Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 5 Liga
O godzinie 19:00 na Arenie AWF, w ramach trzeciej kolejki, zmierzyły się drużyny Ajaks Warszawa i KK Wataha Warszawa. Gospodarze przystępowali do meczu z kompletem punktów i dużą motywacją, by podtrzymać swoją zwycięską serię.
Początek spotkania należał jednak do gości. Już w pierwszych minutach precyzyjnym podaniem popisał się Miłosz Czarnecki, a Dominik Suracki pewnym strzałem wyprowadził Watahę na prowadzenie. Przez kolejne minuty, mimo ofensywnych prób Ajaksu, wynik pozostawał bez zmian – w dużej mierze dzięki dobrym interwencjom Piotra Szwedo. Napór gospodarzy w końcu przyniósł efekty. Po dobrze rozegranym rzucie rożnym przez Bartka Kopacza, wyrównującą bramkę zdobył Natan Czyżewski. Chwilę później Ajaks poszedł za ciosem – tym razem to sam Kopacz wykorzystał zamieszanie w polu karnym i dał swojej drużynie prowadzenie. Choć gospodarze prezentowali się groźniej pod bramką rywali, brak skuteczności i odrobiny szczęścia sprawił, że do głosu ponownie doszła Wataha. Po raz drugi na listę strzelców wpisał się Dominik Suracki, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:2.
Po przerwie Ajaks jeszcze bardziej podkręcił tempo, a ich ofensywa przyniosła oczekiwane rezultaty. Kluczową postacią drugiej odsłony był nie kto inny jak Bartek Kopacz. Po golu i asyście w pierwszej połowie, w drugiej zaprezentował koncertową formę, zdobywając hat-tricka i kompletując cztery bramki w całym meczu.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 5:2 dla Ajaksu Warszawa, który dzięki kolejnej wygranej utrzymuje się w czołówce tabeli 5. ligi. Obie drużyny zaprezentowały się z dobrej strony, jednak to gospodarze pokazali większą determinację i skuteczność, zwłaszcza po przerwie.
Od samego początku było jasne, że to spotkanie będzie czymś więcej niż tylko kolejnym meczem ligowym. Licznie zgromadzeni kibice zadbali o niesamowitą atmosferę — nie brakowało głośnych przyśpiewek, transparentów, bębnów, a nawet rac! Oprawa godna podziwu, a emocje na boisku tylko ją potęgowały.
Obie ekipy od pierwszego gwizdka ruszyły do walki z ogromnym zaangażowaniem, ale to Kresowia Warszawa jako pierwsza trafiła do siatki. Vadym Bezbidovych wykorzystał okazję i precyzyjnym strzałem wyprowadził gości na prowadzenie. To trafienie tylko dodało im skrzydeł — Kresowia nie zamierzała zwalniać tempa. Chwilę później na 0:2 podwyższył… bramkarz Takunda Saidi! Niesamowite uderzenie z własnego pola karnego całkowicie zaskoczyło golkipera Broke Boys, a trybuny ponownie eksplodowały z radości. Jeszcze przed przerwą Kresowia dołożyła trzeciego gola, pokazując pełną kontrolę nad meczem. Broke Boys zdołali jednak odpowiedzieć. Główka Artsioma Khrula dała im bramkę kontaktową na 1:3 i nadzieję na drugą połowę.
Po zmianie stron ponownie do głosu doszli goście. Tym razem błysnął Daniil Mikulich, który indywidualną akcją przedarł się przez defensywę i pewnym strzałem podwyższył wynik na 1:4. Broke Boys próbowali odwrócić losy spotkania i stworzyli kilka groźnych okazji, ale świetnie dysponowany bramkarz Kresowii nie pozwalał na więcej. Dopiero w samej końcówce meczu obie drużyny jeszcze raz trafiły do siatki, ustalając wynik spotkania na 2:5.
Kresowia Warszawa notuje tym samym trzecie zwycięstwo z rzędu i z kompletem punktów umacnia się w czołówce tabeli. Patrząc na ich formę i pewność w grze, jedno jest pewne — ich priorytetem na lato jest walka o najwyższe cele!
Mecz pomiędzy tymi drużynami rozpoczął się bardzo spokojnie, bez większych okazji. Dopiero po około kwadransie byliśmy świadkami pierwszych bramek. Dwa razy piłkę w siatce pewnymi strzałami umieścił Tomek Faltynowski, a jedną bramkę po strzale z rzutu wolnego zdobył Krzysztof Zając. Do przerwy 2:1 dla Mistrzów Chaosu.
Po wznowieniu gry znów obaj zawodnicy dali o sobie znać, strzelając po jednej bramce, i do 37. minuty spotkanie stało na naprawdę wyrównanym poziomie. Wówczas do gry wszedł Jan Tyski i można powiedzieć, że rozgonił chaos, wnosząc porządek w poczynania gospodarzy. W końcówce strzelił aż 4 bramki, w tym dwie takie, które zapadną w pamięć na długo. Jedną – ze swojej połowy, lobując bramkarza, oraz drugą – niczym Mario Balotelli przeciwko Niemcom, w samo okienko!
Na tablicy wyników po ostatnim gwizdku: Mistrzowie Chaosu – Lepanes FC 8:3. W tym meczu mieliśmy trzech aktorów. U gospodarzy Tomek Faltynowski i Janek Tyski, u gości zaś Krzysztof Zając. Jednak co dwóch, to nie jeden – przynajmniej w tym spotkaniu.
Zwycięstwo w tym meczu daje Mistrzom Chaosu pozycję lidera i spory apetyt. Kogo uczyni mistrzem walka między nimi, Kresowią i Ajaksem? Będziemy to śledzić z zaciekawieniem. Z kolei Lepanes jest na przeciwległym biegunie – zaczynają okupować ostatnie miejsce w tabeli i będą musieli się podnieść, jeśli chcą wyjść ze strefy spadkowej. A wiemy, że mają ku temu umiejętności.
Spotkanie Oldboys Derby – Q-Ice Warszawa zamykało trzecią kolejkę 5. ligi. Obie drużyny przed tym meczem nie zaznały jeszcze smaku zwycięstwa, więc mobilizacja po obu stronach była zapewne ogromna.
Z tą właśnie determinacją znakomicie weszli w mecz zawodnicy gości, dowodzeni przez kapitana Łukasza Mroza. Szybko zdobyta bramka autorstwa niezastąpionego w tym spotkaniu Vlada Yarmoliuka otworzyła prawdziwy worek z golami, który – jak się później okazało – rozwiązał się na dobre. Q-Ice błyskawicznie zdobywało kolejne bramki, budując solidną przewagę i dużą pewność siebie. Niestety dla nich, z czasem stracili koncentrację, co wykorzystali Oldboysi, zmniejszając stratę do dwóch bramek. Sędzia zakończył pierwszą połowę, ale deszczowa aura sprawiła, że obie ekipy szybko wróciły na boisko.
W drugiej odsłonie zmotywowani zawodnicy Q-Ice ponownie wrzucili wyższy bieg i zaczęli seryjnie trafiać do siatki – niemal z każdej pozycji na boisku. Na nic zdały się cztery trafienia Łukasza Łukasiewicza dla „Starszych Chłopców” wobec świetnie funkcjonującej ofensywy rywali. Sam Vlad Yarmoliuk zdobył niemal tyle samo bramek co cała drużyna przeciwnika, co tylko potwierdza, że był to jego „dzień konia”, mówiąc językiem boiskowym.
Końcowy wynik 16:7 dla Q-Ice Warszawa mówi sam za siebie. Goście zgarniają pierwsze zwycięstwo i awansują na czwarte miejsce w tabeli. Oldboys Derby muszą szukać punktów w kolejnych kolejkach — rywale zaczynają uciekać, a strata wkrótce może okazać się bardzo trudna do odrobienia...







)
)
)
)
)
)
)
)