Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 4 Liga
W meczu na szczycie Hetman podejmował Boca Seniors. Od początku spotkania widać było, że oba zespoły nastawione są na walkę o komplet punktów. Gospodarze rozpoczęli od mocnego pressingu, z czym goście nie mogli sobie poradzić, i pierwszy fragment meczu w ich wykonaniu nie wyglądał imponująco. Hetman szybko wyszedł na prowadzenie i kontrolował wydarzenia na boisku.
Po strzelonej pierwszej bramce gospodarze poszli za ciosem. Piłkę w narożniku ustawił Kacper Urban – wydawało się, że nic z tej sytuacji nie będzie, ale napastnik Hetmana huknął bezpośrednio z rzutu rożnego i zaskoczył Przemka Morawskiego. Boca Seniors starali się odgryzać, jednak brakowało im dokładności i skuteczności pod bramką Wiktora Stankowskiego. Gdy ekipa gospodarzy zdobyła trzeciego gola, wydawało się, że rywale będą mieli bardzo trudno wrócić do gry.
Jeszcze przed przerwą jednak, po dobrej klepce w polu karnym, Adrian Wolszczak zdobył bramkę, która dawała nadzieję na drugie 25 minut. Po zmianie stron role się odwróciły. Boca Seniors grali coraz lepiej, a w ofensywie stwarzali sobie kolejne dobre okazje. Hetman jakby stracił impet i nie prezentował się już tak dobrze jak w pierwszej połowie.
Goście szybko zdobyli bramkę kontaktową, a po chwili doprowadzili do remisu. Wydawało się, że pójdą za ciosem, ale rywale potrafili wrócić do wysokiego poziomu gry i po dwóch skutecznych kontrach ponownie objęli prowadzenie 5:3. W końcówce Boca Seniors zdołali jeszcze zdobyć gola, lecz na więcej zabrakło już czasu.
Hetman pozostaje niepokonanym liderem czwartej ligi i ma realną szansę utrzymać tę pozycję po rundzie jesiennej. Boca Seniors, mimo porażki, nadal będą walczyć o czołowe lokaty w tabeli.
To miał być mecz odrodzenia Bad Boys po trudnym spotkaniu z Furduncio, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany. Gospodarze, osłabieni brakiem kluczowego Bartka Podobasa, od początku mieli problemy z wejściem w rytm. FC Bulls ruszyli jak po swoje – już na starcie zdobyli dwa szybkie gole, przy których nie najlepiej zachował się bramkarz Bad Boys, Igor Gozdecki.
Chwilowy zryw gospodarzy i bramka kontaktowa mogły dać nadzieję na emocje, ale Byki nie zamierzały zwalniać tempa. Kapitalny fragment w ich wykonaniu oraz trafienia Oleksandra Kardasha, Arkadiego Kozenki i Ivana Markovycha sprawiły, że do przerwy mieliśmy już wynik 1:5.
Druga połowa to prawdziwy popis ofensywy FC Bulls. Grali pewnie, kombinacyjnie, a Vadym Churiukanov rozdawał piłki jak z rękawa – aż sześć asyst i do tego jedno trafienie! Bad Boys walczyli do końca, zdołali dorzucić kilka bramek, ale tego dnia różnica jakości była widoczna gołym okiem.
Ostatecznie Bulls wygrali aż 11:4, potwierdzając, że ich celem są najwyższe miejsca w tabeli. Bad Boys muszą szybko zapomnieć o tym meczu i skupić się na powrocie do formy z poprzednich sezonów. Byki natomiast pokazują, że gdy złapią rytm, mogą pokonać każdego rywala.
W niedzielne popołudnie na Arenie Grenady byliśmy świadkami niezwykle emocjonującego starcia pomiędzy BJM Development a ekipą Sportowych Zakapiorów. Oba zespoły przystępowały do meczu z taką samą liczbą punktów, więc już przed pierwszym gwizdkiem można było spodziewać się wyrównanego widowiska.
Od pierwszych minut widać było ogromną determinację po obu stronach. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze – w sporym zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Gracjan Kowalewski, który precyzyjnym strzałem głową otworzył wynik meczu. Radość BJM nie trwała jednak długo. Marcin Welk popisał się pięknym uderzeniem z dystansu, doprowadzając do wyrównania. Tuż przed przerwą goście zadali kolejny cios – dośrodkowanie w pole karne wykorzystał Daniel Lasota, który mocnym strzałem głową skierował piłkę do siatki, dając Sportowym Zakapiorom prowadzenie 2:1.
Początek drugiej połowy ponownie należał do Zakapiorów. Marcin Welk po raz drugi wpisał się na listę strzelców, podwyższając prowadzenie swojej ekipy. Mimo dwubramkowej straty gospodarze nie zamierzali się poddawać. BJM nieustannie atakowało, co w końcu przyniosło efekt. Najpierw Mikołaj Zawistowski zmniejszył straty, a chwilę później indywidualną akcję zakończył celnym strzałem Olivier Aleksander, doprowadzając do remisu. Na kilka minut przed końcem BJM wyszedł na prowadzenie po kolejnym trafieniu Zawistowskiego. Warto podkreślić znakomitą postawę w bramce Zakapiorów Michała Gołąba, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed stratą kolejnych goli. Gdy wydawało się, że gospodarze dowiozą prowadzenie do końca, Daniel Lasota ponownie doprowadził do remisu.
Emocji jednak nie brakowało do ostatnich sekund. Końcówka należała już wyłącznie do zawodników BJM. Najpierw Mikołaj Zawistowski po raz trzeci trafił do siatki, kompletując hat-tricka, a tuż przed końcowym gwizdkiem wynik spotkania na 6:4 ustalił Olivier Aleksander.
To było widowisko pełne zwrotów akcji, walki i pięknych bramek – dokładnie takie, jakie chcieliście tutaj zobaczyć. I takie właśnie otrzymaliśmy.
Spotkanie pomiędzy Team Ivulin a Warszawską Ferajną od pierwszych minut zapowiadało się na bardzo wyrównany pojedynek. I faktycznie takie było. Obie drużyny od początku podeszły do meczu z dużą odpowiedzialnością taktyczną, skupiając się przede wszystkim na grze w defensywie. Zarówno gospodarze, jak i goście prezentowali poukładany futbol, nie pozwalając przeciwnikowi na stworzenie klarownych sytuacji bramkowych.
Pierwsze groźniejsze akcje pojawiły się dopiero w końcówce pierwszej połowy, gdy Warszawska Ferajna dwukrotnie była bliska otwarcia wyniku, jednak w obu przypadkach świetnie interweniował bramkarz Team Ivulin – Leonid Isayenia. W 21. minucie gościom w końcu udało się znaleźć sposób na defensywę rywali – po mocnym uderzeniu Patryka Komorowskiego piłka wpadła tuż pod poprzeczkę i zrobiło się 0:1. Chwilę później padły jeszcze dwie bramki. Najpierw po dośrodkowaniu z rzutu rożnego skutecznym uderzeniem głową popisał się Roman Dubitski, a tuż przed przerwą niefortunnie zawodnik Team Ivulin skierował piłkę do własnej bramki.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Nadal oglądaliśmy bardzo uważną grę w defensywie z obu stron oraz spokojne budowanie akcji w ataku pozycyjnym. Z każdą minutą coraz bardziej przeważała Warszawska Ferajna, która dłużej utrzymywała się przy piłce i cierpliwie szukała swojej szansy. Doczekała się – po świetnej indywidualnej akcji Franciszka Pogłoda, który ruszył prawym skrzydłem i mocnym strzałem po długim słupku pokonał bramkarza rywali.
Warszawska Ferajna wywiozła z Areny Grenady cenne trzy punkty i zrobiła ważny krok w kierunku wydostania się ze strefy spadkowej. Team Ivulin natomiast znalazł się w poważnym kryzysie – pięć porażek z rzędu to wynik, który wymaga szybkiej reakcji. Jeśli drużyna nie przełamie złej serii, może przekreślić cały sezon już w rundzie jesiennej.
W ramach 6. kolejki rozgrywek 4. ligi na Arenie Grenady zmierzyły się zespoły Ukraine United oraz Furduncio Brasil F.C. Gospodarze wciąż szukali swoich pierwszych punktów w sezonie, natomiast Furduncio od początku rozgrywek potwierdzali, że będą liczyć się w walce o najwyższe cele.
Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla Ukraine United. Już w pierwszych minutach Vitalii Levandovskyi wykorzystał swoją okazję i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Radość miejscowych nie trwała jednak długo – stracony gol tylko rozbudził ambicje gości, którzy od tego momentu całkowicie przejęli kontrolę nad meczem. Najpierw dwukrotnie do siatki trafił Jeremi Szymański, chwilę później wynik podwyższył Eduardo Kanela, a następnie pięknym uderzeniem popisał się Rafael Andrade. Jeszcze przed przerwą rezultat pierwszej połowy na 5:1 ustalił Hugo Chiaradia, dając swojej drużynie bardzo komfortowe prowadzenie.
Po zmianie stron dominacja Furduncio była jeszcze bardziej wyraźna. Goście grali z pełnym luzem i konsekwentnie powiększali swoją przewagę, nie dając rywalom chwili wytchnienia. Ukraine United zdołali odpowiedzieć jeszcze dwoma bramkami, ale tego dnia musieli uznać wyższość rywali.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 12:3 na korzyść Canarinhos. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Jeremi Szymański, który popisał się znakomitym występem – zdobył 5 bramek i zaliczył asystę, będąc prawdziwym liderem ofensywy. Cała drużyna Furduncio zaprezentowała się jednak bardzo solidnie, potwierdzając swoją wysoką formę i aspiracje do tytułu mistrzowskiego. Ukraine United po tym spotkaniu wciąż pozostają bez punktów i zamykają ligową tabelę, podczas gdy Brazylijczycy umacniają swoją pozycję w ścisłej czołówce.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)