reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:30

W minioną niedzielę na warszawskim Tarchominie Orły Białe AUU podejmowały Elitarnych Gocław. Po ostatnich występach obu drużyn zdecydowanie rola faworyta leżała po stronie Gości, którzy szybko chcieli zrehabilitować się po porażce ze Skorpionami. Szczególnie, że reszta stawki regularnie punktuje. Od pierwszych sekund obydwa zespoły zaczęły od wysokiego grania, aby jak najszybciej napocząć rywala. Pierwsze trafienie padło w 5 minucie spotkania, kiedy Łukasz Eljasiak wstecznym podaniem wypatrzył wbiegającego Wojciecha Sekulaka. Z upływem czasu Goście zaczęli przejmować inicjatywę nad przebiegiem spotkania. Szybka wymienność podań oraz pozycji przyczyniła się do stworzenia kolejnych okazji bramkowych. Po jednej z nich piłka obiła się o słupek bramki i wróciła do gry, a Gospodarze wyprowadzili kontrę po której padł gol wyrównujący Marcina Tomczaka. Gra stała się bardzo otwarta, a w drużynie Orłów odżyła energia. Natomiast obu zespołom brakowało skuteczności pod polem karnym rywala. Na kolejną bramkę musieliśmy czekać do 22 minuty. Wtedy piłkę do siatki skierował Marcin Brzozowski. Kilka sekund później zamieszanie i dezorientację w defensywie Orłów wykorzystał Eljasiak, który przejął piłkę od środkowego obrońcy i podwyższył wynik na 1:3. W drugiej części spotkania mogliśmy obserwować dwie drużyny, które chcą grać piłką i szukają prostej piłki, która nie raz bywa najskuteczniejsza. Kilka sekund po wznowieniu gry przez Sędziego, Gospodarze zanotowali bramkę kontaktową, ale rywal za każdym razem szybko odpowiadał i zabierał nadzieję na ich dogonienie. Ostatnią nadzieją na odwrócenie losów spotkania było fenomenalne trafienie Daniela Trzaskomy z dystansu. W kolejnych minutach Orły rzadko bywały przy piłce i czekały na swoje okazje po kontrach. Niestety było ich jak na lekarstwo, a Elitarni grali pewną i szybką piłkę, która sprawiała obrońcom rywali wiele trudności. Gospodarze utrzymali skupienie do 40 minuty. Od tej pory Goście zaliczyli osiem trafień, który pogrzebały nadzieje Orłów na korzystny rezultat. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:14.

2
11:30

W ramach 14 kolejki A.D.S. Scorpion’s podejmowało Borowiki na arenie Picassa. Zdecydowanym faworytem tego spotkania była drużyna trenera Kałuskiego. Chociaż musiała ona w tym spotkaniu radzić sobie bez Pawła Poniatowskiego, który należy do trzonu swojej drużyny. Już po pierwszych minutach meczu można było zobaczyć jak na wysokim poziomie funkcjonuje organizacja gry oraz wymienność pozycji Skorpionów. Gospodarze mieli kontrolę nad przebiegiem spotkania, a zapędy rywali niwelowali w zarodku. Natomiast cały czas musieli zachowywać czujność, aby nie stracić w łatwy sposób tego, co wypracowywali przez cały okres gry. Pomimo kolejnych groźnych sytuacji nie mogli wyjść na prowadzenie. Przełom nadszedł wraz z dziewiątą minutą spotkania, w której Bartek Filip umieścił piłkę w pustej bramce, po tym jak wcześniejszy strzał zmylił golkipera Borowików i położył go na ziemi. Później Skorpiony panowały nad grą i spokojnie kreowały kolejne okazje na podwyższenie wyniku. W dwudziestej minucie Mateusz Łuczak podał do niepilnowanego Pawła Pytko, który strzałem po dłuższym słupku umieści futbolówkę w siatce. Borowiki szukały swoich okazji, ale zdecydowanie brakowało im pomysłu na grę i przejście przez dobrze zorganizowaną defensywną formację rywala. Druga połowa podobnie jak pierwsza przebiegała pod dyktando zawodników trenera Kałuskiego, który w przemyślany sposób rotował nimi, aby na boisku nie zabrakło jakości oraz kondycji fizycznej. W trzydziestej siódmej minucie meczu Pytko podwyższył prowadzenie na 3:0, a zaledwie trzy minuty później po trafieniu Adama Wierzbickiego było już 4:0. Borowiki było stać jedynie na zrywy, co kilka minut, który nie przynosiły większej korzyści. Jednak ich determinacja została uwieńczona honorowym trafieniem Dawida Bilskiego w czterdziestej trzeciej minucie meczu. Do ostatnich minut Gospodarze nie pozwolili zagrozić własnej bramce rywalowi i pewnie inkasują komplet punktów, który może okazać się decydujący w walce o strefę medalową.

3
12:30

Na starcie Decco Team ze Sportowymi Zakapiorami nasza ekipa organizacyjna musiała być wyjątkowo zmobilizowana. Wszystko z uwagi na dwa aspekty. Po pierwsze, w poprzedniej rundzie oba zespoły zafundowały nam istny piłkarski thriller zakończony remisem, który ostatecznie został zweryfikowany jako walkower na korzyść Decco, gdyż na murawie pojawił się na kilkadziesiąt sekund nieuprawiony gracz. Po drugie, w szeregach gości grał zawodnik, który swoim zachowaniem na boisku zwrócił naszą uwagę i musieliśmy się upewnić, że wszystko się odbędzie w czysto sportowej atmosferze. Od pierwszych minut spotkanie bardzo zacięte i pełne emocji. Dużo walki w środku pola i bardzo szczelna defensywa gospodarzy, którzy nie dopuszczali do zbyt wielu okazji strzeleckich. Było to jednak niewystarczające, gdy świetnym wykonaniem rzutu wolnego popisał się Emil Możdżonek, nie dając szans golkiperowi rywali. W ciągu kolejnych pięciu minut to jednak młodzi gracze Decco prezentowali się lepiej, a szczególnie dobrze w rozgrywaniu radził sobie Jakub Piotrowski. To po jego dograniu do brata, Adama Piotrowskiego, stan meczu się wyrównał. Ten sam zawodnik był autorem dokładnego podania do Tomasza Lipki, który nie zmarnował okazji wykreowanej przez kolegę z zespołu i po raz pierwszy wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 2:1. Jak się chwilę później okazało, było to trafienie zamykające pierwszy rozdział tego meczu. Nie brakowało twardej gry, prowokacji z obu stron i uszczypliwości. Sędzia był zmuszony kilkukrotnie pokazać żółty kartonik, była także konieczna interwencja osób z ekipy organizacyjnej, aby przypomnieć, że na boiskach Ligi Fanów spotykamy się przede wszystkim dla przyjemności wynikającej z gry w piłkę nożną. Nie wiemy, czy to nasze prośby podziałały, ale oba zespoły zdecydowanie mniej dyskutowały, a skupiły się na futbolu. Efekt był wyborny, gdyż zrobiło się świetne widowisko. Drugą odsłonę lepiej zaczęli gospodarze, którzy po trzeciej asyście autorstwa Jakuba Piotrowskiego i bramce Michała Janika podwyższyli na 3:1. Zakapiory jednak napierały na bramkę rywali i trzeba przyznać, że gdyby nie świetnie dysponowany Staszek Korzeb, to wynik wyglądałby znacznie inaczej. Golkiper Decco wybronił w ciągu paru minut 4-5 niemal 100% sytuacji, ze strzałami z dwóch metrów włącznie! Dodatkowo, ekipa nieobecnego tego dnia Patryka Kowalczyka miała sporo pecha, gdyż piłka po strzałach napastników gości kilkukrotnie odbijała się od słupka czy poprzeczki. Na domiar złego dla Zakapiorów, niewykorzystane sytuacje się zemściły w postaci bramki Adama Piotrowskiego, który płaskim strzałem z dystansu podwyższył na 4:1. Wtedy w szeregach gości coś „przeskoczyło”. W ciągu pięciu minut zgotowali obrońcom Decco istne piekło! Najpierw po raz drugi tego dnia na listę strzelców wpisał się Emil Możdżonek, ponownie świetnie egzekwując rzut wolny. Chwilę później ten sam zawodnik, po asyście od brata, Kamila, skrócił dystans do gospodarzy do jednej bramki (4:3). Zakapiory napierały z całych sił, jednak świetnie bronił wspomniany wcześniej Staszek Korzeb. Nie dał jednak rady pomóc swoim kolegom przy akcji, którą wykreował Kamil Lepianka, podając do świetnie ustawionego Krzyśka Westenholza, a ten z zimną krwią ustalił wynik starcia na 4:4. Piłkarskie emocje na najwyższym poziomie – szkoda, że kultura boiskowa pozostawiała nieco do życzenia. Na szczęście, po spotkaniu gracze obu zespołów sporo sobie wyjaśnili i mimo różnego rodzaju utarczek, przybili sobie „piątkę” jak na sportowców przystało. Podział punktów po niesamowitej walce !

4
16:30
( 0 : 2 )
0 : 6
Raport

Lider ósmej ligi mierzył się z ekipą ze środka tabeli. Junak, który wygląda imponująco w tym sezonie pewnie zmierza w kierunku awansu. FC Po Nalewce cały czas ma szansę na podium i w każdym meczu musi walczyć o ligowe punkty. Spotkanie od samego początku toczyło się pod dyktando gości, którzy to dość szybko objęli prowadzenie. Piłkę w środku pola przejął Yuriy Trush i pewnie pokonał bramkarza FC Po Nalewce. Mimo, że Junak miał przewagę, to nie przekładało się to na kolejne trafienia. Impas strzelecki przełamał dopiero Krzysztof Krzewiński, który pewnie wykorzystał podanie Pawła Groszkowskiego. Po premierowych 25 minutach doświadczona ekipa Junaka prowadziła 0:2 i trzeba przyznać, że był to najniższy wymiar kary. Po zmianie stron obraz gry był podobny. Gospodarze mieli kilka okazji, ale brakowało wykończenia, a gdy udawało się oddać strzał to na posterunku był niezawodny Andrzej Groszkowski. W drugiej połowie goście dokładają cztery bramki i spotkanie ostatecznie skończyło się pewnym zwycięstwem Junaka, który zgarnia trzy punkty nie dając szans rywalom. Trzeba podkreślić, że świetne zawody zagrał Aleksy Sałajczyk - strzelec bramki oraz autor dwóch asyst. Kolejna porażka gospodarzy mocno komplikuje ich sytuacje i na ostatnie kolejki sezonu muszą się mocno zmobilizować aby skończyć na "pudle".

5
16:30
( 4 : 2 )
5 : 4
Raport

NAF Genduś, który w tabeli jest na ostatnim miejscu, mierzył swoje siły z Tsubasą Ozora, która jest delikatnie nad kreską i 3 punkty z zamykającym tabele zespołem były niezbędne, żeby wciąż być w miarę spokojnym o utrzymanie. Pierwsze minuty meczu to próba wybadania słabych stron między obydwoma zespołami. Próby zagrożenia bramce jednego czy drugiego zespołu nie przynosiły większych efektów. W końcu niemoc przełamali gospodarze, którym udało się objąć prowadzenie i niedługo później podwyższyć rezultat meczu. Genduś nie składał broni, walczył i w końcu również zaczął zdobywać bramki. Tsubasa jednak w pierwszych 25 minutach była po prostu skuteczniejsza, co mówi nam wynik do przerwy, bo 4:2 dawał nadzieję na zakończenie meczu pozytywnym wynikiem. W drugiej połowie mecz nam się zdecydowanie wyrównał, NAF stwarzał nieustanne zagrożenie pod bramką Tsubasy, ale ciągle czegoś brakowało, albo skuteczności albo po prostu spokoju w decydującej fazie ataku. Dwie bramki Gendusiowi udało się zdobyć, ale to było za mało, bo Tsubasa odpowiedziała jeszcze je dym trafieniem w stosunku do pierwszej połowy i ostatecznie wygrała mecz 5:4.

Reklama