Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Hetman do meczu z Tonie Majami przystępował z nadziejami na punkty. Miał ku temu powody, bo ostatnio dobrze się prezentował i w przypadku zwycięstwa mógł zbliżyć się punktowo do swoich niedzielnych rywali. Początek to szybkie prowadzenie gości. Znakomicie w spotkanie wszedł Dawid Zagrodzki, który najpierw asystował przy bramce Filipa Motyczyńskiego, a chwilę później sam z rzutu wolnego wpisał się na listę strzelców. Po chwili ponowne trafienie gości i wynik 0:3 po niespełna 10 minutach rodził pytanie, czy Hetman będzie w stanie cokolwiek tutaj ugrać. Sygnał do odrabiania strat dał Damian Kucharczyk, który popisał się precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego. Dosłownie w kolejnej akcji zrobiło się 2:3 i nadzieja w zespole Daniela Władka na korzystny wynik wróciła. Przed przerwą ponownie Dawid Zagrodzki podwyższył wynik i na przerwę zespoły schodziły przy stanie 2:4. Po zmianie stron Tonie Majami okazało się nie do zatrzymania. Hetman starał się, miał swoje okazje, ale był tego dnia nieskuteczny. Za to rywale wykorzystywali każdy błąd w defensywie i w pewnym momencie odjechali kompletnie z wynikiem. Dopiero przy wyniku 2:8 przegrywającym udało się przełamać niemoc i na listę strzelców ponownie wpisał się Damian Kucharczyk. Niespodzianki w tym meczu nie było i goście wygrali zasłużenie 5:10, dzięki czemu nadal są zespołem niepokonanym w tym sezonie. Gospodarze mimo porażki pozostają na podium i z pewnością w kolejnych meczach będą chcieli co najmniej tę pozycję utrzymać.
ADS Scorpions i Bartolini Pasta spotkały się po raz trzeci, jeśli chodzi o rozgrywki Ligi Fanów. Do tego momentu bilans był remisowy, jedni i drudzy wygrali po jednym spotkaniu. Teraz każdy rezultat był możliwy i ciężko było przewidzieć, jak to się może skończyć. Początek należał zdecydowanie do Bartolini. Nie dość, że po ładnej, wyklepanej akcji wyszli na szybkie prowadzenie, to mieli kolejne okazje, które powinni wykorzystać. No ale zamiast spokojnego 2:0, za chwilę zrobiło się 1:2. Przeciwnicy obudzili się bowiem z letargu i w krótkim odstępie zdobyli dwa gole, a potem trzeciego, chociaż przy tym ostatnim gracze Bartolini kwestionowali faul. No właśnie – komentowanie decyzji sędziego stało się niepotrzebnie nieodłącznym elementem niektórych graczy Pasty. Nawet w sytuacji, gdy sędzia słusznie stosował przywilej korzyści, domagali się odgwizdywania przewinień. Czy to mogło ich rozregulować? Być może, aczkolwiek ostatni cios zadany w pierwszej połowie należał właśnie do Makaroniarzy, którzy zmniejszyli straty i na pewno wierzyli, że mecz jest spokojnie do wyratowania. Ich nadzieje szybko jednak rozwiał oponent. Na starcie drugiej połowy Skorpiony momentalnie odskoczyły na kilka trafień, a duża w tym zasługa Juriego Pijasiuka, który regularnie punktował bramkarza przeciwników. Ekipa ADS w swoim strzeleckim marszu zatrzymała się dopiero przy stanie 6:2. Wtedy swojego trzeciego gola dla Bartolini zdobył Krystian Pazdyka, z kolei w końcówce obydwie ekipy wymieniały się golami, co dało nam efekt w postaci wygranej podopiecznych Artura Kałuskiego 8:4. Wygrana zasłużona, chociaż możemy się zastanawiać, co byłoby, gdyby na początku spotkania, Pasta wykorzystała to, co miała. Potem coś się w tej drużynie załamało, gracze Michała Cholewińskiego pozwolili dojść do głosu rywalom i musieli niestety pogodzić się z porażką. Tym samym ADS przeskoczył w tabeli niedzielnego przeciwnika, jakkolwiek walka o miejsce za plecami Tonie Majami jeszcze się w tej rundzie nie zakończyła.
Spotkanie 7. kolejki 5 ligi pomiędzy Broke Boys (4 punkty, 9. miejsce) a zespołem Więcej Sprzętu niż Talentu (9 punktów, 6. miejsce) rozpoczęło się dynamicznie na korzyść gości. Drużyna WNsT, mająca na papierze przewagę, od początku przejęła inicjatywę. Już w 4. minucie Kamil Pietrzykowski otworzył wynik, wykorzystując długie, precyzyjne podanie od bramkarza. Kolejny gol padł po wspaniałym woleju Dominika Banasiewicza, który błyskawicznie podwyższył prowadzenie na 0:2. Broke Boys mieli problemy z utrzymaniem defensywy, co ponownie wykorzystał Pietrzykowski – tym razem strzelając z dystansu, trafiając idealnie na długi słupek. Gospodarze odpowiedzieli golem zza pola karnego, trafiając od słupka i zmniejszając dystans, lecz goście natychmiast odbudowali swoją przewagę. Kolejne dwa trafienia Więcej Sprzętu niż Talentu ustawiły wynik na 1:5. Tuż przed końcem pierwszej połowy doszło jeszcze do samobójczego trafienia, dającego Broke Boys bramkę na 2:5, jednak Banasiewicz szybko odpowiedział, kończąc pierwszą część meczu wynikiem 2:6. W drugiej połowie przewaga gości była już nie do podważenia. Broke Boys walczyli o powrót do gry, ale kolejne trafienia ze strony oponentów tylko potwierdzały ich dominację. Pietrzykowski zaliczył trafienie na 2:7, a chwilę później wynik podniósł się do 2:8. Broke Boys odpowiedzieli pięknym strzałem z rzutu wolnego, autorstwa Aliaksandra Kurbatskiego, który trafił na 3:8, ale ostatnie słowo należało do Banasiewicza. Ostatecznie Więcej Sprzętu niż Talentu wygrało 3:9, co dało im awans na 4 pozycję, podczas gdy Broke Boys czeka ciężka walka o utrzymanie.
O 13:30 na Arenie Grenady Georgian Team podejmował Iglicę Warszawa. Zdecydowanie lepiej w mecz weszła drużyna gości, w dość szybki i skuteczny sposób obaliła defensywę gospodarzy i było 0:2. Mimo dużej nieskuteczności z obu stron, ostatecznie zespół w białych koszulkach dogania rywali na 2:2. Dwukrotnie asystował Lasha Gabrichidze a dwukrotnie strzelał jego brat Giorgi. Zazwyczaj jest na odwrót, bo to ten pierwszy strzela, a drugi asystuje, lecz tutaj nie miało to większego znaczenia. Pierwsza część spotkania była bardzo wyrównana i dopiero pod koniec Igliczanie wychodzą na prowadzenie 3:2. Druga połowa była bardzo podobna do pierwszej. Mecz wciąż był równy, a o bramkach decydowały detale. Sytuacji było więcej niż w pierwszej połowie, ale obie strony były nieskuteczne. Kwadrans przed końcem Georgian Team wyrównał na 4:4. Ostatnie minuty należały jednak do faworytów, którzy zdołali strzelić dwie bramki i przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Bardzo dobry mecz rozegrali braci Gabrichidze, mimo że Lasha nie strzelił karnego w decydującym momencie, to asystował aż pięciokrotnie, z kolei Giorgi zdobył 3 bramki. Mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 6:4.
Czy jeden zawodnik może dużo zmienić? To pytanie wydaje się zasadne, biorąc pod uwagę, jak dużo jakości do Old Eagles Koło wprowadził Sebastian Żółkowski. Od kiedy ten gracz dołączył do drużyny, Orzełki wygrały dwa spotkania, ustabilizowały defensywę i odbiły się od ligowego dna. Ktoś może zarzucić, że rywale nie byli z górnej półki, dlatego w niedzielę ze zdwojoną uwagą przypatrywaliśmy się ekipie z Koła w potyczce z GLK. Przeciwnikiem bardzo solidnym, który zamierzał umocnić się na podium 5.ligi. Skład ferajny Mateusza Rozkresa nie był może optymalny, ale konkretny, i zastanawialiśmy się, czy Orzełki będą w stanie stawić opór. Okazało się, że to właśnie Mariusz Żywek i spółka mieli tutaj przez cały mecz przewagę, której skuteczniej bronili aż do samego końca. A kluczem do zwycięstwa były dwie szybkie bramki, gdzie zwłaszcza przy drugiej nie popisał się golkiper przeciwników. GLK próbowało odpowiedzieć, jednak ciężko było przedrzeć się przez defensywę dowodzoną przez wspomnianego Sebastiana Żółkowskiego. A nawet gdy to się udało, to Janek Drabik skutecznie bronił. Przed upływem 25 minut Orzełki dołożyły trzecie trafienie, w drugiej połowie czwarte i nie było opcji, by GLK zdołało zmniejszyć ten dystans. Robił co mógł Damian Sawicki, który toczył fantastyczne boje z Sebastianem Żółkowskim. Raz wygrywał, raz przegrywał, ale to właśnie on był autorem gola na 1:4. Potem GLK miało jeszcze doskonałą okazję, wychodząc 3 na 1, lecz rozegranie tej przewagi było fatalne i to był w sumie ostatni moment, gdy przegrywający mogli się jeszcze łudzić. Ostatecznie więcej goli nie padło i Old Eagles wygrali drugi mecz z rzędu, a trzeci w ostatnich czterech kolejkach. Widać, że ta maszyna się rozpędza i nie będzie ją łatwo zatrzymać. Z kolei GLK musiało się pogodzić z porażką. I tak jak kilka tygodni temu pisaliśmy, że starcie z Georgian Team przegrali na własne życzenie, tak tutaj byli po prostu słabsi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)