Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 7 Liga
O godzinie 14:00 na Arenę AWF wybiegły zespoły, które miały sobie coś do udowodnienia. FC Ballers w poprzednim sezonie nie miał może najlepszej passy, ale Artiom Pastushyk znów zebrał porządnych zawodników i będzie chciał się odbudować w 7 lidze. Tymczasem Furduncio Brasil po całkiem udanej kampanii letniej, postanowili, że powrócą do Ligi Fanów i również mieli ambicję na dobre rozpoczęcie sezonu. Od samego początku mieliśmy przeświadczenie, że w tym meczu nie będzie kanonady strzeleckiej, a żadna drużyna nie ucieknie przeciwnikom na zbyt daleką odległość. Mimo to, trzeba otwarcie przyznać, że brazylijski zespół zaskoczył swoich przeciwników na początku i za sprawą dwóch bramek Douglasa Mesquity oraz jednej Lucasa Silvy, goście wyszli na prowadzenie 0:3. Na boisku było jednak widać, że gospodarzom nie jest do śmiechu i zrobią wszystko, żeby te straty odrobić. Zaczął Narkevich, po chwili trafił dwa razy Masakowski i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:3. Mało emocji? W drugiej połowie było bardzo podobnie. Brazylijczycy trzykrotnie wychodzili na prowadzenie, ale trzykrotnie zespół FC Ballers doganiał swoich rywali. Ostateczny cios zadał Artiom Pastushyk, który strzałem z rzutu wolnego przelobował bramkarza i ustalił wynik na 6:6. To zapowiada ogromne emocje w 7.lidze, na co już ochoczo zacieramy rączki.
Po wakacyjnej przerwie do rozgrywek wróciła drużyna Bulbez Team Bemowo, która w niedzielny wieczór podejmowała KK Wataha Warszawa. Oba zespoły rozpoczęły rywalizację w 7.lidze, która na papierze wyglądała na bardzo wyrównaną. Początek spotkania to równa gra z obu stron. Obie ekipy nigdzie się nie spieszyły i czekały na błędy rywali. Z biegiem czasu rysowała się nieznaczna przewaga gości, którzy z minuty na minutę coraz odważniej atakowali bramkę strzeżoną przez Marcina Osowskiego. Zespół Watahy złożony z młodych zawodników, powiększał swoją przewagę, aż w końcu udokumentował ją trafieniem. Autorem pierwszego gola dla gości był Tomasz Kalinowski, który wykorzystał świetne podanie Mikołaja Kuszka. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił. W drugiej odsłonie meczu działo się zdecydowanie więcej. Gospodarze na drugą połowę wyszli bardziej zdeterminowani, co bardzo szybko przyniosło pozytywne skutki. Grająca z wysuniętym bramkarzem drużyna Bulbezu wykorzystała grę w przewadze i dzięki bramce zdobytej przez Marcina Osowskiego doprowadziła do remisu 1-1. Kiedy wydawało się, że gospodarze przejmują inicjatywę w meczu przytrafił im się fatalny błąd w rozegraniu piłki i po kilku minutach znów musieli gonić wynik. Mecz z każdą kolejną minutą stawał się bardziej otwarty, obie drużyny coraz częściej dochodziły do bramkowych okazji, świetnie jednak spisywali się bramkarze. W 40 minucie meczu goście powiększają swoją przewagę i na tablicy wyników mamy rezultat 1-3. Bulbez nie miał już nic do stracenia i ruszył do huraganowych ataków. Gospodarze starali się grać z przewagą lotnego bramkarza, jednak taka taktyka z każdą kolejną minutą była coraz bardziej czytelna i przy dobrym ustawieniu całego zespołu goście bardzo dobrze sobie z nią radzili. W 45 minucie meczu zawodnicy z Bemowa strzelają bramkę kontaktową i mecz ponownie nabrał rumieńców. Chwilę po wznowieniu gry, po fatalnym błędzie obrony gospodarze dopisują kolejne trafienie i mamy remis 3-3. Do zakończenia spotkania zostało jeszcze kilka minut a oba zespoły ruszyły po pełną pulę. Kiedy sędzia miał już kończyć spotkanie Maciej Lulka dał upragnione zwycięstwo swojemu zespołowi i goście wygrywają w stosunku 4:3. Po słabej pierwszej połowie i drugiej, gdzie mieliśmy wiele akcji i ciekawej gry z obu stron ostatecznie KK Wataha Warszawa pokonuje Bulbez i zgarnia pierwsze trzy punkty w 7 lidze.
Drużyna Drunk Teamu w zeszłym sezonie słusznie wywalczyła wicemistrzostwo 8 ligi i w tych rozgrywkach znalazła się z nowymi nadziejami w 7 lidze. Wiadomo, że Drunkersi odpuszczać nigdy nie lubią, więc z całą pewnością w tych rozgrywkach będą jednymi z kandydatów do awansu. Na drugim biegunie znajdował się przed sezonem Tartak, który po utrzymaniu w 4 lidze, stracił kilku zawodników i tegoroczną batalię również rozpoczyna od 7 ligi. Pierwsza połowa meczu nie była zbyt ciekawym widowiskiem do oglądania. Przewagę mieli Drunkersi, którzy jednakże byli bardzo nieskuteczni, ponieważ mimo iż wykreowali więcej akcji, to piłka jak zaczarowana nie chciała wpaść do bramki Konrada Dudka. W okolicach 10 minuty spotkania Tartak stracił swojego najlepszego strzelca i od tego momentu spotkania, nastąpiła równia pochyła dla Drwali. Gospodarze niedzielnego meczu jeszcze bardziej przejęli inicjatywę i tylko swojej niedokładności zawdzięczali, że do przerwy prowadzili tylko 1:0. W drugiej połowie Drunk Team dość szybko strzelił drugą bramkę i uspokoił grę. Mecz niestety nie przyspieszył znacząco, ponieważ obie ekipy nie pojawiły się w zbyt szerokich składach i gra była mocno szarpana, z dużą ilością niedokładnych podań. Osiem minut przed zakończeniem spotkania Drunk Team zamknął mecz trzecią bramką, a Drwalom pozostała już tylko bramka Kuby Mitoraja na 3:1. Drunk Team rozpoczyna ligę od zwycięstwa, tymczasem Tartak musi się wziąć w garść, bo w takim stylu, nie ugrają nic więcej, poza utrzymaniem.
Awansując aż o 2 poziomy rozgrywkowe zawodnicy TRCH na pewno spodziewali się, że w 7 lidze już tak łatwo o bramki i zwycięstwa nie będzie. Nadzieją dla gospodarzy mógł okazać się rywal, który w ostatnich sezonach nie spisuje się najlepiej, co było widać w rozgrywkach letnich i to mimo wzmocnień kilkoma osobami z Mikstury. Virtualne Ń jest jednak doświadczoną ekipą, mającą w swoich szeregach kilku zawodników, którzy mogą pociągnąć swój zespół do zwycięstwa. Minionej niedzieli właśnie dwie największe gwiazdy zawodników w zielonych trykotach wiodły prym. Duet Szymon Kolasa - Michał Płotnicki niemal we dwójkę rozmontowywali obronę TRCH. Pierwsza część spotkania to dwie bramki Michała Płotnickiego i jedna Szymona Kolasy. Na uwagę zasługuje też postawa Jerzego Modzelewskiego, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki. Dwoił się i troił Kamil Pasik, robił dużo zamieszania wokół siebie, ale nic mu nie wychodziło. Virtualni w drugiej połowie kontynuowali swoją skuteczną grę, kolejne bramki zdobywał Kolasa i Płotnicki, a dodatkowo wspomógł ich Bartosz Kaca, który dorzucił do koszyczka dwa trafienia. Finalnie Virtualni zwyciężyli z TRCH 7-0. Dla gospodarzy debiut w 7 lidze okazał się być bolesną przygodą, a czy Virtualni po paśmie niepowodzeń i odliczania meczów bez zwycięstwa w końcu odpalą? Wiele na to wskazuje, chociaż z tą drużyną nigdy nic nie wiadomo...
Mistrz dwunastej ligi minionego sezonu kontra piąte miejsce szóstego poziomu rozgrywkowego - do takiego starcia doszło minionej niedzieli na boiskach warszawskiego AWF-u. Wszystko w ramach rozgrywek siódmej ligi. Pozorna dysproporcja faktycznej różnicy umiejętności ma jednak głębszą historię. Ekipa Zaruby United dołączyła do nas bowiem w połowie ubiegłego sezonu, przystępując do systemu jednorundowego. Gospodarze od samego początku narzucili swoje warunki gry, kontrolując tym samym przebieg rywalizacji. Mimo tego Sebastian Szajkowski dwoił się i troił w bramce Tornado Squad. I prawda jest taka, że gdyby nie jego dyspozycja, do przerwy mielibyśmy wyższy wynik niż 2:0 na korzyść gospodarzy. W drugiej odsłonie tego widowiska różnica powiększyła się diametralnie. Zaruby United swoją mocną, zdecydowaną, a przede wszystkim fizyczną grą zmęczyło rywala obrzydzając mu chęć do rywalizacji. Dzięki temu w obronie pojawiły się luki, a Szajkowski zmuszony był wyciągać piłkę z siatki jeszcze trzy razy. Tornado co prawda na koniec próbowało odmienić losy spotkania. Niestety dla nich, jedyne na co było ich stać to jedno trafienie w wykonaniu Piotra Markiewicza, którego celnym podaniem odnalazł Tomasz Wiśniewski. Tym samym spotkanie zakończyło się pewną wygraną Zaruby United w stosunku 5:1. Goście tego meczu muszą szybko się otrząsnąć, bo przed nimi lada moment kolejny arcytrudny pojedynek z Virtualnym Ń.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)