Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 8 Liga
Już o 8:00 mogliśmy śledzić mecz na szczycie 8 ligi, w którym wicelider Elitarni Gocław podejmowali lidera Junaka. Można śmiało napisać, że już w pierwszych minutach goście pokazali, dlaczego aktualnie zajmują pierwsze miejsce w tabeli. Gospodarze zdecydowanie nie weszli dobrze w to spotkanie. Już po około 5 minutach rezultat brzmiał 0:3, a bohaterem Junaka okazał się Kacper Chimczuk, który najpierw otworzył wynik tej rywalizacji, potem asystował przy bramce Aleksego Sałajczyka, a następnie wykorzystał długie podanie Andrzeja Groszkowskiego z „piątki”. Elitarni, po takich szybkich ciosach, mogli mieć problemy z nawiązaniem dalszej walki, ale z biegiem minut dochodzili do siebie i mecz zaczął się wyrównywać. Goście jednak bardzo mądrze się bronili i nie dawali rywalom przedostawać się z piłką w pobliże swojego pola karnego. Gospodarze próbowali więc strzałów z dystansu, ale te zazwyczaj mijały w bezpiecznej odległości bramkę Junaka. Gol dla Elitarnych wisiał jednak w powietrzu, ale albo dobrze interweniował Andrzej Groszkowski, albo na przeszkodzie stawała chociażby poprzeczka. Jeszcze w pierwszej części wicelider doczekał się upragnionego gola. Jacek Wójtowicz świetnie wypatrzył Marcina Branowskiego, a ten precyzyjnym strzałem trafił na 1:3. I takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron Elitarni dość szybko złapali kontakt z rywalem, po golu na 2:3 Marcina Brzozowskiego. Tyle tylko, że od tej pory dość długo czekaliśmy na kolejną bramkę, a sytuacji z jednej i drugiej strony nie było zbyt wiele. Piłka często była w górze, przez co trudno było obu zespołom wykonać jakąś składną akcję. Na ok 10 minut przed końcem Junak w końcu przełamał tę niemoc. Golkiper gości zagrał długą piłkę w pole karne rywala, a Paweł Groszkowski ładnym uderzeniem umieścił piłkę w siatce. Elitarni nie mieli już nic do stracenia i wycofali bramkarza, próbując grę z lotnym golkiperem. Zamknęli Junaka na własnej połowie, ale znów lider bardzo dobrze się bronił. I to był klucz do zwycięstwa. Wynik na 2:5 ustalił Bartłomiej Szrejner i po końcowym gwizdku Junak mógł się cieszyć z zasłużonego zwycięstwa.
Zdecydowanym faworytem spotkania pomiędzy Decco Team, a Naf Genduś byli gospodarze, którzy mają bardzo realne szanse na zajęcie miejsca premiowanego awansem do wyższej ligi. Ich przeciwnik natomiast nie zdobył jeszcze żadnego punktu w tym sezonie Ligi Fanów, a dodatkowo ukarani jednym walkowerem posiadają dorobek minusowy. Początkowe minuty to dominacja zespołu będącego faworytem tego spotkania, który w czwartej minucie wyszedł na prowadzenie. W kolejnej akcji mieli doskonałą okazję do podwyższenia prowadzenia, ale piłka po ich strzale wylądowała na słupku. Niewykorzystana sytuacja zemściła się już chwilę później, kiedy to zawodnik gości wyrównał wynik spotkania. Kolejne minuty goście zmuszeni grać w osłabieniu, ponieważ po zagraniu piłki ręką ich zawodnik został ukarany żółtą kartką. Trzyminutowej przewagi nie wykorzystali jednak gospodarze, którzy dopięli swego w ostatniej akcji pierwszej połowy. Bramka ta sprawiła, że na przerwę zespoły schodziły z wynikiem 2-1 dla gospodarzy. Początek drugiej połowy ponownie lepsze w wykonaniu gospodarzy, którzy w pierwszej groźnej akcji po raz kolejny obili słupek bramki przeciwnika. I tak samo jak w pierwszej części spotkania szybko zostali za to skarceni tracąc bramkę na 2-2. Stracona bramka podrażniła wyżej notowaną ekipę, która znacznie podkręciła tempo rozgrywania akcji. Dwie z tych akcji zostały zakończone bramką i na dziesięć minut przed końcem tego meczu przewaga ich wynosiła dwie bramki. Ostanie fragmenty tego meczu to koncertowa gra gości, którzy najpierw zdobyli bramkę kontaktową, następnie grając w osłabieniu zdołali wyrównać, a w ostatniej akcji spotkania wykorzystując błąd bramkarza gospodarzy za sprawą Patryka Wąsowskiego zdobyli bramkę na wagę trzech punktów. Po bardzo ciekawym meczu, w którym zespół Decco Team przez większość spotkania prowadził kończy mecz z zerowym dorobkiem punktowym. NAF Genduś po bardzo dobrej końcówce spotkania zdobywają pierwsze punkty w tym sezonie.
Drużyna Orłów straciła już szansę na utrzymanie się w ósmej lidze, dlatego jeszcze bardziej wszystko wskazywało przed spotkaniem, że to Sportowe Zakapiory wyjdą z tego meczu z tarczą. Brak zmienników na ławce rezerwowych Gospodarzy dał do zrozumienia, że w drugiej połowie może zacząć brakować już sił. Od pierwszych minut spotkania można było zauważyć pewność w kontroli nad piłką u Gości. Sportowe Zakapiory spokojnie rozgrywali piłkę po ziemi i z każdym podaniem zbliżali się do bramki rywala. Kanonadę Gości rozpoczął Krzysztof Westenholz. Następne trafienia były już tylko kwestią czasu. Spokój i konsekwencja w rozegraniu pozwoliły Zakapiorom wyjść na czterobramkowe prowadzenie. W momencie, gdy już wszystko układało się w stronę łatwej przeprawy, Gospodarze wywalczyli rzut karny, którego pewnie na bramkę zamienił Aleksander Szarkowski. Ten sam zawodnik kilka minut później ponownie znalazł sposób na pokonanie bramkarza rywali i zmniejszył stratę do dwóch trafień. Niestety na tym skończyły się dobre wiadomości dla Orłów i tuż przed przerwą Daniel Lasota zdobył bramkę na 2:5. Pierwsza część drugiej odsłony spotkania to pokaz umiejętności dwóch graczy: Daniela Lasoty oraz Mateusza Klocha, którzy w dużej mierze przyczynili się do wypracowania, aż ośmiobramkowej przewagi. W tym momencie wkradła się chwila roztargnienia w szeregach Gości, które wykorzystał Daniel Trzaskoma. Niestety rywale wypracowali sobie tak olbrzymią przewagę, że pomimo chęci Orłom zostały podcięte skrzydła i nie mogły się wznieść na wyżyny swoich umiejętności. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:12 dając Sportowym Zakapiorom wciąż nadzieję w walce o podium.
Skorpiony przed tym spotkaniem plasowały się na najniższym szczeblu podium, natomiast FCPN zajmowało piątą lokatę w tabeli, oba zespoły dzielił tylko DECCO TEAM. Po zapowiedziach liczyliśmy, że podopieczni trenera Kałuskiego narzucą swój styl i zaprezentują najlepszą formę. Nie zawiedliśmy się na tym spotkaniu, choć początek meczu nie należał do najłatwiejszych. Na pierwszego gola musieliśmy trochę poczekać, bo padł on dopiero wraz z końcem pierwszego kwadransa gry. Był to pierwszy gol dla FCPN, ale jednocześnie… ostatni. Miłosz Tabaka świetnie wykorzystał sytuację i przy asyście Miłosza Paradowskiego i umieścił piłkę w siatce. Całą pierwszą część spotkania prowadzili gospodarze, a bramkę do szatni tuż przed gwizdkiem na przerwę strzelił dla Skorpionów Paweł Poniatowski. Pomimo przewagi gospodarzy w pierwszej części spotkania nie byli w stanie udokumentować jej bramkami, stąd do przerwy widniał wynik 1:1. W przerwie jednak podopieczni trenera Kałuskiego musieli dostać jakąś niesamowitą mowę motywacyjną od swojego guru, ponieważ po przerwie zaczęli kąsać jak prawdziwe żmije. W drugiej połowie strzelali Poniatowski, Filip i Wawrowski. Na szczególne wyróżnienie zasługuje właśnie Paweł Poniatowski – środkowy pomocnik, który świetnie nadawał tempo grze i miał wiele indywidualnych akcji. Finalnie spotkanie zakończyło się wynikiem 1:5. Niesione rześkim wiatrem przy Picassa Skorpiony wygrały trzeci mecz z rzędu i umocniły się na trzecim miejscu w tabeli. FC Po Nalewce z kolei po tej porażce spadli z 5. na 6. miejsce.
Mecz sąsiadujących ze sobą ekip z dolnych rejonów tabeli czyli Tsubasa Ozora – Borowiki. Gospodarze bardzo licznie pojawili się w niedzielny wieczór przy ul. Van Gogha 1 bo było ich aż 12. Rywali było tylko o 1 mniej, więc frekwencja dopisała niczym na mecz piłki nożnej 11-osobowej. Dla gości ten mecz miał kluczowe znaczenie, bo w przypadku zwycięstwa zbliżyliby się do swoich przeciwników na 3 punkty, co mogłoby być bardzo ważne w kontekście ewentualnego utrzymania się w lidze. Od samego początku bardzo aktywny na placu gry był Mateusz Wodnicki. Dyrygował szykami obronnymi swojej ekipy, ale i groźnie atakował. Efektem tego był gol zdobyty przez tego właśnie gracza w 3 minucie meczu. Niedługo później do wyrównania doprowadził Aleksandr Anishchenkov. Drużyną lepszą i częściej utrzymującą się przy piłce była Tsubasa Ozora, ale ambitnie grające Borowiki kilkukrotnie zagroziły bramce strzeżonej przez Tomasza Juraszyńskiego. W 17 minucie meczu gola dla gospodarzy zdobył Rafał Urbanowicz po podaniu Jana Napiórkowskiego. Do przerwy nic wielkiego już się na boisku nie wydarzyło. Na początku drugiej połowy swoją doskonałą postawę spuentował Mateusz Wodnicki dokładając kolejne trafienie. W 37 minucie gola kontaktowego zanotowali goście, a konkretnie Piotr Ułasiuk. Kilka nerwowych minut przeżywali gospodarze, ale to oni wyszli z tego starcia obronną ręką, bo w 48 minucie gola zdobył Dariusz Gutkowski a w ostatniej akcji meczu po raz kolejny Wodnicki i spotkanie zakończyło się rezultatem 5:2.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)