reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Jednostronnym wynikiem 0:5 zakończyło się spotkanie Teamu Ivulin z FC Vikersonn. Znając obie drużyny, spodziewaliśmy się wyrównanej gry, która od pierwszych minut była widoczna. Obie ekipy nieustannie atakowały bramkę przeciwnika, natomiast gra formacji defensywnej po obu stronach była na najwyższym poziomie i po pierwszej połowie wynik wynosił 0:0. Druga odsłona wyglądała zupełnie inaczej. Częściej przy piłce utrzymywała się drużyna gości i to ona otworzyła worek z bramkami, gdy Slawik Tuymkiw wykorzystał świetne podanie Artema Hadaia. Kolejne trzy gole padły łupem jednego zawodnika - Zurabiego Saginadze, który został ostatecznie wybrany MVP kolejki. Wynik na 0:5 ustalił Valerii Shulha i tym samym drużyna Vikersonn wygrała kolejne spotkanie w tym sezonie i umocniła się na podium 4 ligi. 

2
11:00

Bad Boysi już przyzwyczaili nas, że potrafią zagrać dobrą piłkę i powalczyć z wieloma drużynami. Niemniej jednak ich największym problemem jest czas - im dłużej trwa mecz, tym ciężej im utrzymać dobry poziom gry. Tak też było w starciu z BJM Development. O ile przebieg i rezultat pierwszej połowy był remisowy, żadna z drużyn nie mogła objąć bezpiecznego prowadzenia ani zepchnąć przeciwnika do bloków defensywnych, tak w drugiej połowie dało się we znaki to, o czym wspominaliśmy na początku. Boysi "siedli", podczas gdy goście wydawali się rozkręcać, a podmęczeni rywale byli dla nich wodą na młyn. Każda kolejna bramka była tylko kwestią czasu. Tego dnia błyszczał Olivier Aleksander, który zdobył dwa gole oraz zanotował, uwaga, aż pięć asyst! Brał udział przy ponad połowie goli, które zdobył jego zespół, przez co bez dwóch zdań zasłużył na tytuł gracza meczu. Ostatecznie goście wygrali 10:4, tym samym aktualnie zajmują najniższy szczebel podium.

3
12:30

Mecz pomiędzy Rock N Roll Warsaw a FC Patriot zapowiadał się na raczej jednostronne starcie. Brzmi to trochę dziwnie, bo Patrioci jeszcze niedawno wygrywali Ligę Letnią, ale obecnie idzie im dużo gorzej, widać że przeciwnicy są na dużo wyższym poziomie, a czasami brakuje im też szczęścia. Przeciwko Rock N Roll Warsaw na pewno spodziewali się kolejnej trudnej potyczki i chociaż trudno było wierzyć, że właśnie w niedzielę nastąpi przełamanie, to należało powalczyć. I tej ekipie na pewno nie wolno odmówić ambicji. Początek należał co prawda do przeciwników, którzy po trafieniu Szymona Puny objęli prowadzenie, ale potem mecz się wyrównał, Yurii Buts doprowadził do remisu z rzutu wolnego i wszystko było tutaj możliwe. Druga część pierwszej połowy należała jednak do faworytów, którzy zainkasowali dwa trafienia, a bardzo dobrze w ich szeregach spisywał się Artur Prokop. FC Patriot wyszli jednak na drugą odsłonę z przekonaniem, że nie wszystko jeszcze stracone i dzięki dobrej postawie Anatolija Ursu (gol i asysta), znów doprowadzili do remisu. I gdy wydawało się, że tutaj czeka nas emocjonująca końcówka, błąd popełnił bramkarz Patriotów. Yevhen Malenko podał piłkę niemal wprost pod nogi Artsioma Ihnatovicha a ten przywrócił prowadzenie Rock N Roll Warsaw. Potem gola dołożył jeszcze Szymon Puna i wtedy stało się jasne, że tutaj do niespodzianki nie dojdzie. Nominalni gospodarze dorzucili jeszcze jednego gola i wygrali 6:3, aczkolwiek nie było to dla nich tak łatwe spotkanie, jak mogłoby się wydawać przed pierwszym gwizdkiem. Tym samym pozostają liderem 4.ligi, bez jakiejkolwiek straty punktowej. Patriot są z kolei na miejscu ostatnim, ale jeśli ktoś myśli, że oni tak to zostawią, to są w błędzie. Sportowa złość jest tutaj bardzo duża i mamy przekonanie, iż w kolejnych spotkaniach, zła passa wreszcie odwróci się od ekipy Dmytro Bobyra.

4
14:30

Wiecznie Drudzy nie mają w tej edycji najlepszej passy, a jakby tego było mało, to w 4. kolejce trafiły na Sportowe Zakapiory. Wiedzieliśmy, że to nie będzie zwykły mecz, bo znamy charakter niektórych graczy w obu ekipach i zdawaliśmy sobie sprawę, że spotkanie może obfitować nie tylko w gole, ale i dość gęstą atmosferę. No i nie pomyliliśmy się, aczkolwiek niepotrzebne sceny miały miejsce dopiero w drugiej połowie, gdzie tak naprawdę wszystko było już rozstrzygnięte. Z roli faworyta Zakapiory wywiązały się bowiem bez zarzutu. Już po pierwszej połowie przewaga była dość bezpieczna. Zaczęło się od szybkiego gola Daniela Lasoty, potem było 2:0 i chociaż Leonardo Grucza zmniejszył straty, to chwilę później sprawę Wiecznie Drugim skomplikowała kartka dla Dominika Białasa. Rywale wykorzystali grę w przewadze za sprawą Łukasza Widelskiego i na krótką przerwę ekipa nominalnych gospodarzy udawała się w dobrych nastrojach. A po powrocie do gry, zrobiły się one jeszcze lepsze, gdy na 4:1 podwyższył… bramkarz Zakapiorów. Stało się tak za sprawą dalekiego wykopu Andrzeja Groszkowskiego, gdzie jego vis-a-vis czy Bartek Zawadzki nie złapał piłki i ta ugrzęzła w siatce. Mniej więcej od tego momentu atmosfera zgęstniała, a zaczęło się od stykowej sytuacji między Łukaszem Widelskim a Piotrem Kawką. Potem również inni gracze chcieli się włączyć w tę niepotrzebną nikomu scysję i było dość spore ryzyko, że nie wszyscy ten mecz dokończą. Na szczęście udało się co nieco uspokoić emocje, padły jeszcze dwie bramki i Zakapiory odniosły pewne zwycięstwo w stosunku 6:1. Wiecznie Drudzy znów mieli tylko fragmenty dobrej gry, co może i będzie – od czasu do czasu – wystarczało na pokonywanie zespołów z dolnej połowy tabeli, ale na te z górnej – jak Zakapiory - to będzie zdecydowanie za mało.

5
19:30

Mikstura po dwóch zwycięstwach z rzędu stanęła do rywalizacji ze Szmulkami Warszawa, którzy po ubiegłotygodniowej porażce z Vikersonnem chcieli wrócić do zdobywania punktów. Mecz w pierwszych minutach był rozgrywany raczej pod dyktando gospodarzy, którzy częściej uderzali na bramkę strzeżoną przez Adriana Sosnowskiego, który miał sporo pracy, głównie po uderzeniach z dystansu graczy z warszawskich Szmulek. Podopieczni Kuby Kaczmarka w końcu dopięli swego i wyszli na prowadzenie, z którego jednak nie cieszyli się zbyt długo, bo Mikstura za sprawą Kuby Ziemskiego szybko doprowadziła do wyrównania. W ekipie gospodarzy szczególne zagrożenie pod bramką Mikstury stwarzał wspomniany wcześniej kapitan, który dyrygował całą grą swojego zespołu. Pierwsza połowa była bardzo zacięta, a sędzia zaprosił na odpoczynek obie ekipy przy wyniku 3:2 dla Mikstury. Druga połowa to już zdecydowanie lepsza gra zawodników z Bielan, ich akcje rozgrywane były w znacznie szybszym tempie, a Patryk Zych czy Szymon Kolasa kolejnymi strzałami ciągle nękali bramkę strzeżoną przez Karola Dębowskiego, który wielokrotnie ratował swój zespół, co docenili nawet zawodnicy Mikstury, wybierając go najlepszym zawodnikiem przeciwników. W drugiej połowie akcję życia przeprowadził nominalny bramkarz Mikstury, z konieczności występujący w polu, czyli Czarek Kubalski, który dryblingiem niczym Leo Messi z najlepszych lat swojej kariery, minął kilku zawodników Szmulek i zdobył swoje premierowe trafienie. Mikstura wygrała ten mecz 8:3, choć, szczególnie w pierwszej połowie, Szmulki postawiły twarde warunk i gdyby gospodarzom udało się utrzymać taką dyspozycję przez cały mecz, wynik na pewno byłby bardziej na styku. 

Reklama