PODSUMOWANIE - JESIEŃ 2025 - EKSTRAKLASA!
Czy do przeczytania podsumowania, kto wie, czy nie najlepszej ligi w kraju, a na pewno w świecie Socca i jednej z czołowych w Europie trzeba jakoś specjalnie zachęcać? To się samo reklamuje! My tę drogę przez całą rundę jesienną postanowiliśmy wzbogacić o wypowiedzi takie persony szóstek, jak Michał Dryński, Kamil Jurga oraz Jan Skotnicki. Serdecznie zapraszamy do podsumowanie rundy jesienniej z najsilniejszą dywizją Ligi Fanów, gdzie o podium realnie walczy aż 9 drużyn. Dobra lektura dla wszystkich ligowiczów.
GÓRA
Na przestrzeni dziewięciu meczów, nawet w ligach niższych, przejść suchą stopą przez szlak tak naszpikowanych przeszkód jest rzeczą ekstremalnie trudną. Tymczasem Gladiatorzy Eternis odcinek pierwsza-dziewiąta kolejka przejechali w sposób absolutnie obłędny, do tego w najwyższej z możliwych lig. Bez ani jednej rysy, swoim biało-granatowym bolidem gnali z punktu a do punktu b nieomylnie, odhaczając przy tym każdy checkpoint i wyrabiając sobie miły handicap przed wiosną. Przejazd był na gazie i na razie... z nowymi twarzami na pokładzie. Gracze Dryńskiego na swoim koncie po pierwszej odsłonie kampanii 2025/26 mają komplet dwudziestu siedem punktów i kapitalną perspektywę w kontekście trzeciego mistrzostwa Ligi Fanów z rzędu. Takim dorobkiem full punktów, po rundzie jesiennej, na siedemnaście poziomów rozgrywkach jakie mamy, mogą pochwalić się jedynie trzy ekipy. Dziewiątoligowa Iglica, czwartoligowy Hetman oraz właśnie wyżej rzeczony Eternis. Jednak przy całym szacunku dla tych dwóch pierwszych, dokonać tej sztuki w Ekstraklasie, a w ligach niższych bądź dużo niższych, to dwa odrębne uniwersa. W elicie wszak co weekend poprzeczka wisi na najwyższym możliwym pułapie, a każdy po swojej stronie ma piłkarskie argumenty, aby wierzyć, że przy dobrym dniu jest w stanie pokonać aktualnego mistrza Ligi Fanów. Inauguracja sezonu wcale nie zwiastowała fajerwerków. Te, najwidoczniej, zostały pozostawione na później. Czy można to usprawiedliwić tym, że w obozie mistrzów pojawiły się też nowe twarze, które potrzebowały trochę czasu, aby się zaadoptować? Oddajmy głos samemu prezesowi. Michał Dryński "
Co do rundy jesiennej, to miałem przed nią duże obawy. Nie spodziewałbym się wręcz, że pójdzie nam aż tak dobrze. Po roszadach w naszej kadrze, przy absencjach kilku graczy oraz przy fuzjach pozostałych ekip, wydawało się, że będą popularne ciężary. Na szczęście Borys Ostapenko - nowy zawodnik w naszej ekipie - "z buta" wszedł do drużyny, stając się od razu jej jednym z liderów. To właśnie po jego postawie na początku sezonu uwierzyłem, że tu jest potencjał na taki właśnie wynik, jaki mamy. Dodatkowo wsparł nas Ilya Eliasz Radkiewicz, który co prawda potrzebował nieco więcej czasu, niż Borys, ale kiedy złapał z nami zgranie, zrozumiał, co i jak gramy, to wszedł on na świetny poziom, wydatnie pomagając nam w kręceniu wyników. Jedyną wadą nowych jest to, że jeszcze mnie nie wzięli na piwo, co jest bez wątpienia dużym minusem przy ich nazwiskach (śmiech)."
Nieco więc wymęczone zwycięstwo 4:3 nad beniaminkiem z pierwszej ligi, Lakoksy CF, było raptem rozgrzewką przed tym, co dopiero miało nadejść. Warto tu jednak dodać adnotacje, że team z Góry Kalwarii w przeszłości już ogrywał Gladiatorów, chociażby w turnieju, który organizowaliśmy w zeszłym roku i z tego, co wiemy, niezbyt Krokodyle "leżą" Gladiatorom, także rezultat tym bardziej należy uszanować, patrząc z perspektywy mistrzów Ligi Fanów. Nerwówka w tym spotkaniu była do końca, ale finalnie efekt był najważniejszy: pierwsze trzy punkty na koncie. Następne trzy kolejki, przynajmniej "czysto-wynikowo" były już adekwatne do tego, czego mogliśmy spodziewać się po Gladiatorach przed sezonem. Kolejno 9:4 z KSB Warszawa, poprawione 12:9 z Ogniem Bielany oraz zwieńczone 11:3 z TUR Ochota. Po pierwszym chwiejnym lądowaniu trzy kolejne próby były ustane na najwyższe możliwe noty, a bilans dwunastu na dwanaście punktów oraz plus osiemnaście w bramkach był w zgodzie z przedsezonowymi predykcjami. I choć w piątej serii gier przyszło mierzyć się z teoretycznie ekipą z dołu ligowej tabeli, bo z fuzją KS Browarek - Tanatos Warszawa, to oczywistym było, iż hybryda ta jednorazowo, odpowiednio zmobilizowana (a na Gladiatorów zbytnio mobilizować się nie trzeba - samo się robi) może kąsnąć każdego, niezależnie od pozycji. I tak też się stało. Mecz faktycznie był trudny, wymagający, ale – co już wiemy – koniec końców znów wygrany 5:3. I ten sam rezultat, 5:3, zdubolował się nam weekend później, ale! Ale co najważniejsze – przynajmniej patrząc z perspektywy Gladiatorów – to jest to, z kim się on powtórzył! Ostatnie lata wszak to nieustanna piłkarska batalia pomiędzy Eternis a Ochotą o szóstkowy prym w stolicy. Jak GWA Media na krótszym odcinku czasowym (turnieje) kosi hurtowo wszystko, jak leci, tak Ekstraklasa Ligi Fanów dla teamu Kamila Jurgi pozostaje Świętym, nieosiągalnym dotychczas, Graalem. Ale do tego jeszcze wrócimy. W każdym razie w kolejnej odsłonie spektaklu "za sześć punktów" lub roboczo tytułowanym "meczem o złoto" znów górą byli Gladiatorzy. Ostatnie mecze tych dwóch klubów w Lidze Fanów to: Gladiatorzy 5:3 (październik 2025), Gladiatorzy 5:4 (maj 2025), Ochota 6:3 (listopad 2024), Gladiatorzy 6:3 (czerwiec 2024) oraz remis 4:4 (październik 2023). Nie jest więc kontrowersją stwierdzenie, że w Lidze Fanów dotychczas Gladiatorzy są górą nad swoim najgroźniejszym oponentem. Mecz pomiędzy tymi dwoma ekipami śmiało i bez zbędnego patetyzmu, w ostatnich sezonach, można nazywać szlagierem i najbardziej prestiżowym meczem warszawskich szóstek. Zawsze gierki o dużym kontekście, ładunku emocjonalnym oraz znaczeniu dla końcowych układów sił. To zwycięstwo, obudowane dodatkowo wygraną z ukraińskimi Otamanami 11:4 (siódma kolejka) oraz Impulsem 14:5 (dziewiąta kolejka) sprawiło, że tegoroczna kampania rysowała się w idealnych barwach. Całości dzieła miał dopełnić ostatni, zaległy mecz. Mecz z – jak w przypadku GWA Media – nie byle kim. Bo z InPlusem Janka Skotnickiego. Nie tylko więc klasa rywala była alarmująca, ale i (a może przede wszystkim?) drugie dno. Nie jest przecież tajemnicą, że jeszcze rok temu Janek w barwach Gladiatorów był jedną z wiodących postaci, liderem. Jako że jednak postanowił Janek pójść w swój projekt, gra miała dodatkowy smaczek. I choć mecz był bardzo wyrównany, to nawet pomimo transferu z Łodzi (w tym spotkaniu, a w zasadzie dwóch, zagrał bramkarz Konrad Reszka, były reprezentant kraju, z drugiej jednak strony zabrakło lidera zespołu Janka Szulkowskiego) górą jednak byli bardziej doświadczeni koledzy z Eternis. A dla Gladiatorów wynik 5:3 był trzecim takowym uzyskanym na przestrzeni dziewięciu spotkań. No i stało się – dzięki wygranej w ostatniej serii gier, status ekipy niepokonanej został zachowany, a na sen zimowy można było się rozejść w kapitalnych humorach. Na koniec znów oddajmy głos kapitanowi, aby spuentował nam on pierwszy etap tegorocznej kampanii:
"rundę jesienną oceniam bardzo pozytywnie. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze. W przeszłości to rundy wiosenne miewaliśmy zawsze lepsze, często robiąc właśnie te dziewięć na dziewięć. Teraz handicap, który mamy, nie powiem, że nie jest przyjemny. Z drugiej strony musimy zachować czujność, każdy mecz z nami będzie traktował poważnie i jeszcze daleka droga do złota. Trzeciego z rzędu."
Mistrzostwo Polski, Puchar Polski, Złoto Socca Champions League i gdyby tylko był Puchar Galaktyki, to pewnie i on. Ale pierwsze miejsce Ligi Fanów nie, nie i jeszcze raz nie. Dotychczas, ten do granic możliwości utytułowany klub, próbował trzy razy. Nie udało się za żadnym razem. Dwa razy GWA Media Ochota skończyła na drugim miejscu, raz – w zeszłej kampanii – pierwszy raz opuściła podium, kończąc na czwartym. Zawsze tak blisko, a zarazem tak daleko. I teraz, po wygraniu przez wakacje wszystkiego, co się tylko dało, wydawało się, że klątwa zostanie przełamana. Że teraz, będąc w takim sztosie, dodając do tego zawirowania kadrowe mistrzowskich Gladiatorów, po prostu musi się udać. Tymczasem na półmetku, oczywiście jeszcze nie ogłosimy Eternis zwycięzcami, do tego jeszcze za daleka droga, ale na dziś prognozy są właśnie takie, że złoto Ligi Fanów znów Ochocie przejdzie koło nosa. Po raz czwarty. Rzecz jasna w obozie Ochoty nie ma mowy o "składaniu broni" i takim sceptyzmie. W tym celu przytoczymy fragment przeprowadzonej przez nas rozmowy z kapitanem zespołu, Kamilem Jurgą
"Czy wierzymy, że możemy jeszcze dopaść Gladiatorów? Tak, oczywiście, że tak. Mamy świadomość, że o złoto będzie niezwykle trudno, a Gladiatorzy zrobią wszystko, co w ich mocy, aby nie spaść z piedestału. To niezwykle wyrafinowana drużyna, która ma w swoim składzie wielu utalentowanych zawodników na czele z Borysem i Eliaszem. Potrafią grać swój futbol do bólu, czym odbierają rywalowi przyjemność z gry, aby na końcu zabić spotkanie kilkoma zdecydowanymi atakami. Ale Ochota jest złota - więc jak nie my, to kto?"
Wykorzystując okazję podpytaliśmy również czy ostatni brakujący skalp, jakim jest złoto Ligi Fanów, nie zaczyna powoli być frustrujący. Oto odpowiedź prezesa GWA Media Ochota. "Sytuację bezsprzecznie mogę porównać do historii Marvela. Jak Thanos jeździmy sobie po Polsce i Europie, aby zdobyć kolejne Kamienie Nieskończoności. No ale w naszej Rękawicy Nieskończoności brakuje jednego kamienia - pucharu za wygranie Ligi Fanów. I to jest nasza perła w koronie. Zbyt wiele lat gramy w Lidze Fanów (część naszych zawodników grała jeszcze w erze East Windu) i zbyt wiele razy musieliśmy obchodzić się smakiem triumfu, abyśmy teraz odpuścili. Nie gwarantuję, że zdobędziemy go w tym roku. Ale ten puchar wyląduje w naszej gablocie. Wcześniej jednak udamy się w honorowy przemarsz z tym pucharem z boiska na AWFie pod dom prezesa - i liczymy na ciepłe przywitanie." Po czym dodaje: "Pierwszy runda miała dla nas słodko-gorzki smak. Z jednej strony jesteśmy na drugim miejscu, ale paradoksalnie nie mamy z tego tytułu większych powodów do radości. Interesuje nas tylko i wyłącznie złoty medal, każdy inny jest dla nas porażką. Na szczęście przed nami cała rewanżowa runda, więc tabela może jeszcze ulec zmianie - z korzyścią dla nas... bądź i nie.".
Dla Ochoty sezon zaczął się jak u Alfreda Hitchcocka – od przysłowiowego trzęsienia ziemi. Już w pierwszej kolejce nie udało się zainkasować kompletu punktów. Co więcej, przez większość inauguracyjnej gierki z Tanatosem, to ci drudzy rozdawali karty. Finalnie z 0:2 do przerwy dla Tanatosu, GWA zdołało wyjść na 4:4 i pomimo utraty dwóch oczek, udało się nie zacząć kampanii 2025/26 od okrągłego i bolącego zera przypisanemu Ochocie, co trzeba było uznać za połowiczny sukces. Delikatny falstart? Z całą pewnością, bo potem aż sześć spotkań wygranych z rzędu! Na tę serię złożyło się kolejno TUR Ochota (6:3 – jakże wyjątkowo gorące były to derby!), Ogień Bielany (7:3), KSB Warszawa (9:2), FC Otamany (7:3), Impuls UA (6:3) oraz Lakoksy CF (8:2). Ósma kolejka, grana szesnastego listopada, z Gladiatorami, była meczem na przejęcie liderowania. Była to jednak próba, jak wiemy, nieudana. Wynik 3:5 sprawił, że nieomylna ekipa Gladiatorów zdołała odskoczyć na jeszcze większy dystans. Finalnie pięciu oczek. A to dlatego, że jedni, jak i drudzy swoje ostatnie kolejki wygrali. Gladiatorzy z InPlusem, a Ochota... także z InPlusem. Czy zniwelowanie pięciu punktów na wiosnę jest możliwe? Oczywiście! Co prawda zdobywca Socca Champions League uzależniony jest od reszty ligowej stawki, bez jej pomocy, nie ma szans na "mijankę". Jeśli GWA Media Ochota wygra wszystkie dziewięć na dziewięć meczów na wiosnę, to może okazać się to niewystarczającym wynikiem, o ile Gladiatorzy wygrają w rewanżowej rundzie osiem spotkań. Jak widać po jesieni, zawodnicy Michała Dryńskiego, mają prawo wierzyć i sądzić, że tak właśnie będzie. Z drugiej strony, kiedy w puli jest aż dwadzieścia siedem punktów do zgarnięcia, a po drodze tak dużo przeszkód, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że któregoś razu gdzieś tam noga się jednak powinie. I wówczas emocje rozpocznął się na nowo.
A my tam będziemy.
W dodatku ma przecież, kto dorzucić do pieca. Pierwszy przykład? Daleko nie trzeba szukać. InPlus & ALPAN to staro-nowy twór, którego aktualnie osobą wiodącą jest Janek Skotnicki, postać w warszawskich szóstek zdecydowanie nieanonimowa. Jeszcze rok temu wraz z Gladiatorami Janek podbijał polską scenę socca. Teraz przyszedł czas, aby pracować "na swoje". Skotiemu w nowym rozdaniu pomaga jego kompan, boiskowy i ten pozaboiskowy, Janek Szulkowski – patrząc i wnioskując tylko po samych liczbach to właśnie Szulkowski był bezapelacyjnym MVP rundy jesiennej w barwach "niebieskich". Autor aż czternastu goli oraz do tego trzech asyst, w tylko pięciu meczach. Duet JS rok temu napędzał machinę Gladiatorów, teraz próbując zwojować coś na własną modłę. Z pewnością dużą część warszawskiej społeczności piłki sześcioosobowej ciekawi dlaczego doszło do tego rozłamu. Cóż, gdzie pytać, jak nie u samego źródła? My to zrobiliśmy, oddajemy majka, Jan Skotnicki:
"Jeśli chodzi o powody odejścia, to było ich parę, ale głównym powodem było wypalenie. A jednak, jeśli coś robisz tylko i wyłącznie z pasji, to powinno Ci dawać przede wszystkim radość — mi nie dawało, więc zrezygnowałem. Finalnie, podejmując tę decyzję, byłem pewny, że zrobię sobie po prostu przerwę od szóstek. Wyszło inaczej, ale samej decyzji nie żałuję. Dzięki tej decyzji, szczerze mówiąc, wróciło mi trochę fanu, który gdzieś tam zatraciłem, więc chyba mogę powiedzieć, że jestem zadowolony. Natomiast strasznie bałem się frekwencji, dlatego nie wiedziałem, jak to będzie wyglądać, i nie wizualizowałem sobie tego. Finalnie nie wyszło jakoś źle. Dalej do dobrej frekwencji daleko, bo nie mieliśmy chyba dwóch meczów, w których zagraliśmy takim samym zestawieniem, ale też wiem, że jesteśmy dużo starsi i ciężko sobie co tydzień ten czas tak zagospodarować, tym bardziej jeśli się już tym nie żyje tak, jak kiedyś. Natomiast myślę, że na wiosnę to też się poprawi, bo do gry wraca chociażby Piotrek Branicki (pzdr ojciec!). Jak oceniam rundę jesienną? Mam mieszane odczucia, bo z jednej strony naszym celem na ten sezon jest po prostu ogranie się i zdobycie miejsca dającego przepustkę na eliminacje MP, a z drugiej strony potraciliśmy kilka głupich punktów i zwyczajnie ich szkoda. Natomiast, jeśli miałbym ocenić rundę w skali 1–10, dałbym solidne 6.
" W założeniu połączenie InPlus Pojemnej Haliny wraz z ALPANEM, to kolejna fuzja w Ekstraklasie po połączeniu Tanatosa z Browarkiem. W istocie jednak z starej paczki ALPANU na jesieni mieliśmy raptem jeden występ bramkarza Piotra Kozy i... i to na tyle. Dlatego trudno obecny projekt utożsamiać z byłą drużyną ALPANU. Jak więc wyglądał obecny sezon dla InPlusu idąc chronologicznie? Na pewno start był daleki od ideału. Tym bardziej patrząc z perspektywy czasu i miejsca, które finalnie zajął TUR. Bo właśnie w pierwszej kolejce trzeba było uznać wyższość ekipy z Ochoty, a 3:5 już na "dzień dobry" mocno skomplikowało sytuację teamu Janka. Na szczęście ten lodowaty, wrześniowy prysznic na InPlus podziała jak należy, mobilizująco i nomen omen dał nowy, potrzebny impuls. Cztery następne kolejki to dwanaście uzyskanych punktów, czyli komplet. Owszem, dwa mecze poszły "na żyletki", bo zarówno z Lakoksami, jak i Ogniem Bielany udało się zwyciężyć skromnym 6:5, ale z perspektywy czasu – kto będzie o tym pamiętał? Do tego doszły dwie przekonywujące wygrane, pierwsza z Tanatosem Browarek aż 12:4, druga z Impulsem 10:3. Tym samym po piątej serii gier InPlus & ALPAN miał na swoim koncie dwanaście oczek i świetne perspektywy nawet w kontekście walki o tytuł mistrzowski. Wszak mecze z głównymi kontrkandydatami mieli mieć dopiero przed sobą. I może inny byłby ich wydźwięk gdyby nie niespodziewana wtopa w szóstej serii gier, kiedy trzeba było przełknąć gorzką pigułkę goryczy autorstwa KSB Warszawa. Mimo prowadzenia 4:3 do przerwy, team Michała Tarczyńskiego zdołał odwrócić losy meczu i tym samym "niebiescy" po raz drugi w tej kampanii zostali ograbieni z punktów. Kiedy powyżej Janek mówił o głupio utraconych punktach, obstawiamy, że miał na myśli choćby właśnie te. Natomiast tydzień później punkty na konto ekipy Skotnickiego wleciały bez wychodzenia na plac boju, gdyż Otamany oddały ten mecz walkowerem. Z dwoma więc porażkami na koncie InPlus wszedł w decydujący dwumecz, który miał zostać rozegrany 23 listopada w ramach podwójnej kolejki. Rywale? Coś tam grający, bo wpierw GWA Media Ochota, laureat potrójnej złotej korony z wakacji, a następnie Gladiatorzy Eternis, mistrz z lat 2024 i 2025. Poprzeczka wisiała więc niebotycznie wysoko i została... nienaruszona. W pierwszym, jak i drugim starciu nowopowstała paczka musiała uznać wyższość starych, doświadczonych wyjadaczy. Nie pomógł nawet sprowadzony z Łodzi, specjalnie na tę okazję, Konrad Reszka. InPuls tym dwumeczem mógł jeszcze w sposób diametralny wywrócić cały układ sił i na nowo włączyć się w walkę o mistrzostwo dzierżąc w rękach karty przetargowe. W wyniku jednak dwóch porażek na zwieńczenie rundy, a do tego dodając wpadki z TUR Ochota oraz KSB Warszawa, ich sytuacja przy tym pokerowym stole wydaje się obecnie całkowita zamknięta. Maksem, o który teraz mogą walczyć "niebiescy" wydaje się ligowe podium, co zważywszy na falstart w sezon oraz problemy kadrowe, byłoby i tak nielada sukcesem.
Ale co na to konkurenci?
ŚRODEK
W teorii czwarte, aw praktyce – uwzględniając mecz bezpośredni – trzecie KSB Warszawa to jedno z największych pozytywnych zaskoczeń rundy jesiennej Ligi Fanów. Dzięki zwycięstwu nad Tanatosem (9:5), TURem (7:4), Lakoksami (8:6), InPlusem (8:6) oraz Ogniem Bielany (9:8) mając piętnaście oczek na swoim koncie dumnie zajmują lokatę w górnej części tabeli. Miejsce na półmetku jest tym większym oddechem ulgi dla sympatyków tego klubu, albowiem początek kampanii 2025/26 przecież ułożył się dla nich – łagodnie mówiąc – nienajlepiej. Pierwsze cztery mecze? Na dwanaście punktów tylko trzy oczka i ponure perspektywy, nawet degradacji. Warto tu jednak dodać gwiazdkę, iż w tym okresie rozegrali spotkania z Gladiatorami Eternis oraz GWA Media Ochota, co diametralnie zmienia perspektywę postrzegania tego dorobku (a w zasadzie jego braku) oraz zmienia pryzmat startu w sezon. Biorąc pod uwagę z kim się mierzyli można być bardziej wyrozumiałym oprócz... oprócz jednego, pierwszego meczu. Ten – chyba zgodnie cały obóz KSB przyzna rację – był absolutnie tragiczny. Mowa o inauguracyjnym spotkaniu z ukraińskim Impulsem, w którym zawodnikom dowodzonym z boiska przez Maćka Grabickiego nie wychodziło absolutnie nic, a za piłką biegali dosłownie, jak dzieci we mgle. Po omacku i na "czuja". 1:8 mówi zresztą wszystko. Zostawmy jednak ten pierwszy, ciężki dla KSB segment, a skupmy się na tym, co było później. Wszystko zaczęło się od zwycięstwa 7:4 nad TURem Ochota. To pozwoliło uwierzyć. Następnie pojedynek, który w przeszłości mieliśmy przyjemność oglądać już nieraz, czyli starcie z Krokodylami z Góry Kalwarii. CF Lakoksy KSB Warszawa leżą, aż miło i tak też było tym razem. Wygrana 8:6 zaczęła stawiać "białych"" w kontekście poważnego kandydata do miejsca w TOP5, a trzecie zwycięstwo z rzędu, znów 8:6, tylko tym razem z InPlusem jeszcze bardziej te marzenia o topowej piątce (a nawet i podium!) podsyciło. Mało? To jeśli wcześniej mówiliśmy o walce o TOP5, tak po wygranej w zwariowanym meczu 9:8 z Ogniem Bielany aspiracje zrobiły się – dosłownie – na medal! Nie dziwota, kiedy wygrywasz w elicie aż cztery spotkania z rzędu masz prawo wierzyć w spuentowanie sezonu miejscem na podium. Cóż, w literaturze, jak i muzyce, mamy coś takiego jak pojęcie klamry kompozycyjnej. I tak też było w przypadku KSB Warszawa. Ich klamra okazała się mieć przykre odcienie żółto-niebieskie, a dobrze wiemy, jakiego narodu są to barwy. Aktualny mistrz pierwszej dywizji Ligi Fanów wszak zaczął od lania 1:8 z ukraińskim Impulsem, a zakończył od niemniej przykrej, acz trochę bardziej zrozumiałej, porażki 7:10 także z ukraińskimi, tym razem FC Otamanami. Wiadomo czym po czym. Dobra, a jeśli nie do końca wiadomo, to mokrą szmatą po łbie – chyba gracze tego klubu także tak interpretują to spotkanie, a na dosadne określenie, się nie obrażą. Lodowaty prysznic i lekkie ostudzenie zapędów w boju o medale przyszedł w ostatnim możliwym momencie. Oczywiście ku niemu (podium) wciąż blisko, wręcz na wyciągnięcie ręki, ale tak samo jak blisko ku temu, tak samo blisko jest peleton goniący. I o tym banda Tarczyńskiego nie może zapomnieć...
Pościg otwiera Ogień Bielany. Największa sensacja ubiegłorocznej kampanii. Jasnym było, że zmiana barw przez czołowego gracza tego klubu, Kacpra Cetlina, do bezpośredniego konkurenta będzie dużą wyrwą, trudną do szybkiego zasypania, ale długo wydawało się, że siłą rozpędu chłopaki z Bielan nadal potrafią bić się o czołowe miejsca. Do piątego października Ogień był bezbłędny, a sześć punktów zainkasowane na Otamanach (10:7) oraz ukraińskim Impulsie (7:5) robiły pozytywne wrażenie. Podobnie jak KSB Warszawa, tak i Ogień w pierwszych czterech seriach gier podejmował piekielnie (notabene) silny duet Ochota-Gladiatorzy i podobnie jak KSB Ogień nie zdołał przełamać duopolu bardziej utytułowanych ekip. Sprawę tym bardziej komplikował fakt, iż w piątej serii gier trzeba było uznać wyższość InPlusu, który po emocjonującym boju ograł ekipę Janka Napiórkowskiego 6:5. Dla aktualnych brązowych medalistów Ekstraklasy odwilż punktowa nadeszła na szczęście szybko. Bo w szóstej kolejce "Ogniści" powrócili na zwycięski szlak, ogrywając Lakoksy 8:5, by... szybko się z owego szlaku ulotnić. Siódma i ósma seria gier to dwa zera, które w jakimś sensie "położyły" sezon ekipie Ognia Bielany. Maks, jaki są aktualnie wyciągnąć, to obrona trzeciego miejsca, ale i o to będzie szalenie trudno. Chętnych na pudło jest sporo, a miejsce tylko jedno. Czy padnie ono łupem ubiegłorocznej rewelacji? Ostatni mecz i pewne, przekonywujące zwycięstwo 11:5 nad TURem Ochota nakazuje wierzyć zawodnikom tego klubu, jak i im fanom, że tak. Pojawiło się więc światełko w tunelu i tylko pozostaje kwestia tego, czy ku niemu, wciąż aktualni brązowi medaliści, będą zmierzać także na wiosnę.
Naszym zdaniem mimo że aktualnie FC Otamany zajmują dość odległe szóste miejsce, to są oni jednym z najpoważniejszych kandydatów do... podium! Taka teza może urazić powyższe trio InPlus, KSB i Ogień, ale patrząc na ostatnią dyspozycję ekipy Olega Bortnyka w Lidze Bemowskiej mamy wrażenie, że ta paczka przeżywa renesans formy. Warto też do tego dodać, że "żółto-niebiescy" mieli potężny kryzys kadrowy na samym początku kampanii, który poskutkował... degradacją do pierwszej ligi, by... po weekendzie została ona cofnięta. Przy Otamanach widnieje 7:10 za pierwszą kolejkę w starciu z Ogniem Bielany, ale prawda jest taka, że to nie Otamany grały ten mecz, a FC Łowcy, którzy przejęli ich slot, by następnie... oddać go z powrotem. Team Bortnyka w pierwszej lidze zarobił trzy punkty na UEFIE Mafii Ursynów, ale po powrocie do elity musiał przejąć przykrą schedę po Łowcach i wypić piwa, którego sobie sami (wraz z Łowcami) nawarzyli oddając miejsce w elicie. Ten organizacyjny zamęt fatalnie podziałał na ten klub, gdyż w następnej, drugiej serii gier, tym razem już w Ekstraklasie, ulegli aż 6:17 debiutującym Lakoksom. Wydawało się więc, że już na starcie sezon został całkowicie stracony. Wtem jednak żółto-niebiescy pokazali lwi pazur i kawał charakteru w wielkim stylu wracając do gry o coś więcej, aniżeli tylko bitwę o utrzymanie. Trzy następne mecze to bowiem trzy zwycięstwa z rzędu, po kolei z TURem (4:2), Impulsem (3:2) i Tanatosem (5:4). Jak więc widać, każdy mecz był trudny, wyrównany, ale cechował je wspólny, przyjemny mianownik: trzy punkty. Aby jednak nie było tak dobrze, w szóstej i siódmej kolejce przyszło to, co dla większości w Ekstraklasie jest niemal równoznaczne z wyrokiem punktowej absencji. Mianowicie meczem z duopolem hegemonów złożonym z graczy GWA Media Ochota i Gladiatorów Eternis. Efekt? Zero punktów i wybicie z rytmu. Do tego stopnia, że w przedostatniej kolejce Otamany oddały walkower InPlusowi. Tym samym w ostatnim meczu jesieni na szali została postawiona cała kampania 2025/26. Przegrana w meczu z KSB Warszawa oznaczałaby, że Otamany zamknął sobie temat podium w tym sezonie. Tak się jednak nie stało, a paczka Bortnyka i Dmytro znów pokazała charakter. 10:7 kończące jesień, bardzo dobra forma zimą w Lidze Bemowskiej i tylko cztery oczka straty do podium – to spokojnie da się jeszcze odkręcić na wiosnę. Czy tak będzie? To już tylko czas jest w stanie zweryfikować. Nas jednakowoż na pewno to zmartwychwstanie FCO bardzo ucieszyło, bo podniesie to tylko dramaturgii losom Ekstraklasy. Warto dodać, że na boiskach Ekstraklasy Otamany przegrały tylko trzy razy, to mniej niż trzeci InPlus.
Jednym z największych rozczarowań rundy jesiennej został KS Tanatos Browarek, ale tylko dlatego, bo po tej paczce (a właściwie dwóch połączonej w jedną) spodziewaliśmy się o wiele, wiele więcej. KSTB miało być realnym zagrożeniem dla duopolu wiodącego, kimś kto ma "papiery" na przełamanie hegemonii. W teorii skład wydawał się na medal, a w praktyce siedemnaście punktów przeszło bokiem grzebiąc marzenia o mistrzowie. Po pierwszej rundzie perspektywy nie malują się w okazałych barwach. Na całe szczęście dla hybrydy Tanatosu z Browarkiem reszta ligowej stawki solidarnie postanowiła również hurtowo potracić punkty, dzięki czemu wrota na podium, na to ostatnie wolne miejsce, nie zostały jeszcze zamknięte. Właściwie to nawet i "przymknięte". Walka będzie więc wyjątkowo ciekawa, gdyż na metrażu ultraciasnym, sześciopunktowym, mniejszym więc niż najmniejsze warszawskie kawalerki, ulokowanych jest aż siedem ekip! Począwszy od aktualnie trzeciego InPlusu (15 punktów) aż po dziewiąty Impuls (9 punktów), dlatego kombinacji w tym zestawie możemy mieć jeszcze od groma, bez końca. Oczywiście niektóre teamy mają zasłużony handicap i właśnie w tym też problem, że KS Browarek do tego grona nie należy. To oni muszą gonić, a nie są gonieni. Pięć oczek straty, przy tym potencjale, który mają, owszem szybko może zostać zniwelowany, ale i – co gorsze – także szybko pogłębiony. Spore znaczenie może mieć wiosenny terminarz. Dla "złotych" ważne będzie aby w rundę rewanżową wejść z ambicją i nową energią. W innym razie marzenia o medalu za najwyższą klasę rozgrywkową szybko mogą okazać się co najwyżej mrzonkami. A jak wynikowo się to układało dla ekipy Michała Sobieralskiego i Eryka Kopczyńskiego idąc po kolei? Zaczęło się od bardzo pozytywnego 4:4 z GWA Media Ochota, które zwiastowało to, czego mogliśmy i mieliśmy prawo oczekiwać, jeszcze przed startem rundy. To Ochota w tym meczu musiała gonić Tanatos, który nadawał rytmu temu tańcu. Finalny podział punktów był więc gorzko-słodki. Z jednej strony gracze tego teamu zasługiwali na komplet punktów, z drugiej jednak strony ten rezultat, jak się z czasem okazało, był i tak tym jednym z lepszych podczas tegorocznej kampanii. Wielkie rozczarowanie przyszło jednak tydzień później. 5:9 z beniaminkiem KSB Warszawa bardzo skomplikował marsz po medal. Z perspektywy "złocistych" ten mecz z pewnością miał być formalnością i podtrzymaniem pozytywnego wrażenia po pierwszej kolejce, a koniec końców okazał się czymś zgoła odmiennym. Mianowicie slalomem między frustracją a bezsilnością. Na szczęście dla nich w trzeciej kolejce udało się po raz pierwszy w sezonie 2025/26 odnieść zwycięstwo, ogrywając ukraiński Impuls po zaciętym spotkaniu 4:3. KSTB miotał się początkowo z formą, więc odpowiedź na to, w którą stronę to zmierza mieliśmy poznać na przełomie października z listopadem. I został to niestety – patrząc z ich perspektywy – test oblany. Trzy porażki z rzędu, zaczynając od 4:12 z InPlusem, przez 4:5 z Otamanami i kończąc na 3:5 z Gladiatorami postawiły Tanatos pod ścianą. W trzech ostatnich kolejkach aby realnie wrócić do gry o najwyższe cele trzeba było uzyskać full punktów i... i prawie się ta sztuka im udała! Pary starczyło jednak tylko na Ogień Bielany (9:5) i TUR (6:5). W ostatniej kolejce paliwa w baku brakło a 7:9 znów mocno pokrzyżowało plany na wielki powrót do gry o podium. Finalna strata pięciu punktów jest realną szansą na "remontadę", ale kluczowy w tym aspekcie będzie początkowy okres po wróceniu do gry. Nie za bardzo jest już miejsce na tracenie punktów, a każdorazowa taka wpadka może definitywnie pogrzebać i tak ledwo się tlące szanse KSTB na podium.
DÓŁ
Mimo, że Lakoksy CF dopiero zadebiutowały w najwyższej klasie rozgrywkowej, to ich gra od początku budziła podziw, a proces aklimatyzacyjny został przerobiony w trybie przełamującej błyskawicy. Czy z perspektywy czasu można określić, że były to jednak tylko złego miłe początki? Mimo wszystko, jako że Krokodyle są beniaminkiem, byłby to chyba zbyt surowa ocena. Wszak miejsce dumą faktycznie może i nie napawa, ale warto na to spojrzeć ciut szerzej. Bowiem z jednej strony możemy przypisać ekipie Bartka Królaka miano teamu ze strefy spadkowej, ale druga strona medalu jest taka, że – o ironio – do właśnie tego medalu tracą zaledwie sześć oczek. Sześć punktów w kontekście dwudziestu siedem, które "leżą jeszcze na stole" gotowe do podniesienia jest właściwie niczym. Wszystko więc jest jak najbardziej możliwe. Wróćmy do poszczególnych meczów i przejdźmy przez to po kolei, odtwarzając wspólnie tę trajektorię po upragnionej elicie przez Lakoksy. Zaczęło się od kapitalnej walki z mistrzowskim Eternis, która finalnie została minimalnie przegrana 3:4. Taka samo zresztą było w trzeciej serii gier z bardzo silnym InPlusem ALPAN, gdzie remis był "o włos" – skończyło się na 5:6. Na szczęście mecze między jednymi, a drugimi dzieliła deklasacja Otamanów, a rezultat 17:6 odbił się miłym echem po warszawskiej mapie szóstek. Co więcej i czwartej serii gier, grając na TUR Ochota, udało się uzyskać komplet punktów, dzięki wygranej 7:4. Dobra passa poszła jednak w niepamięć, kiedy w piątej, szóstej, siódmej oraz ósmej kolejce trzeba było uznać wpierw wyższość Ognia Bielany (5:8), a następnie KSB Warszawa (6:8), GWA Media Ochota (2:8) i Impulsu UA (4:7). Po czterech porażkach z rzędu, kiedy ciosy wydawało się spadają jak grom z jasnego nieba dosłownie zewsząd w końcu udało się odzyskać rezon, wyjść z zamroczenia i wyprowadzić dobrą kontrę, ogrywając Tanatos 9:7, podłączyć się na nowo pod aparaturę z wielkim, świecącym napisem "podium". Brzmi abstrakcyjnie? Cóż, jako że Lakoksy są w spadkowej może trochę i tak, ale tu naprawdę wszystko może pójść w różne strony, a taki scenariusz wcale nie byłby rozpatrywany w kategoriach sci-fi.
I dokładnie to samo nastawienie może przyświecać graczom ukraińskiego Impulsu. Jasne, do czerwcowego zimnego piwa i medalu na szyi, droga daleka, wyboista, ale kto zabroni marzyć? To sześć oczek. Teoretycznie – dwa mecze. Sęk jednakowoż w tym, że punktów straty do brązowych medali jest dokładnie tyle, ile rywali przed Impulsem, mianowicie właśnie sześć: InPlus, KSB, Ogień, Otamany, Tanatos i Lakoksy. Trzeba więc liczyć nie tylko na siebie, ale i w jakimś sensie na rywali. Dla beniaminka w Ekstraklasie (ale powracającego elity, a nie w niej debiutującego) sezon rozpoczął się wręcz nie-sa-mo-wicie, bo od totalnego pogromu KSB Warszawa 8:1. Wydawało się, iż po takim starcie i przywitaniu z kampanią, "różowi" pójdą za ciosem. Nic z tych rzeczy. Kolejki dwa, trzy, cztery, pięć oraz sześć to niestety – patrząc z perspektywy ukraińskiego klubu – aż pięć porażek z rzędu! Wszystko zaczęło się od 5:7 z Ogniem Bielany, następnie było przykre, bo po walce 3:4 z Tanatosem. Trzy kolejne ciosy, to znów "na żyletki" tym razem z rodakami z Ukrainy Otamanami 2:3, a potem 3:10 z InPlusem oraz 3:6 z GWA Media Ochota. Przełamanie przyszło w siódmej serii gier, kiedy udało się pokonać dołującego TUR Ochota 8:4, a kiedy gracze Impulsu UA złapali fale, zdołali na jej wysokości wlecieć w Krokodyle na pełnej, pokonując Lakoksy wynikiem 7:4. Na ich nieszczęście ostatnia kolejka miała być na absolutnego kozaka, liderującego kolosa sygnującego się jako Gladiatorzy Eternis. Sensacji nie było, ekipa Michała Dryńskiego ograła beniaminka rezultatem 14:5. Mimo wszystko końcówka rundy była udana i mamy nadzieję, że tchnęła nową energię w akumulatory graczy Impulsu. Wierzymy że to doda im... impulsu i na wiosnę wrócą do nas odmienieni i rozpromienieni.
Czy i w takich samych nastrojach wrócą gracze TUR Ochota? A wiecie co, my wiemy że tak! Sytuacja ligowa dobrze wiemy jak jest. Cudu, cóż, z dużą dozą prawdopodobieństwa, tym razem nie będzie. Najbardziej zasłużony gigant Ligi Fanów będzie musiał po dwóch dekadach gry w elicie w końcu skapitulować. Osiem porażek z rzędu, między drugą a dziewiątą serią gier mówią jasno, jaki jest kurs. My jednak wierzymy, że klub założony w 1967 roku wróci na wiosnę do nas z uśmiechem na twarzy, bo w ich przypadku już bardziej niż o stresowanie się kolejnymi punktami, chodzi o sam czysty fun z piłki. Przynajmniej taką mamy nadzieję. Ciśnienia będzie mniej, młodzież dalej będzie wdrażać się w struktury drużyny, a i koleiny które zostaną wylane na wiosnę mogą mieć kluczowy wpływ w kontekście ukształtowania przyszłości tych młodych chłopaków w TURze. To wbrew pozoru będzie bardzo ważny okres dla tej legendarnej paczki. Z Ekstraklasowej karuzeli spadek zostanie zaliczony, ale misją jest, aby ten przeskok był w miarę łagodny. Oczywiście, nikt nie zabroni marzyć, co chodzi o nagły zwrot akcji i utrzymanie. To przecież niby tylko siedem oczek, ale... no... patrząc na tę serię czerwonych kółek w październiku i listopadzie trudno wieszczyć nagły progres i tak samo nagły regres konkurentów w walce o byt. A wszystko przecież zaczęło się tak fenomenalnie, bo od sporego kalibru niespodzianki na "dzień dobry", kiedy TUR Ochota ograł InPlus & ALPAN 5:3. Któż wtedy mógł przypuszczać że będzie to ostatni punkt, nie mówiąc już o trzech, który zasili konto tej niebywałej paczki. TUR to honorowa ekipa, dlatego wiemy że godnie zaprezentują się na wiosnę, a jeśli spadną, to zachowując przy tym "twarz", a nie "potwarz".

Ciekawą sytuację mamy w klasyfikacjach indywidualnych, gdyż warto zauważyć, że w pierwszych trzech kategoriach, nie licząc Damian Górki, nie mamy przedstawicieli czołowych ekip. Jest to podyktowane tym, że zarówno u Gladiatorów, jak i u GWA Media siła rażenia jest rozłożona na kilku liderów. Inaczej sprawa się ma w ekipach ze środka tabeli bądź z dołu. Z pewnością po rundzie jesiennej na duże słowa uznania zasługuje Andrzej Czerw, który przewodzi w trzech pierwszych kategoriach. Nawet jeśli duży wpływ na to miało nabicie aż 9 goli oraz 4 asyst w starciu z Otamanami (wynik 17:6), to nie zmienia to faktu, że całościowo Andrzej swoją dobrą postawą zasłużył na rankingowy piedestał. Zawodnika kręcącego się bardziej bliżej kadry EMF będzie deptał zawodnik kręcący się przy kadrze Socca, czyli bardzo dobrze znany w środowisku szóstek, Maciek Grabicki. Wszędzie jego strata wydaje się potencjalnie szybka do zniwelowania. Na MVP sezonu na tę chwilę wyrasta Bartek Gwóźdź i jest to kandydatura z całą pewnością adekwatna. Warto chociażby przypomnieć, kto w pierwszym z dwóch "meczów sezonu" był najjaśniejszą gwiazdą. A był nią, rzecz jasna, właśnie goalkeeper Gladiatorów, który w ostatnim czasie poczynił niesłychany progres, który ma odzwierciedlenie w liczbach oraz statuetkach.
WYRÓŻNIENIA INDYWIDUALNE
TOP5 STRZELCÓW
- 1Andrzej Czerw (Lakoksy CF) – 17 goli
- Maciej Grabicki (KSB Warszawa) – 16 goli
- Mateusz Michalski (Ogień Bielany) – 15 goli
- Jan Szulkowski (InPlus & ALPAN) – 14 goli
- Damian Górka (Gladiatorzy Eternis) – 13 goli
TOP5 ASYSTENTÓW
- Andrzej Czerw (Lakoksy CF) – 13 asyst
- Maciej Grabicki (KSB Warszawa) – 11 asyst
- Borys Ostapenko (Gladiatorzy Eternis) – 9 asyst
- Roman Sołtys (Impuls UA) – 9 asyst
- Mateusz Michalski (Ogień Bielany) – 9 asyst
- Andrzej Skorupa (Ogień Bielany) – 9 asyst
TOP5 KANADYJCZYK
- Andrzej Czerw (Lakoksy CF) – 30 punktów
- Maciek Grabicki (KSB Warszawa) – 27 punktów
- Mateusz Michalski (Ogień Bielany) – 24 punktów
- Damian Górka (Gladiatorzy Eternis) – 20 punktów
- Borys Ostapenko (Gladiatorzy Eternis) – 20 punktów

TOP5 MVP
- Bartek Gwóźdź (Gladiatorzy Eternis) – 33 punkty
- Maciej Grabicki (KSB Warszawa) – 29 punktów
- Jan Grzybowski (GWA Media Ochota) – 28 punktów
- Andrzej Czerw (Lakoksy CF) – 28 punktów
- Borys Ostapenko (Gladiatorzy Eternis) – 25 punktów
TOP5 BRAMKARZE
- Bartosz Kaput (InPlus & ALPAN) – 1.20
- Mateusz Łysik (GWA Media Ochota) – 0.88
- Bartek Gwóźdź (Gladiatorzy Eternis) – 0.57
- Yevhenii Kost (FC Otamany) – 0.36
- Krzysztof Jabłoński (GWA Media Ochota) – 0.35
PREDYKCJE (EKSTRAKLASA)
Podział klaruje się następujący. O mistrzostwo zagrają Gladiatorzy Eternis, którzy spróbują dokonać tego po raz trzeci oraz GWA Media Ochota, którzy spróbują dokonać tego po raz pierwszy. Handicap tych pierwszych oraz historia ostatnich sezonów nakazuje postawić na zespół Michała Dryńskiego, ale wierzymy że Kamil Jurga oraz Krystian Nowakowski będą walczyć do końca. O podium z kolei zagra aż siedem ekip, a nawet dwa teamy ze strefy spadkowej, to jest Lakoksy CF oraz Impuls UA mają szansę na napisanie niebywałej historii. Widmo degradacji nad drużyną TUR Ochota utrzyma się z pewnością przez dłuższy czas, a i niewykluczone, wręcz bardzo prawdopodobne, iż ów widmo nie odpuści ich aż do końca.






