Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 7 Liga
FC Polska Górom w tej rundzie nie za specjalnie jest górą. Trzeci przegrany mecz z rzędu nie napawa optymizmem zawodników tej drużyny. W zasadzie w ostatnią niedziele było ich niewielu i być może między innymi przez problemy kadrowe ta drużyna nie osiąga sukcesów w tej rundzie. Więcej Sprzętu Niż Talentu z kolei pierwszy mecz zremisowali, drugi przegrali więc zastanawialiśmy się jak potoczą się losy tego spotkania. Było to jednak mecz, który zdominowali. Celne podania, dynamiczne akcje i większa liczba zmienników, a co za tym idzie większa ilość energii, którą mogli spożytkować na gole, mieli zawodnicy WSNT. A bramek w tym spotkaniu nie brakowało. Pierwszą strzelił Łukasz Krysiak po asyście Krzysztofa Pałki, a do gwizdka sędziego kończącego pierwszą połowę wynik wynosił już 0:4. Jak wiemy czasem jest to niebezpieczny wynik, jednak nie było tak w tym przypadku, bo goście zadomowili się na sektorze D i do końca meczu trafili do bramki jeszcze 8 razy. Honorowego gola dla FC Polska Górom zdobył Cezary Dudek. U rywali na szczególne wyróżnienie zasługuje Łukasz Krysiak, który zdobył hat tricka oraz asystował cztery razy. Trzy gole dołożył również Piotr Stasiak. Gola tego duetu mogliśmy oglądać przy siódmej bramce gości z rzutu rożnego, co było popisem piłkarskiej wirtuozerii. Obecnie FC Polska Górom zajmuje ostatnią lokatę bez punktów na koncie. Za tydzień mecz z liderem, dlatego chłopaki zdecydowanie muszą się bardziej zmobilizować. WSNT okupuje środek tabeli z dorobkiem 4 punktów.
Niemałych emocji dostarczyło spotkanie Kubanów z FC Alliance. Szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę, a oba zespoły walczyły dosłownie do ostatniego gwizdka. Początek należał zdecydowanie do ekipy gości. W 4 minucie z lewego skrzydła strzelił Mykola Khromei i piłka zatrzepotała w siatce gospodarzy. W kolejnej akcji mogło być już 2:0, ale świetną interwencją popisał się golkiper Kubanów Piotr Karl. Oblężenie jego bramki nie zelżało i po chwili drugiego gola dla Alliance strzelił Volodymyr Pits. Gospodarze zakasali rękawy i wzięli się do odrabiania strat – w 11 minucie Dymitr Kuczyński dośrodkował, a Kamil Pozorski dołożył nogę i Kubany zdobyły gola kontaktowego. Minęło kilka minut i był remis po golu Dymitra Kuczyńskiego, ale Alliance otrząsnął się i również dołożył kolejne oczko autorstwa Oleksiva Stefanovicha. Mecz nabrał tempa, a obie drużyny wymieniały cios za ciosem. Szybka kontra gospodarzy mogła skończyć się golem, ale bramkarz Alliance jakimś cudem zdołał wybronić. Kubany wrzuciły kolejny bieg i w 18 minucie był remis po golu Kamila Pozorskiego, a przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę gospodarze objęli nawet prowadzenie po trzecim już trafieniu Kamila Pozorskiego. W drugiej części spotkanie nabrało jeszcze większej dramaturgii. W 29 minucie Kubany podwyższyły po golu Radosława Banaka, ale gdzieś pogubiły koncentrację, bo Alliance wyrównał w dwie minuty po trafieniach Volodymyra Pitsa i Myhailo Puliaieu. W 33 minucie goście odzyskali prowadzenie by minutę później prowadzić już dwoma oczkami. Prowadziliby nawet trzema, ale Andrzej Połatyński wybił piłkę praktycznie z linii bramkowej. Kubany nie pozostawały dłużne i w 43 minucie było już 7:7. W końcówce meczu obie drużyny postawiły na zdecydowanie ofensywny futbol – w 46 minucie udało się Alliance zdobyć bramkę na 7:8, ale nie udało się utrzymać prowadzenia i w 48 minucie gola wyrównującego ustrzelił Andrzej Połatyński. Dla Kubanów remis w takich okolicznościach byłby sukcesem. Dziwi więc decyzja, jaką podjęli zawodnicy Marka Jasińskiego, bo zamiast uspokoić grę i dowieźć wynik do końca, rzucili wszystkie siły do ataku. Ambicja niestety sprowadziła ich na manowce – zabójcza kontra FC Alliance zakończyła się golem Myhailo Puliaieu, a sędzia po chwili odgwizdał koniec spotkania i Kubany wciąż pozostają bez punktu.
Mecz rozegrany pomiędzy drużynami Tornado Warszawa (gospodarze) a FC MitoTito (goście) był spotkaniem w którym akcja zmieniała się niemalże jak w kalejdoskopie. 8 minuta i mieliśmy pierwsze trafienie. Zawodnik wybrany jako MVP kolejki 7 ligi Kamil Kutyła nie kalkulował i mocnym uderzeniem po krótkim rogu bramki rywala zdobył pierwsze ze swoich dwóch trafień w tym meczu. 4 minuty później jeden z zawodników gości faulował w polu karnym i gospodarze mieli rzut karny. Do piłki podszedł Sebastian Król i pewnym strzałem zmienił wynik spotkania na 2-0. Gospodarze po zdobytych bramkach delikatnie zwolnili co szybko wykorzystała ekipa gości. 12 minuta przyniosła nam ponowną zmianę wyniku. Po ładnej zespołowej akcji, zawodnicy FC Mitotito zdobyli bramkę kontaktową i zaczynali coraz mocniej gonić, natomiast gospodarz trochę cofnięty zaczął się bronić. Jak wiemy taka taktyka zazwyczaj przynosi odwrotny efekt i traci się bramki zamiast je zdobywać. Tak też było i tym razem. 24 i 25 minuta spotkania to szybkie dwa trafienia gości i to oni schodzili z przewagą jednego gola do szatni. Pierwsza połowa zakończyła się wiec wynikiem 3-2 dla FC MitoTito. Druga odsłona to naprzemienne ataki obu ekip. Groźne strzały, ładne i zespołowe akcje, czysta i sportowa walka, tak wyglądał ten mecz i to się naprawdę mogło podobać zebranym kibicom. Jednak od 30 minuty ponownie "uruchomił" się Kamil Kutyła. Dwie kluczowe dla wyniku spotkania asysty w 35 i 40 minucie dały prowadzenie 4-3 drużynie gospodarzy. Jakby tego było mało to szanowny Pan Piłkarz postanowił postawić na swoim i zdobył bramkę na 5-3 dla ekipy Tornada. Pewni siebie zawodnicy gospodarzy trochę jakby odpuścili i na to czekała ekipa gości. W 49 minucie meczu Kamil Kolasa potężnym strzałem zza pola karnego trafił na 5-4 i mieliśmy mecz na "kontakcie". Jednak niestety dla FC MitoTito spotkanie zakończyło się minutę później i to drużyna Tornada wyszła zwycięsko z tego pojedynku. To był naprawdę ładny dla oka mecz pod kątem sportowej walki. Tak to jednak jest, że ktoś musi przegrać by wygrać mógł ktoś. Obie ekipy nadal liczą się w walce o "pudło" i brawa Panowie za dobre meczycho!
Spotkanie pomiędzy KS Iglica Warszawa a drużyną Na Wariackich Papierach zapowiadało się bardzo ciekawie. Gospodarze nie wygrali jeszcze w tym sezonie meczu, goście natomiast liczyli na komplet dziewięciu punktów po trzech kolejkach. Mecz zgodnie z oczekiwaniami już od początku był bardzo zacięty a zawodnicy walczyli o każdą piłkę. Po kilku minutach rywalizacji byliśmy świadkami pierwszego gola. Akcję Krystiana Zbrzeskiego wykańcza Mieszko Kaczmarczyk i Iglica prowadziła w tym meczu 1-0. Po zdobyciu bramki gospodarze kontynuowali swój plan i dalej dążyli do strzelania kolejnych bramek. Niestety po jednej z akcji nadziali się na kontrę i ekipa gości za sprawą Mikołaja Pagasa doprowadza do remisu. W końcówce pierwszej połowy inicjatywa w meczu ponownie przechodziła na stronę gospodarzy, którzy udokumentowali ją zdobytą bramką na 2:1. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił. W drugiej odsłonie meczu byliśmy świadkami prawdziwego piłkarskiego widowiska. Obie ekipy za wszelką cenę dążyły do strzelenia bramki, przez co zdecydowanie bardziej otwierały się narażając na częste kontrataki. Po upływie kilku minut na silny i precyzyjny strzał z dystansu zdecydował się Michał Wszeborowski i mieliśmy 3:1. Na tego gola ekipa gości szybko odpowiedziała swoim trafieniem, zamieszanie w polu karnym wykorzystuje Karol Makowski i ekipa Na Wariackich Papierach ponownie łapie kontakt. Wraz z upływem czasu rysowała się przewaga zawodników Iglica Warszawa, jednak piłka nie chciała znaleźć drogi do bramki rywali. Prawdziwe piłkarskie emocje zaczęły się jednak w ostatnich dziesięciu minutach spotkania, w których świetnie prezentował się bramkarz gospodarzy Jakub Zieliński. Akcje przenosiły się raz na jedną, raz na drugą stronę boiska. W końcówce meczu Iglica strzeliła jeszcze dwie bramki, goście natomiast wykorzystali rzut karny. Niestety na więcej zabrakło już czasu i mecz ostatecznie kończy się wynikiem 5:3. Iglica Warszawa po bardzo dobrym spotkaniu pokonuje swojego rywala i dzięki wygranej zapisuje na swoim koncie pierwsze trzy punkty w nowym sezonie. Goście fragmentami prezentowali się naprawdę nieźle i jesteśmy przekonani, że z taką grą będą rywalizować o najwyższe miejsca w ligowej tabeli.
Mecz rozegrany pomiędzy ekipami Georgia Team (gospodarze) a Elitarni Gocław ( goście) był naprawdę ciekawym dla kibicowskiego oka widowiskiem. Już w 3 minucie goście objęli prowadzenie po pięknym strzale ze środka boiska Grzegorza Bednorza. 5 minut później wyrównał Lasha Gabrichidze, który nie miał problemów wykończyć kontry 2 na 1. Notabene zawodnik ten był nie do zatrzymania w tym meczu (6 bramek). Mecz sportowej walki trwał i każda z ekip próbowała zdobyć następne trafienia, ale nic nie wpadało. Dopiero w 20 minucie pierwszej połowy goście ponownie trafili do bramki rywala. Łukasz ELjasiak nie kalkulował i mocno "kropnął" po długim rogu bramki gospodarzy, mieliśmy więc 2-1 dla Elity z Gocławia. Takim też wynikiem zakończyła się pierwsza część. Goście schodzili zadowoleni do szatni, gospodarze musieli natomiast wziąć się mocno do odrabiania strat. Druga połowa to ponowne trafienie Gruzinów. Oczywiście ponownie do siatki trafił Lasha Gabrichidze i mieliśmy remis na tablicy wyników. Mecz trwał, Georgia Team atakowali, ale Elitarni również nie pozostawali dłużni. Ponownie mieliśmy mecz walki, ale wyłącznie sportowej. W 35 minucie Gruzini znów trafili do bramki rywala i mieliśmy trzeci remis w tym spotkaniu. Po tym golu Elitarni chyba delikatnie opadli z sił, natomiast Georgia Team wrzucili 5 bieg. 38, 42, 47 - te minuty zaważyły na wyniku spotkania. Wszystkie 3 bramki zdobył oczywiście niezawodny Lasha Gabrichidze, przy wydatnej pomocy kolegów z zespołu. Elitarni oczywiście się nie poddali, ale niestety ekipa z Gruzji nie pozwoliła strzelić sobie już żadnej bramki. Mecz zakończył się wynikiem 6-3 dla gospodarzy. Georgia Team to lider 7 ligi z 9 punktami na koncie i jak na tę chwilę to pewniak do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Elitarni natomiast majaczą pod koniec tabeli i każdy punkt jest dla nich na wagę złota.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)