Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 1 Liga
Starcie Energii z Kebavitą miało potencjał na dobre widowisko. Co prawda faworytem była ekipa Buraka Cana, ale ten zespół rozgrywał w tym samym dniu ważny dla siebie turniej, niektórzy zawodnicy na pewno przyjechali zmęczeni, więc to niejako spłaszczało różnicę poziomów między tymi ekipami. No ale Energia nie była w stanie tego wykorzystać. Początek był jeszcze całkiem niezły, myśleliśmy że ten zespół po prostu zabiega przeciwnika, ale z każdą minutą wyglądało to coraz gorzej. Kluczowy moment był chyba przy stanie 1:2, gdzie Energia miała naprawdę mnóstwo okazji żeby wyrównać, a zamiast tego straciła gola na 1:3 i trochę się posypała. Drużyna z Ukrainy zupełnie nie mogła poradzić sobie z atakiem pozycyjnym Kebavity, przez co do przerwy było już 1:5. W obozie faworytów widać było duży spokój, co zaowocowało kolejnym trafieniem i tak naprawdę dopiero wtedy, gdy losy spotkania była rozstrzygnięte, wówczas Energia wrzuciła wyższy bieg, zdobyła trzy gole z rzędu, ale na więcej czasu już nie wystarczyło. Rezultat 4:6 nie mówi nam jednak wszystkiego o tym meczu. Zwycięzcy wykazali się dużym doświadczeniem oraz wyrachowaniem i pewnie gdyby zaszła taka potrzeba, to nie odpuściliby końcówki. Energia długo nie miała pomysłu na swojego przeciwnika, brakowało kogoś, kto wziąłby trochę odpowiedzialności na siebie i to niestety doprowadziło do sytuacji, w której dość szybko trzeba było pożegnać się z marzeniami o zwycięstwie. A szkoda, bo potencjał w tej ekipie jest na pewno znacznie większy, niż mogliśmy tego doświadczyć w niedzielę.
Było to jedno z najciekawszych spotkań tego wieczoru. Ekipa Marka Szklennika stawiła się w solidnym składzie i bojowych nastrojach, ale mecz rozpoczął się dla gospodarzy od lekkiego falstartu. W 2 minucie Ivan Kosovych urwał się obrońcom i otworzył wynik. Na kolejnego gola musieliśmy czekać aż dziesięć minut i znów zapunktowali goście, ale po chwili oglądaliśmy pierwszy zwrot akcji. Arkadiusz Kibler zdecydował się na potężny strzał z dystansu i zapakował piłkę do siatki. Gol ten uskrzydlił kolegów, którzy grali coraz śmielej, a w 15 minucie oglądaliśmy prawdopodobnie najpiękniejszego gola tej kolejki. Arkadiusz Kibler z rzutu rożnego wyłożył piłkę Tomkowi Terpiłowskiemu, a ten uderzył z pierwszej piłki trafiając w samo okno. Nie minęły dwie minuty, a Tomek zmusił obrońcę do popełnienia błędu i nie dając szans bramkarzowi Prykarpatti wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Wydawało się, że Narodowe złapało swój rytm i w drugiej połowie będzie dyktować warunki gry, jednak stało się coś zgoła innego. Gospodarze stracili koncentrację i popełniali coraz więcej błędów wynikających z niezdecydowania, a goście boleśnie punktowali te wpadki. W 28 minucie do remisu doprowadził Yaroslav Nykyforak, a w 35 minucie na zwycięskie tory Prykarpattia wróciła po golu Oleha Dvoliatyka. Z minuty na minutę robiło się coraz ciekawiej, bo wzajemna wymiana ciosów skutkowała gradem bramek, ale goście wciąż zachowywali bezpieczną przewagę przynajmniej jednej bramki. W 41 minucie pięknym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Mateusz Drozdowski i przy stanie 5:6 gospodarze byli bardzo bliscy wyrównania. Ukraińcy odpowiedzieli jednak trafieniem Vitalija Knisha, po chwili na 5:8 strzelił Andrii Dutchak. Choć Narodowe walczyło do końca, zwyczajnie zabrakło motywacji i to goście zdominowali końcówkę meczu wygrywając ostatecznie 7:10.
Zespół Dream Team Warsaw przeżywa bardzo ciężkie chwile na starcie Ligi Letniej. Najpierw wysoka porażka z Ogniem Bielany, a w 2.kolejce los sparował ich z Otamanami, a więc drużyną, która ma naprawdę spore ambicje w tej edycji. Gdyby problemów było za mało, to Krystian Kołodziejski zmuszony był dopisać przed pierwszym gwizdkiem kilku graczy, co nie mogło dobrze wróżyć. No i niestety – mimo, że chęci były, to na boisku wszystko toczyło się pod kontrolą przeciwnika. Otamany szybko ułożyły sobie ten mecz i równie szybko zdały sobie sprawę, że większa krzywda ze strony oponentów raczej im tutaj nie grozi. Ale trzeba to jeszcze było podstemplować golami. W pierwszej połowie zespół z Ukrainy strzelił ich cztery, nie tracąc ani jednego i identycznie było w drugiej części spotkania. Wynik 8:0 nie pozostawia żadnych złudzeń, chociaż za determinację i walkę do końca, to honorowe trafienie na pewno się Dream Teamowi należało. Tyle że niewiele by ono zmieniło. Trudno jest marzyć o sukcesie, gdy sam jesteś dla siebie największym przeciwnikiem. Problemy kadrowe uniemożliwiają podjęcie rękawicy tej ekipie i trzymamy kciuki, by one się wreszcie skończyły, a kadra ustabilizowała, bo tutaj nie brakuje zawodników, którzy potrafią dobrze grać. Co do Otamanów, to dla nich to spotkanie było w dużej mierze spacerkiem. Rywal nie zmusił ich do wielkiego wysiłku, dzięki czemu chłopaki z kompletem punktów meldują się w czołówce tabeli 1.ligi. A ich plan, to oczywiście zostać tam możliwie jak najdłużej, co przy ich możliwościach wydaje się bardzo, bardzo realne.
Mecz pierwszej ligi na koniec kolejki pomiędzy Brygadą Progres a Ogniem Bielany był bardzo pozytywnym akcentem drugiej serii gier. Szybkie tempo, wymienność pozycji, ciągła komunikacja, liczne akcje podbramkowe, indywidualne popisy, ale także szukanie szans zza pola karnego. Wszystko to mogliśmy doświadczyć podczas oglądania tego widowiska. Na początku bramka za bramkę, najpierw gospodarze, później niezawodny Cetlin i mieliśmy remis 1:1. Później znowu była widoczna duża intensywność z obydwu stron, ekipy ewidentnie nie siedzą codziennie na wakacyjnym grillu. Godne zauważenia było to, że mimo wielu starć potyczka była rozgrywana fair play, oprócz pojedynczych komentarzy. Do przerwy goście utrzymali prowadzenie po feralnym początku i mieliśmy 2:3. Bardzo dobrze w ekipie z Bielan bronił Karol Gozdalik, który wielokrotnie stawał na wysokości zadania. A w ataku brylował Kacper Cetlin, bezapelacyjny lider zespołu, który z pomocą kolegów wypunktował rywali, pięć bramek i asysta to dowód na to, że staje się bardzo mocnym kandydatem do walki o króla strzelców 1.ligi letniej. Wracając do spotkania nie można pominąć Brygady, która jednak dochodziła do sytuacji, czy to Zakrzewski, czy Królikiewicz, niestety w tej kolejce zabrakło im trochę szczęścia, bo jednak końcowy wynik tego spotkania nie odzwierciedla tego, że mecz mógł być na styku do ostatnich minut. W drużynie Ognia budził także respekt spokój, z którym przeprowadzali kolejne ataki. Nie było kłótni, pretensji, po prostu grali w piłkę, konsekwentnie. Końcowy wynik spotkania 4:7, Ogień Bielany wysuwa się na lidera z bilansem bramkowym 19:4, natomiast Brygada Progres w kolejnym meczu zagra przeciwko swojemu sąsiadowi w tabeli Energii i wydaje się to idealna potyczka na przełamanie.







)
)
)
)
)
)
)
)