Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 11 Liga
Obie drużyny stawiły się licznie na porannym meczu, jednak to goście z KTA Wszedło byli zdecydowanie bardziej rozbudzeni. W pierwszych minutach Niedzielni niefrasobliwie rozgrywali piłkę, którą przechwycił Daniel Kowalski i otworzył wynik spotkania - 0:1. W kolejnych minutach większość walki rozgrywała się w środku pola, ale obie strony miały swoje okazje do zmiany wyniku. Jedną z ciekawszych akcji tego fragmentu gry była szarża Jakuba Janczyka z Niedzielnych, który pokonał z piłką praktycznie całe boisko, mijając zawodników KTA Wszedło niczym na sparingu. Niestety, była to prawdopodobniej najgroźniejsza akcja gospodarzy w tej połowie, a goście nie zwalniali tempa. KTA Wszedło coraz częściej próbowało zaskoczyć Kamila Jarosza z dystansu. Szczęśliwcem, który tego dokonał był ostatecznie Paweł Kaniowski - 0:2. Wynik do przerwy nie uległ zmianie, chociaż z obu stron były do tego świetne okazje - z jednej strony Marcin Aksamitowski wybił piłkę z linii bramkowej, natomiast w ataku Niedzielni kilkukrotnie nie potrafili postawić kropki nad i - raz nawet nie trafili na pustą bramkę. Jeśli gospodarze przed meczem wypili kawę, to z pewnością zadziałała ona w czasie przerwy. Szybko zdobyli bramkę kontaktową po rzucie rożnym i nawet trafienie gości na 1:3 nie wybiło ich z rytmu. Niestety, starania Niedzielnych nie przekładały się na kolejne gole - fantastycznie bronił Cezary Szczepanek, który wychodził obronną ręką ze pojedynków z niezwykle aktywnym Łukaszem Ostrowskim. Cezary łącznie wybronił co najmniej cztery “stuprocentówki”, jednocześnie demotywując gospodarzy - czego nie spróbowali w ataku to górą i tak był bramkarz gości. W końcu Niedzielni stawiając wszystko na jedną kartę, odsłonili się i zostali skarceni kontratakiem, który na bramkę zamienił Filip Pacholczak - 1:4. Dzieła zniszczenia dopełnił Paweł Kaniowski, ustalając wynik spotkania na 1:5 a sportowym filozofom pozostaje pytanie - czy KTA Wszedło na pewno odniosłoby zwycięstwo, gdyby Niedzielni na początku drugiej połowy byli skuteczniejsi?
Pogromcy tę rundę zaczęli wyśmienicie, ale już w drugiej kolejce dostali srogą nauczkę od Red Rebels. Ich zła passa trwa. Tym razem przegrana z Borowikami i to niestety aż 2:13. Od pierwszych minut widoczna była przewaga gości. Zaczęli mocno atakować i okupowali pole karne rywala. Kwestia gola to były minuty. I tak też się stało. Worek z bramkami rozpruł Aleksandr Anishckenkov po asyście Daniela Kaczmarka. Pierwsza połowa to dominacja Borowików – można śmiało rzec, że mikroklimat boisk przy warszawskim AWFie dogodnie wpływa na drużynę. Bliskość lasu, jesienna aura i nocny deszcz sprawiły, że gole w tym spotkaniu wyrastały jak grzyby po deszczu. W pierwszej połowie strzelał jeszcze Legacki, Lechowicz oraz Kolanowski, a wynik do przerwy wyniósł 0:6. W meczu nie brakowało emocji i napiętej atmosfery pomimo tego, że to spotkanie na najniższym szczeblu rozgrywkowym. Sędzia ukarał zawodników, zarówno gości jak i gospodarzy, żółtymi kartkami – Bartka Kusio oraz Adama Kolanowskiego. Dla tego spotkania, a konkretniej dla gospodarzy, kluczowa była jedna zmiana, która sprawiła, że Pogromcy strzelili dwie honorowe bramki. Mateusz Niewiadomy, najpierw po asyście Bartka Kusio, a potem Norberta Plaka zdobył upragnione gole. Mateusz był zdecydowanie najmocniejszym punktem Pogromców. Jednak dwie bramki nie wystarczyły do tego, aby powalczyć o coś więcej. Borowiki w drugiej połowie strzeliły kolejne siedem bramek i nie dali szans Poprzeczkom na zmianę tego wyniku. Zdecydowanie dominowali w tym spotkaniu. Po pierwszej kolejce PP zajmowali drugie miejsce, po kolejnej spadli do środka tabeli, a obecnie zajmują ósmą – przedostatnią lokatę, tuż nad NieDzielnymi, którzy nie zdobyli jeszcze żadnego punktu. Za to Borowiki zaliczyły jedną porażkę w tej rundzie i znajdują się na drugim miejscu w tabeli.
Spotkanie rozegrane pomiędzy ekipami Green Team (gospodarz) a Gentlemans Warsaw Team (goście) miało bardzo ciekawy przebieg. Już w pierwszych 5 minutach goście bardzo mocno naciskali gospodarzy i przyniosło to wymierny efekt w postaci 3 szybko zdobytych bramek. Green Team trochę "pomogli" ekipie ponieważ pierwszą bramkę stracili po golu samobójczym. Goście po ładnej akcji oddali mocny strzał na bramkę rywala i jeden z interweniujących obrońców gospodarzy delikatnie musnął piłkę, która zmieniła tor swojego lotu i niestety zmyliła bezbronnego bramkarza. Tak wiec mieliśmy mocny start w wykonaniu ekipy Dżentelmenów. Jednak tak szybko stracone gole w żaden sposób nie zdeprymowały Green Teamu. Już w 8 minucie spotkania, po ładnej kontrze, gospodarze trafili po raz pierwszy tego dnia i mieliśmy 3-1 na tablicy wyników. 4 minuty później napastnik zielonych Tomasz Filipkowski kątem oka zauważył dalekie wyjście golkipera gości, facet nie kalkulował tylko uderzył na bramkę rywala i zdobył piękne trafienie strzałem spod swojego pola karnego. Mieliśmy wiec 3-2 w tym momencie. Pod koniec pierwszej połowy gospodarze oddali jeszcze dwa naprawdę mocne strzały, ale tym razem bramkarz gości nie dał się już łatwo zaskoczyć. Druga odsłona tego spotkania to ponownie wyrównany mecz. Obie ekipy grały na tzw. "spokoju" i bez pośpiechu. Kreowanie lepiej ustawionych kolegów, akcje kombinacyjne i sprytne strzały. To wszystko mogliśmy oglądać aż do 30 minuty. Po szybkiej dwójkowej akcji Dżentelmeni trafili na 4-2 i widać było, że chcą wziąć w tym spotkaniu 3 punkty. Jednak Green Team to nie zółtodzioby i nie mogli dać sobie "dmuchać w kaszę", więc wzięli się mocno za odrabianie strat. W 32 minucie trafili potężna bombą w słupek, by 3 minuty później zdobyć bramkę kontaktową na 4-3. Przyciśnięci goście stracili delikatnie rezon i niestety dla nich dali sobie strzelić gola na 4-4. Marcin Walczak, człowiek który miał pecha w pierwszej połowie (samobój), oddał swojej drużynie to co zabrał im na początku meczu. Wykonywany rzut wolny zamienił na piękną bramkę po długim rogu i mecz się wyrównał. Mieliśmy wiec remis i emocje wzrosły. Na szczęście były to emocje tylko sportowe. Obie ekipy nacierały, ale to goście zdobyli ostatnie trafienie. Bardzo ładnym podaniem w "uliczkę" popisał się Michał Dang i tej okazji nie zmarnował Jakub Augustyniak, zdobywając zwycięską bramkę dla zespołu Gentleman WT. Mecz zakończył się wynikiem 5-4 dla zespołu gości, którzy może i zajmują miejsce w środku tabeli, ale nadal liczą się w walce o miejsce premiowane awansem do wyższej klasy rozgrywkowej.
Najbardziej oczekiwanym meczem tej kolejki 11. ligi było spotkanie dwóch tegorocznych debiutantów. Red Rebels, którzy zachwycili przed tygodniem w meczu z Pogromcami Poprzeczek, natrafili na rozkręcający się z każdą kolejką Szereg Homogenizowany. W mecz lepiej weszli gospodarze, którzy już w 2. minucie otworzyli wynik. Turcy nie tracili czasu i poszli za ciosem- na 2:0 podwyższył Ertugrul Akoglan, pokazując odrobinę swoich umiejętności. Przyjął piłkę z obrońcą na plecach, obrócił się, po czym zbiegł ze skrzydła w pole karne i pewnym strzałem po ziemi pokonał bramkarza gości - klasa! Później jednak do głosu doszli zawodnicy Szeregu Homogenizowanego. Mimo, iż goście nie wykorzystali najpierw rzutu karnego, to ostatecznie Filip Ptaszek po przechwycie szybko zdobył bramkę kontaktową na 2:1. W kolejnych minutach byliśmy świadkami szybkiego meczu z obu stron - najpierw gospodarze podwyższyli do 3:1, ale później dwa szybkie ciosy zadał Turkom Bartłomiej Leszczyński - 3:3. Ostatecznie takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa, mimo iż obie strony miały swoje szanse - najbliżej szczęścia był Cem Ocak, który trafił w poprzeczkę. W drugiej połowie, ku zaskoczeniu wszystkich widzów, przez kilkanaście minut nie ujrzeliśmy zmiany wyniku. Turcy spuścili z tonu, a podbudowany wynikiem Szereg Homogenizowany postanowił zagrać o całą pulę. W ciągu zaledwie 5 minut zdobył aż 3 bramki. Wtedy też do ataków rzucili się gospodarze, ale zostali skarceni przez najlepszego tego dnia na boisku Bartłomieja Leszczyńskiego - 3:7. Red Rebels w ostatnich minutach zdobyli jeszcze na pocieszenie bramkę, jednak ich pierwsza porażka w rozgrywkach Ligi Fanów stała się faktem.







)
)
)
)
)
)
)
)