reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 5 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
16:00

W 5. Lidze mogliśmy uświadczyć niemałego déjà vu – przecież zespoły Q-Ice oraz Kresowia Warszawa mierzyły się ze sobą w niedawno zakończonym sezonie zasadniczym. Jeżeli chodzi o wynik, także i tym razem mieliśmy powtórkę z rozrywki — choć początek meczu nie zapowiadał tak jednoznacznego rozstrzygnięcia.

Obie ekipy chętnie operowały futbolówką, włączając do gry również swoich golkiperów, którzy już od pierwszych minut mieli pełne ręce roboty. Kresowia wyszła na prowadzenie dopiero około 10. minuty, gdy Takunda Saidi błyskawicznie wznowił grę i uruchomił na skrzydle Vitala Alizarovicha. Ten posłał płaskie podanie wzdłuż pola karnego do Oleksandra Rohovyiego, który pewnie umieścił piłkę w siatce. Odpowiedź Q-Ice nadeszła już dwie minuty później — za sprawą precyzyjnego uderzenia z dystansu Ihara Bakuna, który wykorzystał ryzykowne, lecz idealnie wymierzone podanie od Eduarda Vakhidova. Widząc asystę swojego vis-à-vis, Saidi nie zamierzał być gorszy i sam zapisał ostatnie podanie przy trafieniu Vadyma Bezbidovycha. Ten przebiegł z piłką kilka metrów, mijając przeciwników, zanim skierował ją do bramki.

Gra z bardzo wysoko ustawionym bramkarzem to zarazem ogromny atut i niemałe ryzyko — co udowodniła trzecia bramka gości. Zbyt zuchwale wychodzący z piłką Vakhidov został jej pozbawiony przez Mirosława Nowackiego, który bez wahania kopnął z daleka do opuszczonej bramki.

Kresowię przed nieustannymi próbami odrabiania strat ze strony gospodarzy ratował fenomenalnymi interwencjami Saidi. Tuż przed przerwą, na 1:4, trafił jeszcze Aleksander Martyniuk, który przechwycił piłkę odbitą po kolejnym nieudanym wyjściu Vakhidova.

W drugiej połowie strzelanie rozpoczęli zawodnicy Q-Ice — a konkretnie Vlad Yarmoliuk po asyście Vadyma Koroba. Przy wciąż niekorzystnym wyniku Vakhidov kontynuował ryzykowną grę wysoko w polu, próbując rozciągnąć szyki rywala. Niestety dla jego zespołu, kolejne takie wyjście zakończyło się stratą — a Bezbidovych sprytnym lobem pokonał go po raz drugi. Nim się obejrzeliśmy, tablica wyników pokazywała już 2:7, a kolejne punkty w klasyfikacji kanadyjskiej dopisywali sobie Bezbidovych, Rohovoyi, Todryk i Mikulich. Po stronie Q-Ice bezsprzecznie najlepszy Bakun zdołał przed końcem meczu skompletować dublet, a swoje drugie trafienie dołożył także Nowacki, korzystając z podania Kazakowa.

Tym samym, podobnie jak wiosną i jesienią, gospodarze ponownie nie zdołali postawić się Kresowii — mimo wielu atutów i szczerych chęci.

2
18:00

Po rozczarowującym spadku z podium w sezonie zasadniczym, Ajaks Warszawa przystąpił do Ligi Letniej z chęcią rehabilitacji. Ich pierwszym rywalem byli Broke Boys – drużyna również mająca coś do udowodnienia po spadku z 5. Ligi.

Początek meczu był bardzo wyrównany. Obie ekipy od razu rzuciły się do ataku i kilkukrotnie były bliskie otwarcia wyniku. Udało się to jednak gościom – Nesterenko trafił półwolejem zza pola karnego. Chwilę później, po szybkiej kontrze, wynik podwyższył Kotsin, zmieniając rezultat na 0:2. Ajaks nie dał się jednak złamać. Kontaktowego gola zdobył Tarnawski, który wślizgiem skierował piłkę do siatki. Niedługo później, po wyrzucie z autu, skutecznie akcję zamknął Pastewka – i mieliśmy już remis 2:2. Tuż przed przerwą Kopacz wykorzystał sytuację sam na sam, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie.

Po zmianie stron mecz nie stracił tempa. Broke Boys ruszyli do ataku, a Tiuryn piękną główką – po długim zagraniu przez całe boisko – doprowadził do wyrównania. Od tego momentu obie drużyny strzelały naprzemiennie. Najpierw Kopacz popisał się kolejnym półwolejem na 4:3, ale chwilę później Tiuryn ponownie odpowiedział, zdobywając swojego drugiego gola. Mecz cały czas trzymał w napięciu. Kopacz po raz trzeci wpisał się na listę strzelców, lecz Kurbatski wyrównał precyzyjnym strzałem z dystansu.

Decydujący cios zadał jednak ponownie Kopacz – skutecznie wykorzystał rzut karny i ustalił wynik na 6:5, kompletując czwarte trafienie w tym emocjonującym spotkaniu.

To było bardzo wyrównane starcie, o którego losach przesądziła końcówka. Gracze Ajaksu mogą być zadowoleni z mocnego otwarcia sezonu, natomiast Broke Boys zabrakło odrobiny szczęścia – ale potencjał zdecydowanie mają.

3
20:00

Mistrzowie Chaosu chcieli zrehabilitować się za nieudany finisz rundy wiosennej, a Oldboys Derby podeszli do rywalizacji z ograniczoną kadrą i bez większej presji. Mecz zapowiadał się na wyrównane starcie, choć to goście uchodzili za faworyta – i rzeczywiście udowodnili swoją przewagę na boisku.

Spotkanie rozpoczęło się od widowiskowego trafienia Łukasiewicza, który kapitalnym lobem zza połowy zaskoczył bramkarza gości, ustawionego na skraju pola karnego. Odpowiedź Mistrzów Chaosu była natychmiastowa – najpierw Woźny wyrównał głową, a chwilę później Wójtowicz wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Oldboys mieli kilka okazji, ale brakowało im skuteczności. Chaos natomiast był bezlitosny – Dołoszyński podwyższył wynik na 1:3 strzałem z dystansu po zamieszaniu w środku pola, a Serafin dołożył czwartą bramkę precyzyjnym uderzeniem przy słupku.

Tuż po przerwie Serafin trafił po raz drugi. Gospodarze odpowiedzieli dwoma golami – Chmielewski pokonał bramkarza uderzeniem po długim rogu, a następnie Łukasiewicz zdobył swoje drugie trafienie, tym razem zza pola karnego. Nadzieje Oldboysów na odwrócenie losów meczu zostały jednak szybko zduszone. Owczarek wykorzystał okazję z bliska, a następnie Serafin dwukrotnie popisał się skutecznymi strzałami zza pola karnego, podnosząc wynik na 3:8. W końcówce Gacoń skierował piłkę do siatki po dośrodkowaniu, ustalając rezultat na 4:8.

Mistrzowie Chaosu rozpoczęli sezon w świetnym stylu – imponując skutecznością i szerokim wachlarzem ofensywnych możliwości. Oldboys pokazali kilka ciekawych momentów, ale brakowało im skuteczności i szerszej ławki rezerwowych.

4
20:00

Trudno było wskazać wyraźnego faworyta przed tym spotkaniem. Z jednej strony Lepanes – drużyna, która dołączyła do ligi dopiero wiosną i solidnie przepracowała sezon w 12. lidze, gdzie wygrała pięć meczów, trzy zremisowała, a tylko jeden przegrała. Z drugiej – bardziej doświadczona Wataha, która mimo gry w 7. lidze nie może zaliczyć poprzedniego sezonu do szczególnie udanych.

Pierwsza połowa toczyła się w dość wyrównanym tempie, przynajmniej jeśli chodzi o wynik. Obie drużyny grały ofensywnie, szukały swoich szans, a kibice mogli oglądać prawdziwe wymiany ciosów. Było dużo przestrzeni, wiele sytuacji, ale mało konkretów. Obie ekipy seryjnie marnowały stuprocentowe okazje. Gdy wydawało się, że do przerwy zobaczymy remis 2:2, tuż przed gwizdkiem Wataha przechyliła szalę – gola zdobył Dominik Suracki.

Zaraz po przerwie Lepanes odpowiedzieli trafieniem Krzysztofa Zająca i znów zrobiło się ciekawie. Jednak to, co wydarzyło się później, przeszło najśmielsze oczekiwania. Wataha wrzuciła piąty bieg, a duet Kiełpsz–Czernecki rozpoczął prawdziwy pokaz siły. Od 31. do 39. minuty padło aż pięć bramek z ich bezpośrednim udziałem – grad goli, który całkowicie podciął skrzydła drużynie Lepanes. Na tym jednak nie koniec – w końcówce Wataha dorzuciła jeszcze dwa trafienia, pieczętując efektowne zwycięstwo 10:4.

Liczby mówią same za siebie: Kiełpsz zakończył mecz z dorobkiem 5 goli i 3 asyst, a Czernecki dołożył 4 bramki i 2 ostatnie podania. Choć przez ponad połowę spotkania oglądaliśmy wyrównaną walkę, kilka minut dekoncentracji i bezlitosna skuteczność Watahy zrobiły różnicę. Lepanes wykreowało wiele fajnych okazji, ale zabrakło im wykończenia. Z kolei Wataha – efektywna i efektowna – mogła zdobyć jeszcze więcej bramek, ale i tak zasłużenie zgarnęła komplet punktów.

Reklama