Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 7 Liga
W meczu pomiędzy ostatnią drużyną w tabeli, a zespołem będącym na fali, z aspiracjami na podium, naturalnym faworytem wydaje się ten drugi team. I przynajmniej na początku meczu Więcej Sprzętu niż Talentu nasze przewidywania zdawały się potwierdzać. To właśnie goście w pierwszych minutach mieli okazję do zdobycia gola, ale wtedy jeszcze na ich drodze stanął golkiper Iglicy Dawid Sówka. Popisał się on dwiema-trzema bardzo dobrymi interwencjami, przez co utrzymywał swój zespół w grze. Na pierwszego gola musieliśmy czekać dość długo, bo do około 18 minuty. I o dziwo prowadzenia nie objęli gracze WSnT, a Iglica po trafieniu Sebastiana Szczygielskiego. To podziałało otrzeźwiająco na rywala, bo już parę minut później mieliśmy 1:1 po golu Dominika Banasiewicza. Końcówka pierwszej części zdecydowanie należała do gości. Grali oni w przewadze, po żółtej kartce dla przeciwnika i wykorzystali ją właściwie tuż przed jej końcem. Bardzo dobrze rozegrali rzut wolny, po którym po raz drugi w tym spotkaniu do siatki trafił Banasiewicz. Tuż przez zakończeniem pierwszej połowy, niepotrzebną żółtą kartę złapał kolejny gracz Iglicy i na drugą część ta ekipa musiała wyjść w ponownym osłabieniu. WSnT od startu drugich 25 minut ruszyli do ataku, mieli swoje okazje, ale nie przekuli ich na bramki. To się zemściło, bo do remisu doprowadził Maciej Dąbrowski, ale już dwie minuty później znów goście wyszli na prowadzenie, a hat-tricka w tym spotkaniu ustrzelił Dominik Banasiewicz. Gdy Jan Wojtyczek podwyższył na 2:4 wydawało się, że WSnT spokojnie dowiezie zwycięstwo do końca. Jak się okazało jeszcze trochę emocji na nas czekało w tym starciu. W 44 minucie sędzia podyktował rzut karny dla Iglicy, który na bramkę zamienił Azat Mamyrov, a dwie minuty później był już remis, który dał Rami Mousa. Radość Iglicy nie trwała jednak długo, bo w niewielkim odstępie czasu Łukasz Krysiak ustalił wynik spotkania na 4:5. W samej końcówce czerwoną kartkę otrzymał Dawid Sówka, ale raczej nie przekreśla ona dobrego tego dnia występu golkipera Iglicy. WSnT wygrywa zasłużenie, bo miało więcej z gry, ale Iglica zagrała bardzo ambitnie i niewiele jej zabrakło do sprawienia niespodzianki. Przebudowa zespołu gospodarzy trwa, ale nam się wydaje, że na wiosnę będzie to wyglądało o wiele lepiej.
Ligowa runda dobiega końca, a co za tym idzie, minionej niedzieli na warszawskim AWF-ie mieliśmy przyjemność oglądać ostatnie spotkania. W siódmej lidze nie było inaczej i o godzinie 15:00 stanęły naprzeciwko siebie ekipy Kubanów oraz Elitarnych Gocław. Emocje na papierze zapowiadały się wprost kapitalnie, a głód zwycięstwa w wykonaniu jednych i drugich był widoczny gołym okiem. Mimo objęcia prowadzenia przez Kubany w wykonaniu Jakuba Rudnika po solowej akcji, Elitarni Gocław szybko wzięli się do odrabiania strat. Swoim rywalom odpłacili w szybkim tempie za sprawą trafienia Łukasza Eljasiaka, który był tego dnia wprost nie do zatrzymania. Kolejne fragmenty tego spotkania upłynęły w atmosferze kompletnej dominacji graczy w niebieskich strojach. Koncertowa gra tercetu Grzegorz Bednorz – Hou Jiuyang – Łukasz Eljasiak bezapelacyjnie sprawiła, że bramkarzowi Kubanów mogły się po tym meczu śnić koszmary. Kolejne sześć bramek zaaplikowanych po przerwie dobitnie podkreśliły boiskową przewagę gości, dzięki czemu możemy serdecznie pogratulować im kolejnych trzech ligowych punktów. Dla Kubanów jest to kolejna porażka w tym sezonie. Skład Jakuba Zygmunta średnio radzi sobie w aktualnych rozgrywkach, ponieważ na dziewięć spotkań zdołał zwyciężyć zaledwie trzykrotnie. Miejmy jednak nadzieję, że okres zimowy upłynie im na starannych przygotowaniach do kolejnej rundy, ponieważ ewidentny potencjał jest widoczny.
Na zakończenie ligowych rozgrywek siódmej ligi mieliśmy przyjemność oglądać spotkanie pomiędzy FC Alliance oraz Tornado Warszawa. Obydwie ekipy podchodziły do spotkania ze zgoła odmiennych pozycji. Ligowa rzeczywistość ostatnimi czasy brutalnie zweryfikowała skład złożony z graczy narodowości ukraińskiej, którzy od jakiegoś czasu nie mogli się przełamać i zdobyć chociażby jednego „oczka”. Zawodnicy gości natomiast od trzech spotkań pozostawali na zwycięskich torach. Sytuacja w tabeli wróżyła zatem nie lada emocje. Pierwsi strzelanie rozpoczęli goście, którzy to za sprawą trafienia Mariusza Mironiuka wyszli na prowadzenie. W kolejnej akcji spotkania, wcześniej wspomniany ofensywny gracz Tornado asystował do lepiej ustawionego kolegi, Kamila Kutyły. Mimo spokojnego prowadzenia trzecie miejsce ligowej tabeli zdecydowało się na kolejny atak tuż przed przerwą. Zaowocowało to kolejną bramką, dzięki czemu do przerwy mieliśmy wynik 0:3. W drugiej odsłonie rywalizacji nie obyło się jednak bez emocji. Rozjuszeni gospodarze ruszyli do ataku, a ich fizyczna gra spowodowała, że w pewnym momencie zdołali dogonić rywala na odległość zaledwie dwóch bramek. Niestety dla nich nie udało się tym razem zwyciężyć. FC Alliance tym samym po raz kolejny zostało zmuszone do uznania wyższości swoich rywali. Zima powinna być dla nich okresem do stabilizacji formy, ponieważ mimo kapitalnego startu, zaliczyli bardzo mierny końcowy etap rozgrywek.
Spotkanie rozgrane pomiędzy ósmą drużyną 7 ligi Na Wariackich Papierach a wiceliderem Georgian Team było bardzo ciekawym spotkaniem dla kibicowskiego oka. Gospodarze to nowa ekipa w Lidze Fanów. Panowie charakteryzują się mocnym, sportowym charakterem, zawsze grają do końca i nigdy nie odpuszczają. Natomiast goście to doświadczona drużyna, grająca ze sobą już dłuższy czas i do tego wicelider 7 ligi. Tak jak się spodziewaliśmy pierwsi prowadzenie objęli zawodnicy z Gruzji. Szybka bramka w 3 minucie mogła "ustawić" to spotkanie, lecz na szczęście dla kibiców tak też się nie stało. Ekipa Saba Lomii prowadziła na spokojnie, lecz Wariaci nie odpuszczali. W tej części spotkania środek pola wygrali goście i zaczynali powoli punktować rywala. Na 2-0 i 3-0 trafił najlepszy strzelec Gruzińskiej drużyny Lasha Gabrichidze i po 10 minutach goście prowadzili już różnicą trzech trafień. W tym momencie Georgia Team jakby delikatnie się cofnęli a Wariaci zaczęli coraz mocniej atakować. Można powiedzieć, że gospodarze po stracie trzech bramek nie poddali się a zyskali nowe siły. Nadmienić należy też, że mieli tylko jednego zmiennika, wiec tym większa im chwała za walkę do końca. Gospodarze zaczynali powoli odrabiać straty i po kolejnych 5 minutach mieliśmy już na zegarze remis 3-3 i mecz zaczynał się od początku. Obie drużyny w tym momencie poszły na wymianę jak głodni sukcesów młodzi pięściarze. Cios za cios i bramka za bramkę. Na 4-3 i 5-3 trafił Nika Tsertsvadze i ponownie gruziński zaciąg prowadził w tym meczu i ponownie jakby delikatnie spuścił z tonu. Szybko pojawiającą się niefrasobliwość w szeregach gości wykorzystali panowie z Wariackich Papierów. Do końca pierwszej połowy tylko oni zdobywali bramki. Niezawodny w ich szeregach Maciej Karczewski trafił ładnie dwa razy i pierwsza polowa zakończyła się wynikiem 5:5. Drugą odsłonę meczu gospodarze zaczęli z wysokiego "C" i już po kilku minutach objęli prowadzenie 6-5 i wicelider musiał się brać mocno do roboty. Tak też się stało. Gruzini zagęścili środek pola, można spokojnie powiedzieć że w tej części boiska po prostu dominowali. Jak zwykle aktywny Lasha Gabrichidze dołożył trafienie na 6-6. Chwilę później kapitan Gruzińskiej ekipy Saba Lomia też strzelił swoją bramkę i mieliśmy 7-6. Gruzini mocno napierali, Wariaci bardzo dobrze się bronili i próbowali kontrować. Jednak z jedną zmianą nie jest to łatwe zadanie na lidze szóstek... Gruzińska nawałnica trwała i efektem tego była bramka na 8-6. W tym momencie zebrani kibice jak i zawodnicy gości byli pewni, że maja już wygrany mecz. Nic bardziej mylnego. Dużym charakterem ponownie wykazała się ekipa gości i ponownie niezawodny Maciej Karczewski zaliczył swoje 4 trafienie zdobywając bramkę kontaktową na 7-8. Wynik był więc stykowy, ale ekipie Wariatów chyba zabrakło sił na więcej. Pod koniec spotkania ponownie trafił Saba Lomia i mecz zakończył się wynikiem 9-7 dla drużyny z Gruzji. Na Wariackich Papierach na pewno nie maja się czego wstydzić. Z króciutką ławką rezerwowych stawili czoła ekipie aspirującej do miana lidera 7 ligi i pewnej awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Oby jak najwięcej takich meczów Panowie!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)