Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 5 Liga
Mistrzowie Chaosu ligę letnią zaczęli od pewnego zwycięstwa, a Q-Ice – od niestety równie pewnej porażki. Ale mimo tych dwóch zdarzeń wcale nie byliśmy pewni, że nominalni gospodarze poradzą sobie tutaj w sposób niepodlegający dyskusji. Z drugiej strony – rywale byli pozbawieni choćby Ihara Bakuna i ich siła ofensywna była mniejsza niż zwykle. To miało przełożenie na wynik zwłaszcza w pierwszej połowie, bo Mistrzowie Chaosu, chociaż długo czekali, aż uda im się wstrzelić w bramkę, to po pierwszym golu było już łatwiej. Co prawda przy stanie 1:0 z rzutu wolnego wyrównał Vladyslav Andriutsa, ale potem Jakub Spławski i spółka zanotowali cztery trafienia z rzędu. Na te ciosy ekipa Q-Ice nie odpowiedziała, chociaż swoje okazje też miała. Tyle że brakowało kogoś, kto w kwestii zdobywania goli weźmie odpowiedzialność na siebie.
Na początku drugiej połowy Mistrzowie Chaosu nadal przeważali, ale dość niespodziewanie stracili gola po ładnej kombinacji przeciwników i nagle zaczęły się schody. Wówczas w tę dobrze funkcjonującą maszynę wdała się nerwowość, a rywal złapał wiatr w żagle – i ze stanu 5:1 zrobiło się tylko 5:4! Oddech Mistrzom dał... bramkarz Q-Ice Eduard Vakhidov, z którego za krótkiego podania skorzystał Tomek Faltynowski. Mimo to przegrywający się nie poddawali i jeszcze dwukrotnie zbliżali się do faworytów na odległość jednego trafienia. Ostatecznie zabrakło im i trochę czasu, i – mimo wszystko – trochę umiejętności. Ale przede wszystkim – za późno wzięli się w tym meczu do roboty, bo gdyby całą drugą połowę grali tak jak pierwszą, to kto wie, jakby to się skończyło.
Natomiast – chociaż mówi się, że zwycięzców się nie sądzi – to do ogródka Mistrzów Chaosu należałoby wrzucić kilka kamyczków, bo przez rozprężenie zafundowali sobie nerwową końcówkę. Najważniejsze jednak, że skończyło się happy endem i druga wygrana z rzędu w sezonie stała się faktem.
W drugiej kolejce piątego poziomu rozgrywkowego zderzyły się ze sobą dwie zupełnie odmienne filozofie gry – ofensywny futbol z dużą ilością indywidualnych popisów w wykonaniu warszawskiego Ajaksu oraz cierpliwość, stałe fragmenty i żelazna defensywa Oldboys Derby.
Gospodarzom w szybkim objęciu prowadzenia nieustannie przeszkadzał broniący dostępu do bramki żółto-czerwonych Rafał Wieczorek. Na ich szczęście z pomocą przyszła jednak kontra wyprowadzona przez Adama Bogusza, którą na gola zamienił – a jakże – Bartek Kopacz. Oldboysi wysyłali sygnały, że wynik niedługo może się zmienić, ale ich próby – jak choćby ta Jana Domaniewskiego głową – nie trafiały nawet w światło bramki. Po przetrwaniu rosnącego naporu ze strony Ajaksu, goście w końcu wykorzystali swój moment – rzut z autu Piątkowskiego trafił wprost na głowę młodszego z rodziny Łukasiewiczów. W krótkim odstępie czasu ten sam zawodnik wywalczył i wykorzystał rzut karny, którego zasadność była mocno kwestionowana przez gospodarzy. Mimo sporej frustracji Long Kevin Tran i spółka zdołali dwukrotnie przedrzeć się przez defensywę gości – ponownie za sprawą Bogusza i Kopacza – obejmując prowadzenie. Boiskowy spryt i odrobina szczęścia wciąż jednak sprzyjały gościom. Złe ustawienie bramkarza Mateusza Nowaka wykorzystał Łukasiewicz, kompletując hat-tricka bezpośrednio z rzutu rożnego, a dwie minuty później po rykoszecie piłkę do siatki skierował Marcin Chmielewski.
Druga połowa przypomniała nam o klasie Rafała Wieczorka, który zanotował trzy kluczowe interwencje z rzędu. Niestety, wobec fatalnego krycia przy rzucie rożnym był już bezradny – i tak na listę strzelców wpisał się Natan Czyżewski.
Ku rozpaczy Oldboysów ich bramkarska ostoja musiała opuścić boisko po zderzeniu z Boguszem, który został ukarany żółtą kartką. Piątkowski, który zastąpił Wieczorka między słupkami, spisywał się bardzo solidnie, ale przewaga Oldboysów wyraźnie zaczęła topnieć – mimo że znów wyszli na prowadzenie po czwartej bramce Łukasiewicza.
Do końca spotkania strzelali już tylko gospodarze – i tak ze stanu 4:5 zrobiło się 7:5, dzięki czemu to właśnie Ajaks sięgnął ostatecznie po trzy punkty.
Druga kolejka 5. Ligi kończyła się starciem Kresovii z KK Watahą. Obie drużyny od początku próbowały się wzajemnie wyczuć. Wataha stawiała na bezpośrednie zagrania długą piłką, natomiast zawodnicy Kresovii szukali swoich szans poprzez uderzenia z dystansu. Najczęściej kończyło się to jednak na stałych fragmentach gry.
Po 10 minutach nadszedł przełomowy moment – Aleksander Martyniuk zagrał kapitalną piłkę do Daniela Mikulicha, który w sytuacji sam na sam zachował boiskową przytomność i wyłożył futbolówkę Oleksandrowi Rohovyiemu, kończącemu całą akcję trafieniem na 1:0. Chwilę później Rohovyi najlepiej odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym – zgrał głową wybicie obrońcy wprost do Mikulicha, a ten mocnym wolejem przy krótkim słupku podwyższył prowadzenie na 2:0. Gdy wydawało się, że gospodarze mają mecz pod kontrolą, do głosu doszła Wataha. Precyzyjne podanie Wojciecha Wolnego wykorzystał Miłosz Czernecki, który sprytnie zakończył akcję, zmniejszając straty. Do przerwy mieliśmy wynik 2:1.
Po zmianie stron Wataha poczuła, że może powalczyć o punkty. Cierpliwie budowali swoje akcje, co w końcu przyniosło efekt – wyrównujące trafienie na 2:2 autorstwa Mateusza Musińskiego. Ten gol podziałał jednak na Kresovię jak płachta na byka. Gospodarze rzucili się do ataku i szybko odzyskali kontrolę. Najpierw Martyniuk skompletował dublet po mocnym uderzeniu zza pola karnego, po asyście Mirosława Nowackiego, a chwilę później – po szybkiej kontrze – Rohovyi wyłożył piłkę Mikulichowi, który wpakował ją do pustej bramki. Na 5 minut przed końcem było już 4:2. Goście próbowali jeszcze wrócić do gry, ale ich akcjom brakowało dokładności. Udało im się jednak zdobyć jeszcze jedną bramkę – w ostatniej minucie Anas El Ansari przejął bezpańską piłkę i popisał się precyzyjnym strzałem tuż przy słupku z naprawdę pokaźnej odległości. Ostatecznie skończyło się wynikiem 4:3.
Zwycięstwo Kresovii wynosi ich na fotel lidera i jasne jest, że będą robić wszystko, by utrzymać tę pozycję – zwłaszcza że dysponują szeroką i zróżnicowaną kadrą. Wataha z kolei wciąż ma trzy punkty i równie wysokie ambicje, co zapowiada bardzo ciekawą walkę w dalszej części sezonu.







)
)
)
)
)
)
)
)