Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 9 Liga
Będący w dobrej formie po wznowieniu rozgrywek ligowych Hetman FC podejmował znajdującą się tuż nad strefą spadkową Varsovię. Lepiej w mecz weszli nominalni goście. Najpierw do wyrzucie piłki z autu przez Łukasza Banaszczyka piłkę do bramki skierował Sławomir Gediga, a po kilku minutach prowadzenie Varsovii podwyższył Marek Frączyk, który okazał się górą w przypadkowej przebitce w polu karnym i pokonał Cezarego Dudę. Dwubramkowa strata zadziałała mobilizująco na faworyzowany zespół Hetmana. O ile bramka kontaktowa to zasługa trafienia samobójczego, o tyle pozostały przebieg pierwszej połowy to już pełna dominacja gości, a najgroźniejsze było trio Folc - Himkowski - Kierszak. Premierowa odsłona zakończyła się prowadzeniem gości 5-3. W drugiej połowie Varsovia do głosu już nie doszła. Hetman grał zbyt szybko, pewnie i dokładnie w ofensywie, za to w obronie nie zostawiał żadnych wolnych przestrzeni, czego dowodem czyste konto w drugiej połowie. Strzelić udało się za to aż 5 bramek, dzięki czemu zwycięstwo Hetmana okazało się bardzo efektowne, chociaż po pierwszej odsłonie nic takiego obrotu spraw nie mogło sugerować. Varsovia po niedzielnych meczach ma już tylko jeden punkt przewagi nad strefą spadkową i nic nie zapowiada nam, by mieli wydostać się z tego dołka, chociaż w Lidze Fanów widzieliśmy już nie takie rzeczy. Hetman z kolei ma 7 punktów straty do miejsca premiowanego awansem i na pewno zrobi wszystko, żeby na koniec sezonu znaleźć się w czołowej trójce.
Podczas porannych zmagań na bielańskiej arenie AWF-u stanęły naprzeciwko siebie ekipy Mistrzów Chaosu oraz Rodziny Soprano. Gospodarze zajmowali jak dotąd ósme miejsce, ciągle próbując uniknąć widma spadku. Ich rywal znajdował się przed tym spotkaniu w zgoła odmiennej sytuacji, ponieważ okupowali oni drugie miejsce, ze stratą siedmiu oczek do liderującego GLK. Dla drużyny walczącej o mistrzostwo była to szansa na utrzymanie swojej dominacji oraz potwierdzenie mistrzowskich aspiracji, a także przekonanie o swojej niekwestionowanej sile. Gospodarze natomiast mieli wybitną okazję na udowodnienie, że marzenia o utrzymaniu nie były tylko mrzonkami, ale realnym celem, na który pracują każdego dnia na treningach i podczas meczów. Strzelanie rozpoczął etatowy snajper drużyny gości, Krzysztof Kulibski, który strzałem z ostrego kąta pokonał golkipera rywali, Emila Łebskiego. Radość wprowadziła jednak sporą dozę rozluźnienia w ekipie Rodziny Soprano, przez co Mistrzowie Chaosu zdołali doprowadzić do wyrównania. Mimo obiecującego początku spotkania ósma drużyna ligi nie zdołała podtrzymać swojej dobrej dyspozycji inkasując trzy bolesne ciosy, po których na tablicy wyników mieliśmy już 1:4. W drugiej odsłonie pojedynku coraz bardziej zarysowywała się nam przewaga gości, którzy z minuty na minutę rośli w siłę, a pewność siebie zdawała się górować nad ambicjami rywala. Efektem tego było podwyższenie prowadzenia o kolejne dwie bramki. W tym okresie gry rywal próbował odpowiedzieć bramkami. Udało się to za sprawą trafienia Owczarka. Jednakże mimo usilnych starań, same próby okazały się niewystarczające w zestawieniu z solidnie prezentującym się tego dnia na boisku Kulibskim. Napastnik zdobył w tym meczu aż pięć bramek, czym walnie przyczynił się do finalnego sukcesu, jakim niewątpliwie była wygrana 4:9
Podstawą dobrej dyspozycji w meczu jest oczywiście przygotowanie zarówno taktyczne, jak i fizyczne, ale w przypadku starcia GLK z Force Fusion FC dodatkowym czynnikiem było szczęście, a raczej jego brak. Nie należy jednak przesadzać ze stwierdzeniem, iż szczęście było głównym czynnikiem, bo oczywiście ostatecznie o wyniku spotkania zadecydowało wiele innych rzeczy. Spotkanie zaczęło się od lekkiej optycznej przewagi gospodarzy, która po kilku minutach ciekawych akcji ofensywnych przerodziła się w pierwszą bramkę po stałym fragmencie gry. Sprytne podanie zrzutu rożnego Sebastiana Dominiaka wykończył Mariusz Burzyński i mieliśmy 1:0. Stracona bramka zmobilizowała gości, i po krótkim, ale intensywnym okresie dobrej gry, udało się im wyrównać, kiedy po podaniu Andrzeja Bratkowskiego piłkę do bramki skierował Ruslan Yakubiv. Gra się nieco zaostrzyła i niektórym zawodnikom delikatnie puściły nerwy, jednak w przypadku Sławka Fariona furia przerodziła się szybko w doskonały okres gry. To właśnie podanie Sławka otworzyło drogę do bramki Damianowi Sawickiemu, który potężnym strzałem nie dał szans golkiperowi rywali. O swoim instynkcie rozgrywającego po raz kolejny przypomniał Sebastian Dominiak, który wypracował dogodną sytuację strzelecką dla Łukasza Trzpioły, który z uwagi na kontuzję ręki występował w roli zawodnika z pola. A swoją uniwersalność zwiększył bramką na 3:1. W odpowiedzi gracze Force Fusion popisali się ładną akcją, w której Dmytro Pynylo dośrodkował na głowę Rusłana Yakubiva, a ten ładnym uderzeniem doprowadził do stanu 3:2. Kiedy wydawało się, że takim rezultatem zakończy się pierwsza połowa, wówczas znów o sobie dał znać Sławek Farion, który po podaniu popularnego "Bąbla", wyprowadził swój zespół na prowadzenie 4:2. Warto podkreślić, że w pierwszej odsłonie obie ekipy niemiłosiernie obijały zarówno słupki, jak i poprzeczkę. Byliśmy jednak przekonani, że limit tego typu zagrań został osiągnięty. Nic podobnego. W drugiej połowie, szczególnie ekipa gości bardzo często sprawdzała wytrzymałość bramki, a niektóre strzały wręcz w nieprawdopodobny sposób ostatecznie kończyły jedynie na elemencie konstrukcyjnym, zamiast w siatce. I to jest właśnie ten brak szczęścia, o którym pisaliśmy na początku relacji, gdyż odrobinę lepiej skalibrowane celowniki drużyny gości na pewno pozwoliłyby im zdobyć nieco więcej bramek i sprawić, że walka o punkty trwałaby do końca meczu. Tak się jednak nie stało, a zwycięstwo GLK przypieczętował Damian Sawicki, który po indywidualnej akcji, strzałem w krótki róg, zaskoczył bramkarza przeciwników i ustalił wynik meczu na 5:2. Zwycięstwo zasłużone, a cichym bohaterem tego spotkania był Patryk Dominiak, który między słupkami wyczyniał cuda, dzięki czemu został wybrany przez rywali zawodnikiem meczu.
FC Łazarski będący w bardzo słabej formie, liczył na przełamanie w meczu przeciwko drużynie Nagel, której udało się przełamać tydzień wcześniej i odskoczyć trochę od strefy spadkowej. W drużynie gości było widać większy entuzjazm w poczynaniach na boisku i już po kilku minutach meczu wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Łazarski nie składał jednak broni, atakując co jakiś czas bramkę Damiana Sadkowskiego, ale widoczny był brak pewności siebie w podejmowaniu decyzji pod samą bramką rywala. Co nie udało się gospodarzom zrobić samemu, zrobili ich przeciwnicy, którzy niefortunnie skierowali piłkę do własnej bramki, dając tym samym nadzieję Łazarskiemu na korzystny wynik. Do przerwy goście prowadzili 3:1 i byliśmy bardzo ciekawi drugich 25 minut. Niestety emocje szybko się skończyły, a Nagel zaczął coraz lepiej radzić sobie z piłką na połowie oponentów, czego efektem były kolejne strzelane bramki. Największy udział w takim obrocie spraw miał najlepszy tego dnia na boisku Bartek Kucharski, który zakończył mecz z imponującym bilansem 3 bramek oraz 1 asysty. Mecz zakończył się rezultatem 1:7. Nagel po tym zwycięstwie jeszcze bardziej odskoczył od strefy spadkowej, ale cała czołówka ligi też wygrywała swoje mecze i przez to nie zmniejszyli straty do wyższej lokaty. FC Łazarski już niemal wypisał się z walki o utrzymanie w 9 lidze i tylko jakaś nagła zwyżka formy i wygrywanie kolejnych meczów mogłyby ich uchronić przed zbliżającą się degradacją.
Wolska Ferajna jest ostatnio w gazie i taranuje wszystko, co spotyka na swojej drodze. Podobnie miało być z Elitarnymi, których nawet jeśli możemy nazwać solidną ekipą, to jednak przechodzącą trudny moment, bo dawno nie zaznali zwycięstwa. Ale gdy zaczyna się mecz, wszystkie dywagacje i statystyki odchodzą na bok. Być może bracia Głęboccy i spółka wyszli z podobnego założenia, bo naprawdę niewiele zabrakło, by sprawili tutaj sporą niespodziankę. Pachniało nią już po pierwszej połowie, którą gracze z Gocławia wygrali 3:1. Ten rezultat był pokłosiem kilku czynników, choćby dwóch kontuzji, jakich nabawili się przeciwnicy – Przemek Fudała miał problem z barkiem, a Damian Gałecki został trafiony piłką w twarz. Gdy dołożymy do tego fakt, że Mateusz Nejman obraził się na kolegów, to sytuacja ADP nie była zbyt ciekawa. Ta drużyna wzięła się jednak w garść i coraz mocniej spychała oponentów do defensywy. Do pewnego momentu Marcin Głębocki nie musiał jednak wyciągać piłki z siatki w drugiej połowie, lecz napór rósł. Wydawało się, że idealnym momentem, by odsunąć od siebie zagrożenie, będzie wykorzystanie gry w przewadze. Elitarni dostali taką możliwość, ale nawet grając o jednego więcej, nie potrafili nic sobie wykreować. A gdy siły się wyrównały, zaczął się ich dramat. Najpierw stracili gola z rzutu wolnego, po strzale Kamila Gałeckiego. Potem „załatwił” ich duet kontuzjowanych zawodników – strzelał ledwo biegający Przemek Fudała a dobijał ledwo widzący Kamil Gałecki i mieliśmy remis! Wolskiej było jednak mało i los dał im nagrodę za ich determinację. Gola na wagę trzech punktów zdobył Damian Nieskórski, chociaż w samej końcówce Elitarni mogli wyrównać, jednak szansę Dawida Rupińskiego powstrzymał bramkarz faworytów, Wiktor Stankowski. Ten mecz długo nie układał się Ferajnie, ale trzeba im oddać, że w drugiej połowie byli dużo lepsi, praktycznie nie schodzili z połowy oponenta i dopięli swego. Elitarni chyba zbyt głęboko się cofnęli, jakkolwiek gra się tak, jak przeciwnik pozwala i widocznie nie byli w stanie zrobić nic więcej. Taka porażka musi boleć, bo tutaj naprawdę stworzyły się warunki, by zdobyć chociażby punkt. A tak zostali z niczym, nie licząc ogromnego niedosytu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)