Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 10 Liga
Łatwiejszej przeprawy w przedostatniej kolejce ligowych zmagań gracze FC Pers chyba nie mogli sobie nawet wymarzyć. Byliśmy świadkami prawdziwej miazgi w ich wykonaniu. Trzeba jednak uczciwie dodać, że sporym „sprzymierzeńcem” gospodarzy były gigantyczne problemy kadrowe Bęgala, który pojawił się na meczu w niepełnym składzie i – co gorsza – zmuszony był grać w osłabieniu przez pełne 50 minut.
Po krótkich konsultacjach ustalono, że zespół Pers również rozpocznie mecz w „czwórkę” w polu i będzie grał tak przez pierwsze 12 minut. Wynik otworzył w 3. minucie Mati Musoev, zamieniając na bramkę osobiście wywalczony rzut wolny. Przez chwilę bramkarz gości Emil Łebski imponował skutecznymi interwencjami, zatrzymując kolejne próby rywali, ale jego heroiczna postawa nie mogła trwać wiecznie. Po nieporozumieniu z kolegą z drużyny piłka trafiła do Sharifjona Obidova, który bez problemu posłał ją do pustej bramki. Swoją szansę miał również Ernest Iwan – jego strzał nieznacznie minął słupek, a chwilę później Rahmatjon Abduhafizov dołożył trzecie trafienie, kończąc ładną akcję z Oybekzodą. Wtedy też, zgodnie z zapowiedzią, FC Pers wrócił do gry „piątką” w polu – a wtedy worek z bramkami rozwiązał się na dobre.
Jeszcze przed przerwą gospodarze dorzucili sześć kolejnych trafień – na listę strzelców wpisywali się m.in. Abduhafizov, Firuz Mirziyoev oraz aż czterokrotnie Kamol Obidov. Do przerwy wynik był już druzgocący, a goście nie mogli liczyć na chwilę oddechu.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Persowie kontynuowali ofensywny koncert, a wyczerpani upałem i brakiem zmian przedstawiciele Bęgala opadali z sił. Strzelanie wznowił Sheroz Odirov, który po skutecznej dobitce wyprowadził drużynę na dwucyfrowe prowadzenie. Dwie minuty później dorzucił kolejne trafienie po świetnym przechwycie Musoeva i asyście Rahimova. W drugiej połowie wszyscy zawodnicy z pola po stronie Tadżyków zdobyli punkty w klasyfikacji kanadyjskiej – nawet bramkarz Saidzufar Firdavsi dopisał asystę. Rezultat z pierwszej połowy został podwojony, a ostateczny wynik tylko podkreślił przepaść między zespołami tego dnia.
Dzięki temu pogromowi FC Pers znacząco poprawił bilans bramkowy i zrobił kolejny krok w kierunku mistrzostwa, choć tytułu jeszcze nie przypieczętował. Dla WKS Bęgal była to natomiast brutalna formalność – sezon zakończony spadkiem już w 16. kolejce został pogrzebany ostatnim gwoździem.
Cóż to było za widowisko w 10. Lidze! Słoneczne, niedzielne popołudnie przyniosło jedno z najbardziej emocjonujących starć kolejki – Gamba Veloce zmierzyła się z walczącym o medale Hiszpańskim Galeonem. Mimo lejącego się z nieba żaru, obie drużyny stanęły na wysokości zadania i zafundowały kibicom mecz pełen dramaturgii.
Początek należał do gości. Dzięki swojej szybkości i sprytowi w kontrach, Gamba zdołała szybko wyjść na prowadzenie 0:2 – trafiali Alan Długołęcki i Filip Wolski. Wydawało się, że Galeon może mieć problem z odpowiedzią, ale zespół Magnusa Michalskiego konsekwentnie trzymał się swojego stylu – cierpliwego rozegrania z udziałem bramkarza.
Już w 4. minucie udało się złapać kontakt – Jakub Szczypiorski wypatrzył Adama Strobela, który precyzyjnym strzałem zza zasłony trafił do siatki. Strobel nie poprzestał na jednym – po kolejnej akcji indywidualnej doprowadził do remisu 2:2, dając swojej ekipie solidny zastrzyk energii. Gdy wydawało się, że gospodarze przejmą inicjatywę, Filip Wolski znów dał znać o sobie – jego strzał, odbity delikatnie przez Wojtka Szumigaja, ponownie wyprowadził gości na prowadzenie. To nie był jednak koniec emocji – pressing duetu Rudyi-Lishtwan przyniósł kolejne przejęcie, a Lishtwan spokojnie ograł bramkarza i mieliśmy 3:3.
Po przerwie mecz nadal trzymał wysoki poziom. Olek Florczuk niespodziewanym strzałem z dystansu – znów po rykoszecie – dał Gambie prowadzenie 4:3. Galeon błyskawicznie odpowiedział – niezłomny w obronie Witold Podgórski przejął piłkę i podał do Strobela, który ponownie pokonał bramkarza. Potem padły jeszcze trafienia Bartosza Dybowskiego oraz – po raz trzeci – Strobela, i wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów.
Ale wtedy nastąpił ostatni zwrot akcji. Fatalne zagranie obrońców Galeonu przejął Mateusz Kiszka, błyskawicznie obsługując Filipa Wolskiego. Ten, mimo zmęczenia, dopełnił formalności, ustalając wynik na 6:5 i kompletując hat-tricka w wielkim stylu.
Gamba Veloce po tej emocjonującej batalii zapewniła sobie minimum srebrne medale, a wciąż pozostaje w grze o mistrzostwo. Hiszpański Galeon natomiast, po kolejnej porażce, traci szansę na miejsce na podium i sezon skończy z ogromnym niedosytem...
Mecz pomiędzy Essing Gorillaz a Asap Vegas okazał się jednym z największych zaskoczeń kolejki w 10. lidze. Gospodarze, zamykający tabelę i mający na koncie już dwa walkowery w tej rundzie, przystępowali do spotkania w roli wyraźnego outsidera. Asap Vegas to natomiast jeden z najmocniejszych zespołów w tej fazie sezonu – dotychczas przegrali tylko raz, i to z liderem ligi. Wszystko wskazywało na łatwe zwycięstwo gości.
Początek spotkania zdawał się potwierdzać te przewidywania. Już praktycznie w pierwszej sekundzie Daniel Kurczak zaskoczył bramkarza uderzeniem z połowy boiska, otwierając wynik. Chwilę później padł drugi gol dla Asap i wydawało się, że kwestią czasu jest pogrom. Tymczasem Essing Gorillaz pokazali ogromny charakter. Błysk Julka Radziszewskiego i skuteczna gra Staszka Mazura pozwoliły gospodarzom szybko doprowadzić do remisu 2:2. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:3 i zapowiadała emocje do samego końca.
Po przerwie gospodarze weszli na jeszcze wyższy poziom – trzy szybkie trafienia dały im prowadzenie 6:3. Asap Vegas rzucił się do odrabiania strat i zdołał zdobyć dwa gole, ale na wyrównanie zabrakło już czasu.
Essing Gorillaz wygrywają 6:5 i udowadniają, że mimo problemów i nieudanego sezonu, wciąż potrafią zaskoczyć – nawet w starciu z jednym z faworytów rozgrywek.
W przedostatniej kolejce sezonu 10. Ligi doszło do starcia ekip z zupełnie odmiennymi celami – walczący o podium Compatibl mierzył się z MWSP, które desperacko walczy o utrzymanie. Gospodarze grali o przypieczętowanie 3. miejsca i awans do 9. ligi, natomiast goście potrzebowali punktów, by zachować szanse na ligowy byt.
Od pierwszego gwizdka to Compatibl sprawiał lepsze wrażenie – grali pewnie, z kontrolą i spokojem, choć MWSP nie zamierzało odpuszczać. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:1 dla gospodarzy i wszystko wskazywało na to, że emocji nie zabraknie do ostatnich minut.
Po zmianie stron Compatibl umiejętnie zarządzał tempem i wydarzeniami na boisku. Dorzucili jeszcze jedno trafienie, ustalając wynik na 3:1 – tym samym zapewnili sobie miejsce na podium i awans do wyższej ligi. Świetny występ zaliczył Tomasz Kowalczyk – wybrany MVP meczu, zanotował trzy asysty i był motorem napędowym ofensywy Compatibilnych.
Dla MWSP ten wynik oznacza, że ich sytuacja wciąż jest niepewna. O wszystkim zadecyduje ostatnia kolejka, w której zmierzą się z Bielany Legends – zespołem również walczącym o utrzymanie. Szykuje się więc prawdziwy finał sezonu z dużą dawką emocji!
W 10. Lidze Fanów na Arenie Grenady rozegrało się starcie FC Astra z Bielany Legends. Spotkanie zapowiadało się niezwykle interesująco, ponieważ różnica między 6. miejscem Astry a 8. pozycją Bielan wynosiła zaledwie dwa punkty. Wygrana lub porażka mogła mieć ogromne znaczenie w kontekście walki o utrzymanie.
Astra przyjechała w mocno okrojonym składzie – bez żadnego zmiennika, co od razu rodziło pytania, czy wystarczy im sił, by powalczyć o bezcenne trzy punkty. Początek wyglądał jednak obiecująco – szybka bramka na 1:0 dała nadzieję. Bielany nie zamierzały jednak panikować – grały swoje i ich przewaga bardzo szybko przełożyła się na gole. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Legends 3:1.
Mimo wielu prób Astry i momentów naprawdę ciekawej gry, inicjatywa nadal była po stronie Bielan. Żółta kartka dla Kamila Dąbrowskiego nie wybiła ich z rytmu. Duet Mateusz Borczyk – Piotr Tomiak (wybrany później MVP meczu) robił co chciał, tworząc efektowne akcje i świetnie rozumiejąc się na boisku. Zmęczoną Astrę dobił jeszcze rzut karny, który pewnie wykorzystał bramkarz Bielan – Michał Kwiatkowski.
Mecz zakończył się wynikiem 10:4. Trzeba jednak przyznać, że gdyby Astra miała szerszy skład, wynik mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Dzięki zwycięstwu Legends uciekają spod topora i wskakują na 6. miejsce w tabeli. Astra spada na 7. pozycję.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)