraniem piętą, a w następnej akcji z ostrego kąta strzelił pod poprzeczkę. Był to punkt zwrotny spotkania, bo choć do końca meczu zostało jeszcze sporo czasu, to gospodarzom powoli kończyły się pomysły na przełamanie ciasnej defensywy Otamanów. W 49 minucie wszelkie wątpliwości rozwiał Konstiantyn Didenko, a w ostatniej akcji meczu kropkę nad i postawił Maks Kondarevych i mecz zakończył się wynikiem 3:6.
Choć mecz Zjednoczonej Ochoty z Green Lantern był starciem drużyn z dołu tabeli, to obie ekipy postarały się o świetne i emocjonujące widowisko piłkarskie. Team Daniela Gałązki nie zdobył jeszcze punktów w tym sezonie, a poprzedni mecz z Otamanami pokazał, że chłopaki czują głód zwycięstwa. Sytuacja Green Lantern również nie wygląda różowo i strata punktów może pokrzyżować plany pozostania w 1 lidze. Jak widać stawka wysoka i szybko dało się zauważyć, że obie drużyny nie będą grały na remis. Na początku meczu zawodnicy obu ekip szanowali piłkę i sprawdzali czujność bloku defensywnego przeciwników. W 7 minucie goście wycofali futbolówkę do bramkarza, ale Rafał Popis sprytnym trickiem wyłuskał piłkę, wyłożył ją Danielowi Gałązce, a ten pewnym strzałem zapakował ją do siatki. W 17 minucie strzał z dystansu Adriana Wrońskiego wypiąstkował Adrian Mańk, piłka spadła pod nogi Rafała Popisa, który za chwilę zapisał się w protokole jako strzelec gola. Po chwili Adrian Kołodziejski huknął na bramkę Latarni, ale tym razem golkiper gości popisał się dobrą paradą. Ofensywa Latarni nie mogła się pozbierać, ale powoli się rozkręcała i w 23 minucie przyszło przełamanie – Tomasz Ciurzyński pociągnął akcję środkiem, wyłożył piłkę na lewe skrzydło, Mikołaj Wysocki uderzył na 2:1 i takim wynikiem skończyła się pierwsza połowa. W drugiej było już tylko ciekawiej. W 30 minucie Daniel Gałązka przechwycił niedokładne rozegranie, wyłożył futbolówkę Adrianowi Kołodziejskiemu i zrobiło się 3:1. Pięć minut później goście dostali rzut wolny w okolicach pola karnego, a Patryk Podgórski bez zbędnych ceregieli huknął w światło bramki, piłka zrykoszetowała i było 3:2. W 37 minucie emocje sięgnęły zenitu, bo za odkopnięcie piłki żółty kartonik obejrzał Adrian Wroński. Green Lantern wykorzystało przewagę i Tomasz Ciurzyński zdobył gola wyrównującego. Gdy tylko skończyła się kara Adriana… żółtko zarobił Krystian Kołodziejski. Zjednoczona Ochota nie tylko nie dała się zepchnąć do defensywy, to na dodatek kontrę wyprowadził Daniel Gałązka, podał do niekrytego Jakuba Zalewskiego, a ten przelobował bramkarza. Mimo to Latarnie wykorzystały przewagę i remis wywalczył Mikołaj Wysocki. Choć wynik był otwarty końcówka należała zdecydowanie do drużyny z Ochoty. W 48 minucie Rafał Popis wyprowadził akcję lewym skrzydłem, uciekł obrońcom i strzelił na 5:4, a po chwili Krystian Kołodziejski przepięknym strzałem z dystansu zapakował piłkę w samo okienko bramki ustalając wynik tej niezwykle ciekawej rywalizacji na 6:4.
Zdobywca Pucharu Ligi Fanów FC Almaz podejmował trzecią drużynę 1.ligi Contra. Mocno rozpędzona po zdobyciu pucharu ekipa gospodarzy bardzo chciała ten meczy wygrać, ale Contra postanowiła im w tym przeszkodzić. Mecz zaczął się po myśli Almaz. Już w 1 minucie Taras Mysko zdobył bramkę na 1-0 i wszystko szło po myśli gospodarzy. Jednak rywale to nie nowicjusze, więc 2 minuty później trafili na 1-1 po składnej akcji Tomasza Zagórskiego (4 bramki i asysta) i Michała Raciborskiego. W tym momencie rozpoczęła się chwilowa kanonada z obydwu stron. Na 2-1 dla Contry trafił popularny "RP9" Radosław Parszewski (3 bramki i 3 asysty) po ładnym podaniu Adriana Buckiego. Dwie minuty później wynik na 2-2 zmienił Jurii Rubashnyi po pięknej centrze Yevhena Syrotenko. 3 minuty później ponownie do siatki rywala trafił napastnik Contry Adrian Bucki i zrobiło się 3-2 dla gości. Gospodarze jednak nie bez powodu zdobyli Puchar Ligi Fanów. Na 3-3 trafił do siatki Bersultan Tulonbaev i zapowiadało się na dużą kanonadę z obydwu stron. Jednak ekipa gości grała swoje i zdobywała bramki, natomiast gospodarze jakby się na chwile zatrzymali. Bardzo mocno skupili się na obronie a Contra coraz mocniej atakowała. Szybko przyniosło to wymierne korzyści i już do końca pierwszej połowy to tylko drużyna gości zdobywała bramki. Ta odsłona zakończyła się wynikiem 6-3 dla Contry. Po zmianie stron goście śmiało atakowali a Almaz jakoś nie mogli odnaleźć rytmu z pierwszych minut. Gdy na zegarze wybiła 34 minuta goście prowadzili już różnicaą 6 bramek. Wynik 9-3 nie napawał optymizmem jeżeli chodzi o przegrywających, chociaż w żaden sposób nie oddawali pola rywalowi. Jednak Contra okazała się za mocna tego dnia. Do końca spotkania spokojnie kontrolowała przebieg meczu, narzucając swój styl gry przeciwnikowi. Co prawda Almaz zdobył jeszcze dwie bramki w tym spotkaniu, ale rezultat 12-5 dla ekipy gości pokazuje kto był lepszy tego dnia. Contra umocniła swoją trzecią pozycję w ligowej tabeli, Almaz natomiast będąc na piątej lokacie musi bardzo bronić swoich punktów.
Zdecydowanym faworytem starcia Warszawskiej Ferajny z Explo Team byli goście, którzy w ścisłej czołówce tabeli bardzo potrzebują każdego punktu, aby liczyć się w walce o medale, zatem o ich determinację byliśmy spokojni. Drużyna Kacpra Domańskiego nie ma łatwego życia w 1 Lidze Fanów i w tym sezonie walczy o utrzymanie. Od pierwszych minut gracze gości zaczęli testować umiejętności Bartka Wojciechowskiego, który dzielnie sobie radził między słupkami, aż do akcji przeprowadzonej przez Dominika Szarpaka. Defensor gości posłał pięknego crossa przez całe boisko do Daniela Ludyni, a ten ładnym strzałem z półwoleja otworzył wynik spotkania. Odpowiedź była iście imponująca, gdyż strzał Adriana Dembińskiego z dalekiego dystansu był tak silny, iż nawet interwencja bramkarza, który piłkę sparował, nie powstrzymała futbolówki przed wpadnięciem do bramki. Reszta pierwszej połowy to jednak zdecydowana inicjatywa po stronie miłośników klubu "Explosion", którzy po golach Pawła Rybaka oraz Daniela Ludyni zapewniła sobie dwubramkowe prowadzenie do przerwy w wymiarze 1:3. Druga połowa wyglądała bardzo podobnie. Szturmy graczy Explo na bramkę Ferajny i świetna gra Daniela Ludyni, której w drugiej części meczu również dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, kompletując w całym pojedynku aż cztery gole, do których dołożył jedną asystę. Szczególnej urody była bramka na 5:1, w której Daniel fenomenalnie złożył się do strzału, posyłając piłkę do bramki z ogromną siłą. Na otarcie łez, ładną akcję, zamykającą wynik meczu stanem 2:6, przeprowadzili gracze Warszawskiej Ferajny, w której to Adrian Dembiński dograł do dobrze ustawionego Kacpra Michaluka, a ten zdołał pokonać Pawła Rybaka. Cenne trzy punkty dla Explo Team, natomiast sytuacja "Ferajniarzy" nadal bardzo trudna.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)