Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 5 Liga
KK Wataha rozpoczęła mecz w roli zdecydowanego faworyta i potwierdziła to już od pierwszych minut. W 4. minucie Miłosz Czernecki efektownym strzałem z piętki, po podaniu Huberta Korzeniewskiego, otworzył wynik. Chwilę później goście odpowiedzieli – Michał Kurowski doprowadził do remisu.
Pierwsze dziesięć minut to prawdziwa kanonada – aż sześć bramek i wymiana ciosów w szybkim tempie. W szeregach gospodarzy wyróżniała się para Korzeniewski–Czernecki, a po stronie Oldboysów kolejne trafienia dołożyli Kurowski oraz Łukasz Łukaszewicz z rzutu wolnego. Jeden gol dla przyjezdnych padł też po samobójczym trafieniu Watahy. Mimo wyrównanego początku, gospodarze w końcówce pierwszej połowy przejęli inicjatywę i schodzili na przerwę z prowadzeniem 6:4.
Po zmianie stron obraz gry zmienił się diametralnie. Oldboysi, wyraźnie zmęczeni wysokim tempem pierwszej połowy, tracili siły i coraz rzadziej pojawiali się pod bramką rywala. Wataha natomiast włączyła wyższy bieg – Korzeniewski i Czernecki byli nie do zatrzymania, raz po raz rozmontowując obronę przeciwnika. Gospodarze grali swobodnie, pewnie i świetnie wykorzystywali przewagę kondycyjną.
Ostatecznie Wataha dobiła do dwucyfrowego wyniku, wygrywając 11:4 i dopisując do swojego konta niezwykle cenne trzy punkty w walce o podium.
Lepanes przystępowało do meczu z liderem w pełni świadome, że czeka ich wyjątkowo trudna misja. Ajaks, po prestiżowym zwycięstwie nad Kresowią, był w świetnych nastrojach i od pierwszych minut chciał potwierdzić, że walka o złote medale jest dla nich priorytetem numer jeden.
Spotkanie od samego początku układało się po myśli faworytów. W 6. minucie Natan Czyżewski otworzył wynik strzałem z dystansu, po którym piłka odbiła się od murawy i zaskoczyła bramkarza. Chwilę później Bartek Kopacz sprytnie posłał futbolówkę między nogami golkipera, podwyższając na 0:2. W końcówce pierwszej połowy goście dorzucili jeszcze dwa trafienia i na przerwę schodzili z komfortowym prowadzeniem 0:4.
Po zmianie stron Lepanes próbowało śmielej zaatakować, lecz szybko nadziało się na kontrę i kolejne groźne akcje Ajaksu. W 28. minucie padł jedyny tego dnia gol dla gospodarzy – Maciej Bartosiak trafił po asyście Janka Żurakowskiego. Zamiast jednak dodać Lepanes skrzydeł, bramka ta obudziła jeszcze większą determinację w szeregach lidera. Od tego momentu przewaga Ajaksu była coraz bardziej widoczna. Natan Czyżewski ponownie popisał się potężnym uderzeniem z dystansu, a Bartek Kopacz raz po raz brał udział w rozgrywaniu akcji, notując asysty i kluczowe podania. W końcówce goście całkowicie kontrolowali wydarzenia na boisku – długo utrzymywali się przy piłce, grali szeroko i konsekwentnie wykorzystywali luki w defensywie rywala.
Lepanes miało naprawdę dobry skład, ale zbyt indywidualna gra sprawiła, że nie byli w stanie w pełni wykorzystać swojego potencjału. Mecz zakończył się wynikiem 1:8 i obyło się bez niespodzianek – Ajaks był lepszy w każdym aspekcie gry, a druga połowa jedynie potwierdziła ich pełną dominację.
Kresowia Warszawa, po minimalnej porażce z liderem 5. ligi w poprzednim tygodniu, podejmowała Mistrzów Chaosu. Niepokonani goście, podrażnieni ostatnim podziałem punktów, aby zachować realne szanse na mistrzostwo, musieli w tym meczu przynajmniej nie przegrać.
Spotkanie od pierwszych minut toczyło się w szybkim tempie, a bramki padły niemal od razu po rozpoczęciu. Już w 2. minucie Tomek Faltynowski wyprowadził Mistrzów Chaosu na prowadzenie. Gospodarze odpowiedzieli trzy minuty później golem Danila Mikulicha i przejęli inicjatywę na boisku. Obie drużyny grały bardzo ofensywnie, ale to zawodnicy Kresowii zdobywali kolejne trafienia. Wydawało się, że gospodarze zdominują to spotkanie, jednak goście jeszcze przed przerwą zaczęli odrabiać straty i narzucać swój styl gry. Do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 3:3.
Druga połowa to zamiana ról – Mistrzowie Chaosu kontynuowali dobrą grę z końcówki pierwszej odsłony i szybko wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Kresowia, mimo ambitnych prób, nie była w stanie zbliżyć się do rywali, którzy na każdą straconą bramkę odpowiadali natychmiast kolejnym golem.
Mecz zakończył się wynikiem 5:8, co znacząco komplikuje Kresowii walkę o medale. Mistrzowie Chaosu dzięki temu zwycięstwu zrobili natomiast ważny krok w stronę zakończenia sezonu z pucharem w rękach.
Może to był przypadek, a może faktycznie coś wisiało w powietrzu, ale od pierwszych minut meczu Q–Ice Warszawa kontra Broke Boys czuć było niesamowitą intensywność. Można było odnieść wrażenie, że jedni chcą koniecznie coś udowodnić drugim – a być może to tylko wyobraźnia autora tych słów. Tak czy inaczej, starcie drużyn, które w 5. lidze raczej nie odegrają już poważniejszej roli w walce o czołowe lokaty, stało na bardzo dobrym poziomie. Tempo spotkania spokojnie można było porównać do meczu z 2–3 ligi, a nie z 5.
Bramkarze obu zespołów mieli w tym meczu pełne ręce roboty. W pierwszej połowie żadnej z drużyn nie udało się wypracować większej przewagi. Dwukrotnie na prowadzenie wychodzili gracze Q–Ice, lecz Broke Boys za każdym razem odpowiadali, a dużo dobrej roboty w ich szeregach wykonywał dopisany tuż przed spotkaniem Orest Petryszyn.
Po przerwie zaznaczyła się lekka przewaga Q–Ice. Podopieczni Łukasza Mroza po raz pierwszy w tym meczu wyszli na dwubramkowe prowadzenie – najpierw bardzo ładnym golem popisał się Maks Blinskyi, a chwilę później Yaroslav Laivikin wykorzystał nieporozumienie w defensywie rywala. Broke Boys znaleźli się pod ścianą. Co prawda udało im się szybko zdobyć bramkę kontaktową, lecz Q–Ice wciąż kontrolowało przebieg gry i było skuteczne. W pewnym momencie prowadzili już 6:3, ale nie pozwolili sobie na rozluźnienie. Kapitan, widząc, jak przebiega mecz, nawet przy takim wyniku nie zdecydował się wejść na boisko, wiedząc, że tego dnia muszą grać najlepsi, bo zagrożenie ze strony rywali wciąż było realne.
I faktycznie – końcówka zrobiła się nerwowa. Mikołaj Tiuryn robił, co mógł: domagał się piłki, pracował na całym boisku i głównie dzięki niemu Broke Boys ponownie zmniejszyli straty. Zabrakło jednak czasu – przy stanie 7:6 dla Q–Ice sędzia zakończył mecz.
Mimo porażki ekipa Władysława Nazaruka nie powinna się załamywać – niewiele zabrakło, by wywieźć z tego starcia punkt. Po stronie Q–Ice świetną robotę wykonali m.in. Maks Kondarevych oraz Vlad Yarmoliuk, choć tak naprawdę wszyscy zawodnicy w biało–niebieskich koszulkach dali z siebie maksimum. I choć mecz nie miał wielkiej stawki w tabeli, to obie drużyny zrobiły z niego widowisko, jakby walczyły o złoto. Dlatego to się naprawde dobrze oglądało!







)
)
)
)
)
)
)
)