Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 11 Liga
Lisy Bez Polisy oraz Dżentelmeni to sąsiedzi w ligowej tabeli, którzy zdobyli odpowiednio siedem i dziewięć punktów w obecnym sezonie. Tym samym bardzo ciężko było przed spotkaniem wskazać wyraźnego faworyta. Pierwszą groźną akcję stworzyli goście, ale na posterunku był Robert Prządka, który fantastycznie wybronił strzał rywala. Po tej akcji przewagę osiągnęli gospodarze, którzy najpierw trafili piłką w słupek a następnie dopięli swego i objęli prowadzenie. Lada moment podwyższyli stan posiadania, a kolejne groźne akcje zakończyły się następnymi, dwoma trafieniami. W odpowiedzi rywale zdołali otworzyć swój dorobek, ale jak się później okazało – było to tylko trafienie honorowe. W pierwszej części meczu gospodarze nie wykorzystali rzutu karnego, ale dorzucając kolejne dwa trafienia schodzili na przerwę z prowadzeniem 7:1. Druga część spotkania to pełna kontrola wyniku przez Lisy. Najaktywniejszymi zawodnikami w ich szeregach byli Damian Borkowski i Piotr Plewa, którzy łącznie zdobyli dziewięć bramek. Ostatecznie mecz zakończył się wysokim zwycięstwem zespołu Lisów Bez Polisy 12:1, co pozwoliło przeskoczyć w tabeli niedzielnych oponentów. Dżentelmeni, w wyniku porażki, zbliżyli się do strefy spadkowej, mając tylko dwa punkty przewagi nad czerwoną strefą.
Spotkanie 7. kolejki 11. ligi między wiceliderem, FC Astana, a Boiskowym Folklorem z dolnej części tabeli, przyniosło niespodziewanie zaciętą rywalizację, pełną zwrotów akcji i efektownych bramek. Już w 4. minucie Boiskowy Folklor otworzył wynik meczu po błędzie bramkarza Astany, co bezlitośnie wykorzystał Ariel Kucharski. Jednak odpowiedź gospodarzy była szybka – Aidarbek potężnym strzałem z dystansu doprowadził do remisu w 6. minucie. Niedługo potem Adalbek strzelił na 2:1, wyprowadzając Astanę na prowadzenie, ale Boiskowy Folklor nie zamierzał się poddawać – Miriuk wyrównał na 2:2, zdobywając przepiękną bramkę. Po wyrównanej pierwszej połowie zakończonej wynikiem 3:3, druga część meczu okazała się prawdziwym popisem ofensywy FC Astana, którzy postanowili przypieczętować swoją przewagę nad Boiskowym Folklorem. Gospodarze wyszli na prowadzenie w 27. minucie, kiedy Kamantay znalazł lukę w obronie gości i pewnym strzałem zmienił wynik na 4:3. Niedługo potem Aidarbek ponownie wpisał się na listę strzelców, zwiększając przewagę do dwóch bramek. Boiskowy Folklor próbował jeszcze odpowiedzieć, zdobywając gola na 5:4, ale to nie zatrzymało Astany. Wkrótce gospodarze ponownie podkręcili tempo. Kamantay pewnie wykorzystał rzut karny, a następne bramki zdobywane przez Astanę tylko powiększały przewagę. Mimo ambitnej gry Folkloru, Astana kontynuowała ofensywę – najpierw zrobiło się 7:4, potem 8:4, a po bramce Yeletana na 10:5 gospodarze byli już nie do zatrzymania. Goście zdołali jeszcze strzelić jednego gola, a ponownie zdobył go Miriuk, jednak na więcej nie było już czasu. Spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem ekipy z Kazachstanu 10:6, co umocniło ich pozycję w tabeli, a Boiskowy Folklor, mimo zaciętej walki, nadal pozostaje w strefie spadkowej.
Ostatnie w tabeli Furduncio podejmowało lidera rozgrywek, Force Fusion. Na papierze niewiele wskazywało na to, że gospodarze mogą odnieść w tym spotkaniu sukces. W końcu Brazylijczycy wciąż czekają na swoje premierowe zwycięstwo. Ba! Na swoim koncie nie mieli jeszcze ani jednego punktu, co w zderzeniu z drużyną, która przegrała zaledwie jeden mecz, stanowiło przepaść. Tymczasem początek meczu należał do Brazylijczyków, bo to oni jako pierwsi trafili do bramki, co spotkało się z szybką ripostą gości, którzy dwukrotnie pokonali Bruno Martinsa. Bramkarz Furduncio wziął zatem sprawy w swoje ręce, a właściwie nogi, sam przeszedł niemal całe boisko i doprowadził do wyrównania. Niestety dla gospodarzy, był to ostatni moment, w którym nawiązali w miarę wyrównaną walkę. Tuż przed końcem pierwszej części fatalnej kontuzji doznał Ivan Tkachenko, który złamał nogę w wyniku niefortunnego zderzenia. Oba teamy musiały czekać ze wznowieniem gry do przyjazdu karetki, a gdy wyszły ponownie na boisko, byliśmy świadkami spektaklu do jednej bramki. Do przerwy było 2:4 dla Force Fusion, ale dalsza część to już spokojna gra i konsekwentne budowanie przewagi przez gości. Furduncio nie było w stanie przełamać obrony rywala, do tego popełniało błędy w defensywie, które bezwzględnie wykorzystywali rywale. Ostatecznie skończyło się zwycięstwem Force Fusion 2:12, co z przebiegu gry było jak najbardziej zasłużonym wynikiem.
W 7. kolejce 11. ligi zmierzyły się drużyny FC Legion UA i Borowiki. Mimo, że goście mieli na koncie więcej punktów, to przystępowali do spotkania po dwóch porażkach, co poddawało ich formę w wątpliwość. Mecz zapowiadał się na wyrównany pojedynek. Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia Borowików – Rzeczka, po asyście Kaczmarka, dał prowadzenie gościom. Legion UA szybko odpowiedział – Sadzhanytsia, po podaniu od Shliakova, wyrównał, co zapoczątkowało ofensywną grę gospodarzy. Chwilę później Vysotskyi podwyższył wynik po wrzucie z autu, a Kremienishchuk dołożył kolejną bramkę na 3:1. Kolejny mocny strzał Vysotskyiego z rzutu wolnego powiększył przewagę, a Kremienishchuk jeszcze przed przerwą podwyższył na 5:1. W drugiej połowie Borowiki walczyły ambitnie, a Rzeczka zmniejszył stratę na 5:2. Gospodarze jednak nie odpuszczali, zdobywając kolejną bramkę i utrzymując dystans. Goście w końcówce meczu zaczęli wywierać presję, zbliżając się na 6:5, ale ostateczny cios zadał Kremienishchuk, ustalając wynik na 7:5. FC Legion UA dzięki tej wygranej zdobył cenne punkty, a Borowiki, mimo walki do końca, musiały przełknąć trzecią z rzędu porażkę, co na pewno da im wiele materiału do przemyślenia w dalszej części sezonu.
W minioną niedzielę drużyna Shitable podejmowała Joga Bonito. Obie ekipy przyjechały na to spotkanie z przeciwnymi seriami – Shitable miało na koncie dwa zwycięstwa z rzędu, natomiast gracze Joga Bonito przegrali swoje ostatnie dwa mecze. Od samego początku gra nabrała tempa – Krayeuski już w 1 minucie trafił do siatki, korzystając z podania Kohonena, który znakomicie rozegrał piłkę. Chwilę później Ivanchenko podwyższył na 2:0, pewnym strzałem umieszczając piłkę w siatce, po szybkim rozegraniu akcji. Joga Bonito nie pozostali dłużni, gdyż Mariusz Tkaczyk błyskawicznie odpowiedział, posyłając piłkę precyzyjnie w róg bramki. Na tym emocje się nie skończyły. Kovnat skorzystał z błędu bramkarza przyjezdnych i podwyższył na 3:1 dla gospodarzy, jednak Joga Bonito ponownie odpowiedzieli – Groszyk sprytnie przelobował golkipera Shitable, zmniejszając straty. Wynik 3:2 utrzymał się do przerwy, zapowiadając ciekawą drugą połowę. Po zmianie stron Shitable ponownie wzięli sprawy w swoje ręce – najpierw podwyższyli na 4:2, a następnie Kirianov zaprezentował znakomitą technikę, zdobywając bramkę efektownym lobem, który minął bramkarza, co podniosło wynik na 5:2 i jeszcze bardziej ugruntowało przewagę faworytów. Joga Bonito odpowiedzieli równie efektownie – Mateusz Hnatio popisał się dynamicznym rajdem, mijając kilku obrońców, a następnie precyzyjnie zakończył akcję, zdobywając gola na 5:3. Chwilę później, przy zamieszaniu w polu karnym, Dorian Kwieciński wykorzystał sytuację i trafił na 5:4. Wkrótce Krayeuski znów przypomniał o sobie, oddając precyzyjny strzał zza pola karnego prosto w okienko bramki Joga Bonito, co przywróciło oddech graczom Shitable. W końcówce Groszyk zdołał jeszcze raz zaskoczyć defensywę gospodarzy dalekim, kozłującym strzałem, lecz chwilę później sędzia zakończył mecz, pieczętując kolejne zwycięstwo z rzędu dla Shitable. Ten mecz, pełen pięknych trafień i emocji do ostatniego gwizdka, był prawdziwą ucztą dla kibiców, pokazując nie tylko siłę ofensywy gospodarzy, ale i waleczność Joga Bonito, którzy nie odpuszczali aż do samego końca.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)