Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 4 Liga
W 4 lidze drużyna BJM Development podejmowała FC Dziki z Lasu. Gospodarze trapieni kontuzjami z pewnością nie byli stawiani w roli faworyta. Mecz idealnie rozpoczął się dla Dzików, którzy dość szybko za sprawą kapitana Szymona Bednarskiego wyszli na prowadzenie 0-1. Goście prowadzili grę i co chwila przeprowadzali groźne akcje pod bramką Marcina Skowrońskiego. Jednak błędy zdążają się nawet najlepszym i po jednej ze strat w środku pola BJM doprowadza do remisu. Strata bramki nie wpłynęła jednak demotywująco na faworytów. Wręcz przeciwnie - szybko wzięli się do konstruowania kolejnych groźnych akcji. Jeszcze przed przerwą wynik podwyższa Kajetan Jasiński, a w końcówce pierwszej połowy bramkę na 1-3 zdobywa Bednarski. Po zmianie stron obraz gry obu zespołów zupełnie się nie zmienił, gospodarze czekając z tyłu liczyli na błędy rywali, goście natomiast raz po raz atakowali z coraz to większym polotem. Co prawda BJM udało się strzelić bramkę zaraz po wznowieniu gry, jednak na więcej tego dnia nie mogli już liczyć. Dziki z Lasu całkowicie zdominowali rywali w drugiej odsłonie. Postawili na twardszą obronę i skupili się na dokładnym wykończeniu akcji. To szybko przyniosło rezultat w postaci kolejnych bramek. Gole na 2-4 i 2-5 strzelił wracający do składu Konrad Adamczyk. W końcówce spotkania rezultat podwyższyli Dąbrowski i Jasiński i spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 2-7. Goście zasłużenie wygrywają i cały czas depczą po piętach liderowi 4 ligi, drużynie Lagi Warszawa. BJM ponosząc porażkę plasują się w środku tabeli i z pewnością wszyscy liczą tutaj na jak najszybszy powrót do zdrowia najlepszych graczy. Bez nich będzie ciężko, by walczyć o najwyższe cele.
Nie można pominąć faktu, że spotkanie pomiędzy rezerwami Husarii Mokotów, a zespołem Popalonych Styków, było starciem na szczycie tabeli. Oba zespoły, przed tą kolejką znajdowały się w górnej części ligowej hierarchii i w dalszym ciągu walczyły o miejsce na podium po rundzie jesiennej. Gospodarze zadbali o 9-osobowe zestawienie, tymczasem goście przystąpili do walki w skromnym, 7-osobowym składzie. Początek spotkania był wyrównany, a świetnie prezentowali się przede wszystkim bramkarze, chociaż więcej do roboty miał z całą pewnością Lucjan Baran. Bramkarz zespołu gości dość długo dbał o to, żeby mieć czyste konto, ale to się niestety zmieniło po jego niefortunnej interwencji. Dośrodkowanie spod chorągiewki i niedokładna interwencja golkipera sprawiła, że Husaria II wyszła na prowadzenie. To niejako rozwiązało worek z bramkami, bo po sztuce dołożyli jeszcze zawodnicy gospodarzy i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:0. Druga połowa miała podobny przebieg, chociaż przyznać musimy, że świetna postawa golkipera ekipy z Mokotowa sprawiła, że Styki nie strzeliły w tym spotkaniu ani jednej bramki. Po drugiej stronie świetne zawody rozgrywał Krzysztof Mamla, który raz za razem pokazywał, że potrafi kapitalnie dryblować, a przy okazji strzał też ma niczego sobie. Gospodarze spokojnie dowieźli swoje zwycięstwo i po dobrym meczu pokonali zespół Popalonych Styków 4:0. Dzięki temu zepchnęli drużynę gości poza podium i mogą spokojnie przygotowywać się do kolejnych starć. Popalone Styki mają o czym myśleć, bo chyba znowu na przeszkodzie stanęła frekwencja i o ile w innych meczach nie miało to wpływu na rezultat, to w rywalizacji z tak dobrym rywalem, po prostu musiało się źle skończyć.
Zespół Compatibl po dwóch zwycięstwach z rzędu, w ostatniej kolejce musiał uznać wyższość swoich rywali i kolejnych punktów szukał w starciu z Oldboys Derby. Ekipa ta do tej pory zdobyła tylko dwa punkty, co stanowiło wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. W tym meczu od początku widać było sportową złość Oldbojów i już pierwsze minuty pokazały, że do spotkania podeszli wyjątkowo zmotywowani. Już w 3 minucie po sprytnie rozegranym rzucie z autu wyszli na prowadzenie. Chwilę później było już 3:0 dla tej drużyny. W kolejnych minutach goście nie zwalniali, a rywale pozwali na oponentom na zdecydowanie zbyt dużo. Efektem tego był w pełni zasłużony wynik do przerwy – 6:0. Pierwsza akcja drugiej połowy to kolejna bramka zespołu z Osiedla Derby. Dopiero wtedy Kompatybilni się przełamali i wreszcie otworzyli swój dorobek. Nie byli jednak w stanie pójść za ciosem, bo tym dniu nic nie mogło zatrzymać bardzo dobrze grających oponentów. W ostatnich fragmentach spotkanie bardzo się otworzyło, czego efektem były bramki dla obydwu drużyn. Ostatecznie zespół Oldboys Derby pokonał Compatibl aż 10:3. Świetne zawody rozegrał napastnik gości Jacek Pryjomski, który do trzech bramek dorzucił taką samą liczbę asyst. Compatibl zagrał za to najsłabszy mecz w tym sezonie i pewnie z niecierpliwością oczekuje kolejnego spotkania, by o tej wpadce jak najszybciej zapomnieć.
Tegoroczne wyniki mówiły nam, że może doświadczenie stoi po stronie Pantery, ale faworytem będzie zespół FC Shadows, który dotychczas lepiej punktował. Jakież było nasze zdziwienie, gdy to Pantera przejęła całkowicie inicjatywę na początku spotkania i dużo lepiej operowała piłką. W obronie jak zawsze porządku pilnował Paweł Janiszewski, a w ataku szalał niezmordowany Rafał Duda. Nie byłoby jednak tak dobrej gry, gdyby nie ostoja między słupkami – Łukasz Kulesza. Popularny „Mały”, którego wybraliśmy na MVP tej kolejki 4 ligi, zaprezentował się wprost niesamowicie. Był dosłownie wszędzie, a jak gospodarze doszli już do pozycji strzeleckiej, to świetnie interweniował. W pierwszej połowie dał się pokonać tylko raz, a że Pantera trafiła dwa razy do siatki, to na przerwę schodziliśmy przy ich minimalnej przewadze. To, czego nie udało się powiększyć przed przerwą, udało się po dwóch minutach odpoczynku. Przede wszystkim Pantera poprawiła skuteczność, Rafał Duda skompletował hat-tricka, a dzielnie wtórowali mu Bartłomiej Fabisiak i Vlad Fedyukovich. Ofensywa Pantery była niesamowita i w końcu skuteczna, co pozwala wierzyć, że jeszcze nie raz w tym sezonie zobaczymy zwycięstwa tego zespołu. Tymczasem FC Shadows zabrakło cierpliwości i skuteczności, a w osiągnięciu ostatecznie pozytywnego wyniku, z całą pewnością nie pomogły dwie żółte kartki, które spowodowały, że przez kilka minut cały zespół musiał ze wszystkich sił uzupełniać braki w zestawieniu osobowym na boisku. To przełożyło się na brak energii i było jednym z elementów kolejnej ligowej porażki.
W starciu pomiędzy Big Balls i Lagą Warszawa zdecydowanym faworytem byli ci drudzy. Mimo minimalnej porażki w poprzedniej kolejce Big Balls pokazali się z dobrej strony, jednak w starciu z liderem ciężko byłoby znaleźć osobę, która by na nich postawiła. Laga Warszawa spisuje się w tym sezonie wyśmienicie i nie było nowością, że ciążyła na nich presja zdecydowanego faworyta. Gospodarzom na mecz szóstej kolejki mimo starań nadal nie udało się zakontraktować nominalnego bramkarza, co dodatkowo skomplikowało ich sytuację przed pierwszym gwizdkiem. Wynik spotkania szybko, bo już w 1 minucie otworzył zawodnik gości Hubert Szalski. Na kolejne trafienia nie musieliśmy długo czekać. Laga Warszawa całkowicie zdominowała rywali i bramki padały jedna za drugą. Przed końcem pierwszej połowy gospodarzom udało się zdobyć - jak się później okazało - jedyną i honorową bramkę za sprawą Jakuba Wojtaszka. W drugiej połowie obraz gry się nie zmieniał, Laga w pełni kontrolowała przebieg meczu oraz potwierdzała swoją wyższość nad rywalem, jednocześnie poprawiając swój bilans bramkowy i statystyki indywidualne zawodników. Ostateczny wynik to prawdziwy pogrom, goście gładko wygrali 18:1. Big Balls ma bardzo trudne zadanie, by podnieść się po tak wysokiej porażce, na dodatek brak punktów i ostatnia pozycja w tabeli na pewno utrudnia im patrzenie w przyszłość z optymizmem. Laga Warszawa popisała się skutecznością, dzięki czemu w klasyfikacji strzelców prym wiedzie Hubert Szalski, z kolei w asystach na szczycie mamy Szymona Dudzika. W niepokonanym liderze czwartej ligi widzimy bardzo duży potencjał a każda kolejna wygrana powoduje, że mistrzostwo tej klasy rozgrywkowej może stać się faktem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)