Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 9 Liga
Niesamowicie pechowa seria Warsaw Gunners FC podtrzymana! Ekipa Arkadiusza Trwogi zdecydowanie nie może zaliczyć ostatnich tygodni do miana udanych. Od pięciu spotkań, sympatycy londyńskiego Arsenalu, nie potrafią wyjść z marazmu i wyskoczyć z dołka formy, w którym trwają nieprzerwanie od 250 minut. Tym razem przyszło im się zmierzyć z ekipą Jogi Bonito, która przeżywa prawdziwy renesans formy. Gracze z szóstego miejsca wygrali już czwarty mecz z rzędu, a co za tym idzie utrzymali się na poziomie 9 ligi. W pojedynku przeciwko Warsaw Gunners, pewnie prowadzili grę od samego początku rywalizacji, nie dając rywalowi zbytniego pola do popisu. Prowadzenie 1:5, mimo braku zmian świadczyło o różnicy pomiędzy obydwiema drużynami. Niesamowitą formą w składzie gości wykazał się tego dnia Mateusz Hnatio, który momentami w pojedynkę dyktował tempo oraz warunki tego nierównego pojedynku. Sześć bramek oraz jedna asysta dobitnie podkreślają formę, którą aż ociekał środkowy pomocnik Jogi. W zestawieniu ze średnią dyspozycją ofensywną Gunnersów, ten scenariusz okazał się być niezwykle bolesną lekcją dla siódmego miejsca tabeli. Arkadiusz Trwoga i jego koledzy co prawda nie spadną z ligi, ale zmiany kadrowe to chyba podstawa, jeżeli drużyna w czerwonych strojach myśli poważnie o przyszłym sezonie. Mimo wszystko nie wolno ich jednak przekreślać, ponieważ niejednokrotnie pokazali nam, że warto na nich stawiać.
Czwarta w tabeli 9 ligi drużyna Crimson Boys podejmowała ósme w tabeli Dynamo Wołomin. Rozpędzeni gospodarze musieli ten mecz wygrać, aby myśleć o awansie do 7 ligi, natomiast goście będący w dolnej części tabeli też potrzebowali 3 punktów jak tlenu, aby być spokojnym o swój ligowy byt. Crimsoni od razu mocno zaatakowali, przejęli środek pola i naciskali coraz mocniej na mądrze broniących się zawodników z Wołomina. Pierwsi bramkę zdobyli zawodnicy gospodarzy. Piotr Zieliński bez problemu wykorzystał ładne podanie Damiana Kucharczyka i mieliśmy 1-0 na tablicy wyników. Kilka minut później gospodarze podwyższyli wynik na 2-0. Ponownie popularny "Zielu" wykorzystał podanie od kolegi z drużyny, tym razem Sebastiana Bartosika i wydawać by się mogło, że jest to spokojne prowadzenie Crimsonów. Nic bardziej mylnego. Dynamo postawiło w tym momencie wszystko na jedną kartę, zaczęło bardzo mocno atakować i zostało nagrodzone za swoją odwagę. Niezawodny Kacper Urban zdobył bramkę kontaktową po sprytnym wyrzucie z autu Cezarego Koziara. Zrobił się nam mecz walki, na szczęście tylko sportowej. Obydwie ekipy starały się kreować swoje okazje i zdobywać następne bramki. W pewnej chwili gospodarze mocno cofnięci na swoją połowę nie zauważyli wychodzącego do prostopadłego podania Macieja Dorsza, który ładnym strzałem pokonał ich golkipera. Trafił w ten sposób na 2-2 i mieliśmy remis. Mecz zaczął się więc od początku a wynikiem 2:2 zakończyła się pierwsza połowa tego spotkania. Na drugą odsłonę obydwie ekipy wyszły mocno zmotywowane i widać było, że mają wielkie chęci na zdobywanie bramek. Jednak boisko zweryfikowało te pomysły. Crimson Boys bardzo mocno nacisnęli, Dynamo coraz bardziej się broniło i efekt mógł być tylko jeden. Bramka na 3-2 dla gospodarzy to niestety samobój, który chyba mocno podciął skrzydła chłopakom z Wołomina. Crimsoni rozpędzeni nie mieli niestety litości dla swojego przeciwnika i zaczęli strzelać hurtowo. Na 4-2 trafił Sebastian Bartosik. Wykorzystał on moment nieuwagi przeciwników i ładną pasówką dobił atomowy strzał Piotra Zielińskiego. Karmazynowa nawałnica trwała w najlepsze a Dynamo było niestety coraz bardziej zagubione. Oczywiście ekipa gości też próbowała zdobywać swoje bramki, ale tym razem defensywa gospodarzy była jak monolit. Crimsoni trafili pod koniec połowy jeszcze dwa razy a dokonał tego niezawodny w tym meczu duet Damian Kucharczyk & Piotr Zieliński. Spotkanie zakończyło się wynikiem 6-2 dla Crimson Boys i panowie mając tylko jeden punkt straty do trzeciego w tabeli FC Vikersonn. Dynamo Wołomin jest niestety coraz niżej w tabeli i wizja spadku do 10 ligi właśnie się zmaterializowała.
Walczący o medale Bad Boysi podejmowali pogodzone ze spadkiem Torpedo. Ekipa Bartka Podobasa po kilku słabszych spotkaniach musiała konieczne zdobyć punkty, by nie stracić szansy na podium w końcówce sezonu. Od początku gospodarze ruszyli do ataku, lecz ich akcje nie były na tyle skuteczne by zaskoczyć Andrzeja Barana. Torpedo starało się wymieniać sporo podań i spokojnie czekało na swoje okazje. Po jednej z akcji Oleh Savchuk zaskoczył Krystiana Matyska i zrobiło się 0:1 dla gości. Źli Chłopcy jednak potrafili szybko odpowiedzieć i po składnej akcji wyrównał Bartosz Krajewski. Ten sam zawodnik za chwilę wyprowadził na prowadzenie gospodarzy i od tego momentu ekipa Bartka Podobasa cofnęła się do defensywy, czekając na ataki rywali. Swoich szans szukali w kontratakach i stałych fragmentach gry, ale wynik do przerwy nie uległ zmianie. Po zmianie stron Bad Boysi starali się trzymać korzystny wynik. Mieli jednak swoje okazje, lecz seryjnie je marnowali. Strzały z metra do pustej bramki, poprzeczki, słupki - niczego tutaj nie brakowało. Torpedo mając trochę szczęścia próbowało także atakować i po składnej akcji całego zespołu Kyrylo Kud wyrównał. Od tego momentu wydawało się, iż goście są w stanie powalczyć o punkty w tym meczu. Jednak w tym fragmencie spotkania gdzie gospodarze nie mieli pomysłu na grę, a dodatkowo przeciwnicy grali solidnie przydarzyła się dziwna sytuacja. Zawodnik Torpedo zagrał piłkę do tyłu do bramkarza, ale zrobił to tak niefortunnie, że przelobował go dając ponowne prowadzenie drużynie Bartka Podobasa. W końcówce Damian Borowski podwyższył stan posiadania i zapewnił swojej drużynie arcyważne trzy punkty.
Spotkanie Hiszpańskiego Galeonu z FC Vikersonn można było śmiało okrzyknąć meczem o „sześć punktów”, gdyż zwycięstwo w tej potyczce dawało zwycięzcy możliwość dalszej walki o strefę medalową. Spodziewaliśmy się zatem bardzo zaciętego spotkania, lecz niestety dla widowiska, poza wyrównanym początkiem, reszta spotkania toczyła się przez większość czasu do jednej bramki. Zaczęło się o błędu w obronie gospodarzy, który został wykorzystany przez Slawika Tuymkiwa. Gospodarze odpowiedzieli jednak bardzo szybko, gdy po podaniu Grześka Grzelaka swojego pierwszego gola zdobył Mikołaj Zakrent. Wydawało się, że wydarzenia na murawie będą ciekawym spektaklem, ale od tego momentu już tylko gracze ekipy Ihara Makhlaia dyktowali warunki. Dość powiedzieć, że od stanu 1:1 do końca połowy goście wyszli na aż pięciobramkowe prowadzenie, a największy udział w wykreowaniu takiej przewagi miał Vadym Butenko, który w tym czasie skompletował klasycznego hat-tricka. 1:6 w pierwszej połowie dość dobitnie odzwierciedlało obecną formę obu ekip. Po zmianie stron mały zryw „Hiszpanów” objawił się w postaci ładnej akcji Maksa Gołębiowskiego i bramką na 2:6, jednak to popołudnie należało do jednego zawodnika. Vadym Butenko w drugiej połowie jeszcze dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców, a w całym meczu, oprócz imponujących pięciu bramek, zapisał swoje nazwisko przy dwóch asystach. Szczególnej urody było trafienie na 2:7, gdy Vadym bezpośrednio z rzutu wolnego uderzył na bramkę strzeżoną przez Jakuba Szczypiorkowskiego, a piłka odbiła się od wewnętrznej części spojenia bramki. Niestety tego dnia ciężko było znaleźć pozytyw w grze gospodarzy, zwłaszcza, że oczekiwaliśmy od nich twardej walki o podium. Na osłodę, dobry występ zanotował Mikołaj Zakrent, który skompletował hat-tricka, co niestety nie pomogło jego ekipie. Ostatecznie FC Vikersonn mógł cieszyć się z wysokiego zwycięstwa 4:10 i to właśnie oni nadal liczą się w walce o srebrne medale.
Starcie TRCH z Awanturą Warszawa II miało niestety wybitnie jednostronny przebieg. Tak to już jest, gdy spotyka się zdeterminowany lider, któremu brakuje zwycięstwa do mistrzostwa, z zespołem, który praktycznie nie miał już szans na opuszczenie ostatniego miejsca w tabeli. W obozie czerwonej latarni było dodatkowo kilku graczy, którzy wcześniej grali w pierwszej drużynie Awantury, co na pewno wpływało na ich siły i kondycję. Łącząc te wszystkie puzzle w całość, otrzymaliśmy spotkanie do jednej bramki, gdzie królem polowania był Kamil Pasik. Ten zawodnik znakomicie wykorzystał okazję, by podreperować statystyki strzeleckie i mecz zakończył z dorobkiem dziesięciu goli oraz pięciu asyst. To pozwoliło mu poprzesuwać się w obydwu klasyfikacjach i zwiększyło szansę, na odbiór efektownych statuetek na koniec sezonu. Ale oczywiście najważniejsze było zwycięstwo. Wynik 16:0 spowodował, że ekipa TRCH po ostatnim gwizdku mogła świętować złote medale, bo bez względu na wynik meczu z ostatniej kolejki, nikt ich już nie wyprzedzi. Serdeczne gratulacje! Chłopaki dołączyli też do grona drużyn, które mogą się pochwalić trzycyfrowym osiągnięciem po stronie zdobytych bramek. Teraz trzeba tylko godnie zakończyć rozgrywki i można snuć plany na kolejny sezon. A zwycięstwa w ostatniej serii życzymy też Awanturze, która zmierzy się z Warsaw Gunners. Być może uda się przełamać fatalną serię, bo fani Arsenalu Londyn również przeżywają spory kryzys, więc ten ostatni raz w sezonie trzeba dać z siebie 120%. Tym bardziej, że Awanturnicy mimo wielu przeciwności losy w tej edycji, nigdy się nie poddali i trzymamy kciuki, by nie inaczej było w najbliższą niedzielę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)