FC ŁOWCY Z PUCHAREM LIGI FANÓW 2026!
Niczym w trwających właśnie mistrzostwach świata w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych oraz Meksyku, tak i u nas, na naszym lokalnym AWFie, co chwilę podczas niedzielnych zmagań dostawaliśmy komunikat o możliwej przerwie spowodowanej gwałtownym pogorszeniem warunków atmosferycznych. Konferansjer Łuki, jak zapętloną wkoło mantrę wygłaszał formułę, by w razie zbliżającej się burzy natychmiastowo przerwać grę i ze względu na bezpieczeństwo schować się przeczekując najgorsze. Finalnie na szczęście jednak takiej potrzeby nie było, ale buchająca duchota oraz niemiłosierny gorąc i tak dawał się we znaki aż zanadto. Na szczęście z pomocą przychodziła ekipa RedBulla, która za free rozdawała swoje chłodne napoje, studząc rozgrzane głowy zawodników. Dodatkowo Panda, która stała nieopodal obiektu, serwując mroźne trunki czy cień, który otula orliki przy Marymonckiej dzięki swojemu unikalnemu, leśnemu anturażowi, także przeciwdział temperaturze, która mocno dawała się we znaki. Może, cytując klasyka nie "niedziela godzina siedemnasta pełne słońce grać się nie da", ale równie jak na naszą polską aurę dość tropikalne warunki, gdzie to człowiek nie zdąży raz się porządnie obrócić przez ramię i już cały mokry. W takich właśnie okolicznościach 80 ekip stanęło w bój o pierwszy poważny puchar tego lata – Superbet CUP 2026. Nie przedłużając, bo trochę tego przed nami, zapraszamy na relację z tego – dosłownie – jakże gorącego wydarzenia, gdzie wszystko zaczęło się chwilę przed godziną ósmą 21 czerwca...
Wyniki Turnieju
https://ligafanow.pl/puchar/live
Galeria zdjęć
https://ligafanow.pl/Fotorelacja
Video VEO
https://ligafanow.pl/waw/PLF2026_VEO
Grupa A
Jeślimyśleć o awansie do Fazy Pucharowej, to umówmy się, że właśnie z takiej grupy, gdzie najwyżej sklasyfikowaną ekipą był mistrz ósmej dywizji Q-Ice Warszawa. Skład tego zestawienia uzupełniały teamy z trzynastej, piętnastej, szesnastej oraz ponownie – z ósmej dywizji – tylko tym razem nie mistrz, a wicemistrz. Ale o to właśnie chodzi w tym evencie. Szanse mają mieć wszyscy, a podział na koszyki i rozstawienie tym razem nie jest brany pod uwagę. Zespoły z niższych lig niemal z urzędu byłyby skazane na pożarcie przez drużyny z Ekstraklasy, pierwszej czy drugiej ligi. A tak, dzięki totalnej losowości była sposobność, aby złożyć zestaw gdzie mediana lig kręci się w okolicach jedenastej, może dwunastej dywizji. Bezapelacyjnie faworytem takiego zestawu był złoty Q-Ice. Nie tylko dlatego, iż podopieczni Łukasza są świeżo upieczonymi mistrzami swojej dywizji, ale głównie dlatego, że ich potencjał sięga znacznie wyżej, aniżeli lig niższych. I tę różnicę faktycznie oddał plac gry. Pierwsze dwa mecze to sześć punktów i siedem na plusie w bilansie goli. Urwać punkty zdołał jedynie "stary znajomy" z ósmej ligi, czyli Force Fusion, ale co chodzi o ten team był to jedyny pozytywny akcent tego dnia. O ironio wtedy, kiedy był najmniej oczekiwany. Team Łukasza Mroza po podziale punktów z FF szybko jednak powrócił na zwycięski szlak puentując swoją dominację dziesięcioma oczkami na koncie i pewnym pierwszym miejscem. Tu obyło się bez sensacji, ciekawiej natomiast miało być za ich plecami, gdzie w grze o awans realnie zamieszane były... wszystkie drużyny! Finalnie promocje dalej wyszarpał sobie PPKS, który w decydującym starciu pokonał Zielonych 1:0. Tym samym rezultatem Tornado poczęstowało Force Fusion i jeśli chodzi o zdobycze punktowe... to by było na tyle. Może więc wbrew swojej nazwie, nie jak tornado, a bardziej jak łagodny wiosenny powiew świeżości PPKS wdarł się do Fazy Pucharowej, co było już nielada sukcesem dla tego klubu z ostatniej szesnastej dywizji. Co prawda gdyby Green Team ograło w ostatniej kolejce Q-Ice to jeszcze byśmy mieli piękny comeback, ale porażka 0:4 nie pozostawiła złudzeń. Zespół Zielonych tym samym zakończył grę z czterema punktami, czyli dokładnie tak samo, jak team Nieuchwytnych. I tu mieliśmy prawdziwy kocioł emocji, bo gdyby zespół Marka zdobył jedną jedyną bramkę w ostatnim meczu z Force Fusion to właśnie oni świętowaliby awans do dalszej fazy, gdyż w bezpośrednim meczu byli lepsi od PPKS Tornado (2:0). Bramka Force Fusion pozostała jednak zaczarowana, a z dużej chmury, dużych nadziei, spadł mały deszcz, który te nadzieję ukrucił. Warto jednak mieć na uwadze, iż było dosłownie na żyletki i o takie emocje właśnie nam chodziło!

Grupa B
Podobną historię do tej z grupy poprzedniej mieliśmy i w tym zestawieniu, gdzie najwyżej sklasyfikowana drużyna nie była powyżej szóstej dywizji. W odróżnieniu jednak od grupy A, gdzie mieliśmy zespoły z ósmej, dwunastej, trzynastej, piętnastej i szesnastej ligi, tu średnia ligowa, tak to określmy, była jednak znacznie wyższa, ale na całe szczęście – równie wyrównana. Jedynie Rzeźnia Marki były w teorii z "ogonów Ligi Fanów". Słowo w teorii jest jednak kluczem, gdyż w praktyce siła gry tego teamu jest wyżej, aniżeli szesnasta, weryfikacyjna liga. Przekonała się o tym Rodzina Soprano, która dała się niemiło zaskoczyć gościom z Markom już w pierwszej serii gier przegrywając 1:2. Jak się jednak okazało były to jedyne punkty Rzeźni w tej grupie, natomiast Soprano zdołało skraść punkty rywalom tylko raz – mianowicie wygrywając po szalonym meczu 3:2 z FC Zaborów. Te dwa teamy zajęły jednak dwie ostatnie lokaty. W grze o awans pozostały trzy następne, czyli FC Pers, FC Zaborów oraz Shot DJ. Tego ostatniego z gry o awans szybko wyrzucamy, gdyż Panowie o międzynarodowych paszportach swoją świetną postawą na boisku szybko dali wszem i wobec do zrozumienia, iż idą po pierwsze miejsce dający pewny awans, jak po swoje. Tak też się stało, a cztery zwycięstwa w czterech meczach oraz bilans goli plus dziewięć dobitnie świadczy o tym, iż byli wyraźnie lepsi od grupowej stawki. Ostatnią więc kwestią wymagającą odpowiedzi był pojedynek Persów z FC Zaborów. I tak się nam pięknie złożyło, iż o wszystkim miał zadecydować mecz bezpośredni między zainteresowanymi zespołami. W nim górą okazał się wicemistrz szóstej dywizji FC Zaborów ogrywając rywala 2:0 i przypieczętowując sobie tym samym awans do Fazy Pucharowej! Persowie walczyli dzielnie, ale finalnie trzeba było obejść się smakiem.
GRUPA C
Jeśli w pierwszych dwóch grupach poziom trudno było określić mianem jakiegoś wygórowanego, tak grupa C była już solidnym, piłkarsko łatwo strawnym kąskiem. Czołowa ekipa pierwszej, trzeciej i czwartej ligi. Do tego wicemistrz trzynastej dywizji oraz TOP5 czternastej. W tym gronie najwyżej, rzecz jasna, wycenialiśmy akcje Explo Team, które jest niezwykle doświadczonym zespołem z ekstraklasową przeszłością. Poranna godzina okazała się najwidoczniej dla tych chłopaków jednak zbyt dużym wyzwaniem, a dwa zwycięstwa w czterech meczach były z pewnością sporym rozczarowaniem. Początek nie zwiastował problemów, gdyż zaczęło się zgodnie z założeniami od dwóch zwycięstw. Natomiast jeden na sześć punktów w serii gier numer trzy i cztery pogrzebały szansę ekipy Łukasza na cokolwiek więcej tego dnia. Więc kto zdominował grupę skoro nie najwyżej rozstawiona paczka? Górą był duet z trzeciej ligi (FC Comeback) oraz z czwartej (BM), a o pierwszej lokacie, jak się potem okazało, przesądziło 1:0 dla teamu Kostyi na "dzień dobry", które niejako ustawiło dalszy przebieg wydarzeń. Niemniej, zarówno Comeback, jak i BM miały prawo być z siebie niezwykle dumne po fazie grupowej. Pierwsi nie przegrali żadnego meczu, raz tylko gubiąc punkty remisując w ostatniej kolejce z Explo Team, drudzy zaś ulegli tylko raz i to tylko jedną bramką. Tabelę, niejako zgodnie z oczekiwaniami, zamknęły zespoły Joga Bonito i Heavyweight Heroes, a w tym przypadku o kolejności lokat zadecydował mecz bezpośredni. Z trio z góry nikt z tego duetu wszak nie zapunktował, a w starciu Jogi z Heroesami górą byli ci pierwsi wygrywając 2:1 po niezwykle zaciętym widowisku. Coby jednak nie mówić, patrząc z perspektywy góry tabeli, ten mecz nie miał już większej temperatury.

GRUPA D
Od początku, kiedy tylko zostały wylosowane zespoły, wiedzieliśmy że ta grupa będzie bardzo zacięta, a walka między drużynami – tak jak pogoda – piekielnie gorąca. Nie myliliśmy się. Trzy remisy, kilka spotkań zakończonych zwycięstwem tylko jedną bramką oraz gra o wyjście aż do ostatniej serii gier. Najlepiej w tym całym zamieszaniu odnalazł się ukraiński Sirius, który nie przegrał co prawda ani razu, ale dwukrotnie stracił punkty remisując swoje starcia. Tym samym z ośmioma punktami na swoim koncie brązowy medalista pierwszej dywizji Ligi Fanów zameldował się w następnej fazie. W sukurs za nim próbowało pójść Vox Populi oraz Hetman FC. Gdzie jednak dwóch się bije tam trzeci korzysta i tak było właśnie w przypadku Legion UA, którypodzielił obie ekipy i to on, tuż za plecami Sirius wywalczył sobie awans do Fazy Pucharowej. Awans, co warto dodać, w pełni zasłużony, gdyż przegrali tylko raz, z liderem, ponadto dwa zwycięstwa i remis. To był świetny występ w wykonaniu tych zawodników w fazie grupowej zwieńczony promocją do następnej rundy. Hetman do ostatniego meczu przystąpił wiedząc, że zwycięstwo nad Deluxe nic im już nie da, a pewne 3:0 było jedynie – jak już – "na osłodę". Nic jednak nie było w stanie osłodzić tego dnia zawodnikom z Azerbejdżanu. Deluxe Barbershop, bo o nich mowa, niestety nie wygrali ani razu i nie potwierdzili tym samym swojej wysokiej formy z końcówki sezonu zasadniczego. Dwa remisy i dwie porażki wyeliminowały ich z niedzielnego turnieju. Pięterko nad nimi znalazło się z Vox Populi, które do dość sensacyjnego remisu z 0:0 z Sirius dorzuciło 2:1 z wyżej rzeczonym Deluxe Barbershop, dzięki czemu wyprzedziło ich o jedną lokatę.
GRUPA E
Patrząc przez pryzmat przynależności ligowych czwartoligowe FC Bulls wydawało się jako zdecydowany faworyt i... tak też się w rzeczywistości stało. Ukraiński team nie pozostawił złudzeń reszcie stawki pewnie wygrywając komplet meczów. Dwa pierwsze spotkania były wygrane w dodatku w bardzo przekonywującym stylu, zaś dwa kolejne mecze były niejako dobrym przygotowaniem przed fazą pucharową. Czerwone Byki z przytupem zameldowały się w kolejnej fazie turnieju. Pytaniem otwartym pozostawało to, kto dołączy do nich, a kto będzie musiał się z naszym eventem pożegnać na etapie fazy grupowej. Kwestia drugiego miejsca rozstrzygnęła się chwilę przed dziesiątą, kiedy Boiskowy Folklor po zaciętym meczu zdołało ograć 2:1 BS Zadymiarzy z czternastej dywizji. Było to tym samym trzecim zwycięstwem z rzędu i przyklepaniem sobie promocji dalej – ostatni mecz z FC Bulls – był już jedynie kwestią tego czy awans będzie z pierwszego czy z drugiego miejsca. Co prawda gdyby w meczu ostatniej szansy BS Zadymiarze zdołali ograć FC Bulls mogłoby dojść do sporych roszad u góry. Wówczas wszak najprawdopodobniej mielibyśmy aż trzy ekipy z dziewięcioma punktami i sporo liczenia w małej tabelce. Młody zespół z czternastej dywizji (jej mistrz) nie dał rady jednak przeciwstawić się sile rażenia Byków i uległ im 1:2, co pozbawiło chłopaków z Batorego szans na dalszą zabawę w naszym wydarzeniu. Ich los podzielił duet ASAP Vegas i Królewscy Wola, ale w przypadku tego duetu szansę na awans wyzerowały się stosunkowo szybko. Jedyną szansą na osłodę tego dnia był mecz bezpośredni między zainteresowanymi ekipami. Tę szansę doszczętnie wykorzystał team ASAP, który ograł KW aż 5:0. Tym samym Królewscy nie będą tego dnia – przynajmniej po sportowemu – wspominać zbyt dobrze...

GRUPA F
Jeśli chodzi o siłę zespołów patrząc przez pryzmat przynależności ligowych ten konkretny zestaw drużyn nie miał prawa "rzucić na kolana". Przynajmniej w teorii mieliśmy tu mieszankę ósmej, dziesiątej czy piętnastej ligi. Wyjątek stanowił mistrz czwartego poziomu rozrywkowego ukraiński FC Vikersonn. A jednak – wbrew logice – to właśnie faworyt (przynajmniej na papierze) grupy totalnie zawiódł. Pomarańczowi, którzy nie tak dawno temu świętowali mistrzostwo trzeciej dywizji Ligi Fanów zdobyli zaledwie trzy oczka ogrywając piętnastoligowe YUG.BUD skromnym 2:1. Do tego aż trzy porażki i bilans bramek wynoszący minus dziewięć oczek. Jeśli FC Vikersonn chce znaczyć coś więcej w nowym sezonie drugiej dywizji Ligi Fanów to takie wtopy nie mają prawa bytu. Niemoc faworyta świetnie wykorzystała Kresowia Warszawa oraz FC Desperados. Ci pierwsi – spoilerując fakty – możnaby rzec, iż zagrali najprawdopodobniej "turniej życia". Sezon zasadniczy był mocno w kratkę: raz bardzo dobrze raz niestety słabo. Ale akurat tego dnia byli świetnie dysponowani. Warto zauważyć, że białoruski zespół w grupie nie przegrał ani razu! Po trzech meczach Kresowia miała na swoim koncie komplet dziewięciu oczek oraz bilans bramek aż 9-1! O końcowej lokacie, pierwszej lub drugiej, miał zadecydować bezpośredni mecz z wicemistrzem dywizji numer dziesięć. Warto tu jednak zaznaczyć, iż poziom FCD jest wyższy, aniżeli liga, w której grali. To młody, perspektywiczny i jakościowy zespół z wieloma m
utalentowanymi zawodnikami. Patrząc przez siłę (a raczej jej brak) tej grupy wydawało się przed turniejem, iż fioletowi mogą być "czarnym koniem", jak nie turnieju, tak przynajmniej tej grupy. W najważniejszym jednak momencie czegoś brakło, a remis 2:2 – patrząc z ich perspektywy – trzeba traktować jak porażkę. Tym bardziej, że tym samym wrzucili się do pary z Łowcami w 1/16 Fazy Pucharowej. Kresowia zapewne lepiej wiedziała, jak ważne jest uniknąć takiego rozstrzygnięcia... Miejsce trzecie zajęli Synowie Księdza, którzy mieli bardzo udany sezon zasadniczy w tej samej lidze, co zwycięzca grupy, czyli Kresowia. Wówczas Synowie Księdza byli wyżej, niż białoruski team. Turnieje jednak rządzą się swoimi prawami, a tym razem, mimo że SK przegrało tylko raz (zwycięstwo, dwa remisy i porażka) to musiało się pożegnać z naszym eventem na poziomie fazy grupowej. YUG.BUD mimo że w lidze nie znał smaku porażki, tak tu, grając już na ciut lepszych, musiał zrozumieć, że są to spore różnice, a każdy poziom to kolejne wyzwanie. Honorowy punkt udało się zdobyć w meczu z Synami Księdza remisując 1:1. I tego pozytywnego prognostyku, remisu, należy się trzymać, szukając pozytywów.

GRUPA G
Nie było wątpliwość, iż zdecydowanym faworytem grupy będzie mistrz piekielnie silnej drugiej dywizji FC Ternovitsia. I w rzeczy samej. Panowie od początku do końca, poza jedną małą rysą (0:0 na start z Patriot) udowodnili, iż są w sztosie i że to już nieco wyższy level, niż pozostali. Następnie 6:2, 3:1 oraz 7:1. Mnóstwo więc goli, ale to zrozumiałe, gdyż remisując pierwszy mecz z FC Patriot z pewnością wiedzieli, iż teraz będzie pościg obu drużyn w bilansie goli, który z dużą dozą prawdopodobieństwa mógł decydować o pierwszym/drugim miejscu. Jednak troszkę niespodziewana strata punktów przez Patriot z Klikers (2:2) sprawiła, iż finalnie nie miało to większego znaczenia. Gorzej jakby noga graczom Patriot się powinęła w tym pojedynku, bo jak czas pokazał to spotkanie było tym o awans. Klikers wszsk tego dnia prezentował się świetnie i oprócz wysokiej porażki z hegemonem grupy Terno nie przegrał ani razu. Dwa zwycięstwa oraz jeden remis to świetne statystyki jak na to, iż był to zespół z niższych lig. Z taką grą w przyszłości team ten jeszcze nie raz nie dwa będzie w stanie namieszać. Niestety, ale miano outsiderów tej grupy przypadło zespołom Kanarki oraz Siwy Koń. Oba teamy łącznie zdobyły trzy punkty, a jedyną szansą na punkty, jak czas pokazał, było starcie bezpośrednie. A w nim górą był zespół Kanarków dzięki czemu nie skończył zmagań grupowych na ostatnim miejscu. Bilans bramkowy obu zespołów jasno jednak wskazuje na to, iż w przypadku tych drużyn różnice – przynajmniej na tę chwilę – są jeszcze zbyt duże.
GRUPA H
Lotem błyskawicy przenosimy się do grupy, którą śmiało można określić mianem jednej z najtrudniejszych. A już na pewno, co chodzi o awans. Patrząc rzecz jasna z perspektywy underdogów. Wszak kurs na to, że FC Otamany i Uragan awansując dalej był wyjątkowo nisko. Te zespoły należą do grona najlepszych drużyn w mieście, a już na sto procent, kiedy mowa o tych ukraińskich. FC Otamany to lata tradycji i grania na bardzo wysokim poziomie. Uragan to wschodni powiew świeżości, który ma nie tylko potencjał ludzki, ale i finansowy. Cóż, jedno z drugim bardzo mocno ze sobą koreluje, współgra. Jeden i drugi team zapewne zdawały sobie sprawę, iż wpadka w jakimś innym meczu nieoczekiwanie mogłaby ich wyrzucić z turnieju dlatego trzeba było mecze rozstrzygać bez zawahania i bez zbędnego ryzyka. Efekt? Wyniki Otamanów: 5:0, 4:0 i 2:1 na koniec, kiedy już mieli pewny awans. Wyniki Uraganu? 5:0, 4:1 i 7:0. Deklasacja i różnica kilku poziomów. Mecz bezpośredni miał zdecydować o rozstawieniu bądź jego braku, w dodatku być preludium tego, co obie drużyny miało czekać popołudniu. W bezpośrednim starciu o jednego gola górą byli gracze Uraganu wygrywając 3:2. W cieniu tego piekielnie silnego duo był trio Bielany Legends, Prykarpattia oraz drugi zespół Kresowii Warszawa. Nieironicznie można rzec, iż te trzy drużyny stoczyły między sobą mini turniej pocieszenia, gdyż ukraiński duet był ponad ich siły. W tym małym trójmeczu najlepsi okazali się gracze Prykarpatti, którzy mimo że mieli tyle samo punktów co Bielany Legends (po cztery) to o dwa gole ogólnie mieli od nich lepszy bilans bramkowy. Niestety, ale ostatnia lokata bez choćby jednego honorowego punktu przypadła ekipie rezerw Kresowii Warszawa. Na ich pocieszenie pierwszy zespół tego dnia dostarczał masę emocji, więc można było się "przenieść" i im kibicować, niejako pozostając przy tym w turnieju.

GRUPA I
Jako iż turniej Superbet CUP w swoim założeniu ma być dla wszystkich, nie zważając na poziom sportowy, niezależnie od przynależności ligowych wiele grup trzeba było określić mianem dość... szansownych, co chodzi o wyjście z grupy i nie porywających poziomem sportowym (patrząc z perspektywy najsilniejszych lig). Tym samym grupa I na tle poprzednich może nie że od razu była "grupą śmierci" – do takiego miana raczej też daleko – ale z pewnością była zestawem wymagającym. Bez outsidera, z dwoma zespołami z Ekstraklasy Ligi Fanów (4 miejsce KSB, 9 miejsce Impuls UA), mistrzem szóstego poziomu rozgrywkowego LF (Mareckie Wygi), fajnie zapowiadającą się młodą ekipą Gawulonu Jarka (10 liga, ale z szansami na wyższe dywizje) czy z Czasoumilaczami, którzy grali w sezonie zasadniczym w siódmej dywizji tracąc tylko dwa oczka do podium. Grupa bardzo solidna z jednym, mimo wszystko, wyraźnym faworytem w postaci KSB Warszawa. Zespół dowodzony zza linii przez Michała Tarczyńskiego oraz na boisku przez Maćka Grabickiego nie bez lekkich turbulencji (remis z Wygami, męczenie się z Gawulonem) podołał mianu faworyta wygrywając tę grupę nie notując na swoim koncie żadnej porażki! Ta przytrafiła się natomiast spadkowiczowi z Ekstraklasy Impuls UA, ale choć przegrana była to dotkliwa, bo aż 1:4 z KSB Warszawa, to na ich szczęście był to jeden jedyny raz. Trzy pozostałe mecze to dwa zwycięstwa oraz remis. Dzięki wygranej 1:0 w ostatnim meczu z Mareckimi Wygami to bardziej doświadczony zespół wywalczył awans do dalszej fazy. Jak jednak widać dużo do niespodzianki nie brakowało. Mareckie zaliczyły wszak bardzo dobry turniej, dwa razy ogrywając niżej notowanych rywali, urywając punkty ekipie znacznie wyżej notowanej oraz tocząc wyrównany batalię z Impulsem UA o dalszy byt. Mistrz piątej dywizji dał radę, choć tym razem brakło happyendu. Tak samo jak duetowi Gawulonowi i Czasoumilaczom. Jeśli ci pierwsi zdołaliby w ostatnim spotkaniu ograć KSB wówczas byśmy mieli małą tabelkę i duuużo liczenia. Co więcej! Nagle i KSB mogłoby znaleźć się poza burtą, bo byśmy mieli "małą tabelę" z aż czterema zespołami po siedem punktów. Patrząc z naszej perspektywy na nasze szczęście nie musieliśmy głowić się z żadnym wyliczeniami gdyż taki wariant nie znalazł odzwierciedlenia w rzeczywistości. Gawulon obszedł się smakiem, natomiast Czasoumilacze... tym razem umilili grę wszystkim oprócz sobie samym, bo nie zdobyli choćby honorowego punktu – nie tym razem? Nie szkodzi, następnym będzie lepiej!
GRUPA J
Znacząco widać, iż jest niemała dysproporcja między pierwszym segmentem (ósma-dwunasta) a drugim (dwunasta wzwyż). Jak w mocno porannych godzinach dużo było grup w teorii nieco słabszych, tak tu do gry wchodziło już dużo wytrawnych graczy, a atmosfera wyraźnie się zagęszczała z meczu na mecz niejako przygotowując nas już na to, co miało nadejść w fazie pucharowej. Zmagania grupy J zaczęły się, jak filmy Alfreda Hitchcocka, od prawdziwego trzęsienia ziemi. Za taki bowiem trzeba uznać rezultat aż 3:1 na rzecz Warsaw Sinaolii w starciu z GWA Ochotą. Był to idealny moment, ażeby ekipa Daniela Guby mogła ukąsić – rywal zdaje się że nieco zlekceważył potencjał Sinaoli bądź po prostu czekał aż reszta kadry dojedzie na mecz (w tym chociażby grający trener Mariusz Milewski – legenda polskiego futsalu). W każdym razie WS powiedziało sprawdzam i skrzętnie skorzystało z tego prezentu od mistrza Polski Socca. Sprawiło to, iż Sinaola, brązowy medalista czwartego poziomu rozgrywkowego, szybko wskoczył na pierwsze miejsce i już go nie oddał aż do samego końca, choć... mogło być różnie, sprawa się bardzo skomplikowała po tym, kiedy Lafame Bielany wygrały z Sinaolą 2:1, a następnie przegrały 0:3 z Ochotą – mieliśmy przez to małą tabelkę i zabawę w "kto miał więcej goli". Tym samym GWA Ochota Kamila Jurgi nie bez problemu, ale jednak, zdołała wykaraskać się z nomenomen Opałów (pozdrowienia dla Kacpra) i zgodnie z założeniami awansować do fazy pucharowej, które miały być już nową, osobną kartą. Trzecie Lafame Bielany do końca mogły liczyć na awans... nawet i z pierwszego miejsca. Tak by było gdyby w przedostatniej serii gier zawodnicy z Szymonem Lisieckim na czele minimum zremisowali z Ochotą. Była też opcja na... przegraną która dawała awans, ale z drugiej lokaty – wówczas można było ulec GWA, ale nie więcej, niż jednym golem. 0:3 jednak zamknęło furtkę do gry w dalszej fazie. Drużyny Patetikos i Olimpik choć sportowo nie są złymi zespołami, to jednak na tle powyższej trójki byli wyraźnie słabsze, a remis w bezpośrednim starciu był maksem, jaki dało się wyciągnąć tego dnia.

GRUPA K
Jako że Inferno Team Igora Patkowskiego dopiero co zajęło podium pierwszej ligi z urzędu stawiło ich to w pozycji zdecydowanego faworyta grupy. Dodając do tego fakt, że najgroźniejszy rywal, czyli FC Kebavita, w tej samej pierwszej lidze co Inferno skończyło w strefie spadkowej wydawało się, że dla drużny Igora grupa będzie jedynie formalnością. Tak się jednak nie stało, a już na "dzień dobry" Inferno sensacyjnie zremisowało 0:0 z Łazarskim – drużyną z trzynastego poziomu rozgrywkowego – co już na start postawiło dalszą obecność tego klubu pod sporym znakiem zapytania. Co prawda w drugiej serii gier udało się zwyciężyć 3:1, ale porażka rundę później z wyżej wspomnianą FC Kebavitą 0:1 sprawiła, iż zespół Ohana na kolejkę przed końcem miał wszystko w swoich rękach, tudzież nogach, by wyrzucić medalistę pierwszej ligi z turnieju. Gdyby Ohana wygrałabyostatni mecz z Na2Nóżkę nie tylko awansowałaby do Fazy Pucharowej, ale nawet zajęła pierwsze miejsce. Tak się jednak nie stało, albowiem Ohana dość nieoczekiwanie uległa rywalowi 0:1, co rzutem na taśmę, z jednopunktowym zapasem, pozwoliło zameldować się w dalszej części gry drużynie zarządzanej przez Igora Patkowskiego. Wywrotka Ohany była tym bardziej spektakularna, że do momentu tego ostatniego feralnego spotkania nic nie wskazywało na to, że możemy mieć do czynienia z przysłowiowym "metr przed...". Nie tylko był to uśmiech fortuny względem Inferno. Także FC Kebavita ucieszyła się z takiego obrotu spraw, gdyż pozwoliło to zająć ekipie Buraka Cana pierwsze miejsce w swojej grupie i co najważniejsze – uniknąć Łowców. Trzeba przyznać, iż pierwsza lokata spadkowicza z pierwszej ligi była w pełni zasłużona, gdyż poza wpadką z pierwszej serii gier, kiedy przegrali 1:3 z Ohaną, w trzech następnych grach zdobyli komplet punktów z bilansem goli 8:0. Na2Nóżkę walczyłodzielnie, ale nawet mimo tej niespodziewanej wygranej w ostatniej kolejce trochę do awansu zabrakło. Mimo wszystko należy docenić postawę fair play grania do końca, kiedy nie miało to już wpływu na ich pozycję! Ostatnią pozycję zajął FC Łazarski, który jedyny punkt zdołało zdobyć na zespole, który w przyszłym roku będzie grać w Ekstraklasie Ligi Fanów, co trzeba uznać za świetny skalp i miłe pocieszenie po porażce w grupie.
GRUPA L
To że Orły Maciejki zdemolują tę grupę było sprawą wielce prawdopodobną. Natomiast rzeczy zdecydowanie mniej prawdopodobne działy się za ich plecami. Ale o tym zaraz. Wpierw oddajmy Cesarzowi, co... albo inaczej, Orłom co Orłowskie. Cztery mecze to kolejno: 3:0, 2:0, 5:0 i 8:1. Totalny rozjazd i przejazd poza zasięgiem pozostałych. Bilans 18:1? Nie ma pytań, po prostu do zobaczenia w 1/16. Wracając do tego, co wyżej. KSB Warszawa II owszem wydawało się, że rzuci wyzwanie zespołowi Warsaw Bandziors, wszak niby pozycje ligowe wskazywały na spory rozstrzał, ale tendencja oraz moment obu zespołów (nawet jeśli w przypadku KSB mowa o tym drugim) są zgoła odwrotne. KSB od dobrych dwóch trzech lat jest na wielkiej fali wznoszącej, Bandziorsi? Wręcz przeciwnie. Fala już ich wyrzuciła do Ekstraklasy, ale kiedy ów fala opadła odpływ zabrał ich z powrotem wpierw do pierwszej ligi, następnie do drugiej, a w przyszłym sezonie – do trzeciej. Nie jest więc dla nas zaskoczeniem, iż to KSB II wyszło z tej grupy wraz z Orłami. Zaskoczeniem jednak jest różnica jaka podzieliła oba teamy. KSB Warszawa II wygrało trzy na cztery spotkania przegrywając wiadomo z kim, Bandziorsi natomiast wygrali... tylko raz... i to w męczarniach, bo 2:1. Do tego dorzucili remis z dziesiątoligowym Polsko Górom 1:1. Forma tego jeszcze nie tak dawno bardzo solidnego zespołu niestety już dłuższy czas jest wątpliwa – to co jednak niezmiennie nas w tych chłopakach zachwyca, to to że ci niezrażeni nadal walczą i nadal próbują. Czy jeszcze kiedyś odzyskają swój nieco miniony blask? To już tylko czas jest w stanie zweryfikować. Za plecami Warsaw Bandziors ulokowały się wyżej wspomniane Polska Górom, która zagrała... bardzo solidne zawody. Dwa razy remisując, przegrywając nieznacznie z KSB II 1:2 oraz jak każdy ulegając Orłom. Wstydu na pewno nie było. I swój honorowy punkt odnotował zespół MWSP, któryzremisował z właśnie Polską Górom. Także nikt z czyściuteńkim zerem za zmagania w grupie L nie skończył i to nas bardzo cieszy!

GRUPA M
Tę grupę pierwotnieochrzciliśmy mianem "grupy śmierci". Czas nieco zweryfikował tę tezę, choć nadal trzeba przyznać, iż był to jeden z najsilniejszych zestawów niedzielnego grania. Szczególnie więcej można było oczekiwać po młodej ekipie UEFY Mafii Ursynów. Jej jednak wyraźne braki personalne, w tym chociażby brak bramkarza czy kilku zawodników z pola zdecydował, iż solidny pierwszoligowiec z zaledwie trzema oczkami na swoim koncie pożegnał się z naszym eventem. Ten brak dyspozycji sprawił, iż walka o drugie premiowane awansem miejsce miało się rozstrzygnąć między Cyrkulatką a Dzikami z Lasu. Pierwsza lokata w naszych przedturniejowych predykcjach była bowiem zarezerwowana dla Manitasu i w tym przypadku – złośliwi powiedzą że wyjątkowo – się nie pomyliliśmy. Co ciekawe wszystkie te trzy ekipy grały ze sobą na wiosnę na trzecim poziomie rozgrywkowym. Manitas dwukrotnie wygrywając jedną bramką (z Dzikami z Lasu oraz Cyrkulatką) oraz dwa razy w bardziej okazały sposób zanotował komplet punktów i pewny udział w popołudniowej fazie pucharowej. Pytaniem, całkiem zasadnym był to kto do nich dołączy jako ten drugi? Wydawało się, że odpowiedź poznaliśmy w siódmym grupowym meczu, kiedy to Dziki z Lasu w bezpośrednim pojedynku były górą nad Cyrkulatką zwyciężając 2:1. Nieoczekiwanie jednak dzięki heroicznej postawie Sportowych Zakapiorów i remisowi w ostatniej serii gier z Dzikami Cyrkulatka rzutem na taśmę dostała drugie życie. Akcja jednak nie była z gatunku tych łatwych, bo trzeba było ograć tylko (i aż) Manitas. Wówczas ekipa Damiana Sokołowskiego nie tylko awansowałaby dalej, ale uczyniłaby to nawet z pierwszego miejsca! Nie tym razem. 0:1 z Manitasem definitywnie pogrzebało szansę na cokolwiek więcej tego dnia ku uciesze Dzików. Ostatnie miejsce, z jednym honorowym punktem za mecz z Dzikami, zakończyły Sportowe Zakapiory, które po prostu miały nieco pecha w losowaniu, bo przy innym układzie drużyn w grupie spokojnie mogliby marzyć o czymś więcej, niż tylko zmagania grupowe.
GRUPA N
Odwracasz się przez ramię, spoglądając na inne sektory, a tam – niby ten sam sport, ale tak jakby jednak ciut inny. Jednocześnie obok po boiskach w sąsiednich grupach biegał Norbert Jaszczak z Łowcami, do tego GWA Ochota, InPlus, KSB Warszawa, Husaria Mokotów, Impuls UA, Inferno Team, Manitas czy Orły Maciejki. Na oceanie wśród wygłodniałych rekinów znalazł się jeden mały akwen wolny od jakiegokolwiek drapieżnika. Oczywiście, wszystko zależy od skali, bo wiemy że chociażby w ataku Pogromców Poprzeczek biegał jeden nieustannie groźny i gotowy do ataku osobnik #MK20. Niemniej, chyba sami uczestnicy grupy N przyznają, że patrząc wkoło trochę się miło wylosowało. Najwyżej sklasyfikowana ligowo drużyna tego zestawienia? KK Wataha – 7 dywizja. Do tego dziewiątoligowa Gamba, z trzynastej Elitarni oraz dwa rodzynki z najbardziej oldschoolowej, piętnastej ligi. Z perspektywy czasu – nie doszło do żadnej sensacji. Zespoły będące w "TOP10 lig" zgodnie z założeniami wygrały awans dalej z tymi, którzy są w drugiej dziesiątce. Ale nie brakowało popularnych kwiatków. Chyba najwięcej, jak to zresztą mają w zwyczaju, kontentu dostarczyli Pogromcy Poprzeczek, bo zremisować aż trzy z czterech meczów to jest nieco wyższe uniwersum. Nie został najwidoczniej doczytany regulamin turnieju do końca, gdyż na próżno było w nim szukać zapisu o tym, że najbardziej ugodowa ekipa eventu będzie premiowana awansem dalej. Owszem w sezonie zasadniczym mamy coś takiego jak Gold Team, ale podczas turniejów żadne inne, dodatkowe gratyfikacje nie obowiązują. Tym samym, choć warto podkreślić, iż Pogromcy Poprzeczek przegrali zaledwie raz tego dnia (mniej niż np. GWA Ochota!) to musieli pożegnać się z naszą imprezą na etapie fazy grupowej. W pożegnalnym rytmie również musieliśmy stracić z horyzontu zespoły Elitarni Gocław (okazało się że są jednak bardziej elitarne ekipy z innych dzielnic – 2 pkt.) i Interu (okazało się że to jednak nie Inter Mediolan, a co najwyżej A-klasowy Inter Warszawa – 4 pkt. ). Mimo wszystko patrząc przez pryzmat liczby remisów, widać jak na dłoni, iż gorąc w tej grupie spowodowany był nie jedynie przez panującą na AWFie temperaturą. Gamba Veloce oraz KK Wataha Warszawa? Klasa panie, klasa. Drudzy nie przegrali ani razu, dwukrotnie remisując i dwukrotnie wygrywając, pierwsi zaś byli mniej polubowni albo "bardziej bezpośredni", bo do trzech wygranych dołożyli jedną porażkę. Wóz albo przewóz. Dla tego duetu największe emocje dopiero miały nadejść... czy nadeszły? Cóż, my wiemy co było dalej, ale pozostawmy czytelników jeszcze w chwili zadumy i niewiedzy.

GRUPA O
Zaburzając nieco kolejność i chronologię zdarzeń: w tej grupie byliśmy o włos, a w zasadzie o gol od nielada sensacji. Wszak za taką trzebaby było uznać drugą lokatę FC Łowców. Ku temu było ekstremalnie blisko, gdyż na chwilę przed zakończeniem decydującego meczu bezpośredniego między młodym S04 a doświadczonym teamem z reprezentantami Polski w składzie mieliśmy 1:0 dla tych pierwszych. Taki wynik premiował S04 z pierwszego miejsca, tym samym Łowcy zrzucając na drugą część drabinki. Co jednak klasa, to klasa i choć ukraiński gigant chwiał się chwilowo na nogach to finalnie ów próbę ustał, a dzięki bramce na 1:1 odzyskał pierwsze miejsce, które przed turniejem zostało im niejako naznaczone. Po rozegraniu czterech spotkań jedni i drudzy mieli taki sam bilans punktowy... bramkowy... a o tym, iż Łowcy znaleźli się pięterko wyżej zadecydowała zasada "promowania strzelania", czyli więcej zdobytych bramek. Alash FC jako jedyny spróbował rzucić wyzwanie czołowej dwójce, ale pary starczyło jedynie na dwa zwycięstwa z outsiderami grupy. Kazachski mistrz z siódmej dywizji tym samym musiał pożegnać się z turniejem Superbet, ale kto wie – może za rok? Niestety, ale Old Boys Derby i AC Choszczówka na punkty mogły liczyć jedynie w bezpośrednim starciu między sobą i... padł tu remis, który z jednej strony pewnie jest średnio satysfakcjonujący, ale z drugiej strony nie pozostawia przez to nikogo z okrągłym, przypisanym do jego konta, zerem, co nas jako organizatorów cieszy najbardziej. Dla zasłużonych i doświadczonych Old Boys Derbów, jak i młodej wygłodniałej sukcesów Choszczówki, była to fajna okazja aby liznąć piłki sześcioosobowej z tego najmocniejszego wydania – i przy tym pozytywie pozostańmy.
GRUPA P
Pierwotnie grupa z dwoma zespołami z Ekstraklasy oraz trzema mistrzami swoich lig. Grupę P zamykającą stawkę, trzeba wskazać albo jako najsilniejszą albo jedną z silniejszych. Grupa śmierci? Chyba zbyt mocne określenie. Na niedzielnym Superbet wszak raczej nie mieliśmy ani jednej takowej. Ten zestaw był jednak z całą pewnością tym z gatunku "bardziej wymagających". Finalnie jednak nie trzech mistrzów, bo zwycięzcę dziesiątej ligi, czyli Grajków i Kopaczy zastąpił Rock"n Roll Warszawa, czyli zespół z drugiej dywizji Ligi Fanów przez co trzeba przyznać, że poziom w tym zestawieniu poszedł jeszcze o pięterko wyżej. Tym bardziej, iż zgodnie z regulaminem w grupie można grać w dwóch drużynach, w których grało się w sezonie zasadniczym. Tym samym zarówno Rock"n Roll wzmocniony triem grającym także w Ekstraklasowym KSB (Vlad, Vlad, Dima), jak i Ternovitsia II (ludźmi z pierwszego mistrzowskiego zespołu drugiej ligi) rzuciły jeszcze większe wyzwanie reszcie ekip. W tym bardzo solidnym zestawieniu drużyn najlepiej odnalazł się zespół Husarii Mokotów, któryprzez ten tor przeszkód przeszedł suchą stopą, bez ani jednej porażki. Już pierwszy mecz i kapitalne wejście w turniej dzięki wygranej aż 3:0 z InPlusem, trzecim zespołem Ekstraklasy, nadała rozpędu graczom Tomka Hübnera. Następnie 2:0 z Ternovitsią II oraz 4:0 z mistrzem 7. dywizji Iglicą Warszawa sprawiły że komplet punktów i bilans goli 9:0 ustawił ich w miłej sytuacji przed końcem. Ostatni mecz dla "białych" był już w teorii więc o nic, ale dla RnR wciąż tliła się szansa na awans. W przypadku zwycięstwa to właśnie "złociści" awansowaliby kosztem InPlusu. I choć początek na to nie wskazywał wszak Husaria dość szybko objęła prowadzenie 1:0, tak potem dwa błyskawiczne, niemal identyczne gole RnR sprawiły, iż na chwilę przed końcem InPlus znalazł się poza turniejem. Ostatnie słowo należało jednak do Husarii, a ich gol na 2:2 co prawda pozycji im nie zmienił, ale sprawił, że Rock"n Roll spadł na trzecią lokatę, zaś InPlus zajął drugie miejsce i awansował dalej. Ekipa Janka Skotnickiego turniej zaczęła w najgorszy możliwy sposób, ale trzy następne mecze wygrała dzięki czemu znalazła się w gronie 32 najlepszych drużyn turnieju. Ternovitsia II oraz KS Iglica Warszawa dzięki bezbramkowemu remisowi z pierwszej serii gier między sobą nie zakończyły eventu z zerowym dorobkiem punktowym. W innych meczach, choć kilka razy było ekstremalnie blisko (np wydawało się, iż niemożliwym będzie aby Terno II nie zdobyło punktów z InPlusem) to nie udało się choćby zremisować. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że zadanie oba kluby miały wyjątkowo trudne mając na uwadze z kim trzeba było się mierzyć...

1/16 FINAŁU SUPERBET CUP
Q-ICE Warszawa 1:0 Impuls UA
Z jednej strony w grupie to goście musieli drżeć do samego końca o awans, z drugiej strony gospodarze choć awansowali bezproblemowo to do meczu z Impulsem UA nie mieli porządnego sprawdzianu za sobą. Na boisku A widać było, że oba zespoły nie chcą przesadnie zaryzykować, dzięki czemu królował pragmatyzm i cierpliwie wyczekiwanie na jakiś jeden zryw, jeden błąd rywala. Owa taktyka popłaciła zespołowi Łukasza Mroza, który skromnym, bo skromnym, ale jednak wynikiem 1:0 odhaczyła tę część fazy pucharowej wyrzucając tym samym doświadczony Impuls z turnieju.
Husaria Mokotów 4:0 FC Patriot
Pech gości polegał na tym, iż ci trafili na świetnie tego dnia dysponowaną Husarię już na pierwszym etapie po fazie grupowej. Patriot, które ostatnio podejmowało mokotowski team w innym evencie (tam Husaria wygrała bodajże 2:1) mogła mieć złudne wrażenie, iż skala trudności będzie ta sama. Tym razem jednak przyszło zagrać na pierwszy zespół tego klubu, a ten nie pozostawił gościom najmniejszych szans. Przy czym warto podkreślić, iż gracze Tomka Hübnera byli w tym meczu... wyjątkowo nieskuteczni. Co zaś tyczy się ukraińskiego zespołu to może on z dumą powiedzieć, że zaliczył bardzo udany turniej z murem na końcu, który nie szło przeskoczyć.
Shot DJ 1:2 Inferno Team
Gospodarze w fazie grupowej byli bezbłędni notując komplet dwunastu punktów, czego nie można powiedzieć o drużynie Inferno Team, które aż do ostatniego meczu musiało wyczekiwać czy awans faktycznie zostanie uskuteczniony. Finalnie siedem oczek, które w grupie zarobiło Inferno pozwoliło wejść do dalszej fazy, a zespół Shot DJ choć szalenie waleczny, to jednak musiał uznać wyższą jakość poszczególnych graczy Inferno. Team gości to medalista pierwszej ligi, a podium tak prestiżowej dywizji nigdy nie jest dziełem przypadku. Shot DJ walczył dzielnie, ale to okazało się – przynajmniej tym razem – o odrobinę za mało.
FC Łowcy – FC Desperados 2:0
Goście pokpili sprawę w grupie, kiedy zamiast zająć pierwsze miejsce i grać na S04 (które Kresowia ograła aż 4:0!) wrzuciła się wprost w szpony ukraińskiego giganta – późniejszego, co nikogo przesadnie nie dziwi – triumfatora całego eventu. Młody zespół w fioletowych trykotach owszem próbował nawiązać walkę, niby posiadał dość często piłkę, ale finalnie nic z tego nie wynikało, a Łowcy... Łowcy zdaje się na zaciągniętym hamulcu spokojnie kontrolowały temperaturę spotkanie będąc pewnym swego i oszczędzając siły na resztę dnia.

FC Comeback 1:3 GWA Ochota
O bardzo dużym rozczarowaniu może mówić zespoły Kosty Didenko. Kiedy analizowali grupy oraz drabinkę pucharową jeszcze przed startem imprezy z pewnością zakładali, iż w przypadku zajęcia pierwszego miejsca unikną mistrza Polski Socca i triumfatora Socca Champions League. GWA Ochota turniej zaczęła jednak od potężnej wpadki z Warsaw Sinaolą przez co zrzuciła się na drugą lokatę. A to sprawiło, iż Comeback zagrał nie z kimś w swoim zasięgu, a z gigantem tej gry. Ukraińcy mieli dobry skład tego dnia i prezentowali się z dobrej strony, ale na tak wytrawnych graczy, jakimi są zawodnicy GWA Ochota okazało się to zbyt mało.
Gamba Veloce 0:4 Otamany
Dziewiątoligowiec do meczu z Otamanami podchodził mając za sobą spotkania z o wiele, ale to o wiele gorszymi piłkarsko teamami. W grupie Veloce rywalizowało z trzynastoligowcami czy piętnastoligowcami. Tu przestrzał umiejętności był diametralny, a jedna z najsilniejszych ukraińskich drużyn w kraju w Socca nie dała złudzeń mniej doświadczonym kolegom. Patrząc z perspektywy gospodarzy trzeba przyznać, iż "wylosowało się trudno" zaś z perspektywy gości na odwrót "wylosowało się łaskawie". Nie byliśmy świadkami giga niespodzianki i faworyt zrobił, co zrobić miał.
Sirius 2:5 KSB Warszawa II
Unbelievable. Gdyby ten pewniak był na kuponach graczy Superbet – popsułby większości zakład, a garstkę marzycieli wzbogaciłby o fortunę. Wydawało się, że drugiemu zespołowi KSB wylosował się jeden z najbardziej wymagających rywali. Sirius, nawet jeśli w minimalnych ubytkach kadrowych, to świetna, jakościowa paczka, która wywalczyła w sezonie zasadniczym awans do elity. Powiedzieć o KSB II, iż w tym starciu byli kopciuszkiem, underdogiem, to jak nic nie powiedzieć. Kułak i spółka mieli jednak wizję, mieli wiarę i mieli genialne 4:0 przez jakże długi czas. Bramka wydawała się zaczarowana, nie do sforsowania. Czasem już tak w piłce jest: żre wszystko lub nie żre nic. Drugi zespół KSB zagrał genialne spotkanie i zasłużenie awansował dalej tym samym potwierdzając że ich świetna dyspozycja w grupie nie była dziełem przypadku.
Manitas 4:0 Boiskowy Folklor
Nie było większych szans. Oba zespoły dzieliła przepaść, nawet jeśli Boiskowy tego dnia, w grupie, prezentował się świetnie, to jednak Manitas jest zespołem z innego pułapu. Celem gospodarzy było podium, zaś dla Folkloru sama obecność wśród 32 najlepszych ekip była niemałym wyróżnieniem. Goście walczyli dzielnie, ale w konfrontacji z jakością oraz liczebną kadrą gospodarzy nie mieli większych szans, a wynik mówi sam za siebie. W przypadku gości można mówić o tym, iż w grze o TOP16 wyloswał się trudny przeciwnik, przy odrobienia większym szczęściu i innej parze możnaby było pomyśleć o czymś więcej...

FC Bulls 1:0 Dziki z Lasu
Wydawało się przed meczem, iż pałeczka z podpisem faworyta spotkania będzie po stronie gości. Niemniej, jako z Bullsi to czołówka czwartej dywizji, zaś Dziki to środek drugiej dysproporcje wcale nie były tak duże, jak niektórym mogłoby się wydawać. Na korzyść Dzików wydawał się fakt, iż byli oni po bardzo trudnej grupie, więc powinni być rozgrzani na maksa możliwości. Z perspektywy czasu jednak należy ocenić, że chyba na tym etapie Dziki wypruły się z sił, a ukraiński team grając bardzo ambitną, waleczną piłkę wybił z głowy DzL dalszy udział w turnieju. Awans z tak trudnej grupy w przypadku Dzików należy uznać za mini sukces, ale odpadnięcie już na pierwszym etapie fazy pucharowej – za porażkę.
Orły Maciejki 2:0 Legion UA
Drużyna gości to bardzo waleczna, ukraińska paczka. I mimo tej dużej woli walki na końcu jednak przeważnie decyduje jakość. Ta wyraźnie była po stronie gospodarzy, którzy mając wynik umiejętnie szachowali siłami. Do tego gra Orłów w oparciu o świetnie grającego nogami Janka Włodka mogła zniechęcić Legion UA do dalszych prób, gdyż nie do końca wiedzieli, jak się za to zabrać i jak "odcinać bramkarza". Legion UA gdyby dostał innego rywala na tym etapie mógłby myśleć o grze dalej, ale w tym przypadku nie było takiej możliwości.
Kresowia Warszawa 4:0 S04
Obok meczu wygranego przez drugi zespół KSB aż 5:2 z Siriusem ten był największą sensacją. Może pochopnie na serio wzięliśmy słowa kapitana gości, który deklarował że na Superbet CUP przyjechali po złoto. Owszem gra w grupie, a przede wszystkim remis z Łowcami, napawał dużym, zasadnym optymizmem. Kiedy jednak nadszedł najważniejszy moment, a rywal dojechał nie tylko wolą walki, ale i umiejętnościami zaczęły robić się niespodziewane kłopoty. Taki obrót wydarzeń mocno wytrącił z uderzenia młody zespół S04, który finalnie przegrał – o ironio – właśnie 0:4.
FC Kebavita 3:0 FC Zaborów
Zespół gości dawno (o ile w ogóle?) nie miał sposobności podejmowania tak jakościowego rywala, jakim jest FC Kebavita. Zespół o tureckich rysach owszem nie ma ostatnio dobrego czasu, ale to nadal jakościowy team, a w konfrontacji z zespołem lig niższych zawsze będzie faworytem. I tak też było w tym starciu. Choć ekipa gości walczyła dzielnie, ambitnie i widać było, że im zależy, to jednak czerwona ściana postawiona przez FC Kebavitę okazała się niemożliwa do sforsowania. W tym pojedynku nie byliśmy świadkami sensacji, a do dalszej fazy awansował zespół po prostu piłkarsko lepszy. Mimo wszystko to był kolejny dobry dzień dla teamu FC Zaborów.

Ternovitsia 0:3 InPlus
Zespół Terno mógł mówić o sporym pechu (tak samo jak FC Patriot) gdyż ich grupa trafiała na jedną z najtrudniejszych, najsilniejszych podczas tego eventu. Zarówno Husaria Mokotów, jak i InPlus to drużyny z czołówki warszawskiej sceny piłki sześcioosobowej. Zresztą namiastkę tego miał drugi zespół Ternovitsii, który grał właśnie w tej grupie (dlatego w teorii mogliśmy być świadkami derbów Ternovitsii w 1/16) i – jak na ironię – drugi zespół Terno zagrał lepiej z InPlusem (2:3 przegrana, ale po prowadzeniu przez cały mecz), niż pierwszy. Zespoły z Ekstraklasy nigdy nie znajdują się w niej z przypadku, a ich jakość choć momentami może być poddana lekkiej wątpliwości, to gdzieś tam jednak na końcu zawsze daje o sobie znać. Ternovitsia po fenomenalnym sezonie zasadniczym tym razem musiała obejść się smakiem dostając zaledwie namiastkę tego, co czeka ich w niedalekiej przyszłości w pierwszej lidze.
Warsaw Sinaola 2:1 BM
Gospodarze w ostatnim czasie znajdują się w kapitalnej formie, a kiedy gdzieś od kwietnia złapali noszenie to lecą na nim i lecą. Efektem tego wzrostu formy było podium silnej trzeciej dywizji oraz dobre występy na innych turniejach. Dodatkowo wygrana za Ochotą 3:1 zawsze będzie powodem do dumy. Z drugiej strony BM to także team o niemałych aspiracjach i jakości. Ich wysoka lokata w czwartej lidze nie była przypadkiem i czuć było w tym meczu, iż spotkały się dwie równe sobie ekipy z fajną jakością i wielką wolą walki. Kiedy opadł ten bitewny kurz to jednak Patryk Abassi wraz z kolegami z zespołu mógł mieć uniesioną do góry pięść w geście triumfu nad rywalem. To był dobry mecz o wejście do TOP16.
Uragan 6:0 KK Wataha Warszawa
Wraz z 4:0 Otamanów i 4:0 Husarii ten mecz był trzecim, gdzie przewaga jednych nad drugimi była aż nadto widoczna. I to pomimo tego, iż zawodnicy w czerwonych trykotach ewidentnie grali na zaciągniętym hamulcu, szczędząc sił na później. Zespół Wilków miał pecha, kiedy los sparował ich już na tym etapie z jedną z najlepszych ekip tego dnia na tym obiekcie. Gospodarze odkąd dołączyli do Ligi Fanów właściwie wygrywają wszystko hurtowo i trudno się dziwić, że i w tym spotkaniu okazali się wyraźnie lepsi od mocno niżej notowanego rywala.
KSB Warszawa 1:0 PPKS Tornado
Patrząc po wynikach można by powiedzieć, że doszło do pomyłki. Że pierwszy zespół, jak już, ograł 5:2 Sirius, a drugi po wymęczonym 1:0 ograł szesnastoligowca. Wyjątkowo jednak nie pomyliliśmy się, a przynależność barw nie została zachwiana. Można więc kręcić nosem, że w starciu zespołu, który jest o szesnaście poziomów wyżej różnica klas powinna być większa, ale z drugiej strony – jakie to ma znaczenie, kiedy liczy się końcowy efekt? Kontentu dostarczył już drugi zespół, pierwszy po prostu miał awansować dalej i to uczynił. Tym samym w TOP16 znalazło się miejsce dla dwóch zespołu KSB Warszawa, co jest świetnym wynikiem. Co zaś tyczy się PPKS Tornado to oczywiście należy im pogratulować postawienia się znacznie wyżej notowanej ekipie z Ekstraklasy!

1/8 FINAŁU SUPERBET CUP
Q-Ice Warszawa 1:1 (4:3k.) Husaria Mokotów
Do tego meczu zespół mokotowskiej Husarii swoje mecze – poza jednym wyjątkiem – rozstrzygał szybko, w dodatku różnicą kilku goli. Idąc po kolei wygrywając 3:0, 2:0, 4:0 i 4:0. W najważniejszym momencie, kiedy toczyła się gra o wejście do czołowej ósemki ekipie w białych trykotach jakby strach w oczy zajrzał. Mimo szybko objętego prowadzenia 1:0 gracze z Mokotowa dali się zaskoczyć raptem kilka minut później. Obie ekipy zamiast iść all-in postanowiły raczej rozsądnie i bezpiecznie czekać na swoje okazje. Te nie przyniosły jednak rozstrzygnięcia, a o dalszym być albo nie być miały zadecydować rzuty karne, które lepiej rozegrali gracze Łukasza Mroza.
Inferno Team 0:2 FC Łowcy
Wszystkie mecze Łowców wyglądały do złudzenia podobnie. Mądra, wyczekująca rywala gra, która z perspektywy osób trzecich mogła wyglądać jak gra "na pół gwizdka". Nic z tych rzeczy. Ta dobrze dobrana taktyka sprawiała, że temperatury spotkań Łowców nie były niepotrzebnie podgrzewane, bo w tym chaosie ekipa Aleksego zbędnie mogłaby sobie narobić problemów. Tym samym każdy rywal był trzymany na bezpieczny dystans. Nie inaczej było z drużyną Inferno Team, która jako medalista zaplecza Ekstraklasy zapewne mógł liczyć tego dnia na coś więcej, niż trzy zwycięstwa, remis i dwie porażki tego dnia.
GWA Ochota 1:1 (2:1k.) FC Otamany
Bez wątpienia najsilniejsza para tego etapu turnieju. Naprzeciw siebie stanęło dwóch wytrawnych graczy o bardzo dużej jakości i wcale nie mniejszym doświadczeniu szóstkowym. Regulaminowy czas gry, mimo kilku klarownych okazji, nie przyniósł rozstrzygnięcia tym samym o wszystkim miał zadecydować konkurs rzutów karnych. W nich zespół Kamila Jurgi okazał się nieznacznie lepszy od ukraińskiego potentata. Otamany zagrały bardzo dobry turniej, ale niestety – patrząc z ich perspektywy – tym razem trzeba było pożegnać się z imprezą na etapie TOP16.
KSB Warszawa II 2:3 Manitas
Drugi zespół KSB Warszawa był tego dnia na tyle w sztosie, że uskrzydlony świetną postawą w grupie oraz jeszcze lepszą postawą w meczu z Siriusem chciał kontynuować piękną historię za wszelką cenę. I choć patrząc przez pryzmat potencjału oraz jakości, wydawać by się mogło, że team gospodarzy nie będzie miał podjazdu do gości, to finalny rezultat mówi wszystko. Było nerwowo, było gorąco, było emocjonująco! Finalnie "dwójce" nieco brakło, ale z całą pewnością z podniesioną głową mogli pożegnać się z eventem, a wraz z Kresowią Warszawa – do pewnego momentu – byli największym pozytywnym zaskoczeniem turnieju.

FC Bulls 1:7 Orły Maciejki
Zespół z piątego poziomu rozgrywkowego długo i dzielnie trzymał się w gronie najlepszych, za wszelką cenę chcąc się utrzymać przy jednym stole wraz z najlepszymi, ale w końcu musiał się znaleźć ktoś, kto ukraińskiemu zespołowi wskazał drzwi prowadzące do wyjścia. Finalny rezultat, taki jak niegdyś Niemców z Brazylią, 1:7 mówi sam przez się. Różnica przynajmniej kilku klas była bardzo widoczna, a Orły dowiozły w tym spotkaniu, co dowieść miały. Tym samym czerwone Byki pożegnały się z nami na i tak świetnym etapie TOP16, a Maciejki przygotowywały się do ostatecznej batalii o medale.
Kresowia Warszawa 2:3 FC Kebavita
Tu był potencjał na "turniej życia" w wykonaniu Kresowii Warszawa. Grupa? Świetną postawa i zasłużony awans. Pierwszy etap pucharowej? Miazga i 4:0! Jednak Kebavita miala być już prawdziwą weryfikacją, bo zespół prezesa Buraka to może już nie czołówka polskiej sceny Socca, jak kiedyś, ale nadal bardzo jakościowa paczka. I długo pachniało giga sensacją gdyż Kresowia była długo na prowadzeniu. Niestety, patrząc z perspektywy tego klubu, czerwoni świetnie wykorzystali grę z rosłym pivotem i koniec końców przełamali skomasowaną obronę siódmoligowca odkręcając rezultat spotkania na swoją korzyść. Tak czy siak znalezienie się przez Kresowię w gronie 16 najlepszych ekip turnieju to najprawdopodobniej najlepszy rezultat w historii klubu, którego serdecznie gratulujemy i życzymy powodzenia w kolejnych takich pięknych rajdach.
InPlus 4:2 Warsaw Sinaola
Zespół Janka Skotnickiego rozpędzał się powoli, ale kiedy złapał w końcu swoje granie odstawił resztę stawki daleko za sobą. Po porażce na dzień dobry z pierwszym zespołem Husarii Mokotów 0:3 ekipa niebieskich wygrała pięć meczów z rzędu, przeważnie różnicą kilku goli. Sinaola tego dnia była świetnie dysponowana, zresztą jak w ostatnim czasie, grając swoje, ale tym razem okazało się to zbyt mało na ekipę z podium Ekstraklasy Ligi Fanów. Dla Warsaw Sinaolii turniej ten był jednak kolejnym świetnym przeżyciem, a pięknym skalpem z niego pozostanie zwycięstwo aż 3:1 nad GWA Ochotą, co ekipom z lig niższych zdarza się niezwykle rzadko.
Uragan 3:1 KSB Warszawa
No dobrzy są, dobrzy. Tak mogli skwitować ten mecz zawodnicy Michała Tarczyńskiego. Przeciwstawić się technice Uraganowi? Niezwykle ciężko. Oczywiście, KSB jak przystało na ekipę z czuba Ekstraklasy Ligi Fanów swoje sytuacje miało, a przy wyniku 1:2 ich napór rósł i rósł. Natomiast zawodnicy w czerwonych trykotach przetrwali tę nawałnice, a kiedy odzyskali rezon, zadali ostatni, kończący cios przeprowadzając klinicznie zaplanowaną akcje kontrową, zdobywając gola do pustej bramki. Tym samym KSB Warszawa, idąc w sukurs za swoim drugim zespołem, musiał się z naszym wydarzeniem pożegnać na etapie 1/8, ale i tak był to kolejny dobry turniej zielonych pod egidą Ligi Fanów – teraz przed nimi ogólnopolskie eventy, na których oby wyglądali równie dobrze.

ĆWIERĆFINAŁY SUPERBET CUP
Q-Ice Warszawa 0:2 FC Łowcy
Cóż za niespodzianka! Łowcy znów zagrali to, co im świetnie oddawało dotychczas i znów finalny efekt był taki, jaki duet dowodzący zza linii, Mara oraz Miles, mogli oczekiwać. Spokojne, mądre granie, bez ataków na hura i cierpliwie czekając na swoje, będąc pewnym, iż te sytuacje nadejdą. I nadeszły. A kiedy trzeba było postawić kropkę nad I Norbert Jaszczak oraz spółka nie mieli litości dla ekipy Łukasza Mroza. Najwierniejszych fanów Q-Ice musiało – mimo panujących upałów – porządnie zmrozić, kiedy okazało się że o strefę medalową przyjdzie powalczyć z głównym faworytem turnieju. I słusznie, bo w przypadku innego losu szansa na medal owszem by była, a tak to... a tak to było to niemal z urzędu niemożliwe. Łowcy wygrali trzeci mecz z rzędu w pucharowej bezpiecznym 2:0 i zameldowali się wśród czwórki najlepszych wyczekując na creme dela creme tego dnia, czyli mecze o mistrzostwo. Q-Ice po dobrym turnieju zakończył swoje granie na TOP8, co i tak trzeba uznać za genialny wynik.
GWA Ochota 1:4 Manitas
Po gospodarzach, owszem mających aktualnie niemałe turbulencje, mimo wszystko zawsze – patrząc przez pryzmat ich potężnej marki, którą wyrobili sobie przez lata i którą wybili w roku 2025 na zupełnie inny, nieosiągalny dotąd dla nikogo level – oczekuje się nieco więcej. Tego więcej brakło w najważniejszym meczu tego dnia, bo była to kluczowa gra w walce o medale. To Ochota, mimo wszystko, podchodziła do tego spotkania w roli faworyta, ale tym razem – wyjątkowo jak na nich – zawiodła. Skrzętnie wykorzystał to Manitas, nie bacząc na problemy mistrza Polski Socca robiąc doskonałą robotę i pewnie pokonując team Kamila Jurgi aż 4:1. Dzięki temu zwycięstwu biali zagwarantowali sobie dwa dodatkowe mecze i masę emocji, zaś zdobywca Socca Champions League musiał pożegnać się z naszą imprezą kończąc w i tak doborowym towarzystwie ośmiu najlepszych ekip tego dnia.
Orły Maciejki 4:0 FC Kebavita
Można powiedzieć, co nie będzie kłamstwem, że pierwszym rywalem z absolutnego topu dla Kebavity był team właśnie Orłów. Dotychczas nie licząc Inferno w grupie, które można uznać za drużynę o określonej, wysokiej jakości droga FCK do TOP8 była dość spokojna, a aby znaleźć się w tym gronie trzeba było ograć FC Zaborów (siódmy poziom) i Kresowię (dziewiąty poziom), co umówmy się dla takiej ekipy jak Kebavity było na spokojnie do zrobienia. Niestety, ale patrząc z perspektywy Buraka Cana aktualna dyspozycja jego zespołu jest za to ciut za niska, aby konkurować z drużynami wiodącymi prym w stolicy. Rezultat tego pojedynku był dość smutnym odzwierciedleniem tego ile pracy czeka Kebavitę, aby powrócić na szczyt. Nie jest to jednak niemożliwe, a zespół ten w przeszłości nieraz pokazywał, że może być realnym zagrożeniem dla otoczenia. Tym razem pary starczyło na czołową ósemkę, co jest dobrym wynikiem. Orły Maciejki natomiast kontynuowały swój marsz w trybie dobrze naoliwionej maszyny.
InPlus 2:2 (2:3k.) Uragan
Najwięcej emocji i najbardziej wyrównany mecz mieliśmy na sektorze D, gdzie regulaminowy czas gry nie przyniósł rozstrzygnięcia. O wszystkim musiały zdecydować karne, które trwały i trwały. Nie obyło się też bez małego zamieszania. Finalnie absolutnym bohaterem swojego zespołu został bramkarz Uraganu, który wpierw fenomenalnie wybronił strzał rywala, a następnie... sam, pewnym silnym strzałem zapewnił Uraganowi TOP4. Tak czy siak ten mecz był świetną reklamą piłki sześcioosobowej, a InPlus mimo iż w pewnym momencie był poza turniejem (dzieliło ich od tego raptem kilka minut w meczu Husarii z Rock"n Rollem) to kiedy dostał drugą szansę, to już wszedł w dobry tryb i mało brakło, aby dopiął swego celu, jakim było załapanie się na Puchar Polski Socca we Wrocławiu poprzez wywalczenie przepustki na naszym turnieju. Jako jednak że się nie udało, Janek i spółka będą musieli próbować dalej.

PÓŁFINAŁY SUPERBET CUP
FC Łowcy 1:0 Manitas
Jeśli liczyć posiadanie piłki Manitas pod tym względem wydawać by się mogło, że miał sporą przewagę.Nie ta statystyka jest jednak najważniejsza. A Łowcy zdaje się jakby przez cały niedzielny turnieju doskonale sobie z tego zdawali sprawę. Ich taktyka była kalką odbijaną przez wszystkie etapy eventu. Troszkę cofnąć, troszkę poczekać, a potem kontrować, raz, dwa, trzy. Któraś z takich kontrakcji biorąc pod uwagę wybitną jakość zawodników grających dla tego zespołu musiała być udokumentowana golami. Gruntem więc było, aby nie stracić, mając w świadomości to, iż prędzej czy później gole dla ukraińskiego giganta szóstek będą padać. Taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę. Każdy z rywali Łowców mógł mieć wrażenie, że "już ich ma" "że jest blisko" ale fakty są takie, iż Łowcy od 1/16 do finału przeszły z bilansem bramek 7:0 i raczej nie było po nich widać, aby w którymkolwiek momencie coś wymykało im się spod kontroli. Manitas dzielnie walczył do końca, szukając swoich szans, ale te choć owszem były, to ani razu nie zostały zamienione na gola. Tym samym dzięki temu jednemu trafieniu Łowcy znalazły się w wielkim finale, zaś Manitas o podium musiał się jeszcze postarać...
Orły Maciejki 1:1 (2:1k.) Uragan
Oba zespoły znalazły się w jednym miejscu, tuż przed wielkim finałem, ale ich droga ku temu miejscu była diametralna inna. Orły mknęły jak burza, gromiąc każdego rywala po drodze, będąc od oponenta o minimum klasę lepsi. Inaczej się to miało w przypadku gości. Tu była prawdziwa, długa i wyczerpująca "ścieżka zdrowia". Dowód? Aby Uragan znalazł się w TOP4 musiał pokonać KSB Warszawa (4 miejsce Ekstraklasa) i InPlus (3 miejsce Ekstraklasa) więc dwie czołowe ekipy sezonu zasadniczego Ligi Fanów. Jak z KSB udało się to jeszcze zrobić w miarę pewnie, tak z InPlusem decydowały karne. Te same karne, które w meczu z Orłami – finalnie – również miały decydować, gdyż w regulaminowym czasie gry obie ekipy ukąsiły siebie nawzajem po razie. W serii karnych, tym razem to nie bramkarz Uraganu był bohaterem, ale goalkeeper Orłów Maciejki Jan Włodek, który po obronie karnego utonął w objęciach swoich kolegów z drużyny. Tym samym, dzięki wygranej po karnych Orły wiedziały, iż medal mają już zagwarantowany, natomiast Uragan czekała jeszcze arcybatalia w konfrontacji z Manitasem – nie przedłużając – przejdźmy więc do tych meczów...

MECZ O BRĄZ SUPERBET CUP
Manitas 0:1 Uragan
Długa była droga, aby znaleźć się w tym miejscu. Konkretniej trzeba było rozegrać osiem meczów i przejść trzy kolejne fazy bez żadnej wywrotki. A na koniec, zarówno jednym jak i drugim mogło razić widmo ewentualnego zostania z niczym. Bo czwarte miejsce, to to, o którym się mówi, iż jest najmniej lubiane przez sportowców, które niefortunnie ktoś musiał zgarnąć. To dla tej lokaty, wśród drużyn liczących się, jest przypisany największy niedosyt, bo medal jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Po dość zamkniętym meczu, gdzie oczywiście nie obyło się bez szans dla obu ekip, skromnym, ale jakże cennym jednobramkowym zwycięstwem na rzecz Uraganu zakończyło się to ostatnie dla obu ekip spotkanie. Z perspektywy gości: moment wielkiej ulgi. Cały włożony trud – nie poszedł na marne. Dla Manitasu duże rozczarowanie, ale! Ale na szczęście znalazł się jeden pozytyw, który jako organizatorzy zdołaliśmy zapewnić. Jako, iż Łowcy mieli już przepustkę na Puchar Polski Socca we Wrocławiu slot na ten event przeszedł dalej, a co za tym idzie otrzymała go właśnie drużyna Manitasu. Dlatego gracze tego zespołu nie opuścili obiektu AWFu Warszawa z gołymi rękoma – i bardzo dobrze, bo swoją świetną postawą tego dnia zasłużyli na jakiekolwiek uhonorowanie. Dla Uraganu po srebrze za Dechatlon CUP brąz za Superbet CUP jest kolejnym, zacnym i jakże miłym skalpem w gablocie prezesa.

FINAŁ SUPERBET CUP!
FC Łowcy 4:0 Orły Maciejki
Tak jak w przypadku podsumowania powyższego meczu o trzecie miejsce, tak i tu nim o wydarzeniach boiskowych warto docenić, jak długą drogę przeszły obie ekipy, aby móc zagrać w takim meczu. W pokonanym polu zostało aż 80 ekip, osiem meczów – cztery w grupie, gdzie jeszcze był margines na delikatne potknięcia – oraz cztery w pucharowej, gdzie aby wejść do finału nie było już mowy o żadnej wywrotce. I w rzeczy samej: obie ekipy ustały ten lot w kapitalnym stylu, a nagrodą było to, iż nie zważając na finalny rezultat na szyjach obu drużyn już wisiały medale. Pytaniem pozostawało, który kolor dla kogo.
Łowcom dowodzonym zza linii przez duo Mara&Miles, a w polu przez dwóch reprezentantów Polski Jaszczak&Wardzyński niebywale oddawała taktyka skupiona na wyczekiwaniu swoich momentów. Głupotą byłoby zmieniać coś, co tak dobrze działało dotychczas. Lekkie cofnięcie, oddanie piłki rywalowi wiedząc, iż samo posiadanie dla posiadania to jeszcze za mało i ta cierpliwość – godna mistrza. I w tę grę siłą rzeczy Orły zagrały, wleciały w dość znane sobie peryferia, czyli w dominację nad rywalem, ale tym razem jakość i klasa oponenta była tak duża, iż z kata jakim dotychczas był team Orłów zrobili się ofiarą. Ofiarą Łowców. Gol dla ukraińskiej ekipy jeden, potem drugi. Następnie, co zrozumiałe próba gry z lotnym, wpierw Madejem, a następnie Polakiem miała jednak ten sam smutny dla Maciejków nomenomen finał: bezlitosne kontry.

Jakiś czas temu, jeszcze w czerwcu, byliśmy świadkami bardzo podobnego meczu na tym samym sektorze w ramach rozgrywek Ligi Fanów, kiedy w rolę Orłów Maciejki wcieliła się ekipa GWA Media Ochota, a w rolę Łowców Gladiatorzy. Przebieg gry wielce podobny, rodzaj goli niemal kropla w krople, a i ostateczny rezultat: ten sam. Taki urok szóstek, w pewnym momencie musisz dać all-in będąc świadom przy tym, że faktycznie grasz wszystkim, co masz. Tym razem to Orły pierwszy raz tego dnia musiały uznać wyższość rywala, ale to w żadnym wypadku nie powinno zabierać im satysfakcji z tego, jak genialny wynik wykręcili przez cały dzień. A Łowcy? Klasa, piłkarską klasa jak zawsze! Który to już zresztą potężny łup w kolekcji tego klubu? Nie sposób tego wszystkiego zliczyć...






