Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 10 Liga
Magnus Michalski i jego Hiszpański Galeon, jeśli chcieli pozostać w grze o podium, musieli wygrać mecz z FC Pers. Porażka nie przekreślała szans na awans, ale mogła je poważnie skomplikować. Problem w tym, że po drugiej stronie stał rozpędzony lider, który pewnym krokiem zmierza po mistrzowski tytuł.
Goście nie zamierzali długo czekać. Już po 8 minutach prowadzili 3:0 i wyglądało na to, że Galeon będzie miał problem, żeby choćby raz znaleźć drogę do siatki. A jednak gospodarze zdołali się jeszcze podnieść – odrobili część strat i złapali kontakt, tracąc tylko jedną bramkę. Wtedy pojawiła się jeszcze iskra nadziei, że może uda się powalczyć o coś więcej. Niestety – duet Kamol Obidov i Mati Musoev praktycznie w duecie rozmontowywał defensywę Galeonu. Ich akcje siały spustoszenie pod bramką Jędrzeja Skawiny. Do przerwy FC Pers prowadził już 6:2 i zmierzał po swoje kolejne pewne zwycięstwo.
Druga połowa to praktycznie powtórka z rozrywki. Szybkie ataki, świetna gra kombinacyjna i pełna kontrola FC Pers. Gospodarze momentami wyglądali, jakby zapomnieli, jak się gra w piłkę. Trudno powiedzieć, czy to przez dyspozycję rywali, czy może faktycznie Hiszpański Galeon złapał zadyszkę – bo od kilku kolejek wygląda to naprawdę słabo.
Mecz zakończył się pogromem – 13:3 dla Persów. Ekipa lidera jest już naprawdę blisko mistrzostwa, natomiast Magnus Michalski i jego drużyna muszą się szybko ogarnąć, bo podium zaczyna odjeżdżać, a do końca sezonu zostały tylko dwie kolejki.
W zapowiedziach chwaliliśmy formę ASAP Vegas i stawialiśmy ekipę Norberta Kupisza w roli zdecydowanego faworyta. Efekt? Balonik oczekiwań został solidnie napompowany, przeciwnik przychodzi tylko w sześciu – czyli co? Łatwe trzy punkty? Nic bardziej mylnego. Gospodarze już w pierwszych minutach przekonali się, że to wcale nie będzie spacerek, a solidny bój o każdy metr boiska.
Goście rozpoczęli od zabójczego ciosu – już w pierwszej minucie Oleksandr Fedotkin wyprowadził Astrę na prowadzenie. ASAP Vegas miało swoje okazje, ale niemal przez cały mecz zawodziła skuteczność. Na szczęście w ich szeregach był Daniel Kurczak, który w 9. minucie zdobył bramkę wyrównującą, tchnął życie w kolegów i dał impuls do dalszej walki. Chwilę później świetną sytuację zmarnował Bartosz Ptaszek, ale gospodarze dostali prezent – żółtą kartkę dla bramkarza Astry, Oleksandra Hazhymona. Mimo to wciąż nie potrafili przekuć przewagi w kolejne gole – marnując przynajmniej dwie stuprocentowe okazje. Dopiero w 17. minucie ponownie błysnął Kurczak, popisując się atomowym uderzeniem z dystansu. Radość trwała jednak krótko – już minutę później był remis. Najpierw kartkę obejrzał Kacper Drozdowicz, a po niecelnym rzucie wolnym Astry dobitkę skutecznie wykorzystał Fedotkin, notując drugie trafienie. Vegas zdołało jednak odzyskać prowadzenie jeszcze przed przerwą – rzut rożny Kurczaka idealnie wykorzystał głową Norbert Kupisz. Gospodarze zeszli do szatni prowadząc 3:2, choć wynik spokojnie mógł być wyższy – gdyby nie brak skuteczności i świetne interwencje Hazhymona.
Mimo braku zmienników Astra nie wyglądała na zmęczoną. Wciąż była groźna w kontratakach i trzymała gospodarzy w napięciu. Tuż po przerwie historia zatoczyła koło – strzałem w okienko popisał się Kyrylo Prokofiev i znów był remis.
Później rozpoczął się festiwal niewykorzystanych okazji. Najpierw Astra zmarnowała zamieszanie pod bramką Vegas, chwilę potem gospodarze trafili w poprzeczkę z rzutu wolnego, a kolejne okazje jeden na jednego i strzały do praktycznie pustej bramki... kończyły się fiaskiem. Działo się naprawdę dużo. W 33. minucie – niespodzianka. Tymur Velikdus trafił na 3:4 i Astra objęła prowadzenie. Zapachniało sensacją, ale gospodarze wzięli się w garść. W 40. minucie, po ładnej dwójkowej akcji, gola na 4:4 zdobył Kacper Drozdowicz. Vegas nie zamierzało na tym poprzestać. W końcówce mocno naciskało i w 48. minucie to znów Daniel Kurczak trafił do siatki, kompletując świetny występ. Chwilę później wynik ustalił Bartosz Ptaszek i ASAP Vegas dopisało do swojego konta upragnione trzy punkty.
Mimo porażki, wielkie brawa należą się także ekipie Astry – zagrać tak trudny, intensywny mecz bez ani jednej zmiany to naprawdę nie lada sztuka.
Ten mecz zdecydowanie lepiej rozpoczął się dla Gamba Veloce, bo już w 4. minucie Kuba Skwirtniański wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Na kolejne trafienie trzeba było jednak czekać dłuższą chwilę, bo – patrząc na przebieg gry – obie ekipy prezentowały bardzo zbliżony potencjał. Goście z Bielan dość często meldowali się pod bramką Jana Schmidta, ale wyraźnie brakowało im zarówno skuteczności, jak i zwyczajnego piłkarskiego szczęścia.
Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się skromnym wynikiem, w 21. minucie Gamba podwyższyła na 2:0 po trafieniu Olka Florczuka. W ostatniej akcji tej części spotkania Bielany miały stuprocentową okazję na gola kontaktowego, ale Schmidt po raz kolejny wyszedł z sytuacji obronną ręką.
Po zmianie stron gospodarze wyszli jak z katapulty – dwa szybkie trafienia Bartosza Dybowskiego dały im prowadzenie 4:0 i wydawało się, że mają mecz pod pełną kontrolą. Ale tylko przez moment. W 27. minucie Jan Jaworski zdobył bramkę, a kilka minut później dołożył drugie trafienie i przewaga gospodarzy stopniała do dwóch goli. Od tego momentu mecz wszedł na wyższe obroty. Zaczęła się klasyczna wymiana ciosów – bramka za bramkę, akcja za akcję. Gamba odpowiedziała, podwyższając na 6:3, ale goście nie odpuszczali. Presja Bielan zaczęła dawać efekty – gospodarze popełniali błędy w defensywie, które kosztowały ich dwie kolejne straty: najpierw trafił Mateusz Borczyk w 42. minucie, a trzy minuty później Robert Jędrych, zmniejszając różnicę do 6:5.
Legendy były blisko remisu, ale jak to bywa w takich meczach – jedna akcja może przesądzić o wszystkim. I tak też się stało – w 47. minucie kontratak Gamby zakończył się golem Skwirtniańskiego, a chwilę później rzut karny na bramkę zamienił Florczuk, ustalając wynik na 8:5.
Bielany walczyły do końca, ale zabrakło czasu, by jeszcze raz odwrócić losy tego spotkania. Gamba Veloce pokazała z kolei, że nawet pod presją potrafi dowieźć przewagę do końca.
O 15:00 na Arenie AWF, na sektor A, wybiegły drużyny Compatibl i WKS Bęgal. Faworytem tego starcia była ekipa Compatibl – czwarta siła ligi, która walczy o miejsce na podium i traciła zaledwie dwa punkty do Hiszpańskiego Galeonu. Ich oponent z kolei plasował się na przedostatnim miejscu i jeśli szybko nie zacznie punktować, to pożegna się z ligą.
Od pierwszych minut na boisku widać było przewagę Compatybilnych. Grali pewnie, składnie i konsekwentnie, a WKS – choć walczyli – nie byli w stanie wiele zdziałać. Trio Anton Klymak, Artur Kostov i Bartek Gnatkowski zdominowało mecz, serwując rywalom aż 10 bramek. Bęgal odpowiedział jedynie trafieniem Maksymiliana Korczaka. Warto podkreślić świetną postawę Emila Łebskiego między słupkami WKS – gdyby nie on, wynik mógłby być zdecydowanie wyższy.
Po tej wygranej Compatibl wskakuje na 3. miejsce w tabeli, wyprzedzając Hiszpański Galeon, który przegrał swój mecz z Persami. WKS Bęgal pozostaje na 9. pozycji i ma już jedynie matematyczne szanse na utrzymanie bytu w 10. lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)