reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

GWA OCHOTA ZWYCIĘZCĄ Q-ICE SOCCA WARSAW CUP 2026!

Jubileuszowa dziesiąta edycja Q-ICE SOCCA WARSAW CUP zakończona! Kolejny rok z rzędu mieliśmy zaszczyt gościć pod największym balonem pneumatycznym w Polsce blisko sto znakomitych zespołów, które walczyły o końcowy triumf i przejście do historii. Kto zapisał się złotymi zgłoskami w annałach tego wydarzenia? Kto rozczarował, a kto zaskoczył najbardziej? Jak poradził sobie obrońca tytułu zespół Gladiatorzy Eternis? Jak wypadł mistrz Polski Socca oraz zdobywca Socca Champions League zespół GWA Media Ochota? Nie zabrakło: pięknych bramek, niesamowitych comebacków, ale i... kontrowersji. To wszystko właśnie teraz w szczegółowej relacji Wam podsumujemy zatem, w dedykowanym artykule - ZAPRASZAMY do lektury! 

Wyniki Turnieju 

https://ligafanow.pl/puchar/live?id=30

Galeria zdjęć drużynowych

https://ligafanow.pl/waw/Socca2026_Drużyny

Galeria zdjęć z gry vol.1

https://ligafanow.pl/waw/Socca2026_Foto1

Galeria zdjęć z gry vol.2

https://ligafanow.pl/waw/Socca2026_Foto2

Galeria zdjęć z gry vol.3

https://ligafanow.pl/waw/Socca2026_Foto3

Rolka Video z Turnieju

https://ligafanow.pl/waw/Socca2026_Rolka

VEO z Turnieju

https://ligafanow.pl/waw/Socca2026_VEO

FAZA GRUPOWA

GRUPA A

Po trzech seriach gier byliśmy świadkami pierwszego sporego zaskoczenia. InPlus - zespół który przecież dopiero co wygrał VI edycję Memoriału Przemka Sawickiego - i jego dalszy byt podczas turnieju Q-Ice zawisł na włosku. Wszak "niebiescy" w pierwszych trzech meczach wygrali tylko raz. Owszem, z drugiej strony, można powiedzieć, że też ani razu nie schodzili z placu boju pokonani (Czarne Pantery 1:0, Sirius 0:0, Dziki z Lasu 1:1), ale pięć na dziewięć możliwych do uzyskania punktów, jak na tak klasową ekipę nie brzmi jak wymarzony start. Klasowe teamy poznaje się jednak po tym, jak kończą i jak radzą sobie pod presją, a zespół Janka Skotnickiego kolejny raz udowodnił, że nawet stojąc pod ścianą potrafią wytrzymać tę próbę nerwów. Dwa zwycięstwa w dwóch kolejnych seriach gier dały Ekstraklasowiczowi pierwsze miejsce, tym samym mimo pewnych turbulencji udało się do celu dolecieć zgodnie z oczekiwaniami. Przed turniejem wydawało się, iż o miejsce numer dwa stoczą bój zespoły z Ligi Fanów: Sirius (I liga) lub Dziki z Lasu (II liga), tymczasem gdzie dwóch się bije... Lufka Wieliszew młoda, ambitna i liczna paczka przebojem pogodziła dwie bardziej znane marki w środowisku szóstkowym. "Zieloni" z m.in. liderem Zaksem na czele pierwszą porażkę zanotowali dopiero w czwartej serii gier ulegając zwycięzcy grupy drużynie InPlus. Pozostałe mecze? Ani jednej porażki! Remis z Dzikami z Lasu na "dzień dobry" 1:1, pewne zwycięstwo 3:0 nad Czarnymi Panterami poprawione... tym samym rezultatem z drugim zespołem S04 i z punktem kulminacyjnym - meczem o bezpośredni awans do dalszej fazy gry - przed ostatnią kolejką o drugie miejsce zagrała Lufka z Siriusem i wbrew temu kto był faworytem "na papierze" to klub z Wieliszewa triumfował po genialnym meczu 2:1! Pozostałe miejsca w grupie A zajęli kolejno: Dziki Z Lasu (9 pkt.), FC Sirius (7 pkt.), Czarne Pantery (4 pkt.) oraz SO4 FC II (0 pkt.). Największy zawód w tej tabeli sprawił fenomenalny na jesieni w pierwszej dywizji Ligi Fanów ukraiński Sirius. Po tej ekipie spodziewaliśmy się gry o TOP8, a ich odpadnięcie już na etapie fazy grupowej trzeba uznać za pierwszą, delikatną niespodziankę eventu. Dziki Z Lasu z kolei nie przegrały ani razu (!), ale ich ostatni mecz, kiedy zagrali na Panterę grającą już jedynie "for fun" i zgubienie na nich punktów, co jak się okazało z perspektywy czasu dałoby im pierwsze miejsce (!!!) to potężna wtopa. Szkoda, bo do tego meczu prezentowali się naprawdę zacnie. Dla Czarnych Panter oraz SO4 FC II podziękowania, że mimo iż pozbawione były już oba teamy szans na awans dzielnie walczyły do samego końca - szanujemy taką postawę!

1. InPlus Warszawa 11 pkt.

2. Lufka Wieliszew 10 pkt.

GRUPA B

I tak jak w sąsiedniej, pierwszej tabeli pierwszą niespodzianką było pożegnanie się Siriusa z turniejem już na etapie fazy grupowej, tak tu za takowe - wyprzedzając fakty i niejako przy tym spoilerując - trzeba uznać odpadnięcie Maciejkowic już po pierwszym etapie gry. Uczestnik Ligi Mistrzów Szóstek w kategorii "masters" mając za sobą kapitalny rok 2025 wydawało się, że do Ożarowa jedzie po minimum TOP16 imprezy. I początek wydawał się być taki, jaki być powinien - zwycięstwo 2:0 nad Dzikami z Młochowa. Katastrofa dla graczy ze Śląska dopiero miała jednak nadejść. Kolejki 2, 3 oraz 4 to raptem dwa punkty na dziewięć możliwych i wykluczenie się z eventu. Maciejkowice to charakterna banda, więc z pewnością podzielą nasze szczere zdanie, iż rozczarowali po całości. I nas i siebie z pewnością samych jeszcze bardziej. Ale taki to właśnie urok turniejów, a prawdopodobieństwo i ryzyko wpadki na krótkim czasie rośnie proporcjonalnie do mniejszej liczby minut. Zgodnie z oczekiwaniami za to zagrało Electrico-Work z Wrocławia. "Pomarańczowi" (tudzież czarni - to zależy od kompletu strojów) od początku do końca sytuację mieli pod pełną kontrolą. Na pięć meczów nie przegrali ani razu, a remis z Maciejkowicami finalnie nie miał większego znaczenia. Nie tylko bilans punktowy, ale i bramkowy, robi wrażenie. E-W wydawało się kolejnym pewniakiem do gry w Fazie Pucharowej i zawodnicy tego klubu z Wrocławia dowieźli to, co miało zostać dowiezione. Nagroda? Zimne piwko, czillera sobotniej nocy i powrót w niedzielę na "pucharówkę" - i to jest klasa życie. I tak jak w "tabeli A" dużym zaskoczeniem na plus była Lufka Wieliszew, tak w grupie B analogicznie to miano przypadło BS Zadymiarzom. Ba! W ich przypadku trzeba mówić nie o "niespodziance", a o "giga niespodziance!", bo przed "biało-czarnymi" niemal nikt (w sumie to nikt) oprócz ewentualnie ich samych nie stawiałby na to, że mogą na tym turnieju cokolwiek więcej ugrać. To przecież team z jakże odległej czternastej dywizji Ligi Fanów. Patrząc na cały peleton piekielnie silnych ekip z czuba "Socca" takie zespoły na nikim - z całym szacunkiem - wrażenia robić po prostu nie mogą. Młode chłopaki zagrały jednak wszystkim na nosie z turnieju wyrzucając m.in. bardzo dobre Maciejkowice oraz solidne Dziki Młochów. Fenomenalna gra w sobotę wieczór poskutkowała nagrodą przesuniętą na następny dzień: możliwością gry już na samych najlepszych z najlepszych w Fazie Pucharowej z całej Polski - piękna przygoda, która mamy nadzieję, iż z chłopakami pozostanie na długo, a ten event będzie kiedyś wspominany przez nich jako początek czegoś większego. Następne miejsca w grupie padły łupem Dzików z Młochowa (6 pkt.), Q-Ice Team (4 pkt.) oraz Dream Team (0 pkt.). "Czarno-czerwoni" zawodnicy z Młochowa wykonali plan minimum ogrywając dwie ostatnie ekipy z tabeli (zgodnie z założeniami), ale to by było na tyle. I jak przegrana z Electrico oraz Maciejkowicami przed eventem by nas wcale nie zdziwiła, tak porażka z BS Zadrzymiarzami była dużym zaskoczeniem. Q-Ice, czyli patronat turnieju, zagrał solidnie, ambitnie i... znowu nie licząc BS Zadymiarzy, których siłę przed weekendem najwidoczniej zlekceważyliśmy (nie mogło być jednak inaczej) "lodowaci" zagrali na swoim poziomie. Co więcej, dzięki remisowi 2:2 z Maciejkowicami występ drużyny Łukasza trzeba ocenić bardziej na plus, aniżeli minus. 

1. Electrico-Work Wrocław 13 pkt.

2. BS Zadymiarze Warszawa 12 pkt.

GRUPA C

W odróżnieniu od dwóch wcześniej omawianych przez nas grup w zestawie "tabeli C" faworyci do awansu nie zawiedli naszych oczekiwań. GWA Media Ochota, co było oczywistą oczywistością (choć patrząc przez pryzmat roku ubiegłego gdzieś tam zalążek jakiejś niepewności mógł się leciutko tlić) byli pewniakiem do gry w Fazie Pucharowej. I mimo że mistrzowi Polski Socca udało się awansować do drugiego etapu zgodnie z planem, to jednak pewien absmak pozostał. W przypadku tych największych z największych druga lokata zawsze będzie odbierana jako ta "pierwsza przegrana". Szczególnie zły był finisz złotych medalistów Pucharu Polski Socca, bo na sześć możliwych punktów do zgarnięcia ich łupem padł ledwie jeden. Całe ich szczęście trzy poprzednie mecze padły ich łupem (Mr Szybka 3:0, S04 FC 2:1 i MTS Błonie 1:0), więc awans był już niemal przesądzony. W ostatnim grupowym meczu gdyby jednak przegrali 2:3, a nie zremisowali 2:2 z FC Defenders zaś S04 wygrał swój ostatni mecz to doszłoby do największej sensacji podczas tego wydarzenia i odpadnięcia złotych medalistów Socca Champions League już po Fazie Grupowej. Gdybologię odłóżmy jednak na inny raz, bo fakty są takie, że z drugiego miejsca GWA Media awansowało dalej, a reszta jest już tylko historią. Cyrkulatka jako potencjalna druga siła tej grupy w sobotnim kotle zamieszała aż miło. Pięć spotkań i ani jednej porażki, a w tym, jakże prestiżowe zwycięstwo nad Ochotą 1:0. "Żółto-niebiesko-biali" tylko raz nie zainkasowali kompletu punktów remisując bezbramkowo z S04. I gdyby nie to spotkanie zawodnicy ze wschodu Polski mieliby przypisane do swojej nazwy full punktów po sobotnich zmaganiach, co byłoby wynikiem wręcz kosmicznym! Tak czy siak, to co zrobiła ekipa kontuzjowanego Damiana Sokołowskiego, zasługuje na wielki poklask. Tym samym kolejny raz Cyrkulata udowadnia, że jeszcze co prawda nie jest paczką z absolutnego topu, ale śmiało gdzieś orbituje wokół tych najlepszych. Aby przebić ten szklany sufit, wejść na jeszcze wyższy level, trzeba złapać skalp z tego typu turnieju, jak ten nasz - czy tym razem się im ta sztuka powiodła? Jak im poszło w dalszej fazie turnieju? Do tego jeszcze wrócimy... Trzecie miejsce zdobyło S04, które podczas ostatniego Nocnego Turnieju Ligi Halowej w Zielonce zajęło mocno nieoczekiwanie drugie miejsce. A żeby złapać medal tak zacnej imprezy trzeba prezentować odpowiedni poziom i nie ma mowy o przypadku. Juniorska ekipa przez to mocno rozbudziła nasze apetyty na ich znakomitą grę i... w zasadzie to utwierdziła nas w tym, że są aspirującą, fajną pakietą z potencjałem na jeszcze więcej. Trzy oczka straty do GWA Media (w zasadzie cztery) przed turniejem zapewne braliby w ciemno myśląc, że mogłoby to im dać awans z drugiego. Niestety Faza Pucharowa jeszcze tym razem nie była im pisana, ale wierzymy, że w przyszłości jest na to duże prawdopodobieństwo. MR Szybka Kózkowianka Kózki oraz Defenders równie dzielnie walczyły o każdy sobotni punkt. Pierwsi wygrali dwa mecze, w tym z S04 4:3 oraz z MTS 1:0, natomiast drudzy do wygranej nad Szybką 2:1 dołożyli jeszcze dwa remisy, w tym 2:2 z GWA Media, co można w ich przypadku traktować wręcz jako najlepszy mecz (lepszy niż zwycięstwo) podczas tego eventu. Ostatnie MTS Błonie w drugiej serii gier wywalczyło punkt z Defendersami, ale jak się z czasem okazało, było to jedyne "oczko", które padło tego dnia ich łupem. Liczymy, że za rok będzie już w tym kontekście o niebo lepiej. 

1. Cyrkulatka Warszawa 13 pkt.

2. GWA Media Ochota Warszawa 10 pkt.

GRUPA D

Tak zwana minuty ciszy dla zespołów FC Będzin, Stacja Nałęczów, Orły Kostowiec oraz FK Feniks. Kwartet ten bowiem trafił do grupy, w której mieliśmy przyszłych półfinalistów, tym samym skala trudności oraz szans na wyjście z takim duo, jak kapitalnie tego dnia dysponowane CPN United Raszyn oraz FC Łowcy było zadaniem piekielnie trudnym, wręcz niemożliwym do wykonania. I niby FC Będzin był nawet blisko ku temu, aby sprawić sensację i wyrzucić z gry ukraińskiego potentata, ale żeby to się zmaterializowało musieliby wygrać w ostatnim bezpośrednim meczu z Łowcami. Czy się im to udało? Cóż przegrana 0:6 mówi wszystko - nie było podjazdu. Tak samo różnicę między pierwszą dwójką a pozostałą czwórką dobrze widać w bramkach. Raszyn bilans bramek miał na poziomie +9, Łowcy +24, natomiast reszta goniących ekip Będzin (-2), Stacja Nałęczów (-6), Orły Kostowiec (-13) czy FK Feniks (-12). Przepaść. Ale przepaść taka, którą mogliśmy założyć przed turniejem, gdyż CPN United Raszyn to finalista mistrzostw Polski Socca, zaś Łowcy to objawienie roku 2025 w całym szóstkowym świecie Polski. Zaskakujące było jednak co innego: kolejność miejsc u góry. To machina Alexa wydawała się totalnym pewniakiem w grze o pierwsze miejsce tymczasem CPN nie pomyliło się ani razu w pozostałych czterech meczach, a w starciu bezpośrednim wygrali skromnie, ale jakże cennie 1:0. Ta jedna bramka w tym akurat konkretnym spotkaniu miała diametralny wpływ na dalsze losy obu zespołów. Raszyn bowiem wpadł do zdecydowanie łagodniejszej części drabinki, z kolei Łowcy do segmentu, gdzie czekali na nich gracze Ognia Bielany, Electrico-Work Wrocław czy Bebeluchów Łódź. Z drugiej strony dla ukraińskiego giganta nie ma większego znaczenia na kogo przyjdzie im się mierzyć. Do zespołów Łowców i CPN jeszcze wrócimy, teraz zobaczmy jak ułożyła się reszta tabeli. Trzecie miejsce przypadło wyżej wspomnianemu Będzinowi, który co prawda w starciach z liderami nie miał większych szans, ale już z ekipami w zasięgu bądź z dołu pokazał się z bardzo dobrej strony wygrywając trzy pozostałe spotkania. Potem mieliśmy dość dużą, pięciopunktową przerwą i na czwartej lokacie natrafiamy na ekipę Filipa Pyśniaka, czyli Stację Nałęczów, która na co dzień gra w jedenastkach (podobnie jak Będzin czy Raszyn). Stacja zapunktowała dwa razy: raz remisując 1:1 z Orłami, a raz wygrywając z FK Feniksem na start sobotniego grania. W pojedynkach z Łowcami i Będzinem Nałęczów nie miał większych szans (0:5 i 0:3), ale już w pojedynku z CPN team Filipa zagrał kapitalne zawody ulegając rywalowi po emocjonującym meczu 2:3. Orły Kostowiec niestety ani razu nie wygrały, ale trzy porażki, które wpadły na ich konto z pewnością wstydu nie przynoszą, tym bardziej patrząc na kogo grali. FK Feniks swój jeden jedyny punkt zdobyły właśnie w starciu z Orłami, także w tej grupie nie mieliśmy ani jednego klubu, który zawody zakończyłby z zerowym dorobkiem. 

1. CPN United Raszyn 15 pkt.

2. FC Łowcy Warszawa 12 pkt.

GRUPA E 

Czy możemy uznać za sensację odpadnięcie Red Stars Mejpol już na etapie Fazy Grupowej? I tak i nie. Bo z jednej strony Czerwona Gwiazda, która na Socca Warsaw CUP łączy dodatkowo siły z byłym półfinalistą edycji z 2023 roku Mejpolem zawsze jest stawiane w roli faworyta. Z drugiej jednak strony duet który finalnie wyszedł z tej dywizji jest równie niesłychanie piłkarsko groźny i piekielnie silny, co RSM. Tyle że "czerwoni" wcale nie z Otamanami pogrzebali swoje szanse na "pucharówkę". Mejpol wszak w najmniej oczekiwanym momencie uległ Warsaw Sinaolii 2:4, i dopiero to sprawiło, iż kolejność miejsc ekip w tej tabeli całkowicie została zachwiana. Nagle to Otamany miały piłkę na wagę awansu po swojej stronie. Aby przejść dalej drużyna Olega Bortynka musiała wygrać ostatni mecz z... Warsaw Sinaolą, więc tą samą ekipą, która dopiero co sprawiła giga sensację w przedostatniej serii gier. Ukraiński team choć o końcowy wynik musiał drżeć do ostatnich sekund (skończyło się 2:1 - remis pozbawiłby ich awansu), finalnie mogli unieść ręce w geście triumfu. Ogólnie "grupę E" trzeba uznać za jedną z bardziej zwariowanych podczas Q-Ice Warsaw CUP bowiem tu każdy tracił punkty z... każdym. Nawet ostatecznie zwycięski AGD ze Słupna nie zrobiło przejazdu przez niedzielę rano bez jakiejkolwiek rysy na ich bolidzie. Remis z Otamanami jak najbardziej jeszcze można zrozumieć lecz podział punktów z LJS Zadyszką było dużym zaskoczeniem, kiedy wiadomym było, że w tej grupie o awansie bądź jego braku mogą decydować dosłownie pojedyncze oczka. Marking jednak pomimo tych dwóch remisów w trzech pozostałych bataliach stanął na wysokości zadania, a jako że pomogli też rywale (tracąc punkty między sobą lub w dość kuriozalnych momentach) to AGD mogło świętować zwycięstwo w tejże grupie i nic poza tym nie miało już większego znaczenia! Czwarta lokata padła łupem LJS Zadyszki, którzy przede wszystkim remisując z liderem grupy Markingkiem pokazali się z kapitalnej strony. Do tego dorzucili dwie wygrane: pierwszą z Warsaw Sinaloą 3:1, a drugą z Elita FC 1:0. Piąte miejsce zajęła ekipa "bordowych" Warsaw Sinaoli, którzy pomimo tego, że grali wyrównane mecze długo czekali na pierwszy komplet punktów. A kiedy już go zdobyli zrobili to w najmniej oczekiwanym momencie wywracając hierarchię u góry tabeli o sto osiemdziesiąt stopni. Wygrywając 4:2 z Red Stars Mejpol nagle zrzucili ich z pierwszego miejsca na trzecie (jak się okazało taki układ pozostał aż do końca), a gracze z trzeciej dywizji Ligi Fanów Warszawa chcieli zrobić jeszcze jednego psikusa - tym razem warszawskim FC Otamanom - ale "żółci" zdołali przepchnąć wynikiem 2:1 korzystny dla siebie rezultat. Sinaola mimo tylko jednej wygranej może uznać turniej za solidny, niezły. Elita FC raczej o sobie tego powiedzieć już nie może, ale jeden remis w meczu z Sinaolą należy uszanować. Za rok Panowie poprawią swój wynik, więc na spokojnie...

1. AGD Marking Słupno 11 pkt.

2. FC Otamany 10 pkt.

GRUPA F

Przed startem turnieju w ciemno obstawiliśmy trzy ekipy, które powalczą o promocję do następnego etapu. W naszym mniemaniu największe ku temu szanse mieli gracze Bobritos, Lakoksów oraz CHZB Kordiał. W przypadku pierwszej i trzeciej ekipy - sprawdziło się. Natomiast mieliśmy dość dużą niespodziankę w przypadku Ekstraklasowego CF Lakoksy. W przeszłości paczka Bartka Królaka gościła już przecież w samej strefie medalowej imprezy! Ich wyautowanie już na poziomie Fazy Grupowej siłą rzeczy musi być odbierane jako dość dużego kalibru zaskoczenie. Team z Góry Kalwarii już w sam event wszedł średnio, bo od podziału punktów z Kordiałem 2:2. Ich dalsze losy tym bardziej komplikował fakt, iż w drugiej serii gier nie tylko nie wygrali, ale nawet i nie zremisowali. Porażka 0:1 z Fortalezą niemal postawiła ich pod ścianą już na "dzień dobry". Dopiero wygrana w trzeciej kolejce 6:0 z outsiderem grupy wlała na nowo trochę nadziei w serca Krokodyli. Tym bardziej ów nadzieja mogła być pobudzona, kiedy w następnym meczu znów udało się dorzucić trzy oczka tym razem wygrywając z drugim zespołem Łowców. Dla beniaminka Ekstraklasy Ligi Fanów wszystko miało rozstrzygnąć się w ostatniej serii gier. Jeśli wygraliby ostatni mecz nie tylko awansowali by dalej, ale i zrobili to najprawdopodobniej z pierwszego miejsca. Tak się jednak nie stało, bo Bobrtios Banditos należycie spuentowało swoją bardzo dobrą postawę w grupie wytrzymując presję ostatniego spotkania i nie ulegając Lakoksom. Ten "zwycięski remis" "czerwonym" zapewnił pierwszą lokatę. Oprócz remisu w ostatnim meczu 0:0 ekipa Bobrów dorzuciła jeszcze trzy zwycięstwa (Fortaleza 2:0, 3:1 CHZB, 1:0 Cockpit Country) i remis z drugim zespołem Łowców. Tym samym ekipa na co dzień grająca swoje mecze w Lidze Bemowskiej z trzema wygranymi na koncie, dwoma remisami i bez żadnej porażki zameldowała się w 1/16 Fazy Pucharowej. Do ekipy Jacka Strzegockiego i Damiana Pawlaka jeszcze powrócimy... Drugie miejsce wywalczyło CHZB Kordiał, które kilkukrotnie wisiało nad przepaścią, a ich dalszy byt był zagrożony (w przyszłości taką sytuację będzie można określić mianem permanentnej), ale każdorazowo finalnie dawali radę. Z Q-Ice Socca Warsaw CUP przywitali się polubownym podziałem punktów z Lakoksami, co było obiecującym startem. Następnie - z całym szacunkiem dla "pomarańczowych" - formalność z Cockpit Country (zespół z czternastego poziomu Ligi Fanów - przedostatnie miejsce w tabeli - nie mogło być większym wyzwaniem) 4:0. Trzeci mecz to trzeci... inny rezultat. Do remisu i zwycięstwa doszła porażka z Bobritos 1:3. Dwa ostatnie mecze miały więc zadecydować o dalszym "być albo nie być" dla "białych". Nie było jednak wątpliwości: wpierw na spokojnie ograli Fortalezę 3:1, a następnie drugi zespół Łowców 4:0. Trzecia lokata nieoczekiwanie wpadła w posiadanie Milano, które grupę zaczęło źle, bo od porażki 0:2 z Bobrami, ale już po drugiej serii gier, kiedy ograli Lakoksy 1:0 nad Fortalezą na nowo "wyszło słońce". Tym bardziej że następnie bezproblemowo ograli Łowcy II i Cockpit Country wysokimi rezultatami. Mecz o awans mieli z Kordiałem, ale tu rywal nie pozostawił złudzeń. Przedostatnie miejsce to Łowcy II bardzo wybrakowani tego dnia w personalia, bez pomocy kolegów z jedynki, w tym chociażby Denysa Blanka, który od czasu do czasu wpada w Lidze Fanów pomóc drugiemu zespołowi. Ostatnie miejsce zajęło Cockpit Country, które niestety ale wyraźnie odstawało na tle reszty stawki. Mimo wszystko szanujemy, dziękujemy i cieszymy się, że "pomarańczowi" mimo mikroskopijnych szans na cokolwiek więcej chcieli podjąć temat i wzięli udział w tym wydarzeniu! 

1. FC Bobritos Banditos 11 pkt.

2. CHZB Kordiał 10 pkt.

GRUPA G

Grupa, trochę tak jak ta "C", miała już przed samym startem dwóch swoich głównych faworytów do awansu. I jak tam tymi ekipami była Cyrkulatka oraz GWA Media Ochota, tak tu były nim Połczyn Brothers i KSB Warszawa. Wybiegając w przyszłość: tym razem przewidywania znalazły swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale nie obyło się bez komplikacji. Co więcej! Zarówno jedni, jak i drudzy, przed ostatnią serią gier nie mogli być pewni awansu. Wpierw KSB nie mogło przegrać z świetnie dysponowaną tego dnia ekipą Boca Seniors (mecz zakończył się wynikiem 0:0, który promował team Michała Tarczyńskiego), a następnie zespół z czwartej dywizji Ligi Fanów miał mecz ostatniej szansy z piekielnie silnymi graczami Połczynu. Był to dosłownie ostatni mecz tej grupy, a każdy rezultat obracał finalny układ na swój sposób. Zwycięstwo Połczynu oznaczło ich promocję z pierwszego miejsca i koniec przygody dla Seniorsów. Remis dałby z kolei "małą tabelkę" - wariantowość była różnoraka - i wreszcie ostatni wynik, to jest zwycięstwo Boca sprawiłoby że "biali" awansowaliby jako pierwsi z tej grupy (!), KSB Warszawa jako drudzy, zaś Połczyn Brothers pożegnałby się z imprezą! Dlatego zamieszanie i waga tej ostatniej gierki była kluczowa. Jakie więc rozstrzygnięcie? Cóż, trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie - Połczyn Brothers udowodnił po raz kolejny, iż jest ekipą z absolutnego topu wygrywając tę próbę nerwów aż 6:1! Tym samym z bilansem trzech zwycięstw i jednego remisu (w meczu z KSB) klub Kuby Guziny zameldował się w wieczornej Fazie Pucharowej. Drugie miejsce przypadło beniaminkowi Ekstraklasy Ligi Fanów KSB Warszawa z genialnym Maćkiem Grabickim na czele. W ich przypadku tylko wysoki bramkowy remis w ostatniej serii gier między Połczynem (np 2:2) sprawiłby że pożegnaliby się z imprezą (mała tabelka -> gole liczone tylko między zainteresowanymi ekipami -> "promocja ofensywnej gry") więc może lekki stresik na początku był, ale został on błyskawicznie zażegnany przez kolegów z Połczynu. W starciach z wyraźnie odstającymi na tle grupy Rzeźnią Marki oraz Force Fusion KSB nie pozostawiło złudzeń wygrywając kolejno 5:0 i 3:0. W meczu tych dwóch ostatnich klubów tej grupy górą byli ci drudzy wygrywając aż 6:1, inkasując przy tym swój pierwszy komplet punktów, poprawiając bilans bramek i niejako osładzając sobie gorycz poprzednich spotkań. 

1. Połczyn Brothers 10 pkt.

2. KSB Warszawa 8 pkt.

GRUPA H

Cóż zespołowi Q-Ice Warszawa (drugi zespół tytularnego sponsora imprezy) tak właściwie to przyszło uczestniczyć i doświadczać "na żywym organizimie" jak trio Shepetivka-Eternis-Winniccy naparza się między sobą w imię pozostania w turnieju. Różnica klas była niestety - patrząc z ich perspektywy - tym razem zbyt duża, ażeby podjąć realną walkę o cokolwiek więcej. Mamy nadzieję, że mimo piłkarskich "ciężarów" ekipa spod dowództwa Łukasza bawiła się świetnie, a w przyszłości znów również chętnie przystąpi do zmagań nie zważając na to czy ma szanse coś ugrać czy nie. W tym przypadku bilans meczów oraz goli mówi wszystko także nie ma co zbytnio tego rozwijać. Co innego w przypadku zespołu Sokil gdyż ich dorobek punktowy (cztery oczka) owszem można uznać za skromny, ale kiedy wgryziemy się w temat głębiej, to zobaczymy, że ukraiński team ani razu nie odstawał na boisku od rywala. Ba! Ich rezultaty - mimo że finalnie dały im jeden na dziewięć możliwych punktów - z samą wierchuszką tej grupy trzeba uznać za wręcz bardzo dobre. I to pomimo, iż brzmi to na maksa absurdalnie, no bo jak cieszyć się z dwóch porażek i remisu? Mimo wszystko 0:0 z Gladiatorami - czołówką polskiej sceny Socca - czy przegrane jedną bramką z brązowymi medalistami EMF Eurocup Tempem (0:1) czy naszpikowaną znanymi nazwiskami bandą Winnicckich (1:2) robi wrażenie. Jak odpadać to tylko w takim stylu - z godnością. Z Q-Ice Sokil mógł się w jakimś sensie "wyżyć", a ich upust frustracji sprawił, że wygrali aż 8:0, tym samym mimo przedostatniej lokaty ich bilans bramkowy wyniósł... plus sześć. Przechodząc już do wielkiej trójki to Zakład Pogrzebowy Winniccy wspomagany tego dnia m.in. Cetlinem, Kuczewskim czy Slobozheniukiem między słupkami do ostatniego meczu grał o awans. Wygrywając wcześniej 4:0 z Q-Ice oraz 2:1 z Sokilem i korzystając z wpadek (dwóch remisów) gwiazdorskiego Eternis wszystko miało rozstrzygnąć się w ich ostatnim meczu bezpośrednim. Sprawa była prosta: wygrana i remis dawał awans Zakładowi, zaś zwycięstwo Gladiatorów Gladiatorom. I z tej wielkiej chmury... spadł mały deszcz, gdyż "granatowi" niemal momentalnie wysuszyli nam emocje. Winniccy - w których przecież ileż to razy grali zawodnicy właśnie Gladiatorów - choć próbowali, jak mogli, ulegli potentatowi aż 4:0. Nie pomogła gra z lotnym "Kaką", brawurowe rajdy Cetlina czy parady na linii Włodka. Team Michała Dryńskiego zasłużenie wygrał promocję do dalszej fazy, a w kuluarach można było usłyszeć tezę jakoby drugie miejsce było im całkiem na rękę - omijali wszak drabinkę z Łowcami i InPlusem oraz Ochotą - ich największymi kontrkandydatami do końcowego triumfu. Pierwsze miejsce w tej grupie zajęło ukraińskie FC Temp Shepetivka nie przegrywając ani razu wygrywając 1:0 z Sokil, 6:0 z Q-Ice oraz 1:0 z Zakładem Pogrzebowym i remisując bezbramkowo z Gladiatorami. Skuteczność, pragmatyzm i duża ambicja, aby wbrew oczekiwaniom wyszarpać pierwszą lokatę. Udało się? Udało. I nic więcej dla drużyny Genii się nie liczyło, a spekulacje o lepszej czy gorszej stronie drabinki były na dalszym - mniej istotnym, mniej znaczącym - planie...

1. FC Temp Sheptivka 10 PKT.

2. Gladiatorzy Eternis 8 PKT.

GRUPA I

Patrząc na konkurencyjne grupy tę należałoby ochrzcić mianem dość spokojnej, łatwiejszej od pozostałych. Dopiero dodanie fuzji Q-Ice i Winnicckich w miejsce Master Armane, które niestety na ostatnią chwilę zrezygnowało z udziału w wydarzeniu z przyczyn losowych sprawiło, że tabela nabrała trochę temperatury. Kiedy w sąsiednich zestawach mieliśmy przynajmniej po dwóch-trzech kozaków z samego topu piłki sześcioosobowej tak w "I" tylko Inferno Team aktualnie aspiruje do tego, aby być uważaną za team z czołówki. Ponadto mieliśmy Almaz, Górkę oraz Galaktyczny Patrol, czyli zespoły które w przeszłości wykazywały się zawsze dużą aktywnością względem naszych rozgrywek, ale w ostatnim czasie niestety są poza grą. Można więc powiedzieć, iż mieliśmy spotkanie "ze starymi znajomymi" po ciut dłuższym rozbracie. Liderzy czyli Inferno i Armane od razu weszły w event w swoim stylu dość pewnie wygrywając swoje mecze. Pierwsi po dwóch seriach gier mieli sześć oczek na koncie i plus cztery w bramkach, zaś drudzy taką samą liczbę punktów, ale o jednego gola strzelonego więcej. Dopiero w trzeciej kolejce klub dowodzony przez Igora Patkowskiego zgubiły po raz pierwszy punkty remisując 1:1 z FK Almaz, tym samym dzięki kolejnej wygranej Mastersów, tym razem 3:1, Armane przewodzili już w pojedynkę całej grupie i... prowadzenia ów nie oddali aż do końca. Kluczowy był następny mecz między Inferno a hybrydą dwóch ekip. Mimo prośby, która została spełniona prezesa klubu Inferno o wykluczeniu z tego meczu Tomka Pietrzaka jego absencja nie wpłynęła na obraz meczu, gdyż Winniccy i tak wygrali to spotkanie (a tym samym i całą grupę) 2:0. Ostatnie spotkania obu klubów były już jedynie formalnością. No... prawie, gdyż przed ostatnią kolejkę Inferno oraz Galaktyczny Patrol mieli po tyle samo punktów. Szkopuł jednak tkwił w tym, iż młody team Galaktycznych grał na niepokonanych Mastersów, zaś Inferno na przedostatnią w tabeli Sondkę Żyrardów. Dodatkowo, aby gracze Galaktycznych zaczęli o czymkolwiek marzyć wpierw Inferno musiałoby zgubić punkty, a do tego było bardzo daleko (wygrali 5:0). Mimo wszystko GP trzecie miejsce może uznać za przyzwoite, dobre - w odróżnieniu od Almazu - który nas tego dnia nieco rozczarował. Niegdyś ekipa "zielonych" rywalizowała jak równy z równym z topem Ligi Fanów - tym razem jednak forma była daleka od tego. Jeden punkt wywalczony z Inferno oraz trzy po zwycięstwie nad Sondką Żyrardów (w totalnie zwariowanym meczu wygranym finalnie przez ukraiński team 6:5) to zdecydowanie za mało, jak na tak uznany klub, jak Almaz. Piąte miejsce to wspomniana przed chwilą Sondka Żyrardów, która zagrała przyzwoity turniej, gdzie nie licząc tylko ostatniego swojego meczu, który dla chłopaków był już de facto o nic (przegrana 0:5 z Inferno) grali fajne, wyrównane mecze. Ich wszystkie rezultaty to 1:1 z Galaktycznym, 5:6 z FK Almaz, 1:0 z FC Górką oraz 1:3 z Armane. Solidny występ, ale niestety zakończony wraz z Fazą Grupową. Ostatnie miejsce przypadło naszym serdecznym kumplom, FC Górce, dla których wyniki były tylko dodatkiem. Najważniejszy był wspólnie spędzony czas, trochę sportowych emocji oraz trzy dzielnie wywalczone punkty w starciu z ukraińskim Almazem. 

1. FC Master Armane 15 PKT.

2. Inferno Team 10 PKT.

GRUPA J

Zwycięzca Pucharu Lata Ligi Bemowskiej, zwycięzca Nocnego Grania w Łodzi z reprezentantem Polski Socca między słupkami, medalista ogólnopolskich 3RK oraz dwukrotny uczestnik Socca Champions League w Grecji, drużyna która w Ekstraklasie Ligi Fanów gra od ponad 20 lat oraz ekipa która notorycznie w swoim okręgu zgarnia wszystkie skalpy czy to na hali czy to na trawie. Choć ta grupa nie miała hegemonów szóstek, to praktycznie każdy z tego zestawu posiadał, tudzież posiada, silne szóstkowe CV. Dlatego z wypiekami na twarzy mogliśmy śledzić losy tego zestawu. Na początek trzeba przyznać, iż piorunujące wrażenie na nas zrobił zespół w czarnych koszulkach Bebeluchów Łódź. Nie tylko wyniki (cztery pierwsze mecze to cztery zwycięstwa), ale i ich styl robił gigantyczne wrażenie. Drużyna, która nie tak dawno wygrała edycję prestiżowego Nocnego Grania w Łodzi potwierdziła swoją jakość, a teraz byli tym bardziej mocni, bo ich szeregi zasilał Paweł Sobczak - goalkeeper, który w grudniu zdobył z reprezentacją Klaudiusza Hirscha złoto w Meksyku - ale i zawodnicy EtPromo Łódź, którzy w Fazie Grupowej łączyli granie w dwóch teamach, grupach jednocześnie. Łodzianie grali atrakcyjny, szybki i mobilny futbol, który szanujemy i który chcemy widzieć jak najczęściej. Wydawało się, że będąc w tak dużym gazie siłą rozpędu zgarnął pierwsze miejsce, ale Husaria Mokotów to stary wyjadacz i choć nie był to ich najlepszy dzień, to kiedy trzeba, potrafią wejść na swoje najwyższe obroty, a wtedy nie straszny im nikt. Dla teamu z pierwszej dywizji naszej Ligi Fanów sprawa przed ostatnią serią gier była dość... szalona. Mogli zająć zarówno pierwsze, drugie, trzecie, ale  nawet i czwarte miejsce. Wariantowości było bez liku, ale jedno było pewne: wygrana z niepokonanymi dotąd Bebeluchami da im awans z pierwszego. Drużyna w czarno-złotych trykotach długo szukała swojego rytmu, ale w najważniejszym momencie na finiszu zdołali go odnaleźć. Wpierw pokonali legendarną ekipę Tura wynikiem 3:0, a następnie w "meczu o wszystko" ograli Bebeluchy 5:1 grając koncertowe spotkanie. Tylko jeden team znalazł podczas Fazy Grupowej sposób na warszawską Husarię, a tym teamem był LZS Izbiszcze. Panowie źle rozpoczęli turniej, bo od dwóch porażek, wpierw z Połomskim 0:1, a następnie z Bebeluchami 1:2. Przełamanie nadeszło właśnie wraz ze starciem na ekipę ze stolicy Polski. Mimo że początkowa faza spotkania w wykonaniu "zielono-czarnych" była bardzo zachowawcza, a na boisku dominowali gracze Husarii, to kiedy LZS postawiło wszystko na jedną kartę ruszając do huraganów ataków jeden z nich zakończył się powodzeniem. Do tego gracze tego klubu dołożyli dwa pewne zwycięstwa z FC Glinice 5:1 oraz z Turem Ochota 2:0. Zrobili maksa, by odkręcić ten zły start i brakło... naprawdę niewiele. Gdyby Husaria przegrała ostatni mecz, na co się zanosiło, wówczas mielibyśmy robioną "małą tabelkę", w której trzy zespoły miałyby ten sam bilans punktów i bramek (!). Tym samym o kolejności decydowały by bramki ogółem, a w nich o zaledwie... jednego gola, byli tak czy siak lepsi gracze Połomskiego. Tym samym to właśnie ten zespół do ostatniej kolejki mógł realnie wierzyć w awans z drugiego miejsca. Husaria nie była tego dnia "w gazie" w odróżnieniu od Bebeluchów. Niestety - patrząc z perspektywy przyjezdnych - gracze Husarii w porę się ogarnęli i awansowali ich kosztem do następnej fazy. Niemniej wrażenie po PG pozostaje bardzo dobre - pokazali oni kawał solidnej, technicznej piłki, a w dwóch starciach, gdzie przegrali dwa razy po 0:1 wcale nie byli gorsi od swoich głównych konkurentów: Bebeluchów i Husarii. Występ Połomski Group podczas tego eventu oceniamy na duży plus. Gorzej z legendą naszych rozgrywek Turem Ochotą który mimo wzmocnień chociażby Bartkiem Gołasiewiczem niestety był bezsilny na tle młodych, wybieganych ekip. Niestety, ale biało-złoci byli wybrakowani w swoich młodych gniewnych, a dla starszyzny nie sam poziom był poza zasięgiem, a tempo. Porażki 0:3 z Husarią i Połomski Group, 1:3 z Bebeluchami czy 0:2 z Izbiszczem dumy nie przynoszą, na osłodę pozostał jedynie komplet punktów w starciu z Glinice Radom, które bez ani jednego punktu - tym razem - musiały się z naszą imprezą pożegnać tym bolesnym sposobem.

1. BetterStyle Husaria Mokotów, 12 PKT.

2. Bebeluchy Łódź, 12 PKT.

GRUPA K 

ET Promo mimo że po dwóch meczach miało komplet punktów to wcale o łatwej przeprawie nie mogli mówić. Dwukrotnie ich mecze kończyły się jednobramkowym zwycięstwem, a zarówno ukraińska Ternovitsia, jak i Żbik (zespół złożony z kilku znajomych wcześniej grających chociażby w FC Po Kielichu) zawiesiły bardzo wysoko poprzeczkę. Moment ulgi nadszedł dopiero w trzeciej serii gier gdzie potentat z Łodzi na spokojnie rozklepał młodą ekipę z Małkniny. Był to jednakowoż pierwszy, a zarazem ostatni mecz, kiedy coś przyszło względnie łatwo. Dwie kolejne gierki to znów oscylowanie wokół jednej bramki - 1:0 nad trzecim teamem Łowców oraz pierwsza strata punktów i remis z UKS Toho, które na co dzień gra w pierwszej dywizji Ligi Fanów. Mimo tego dość pragmatycznego przelotu, gdzie aż czterokrotnie Łodzianom kręcił się rezultat w obrębie jednej bramki, udało się finalnie dolecieć tam, gdzie chcieli. Czytaj do pierwszego miejsca w grupie, którą podobnie jak tą poprzednią trzeba uznać za co prawda pozbawioną giganta szóstek (kaliber Ochota, Gladiatorzy czy Łowcy - choć akurat EtPromo blisko do takiej pozycji) ale za to z bardzo wyrównaną i silną stawką. To jedna z trudniejszych dywizji, jakie się rozlosowały podczas Q-Ice Socca Warsaw CUP. I w tej arcywymagającej tabeli drugą lokatę zanotował zespół Żbików, w którym tak jak już wcześniej wspomnieliśmy mogliśmy oglądać w akcji kilku zawodników ze starego składu FCPK. Zespół stworzony na poczet turnieju po czterech pierwszych meczach miał na swoim koncie aż dziewięć oczek przegrywając tylko raz - ze zwycięzcą grupy Et Promo Łódź 0:1. Ponadto wygrane nad Ternovitsią 3:2, Łowcami III 4:2 oraz 1:0 z UKS Toho jasno wskazywały na to, w którym kierunku to zmierza. Tym samym w ich przypadku gracze tego zespołu już przed ostatnią serią gier wiedzieli iż jeśli tylko wygrają z outsiderem grupy Tantosem, to będą mieli pewny awans do następnej fazy. I formalności stało się zadość, a wynik 8:0 pozwolił ekipie Żbików jeszcze lepiej wyregulować celowniki przed Fazą Pucharową, która miał niebawem nadejść. Gonić ten team próbowało doświadczone UKS Toho Grodzisk Mazowiecki, ale finalnie nieco brakło pary. Różnica? Pięć oczek. Kluczowym meczem z perspektywy czasu okazał się już ten pierwszy, gdzie byliśmy świadkami spotkania de facto "o sześć punktów". Drużyna Kacpra Flisa podejmowała Żbiki, którym ostatecznie ulegli skromnym, ale jak istotnym, wynikiem 0:1. To niejako czerwono-białych podstawiło pod ścianą już na sam start imprezy. A jeśli tu już były ciężary, to co powiedzieć po kolejnym meczu, gdzie znów minimalnym 0:1 trzeba było uznać wyższość trzeciego zespołu Łowców? Tym samym droga Toho do Fazy Pucharowej praktycznie została momentalnie zamknięta i pozostało liczyć na cud. W dalszej fazie jednak trzeba oddać graczom UKS że zrobili dużo, aby dać sobie jeszcze nadzieję. Finalnie jednak siedem oczek na dziewięć możliwych w trzech ostatnich kolejkach okazało się zbyt małym dorobkiem, by przejść do następnego etapu. Miejsca cztery, pięć i sześć przypadły kolejno Ternovitsi, Łowcom III oraz Tantos Junior Małkinia. Ukraińskie zespoły były jak najbardziej równorzędnymi partnerami dla trio z góry, ale ich dobra postawa okazała się finalnie nie wystarczająca do awansu. Zespół z drugiej dywizji Ligi Fanów Warszawa wygrał z Tantosem 4:0 oraz Łowcami III 2:0, natomiast Łowcy III z UKS Toko 1:0 i 5:0 z Tantosem. W meczu z czołówką grali jak równy z równym, ale punktując zbyt słabo, by liczyć na coś więcej. Niestety dla młodego zespołu Małkinii zderzenie z X edycją Socca Warsaw CUP było dość bolesne, ale wierzymy, że to tylko nakręci tych chłopaków do jeszcze większej pracy i walki, bo z pewnością potencjał jest na znacznie więcej, aniżeli ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem minus dwudziestu dziewięciu goli. Taki urok zbierania "frycowych" - głowa do góry chłopaki, jeszcze nam udowodnicie swoją wartość!

1. ET Promo Łódź, 13 PKT.

2. FC Żbik, 12 PKT.

GRUPA L

Tę grupę możemy - przynajmniej z naszej perspektywy - ocenić jako jedną z najbardziej anonimowych, zagadkowych podczas tego turnieju. Wszak dobrze znane było nam tylko oczywiście nasze Ekstraklasowe Ogień Bielany, ale pozostała piątka była wielką niewiadomą. Coś niecoś mogliśmy jeszcze wiedzieć o Uraganie, który kojarzyliśmy z memoriału imienia Przemka Sawickiego, ale pozostałe ekipy? Właściwie totalnie nic! Przechodząc już do samych wynik, to ekipa Janka Napiórkowskiego kolejny raz nie pękła na robocie i dowiozła pierwsze miejsce, choć nie obyło się bez sporych komplikacji. Wszystko zaczęło się jednak zgodnie z planem, bo dwa pierwsze mecze to sześć oczek oraz bilans bramek plus cztery. Schody zaczęły się jednak od trzeciej serii gier, gdzie Ogień zremisował 1:1 z Luksem. Ich sytuacja nadal była dobra, zwłaszcza że szybko przyszło odkupienie (wygrana aż 9:0!), ale ostatni mecz, kiedy awans był już klepnięty, ale nie pierwsze miejsce, poszedł nie pomyśli "czerwonych" i musieli oni dość nieoczekiwanie uznać wyższość ukraińskiego Uraganu przegrywając 0:1. Swoją drogą warto w tym momencie zwrócić uwagę na późniejszą drabinkę... cóż, ewentualne domysły z kalkulacjami w tle pozostaną już jednak jedynie w sferze naszych domysłów :-) W każdym razie wówczas gdyby tylko LUKS Olsztyn wygrał swój ostatni mecz to właśnie ten team świętowałby pierwszą lokatę w grupie. Tymczasem ci - w takim momencie - nie zdołali zapunktować "za trzy" i tym samym zepchnąć z piedestału drużynę Ognia Bielany. Był to dość kuriozalny moment i... nie ostatni w wykonaniu tej drużyny, gdyż potrafili oni zarówno zachwycać, jak i rozczarowywać. W grupie Olsztynianie aż trzykrotnie dzieli się punktami (z Ogniem, Bandą oraz Grunwaldem), przez co uciekała im szansa na przejęcie przywództwa, a z drugiej strony przejście przez całą grupę bez choćby jednej porażki zrobiło na nas duże wrażenie. Nagrodą była zasłużona - Faza Pucharowa.. Co ciekawe w tej dywizji poziom był jednym z bardziej wyrównanych ze wszystkich grup tego dnia. Gotard, kiedy dostał aż 0:9 od Ognia, bardzo zepsuł sobie bilans goli, co wygląda źle, ale gdyby nie ten jeden mecz, to ich pozostałe wyniki 0:0 z Uraganem, 3:4 z Grunwaldem i 2:1 z Bandą Hasana były już jak najbardziej OK. Bardzo wyrównane mecze i z całą pewnością nie można o nich powiedzieć jako o totalnym outsiderze, jak w przypadku innych drużyn w innych dywizjach. Finalnie jednak gracze z Rybna musieli uznać minimalną wyższość klubów Uragan Stankiv, Bandy Hasana czy GKS Grunwald. Ten pierwszy zespół ograł jako jedyny w ostatniej serii gier drużynę zwycięzcy Ognia Bielany 1:0. Do tego dorzucili tak jak LUKS Olsztyn... aż trzy remisy! Tym samym Uragan który w grupie przegrał tylko raz (!) musiał się pożegnać z imprezą mając stratę do pozycji premiowanej awansem trzech punktów. Banda Hasana i GKS z kolei dorzuciły podobne bilanse (o jeden remis mniej), bo ich rezultaty to wygrana, dwa remisy i dwie porażki. W ich przypadku o kolejności zadecydował więc mecz bezpośredni, a w nim Hasan zwyciężył 2:1 nad Grunwaldem. Niemniej grupa L - jak więc widać - była nie tylko najbardziej tajemnicza, ale i polubowna. Liczba remisów oraz wyników kręcących się wokół równowagi była naprawdę wręcz absurdalna, a to tylko świadczy o tym, że dobór rywali w tej tabeli siadł niemal perfekcyjnie! Były emocje, zacięte mecze i nagłe zwroty akcji - wszystko co świat piłki nożnej sześcioosobowej kocha najbardziej! 

1. Ogień Bielany, 10 PKT.

2. LUKS Olsztyn, 9 PKT.

GRUPA M

Z przytupem wkraczamy w ostatni segment, w którymod początku dominował Weekendowy Kalisz wzmocniony reprezentantem Polski Socca Krzyśkiem Elsnerem. Pierwsze cztery mecze to full punktów w ich wykonaniu, błyskawiczne zapewnienie sobie awansu oraz... lekkie rozluźnienie w ostatniej serii gier, kiedy pierwsze miejsce było już klepnięte. Brak koncentracji mocno dał się we znaki tej drużynie, bo w ostatniej kolejce ulegli po raz pierwszy, boleśnie aż 0:4 z Sokołem Podlaskim. Bartex Team Pionki starał się podążać za Kaliszem jak cień, ale w meczu bezpośrednim musieli uznać wyższość rywala ulegając im 0:2. Była to jednak pierwsza, a zarazem ostatnia porażka tej drużyny podczas Fazy Grupowej. Start mieli piorunujący albowiem pierwsze trzy mecze to nie tylko kompletem punktów, ale i... zero straconych bramek. Bilans dziewięciu punktów i dziesięciu goli na plusie robił duże wrażenie. "Granatowi" tego dnia wyglądali fantastycznie, a porażkę z bardziej doświadczonym Feniksem traktujemy jako wypadek przy pracy. Ostatni mecz miał potwierdzić, że Bartexowi promocja do następnej fazy należała się i... zawodnicy tego klubu nie pękli w kluczowym momencie! Istniał wszak wariant, w którym nieoczekiwanie świetnie dysponowany Bartex kończy finalnie... dopiero na czwartym miejscu. Gdyby w ostatnim meczu Grajki i Kopacze ograli Bartex mielibyśmy trzy drużyny z dziewięcioma punktami: Kebavitę, Grajki i Kopacze oraz właśnie Bartex. W małej tabelce każdy miałby po trzy punkty, ale to najprawdopodobniej Bartex miałby najgorszy bilans (niskie zwycięstwo 1:0), więc nic nie było przesądzone przed ostatnią grą. GiK z kolei świetnie rozpoczął turniej wygrywając aż 3:0 z Sokołowem, ale dwa następne mecze to dwukrotnie porażka tym samym rezultatem 1:2, wpierw z Kaliszem, a następnie z Kebavitą. Przełamanie przyszło w czwartej serii gier, kiedy po szalonym meczu ograli 3:2 Warsaw Rangers. Wszystko było więc - tak jak wspomnialiśmy wyżej - w rękach, tudzież nogach Graczy i Kopaczy. Wygrana w ostatnim meczu wywróciłaby tabelę do góry nogami. Przynajmniej jeśli chodzi o jej górną część. Tak się jednak, jak wiemy, nie stało. Zespół z dziesiątej dywizji warszawskiej Ligi Fanów przegrał 1:2 "mecz o wszystko" i tym samym musiał pożegnać się z naszym wydarzeniem, ale mimo wszystko mógł zrobić to z podniesioną do góry głową - ich gra była dobra, a do awansu brakło niewiele. To był solidny występ i nie możemy się doczekać, kiedy na wiosnę dane będzie nam się kolejny raz zobaczyć z tą drużyną! Czereśnie Sokołów Podlaski natomiastgrało turbo... w kratkę. Raz potrafił zachwycić, by następnie totalnie zawieść. Dowody? Genialne 4:0 z Fenixem Kalisz (jako jedyni dali radę ich ograć) czy bardzo dobre 3:1 z Warsaw Rangers oraz bardzo rozczarowujące 0:4 z Bartexem i 0:3 z Grajkami i Kopaczami. Dwa zupełnie inne bieguny, dwa różne oblicza klubu z Podlaski. Szkoda, bo jak widać potencjał był na więcej, ale za dużo wpadek przekreśliło jakiekolwiek szanse na coś więcej. Natomiast kompletnie największym zaskoczeniem, możliwe że nawet nie tylko samej "grupy M" ale i ogólnie Fazy Grupowej to zerowy dorobek Warsaw Rangers i aż minus osiemnaście w bramkach. Jak na tak uznany warszawski team w szóstkach rezultaty dużo poniżej oczekiwań. Kolejno 0:5, 1:3, 0:5, 2:3 i znów 0:5. To z całą pewnością nie był dzień zasłużonej ekipy Olafa Gontarka. 

1. Weekendowy Fenix Kalisz, 12 PKT.

2. Bartex Team Pionki, 12 PKT. 

GRUPA N

Znów Aniela Nowa Sarzyna przyjeżdża na nasz turniej i znów prezentuje się z kapitalnej strony! Pizzeria zawsze dowozi w czas i z zamawianą jakością, co jest chyba najlepszą laurką jaką możemy wystawiać P-A-N-S. Tym razem Panowie zrobili cały full punktów, zgarniając komplet piętnastu punktów i kręcąc bilans bramek na poziomie +14 (szesnaście strzelonych goli, tylko dwa stracone!). Już pierwszy mecz zapowiadał się jako ten najtrudniejszy albowiem naprzeciw Anieli stanął uczestnik Socca Champions Leauge, uznana ekipa w świecie Socca MAS-BUD. Wynik? 2:0 dla Pizzerii. Taki sam rezultat mieliśmy zresztą w ich drugim starciu, kiedy ograli Chłopców z Placu Broni. Trzeci mecz to pierwszy stracony gol, ale wynik 2:1 tak czy siak liczymy za trzy oczka, a to przecież najważniejsze. Dwie ostatnie gierki to... znowu 2:0... tym razem z Fikuś Kraków, a na sam koniec poprawienie bilansu gromiąc aż 8:1 Kanonierów z Warszawy. Kolejny świetny występ ekipy z Nowej Sarzyny, brawo! Pizzeria to już znak jakości, ale to MAS-BUD Stawiguda był faworytem tej grupy. Ultra-doświadczona paczka z reprezentantem Polski Socca na czele Bartkiem Piórkowskim to czołówka polskiej sceny Socca. Lista ich sukcesów jest naprawdę długa, dlatego mimo klasy Anieli to jednak ekipę z północy kraju (obok Olsztyna) uważaliśmy za faworyta. Teza ta szybko została zweryfikowana, bo już w pierwszym meczu MAS-BUD musiał uznać wyższość oponentów. Na całe szczęście - patrząc z perspektywy chłopaków - ten pstryczek podziałał na nich mobilizująco, następne mecze to świetne 6:0 z Warsaw Gunners, 3:0 z Chłopcami z Placu Broni oraz 2:0 z FC Krzoki Osieczany. Dopiero w ostatniej serii gier ekipa ze Stawigudy przegrała wynikiem aż 0:3 z zespołem z Krakowa. Nic jednak to nie zmieniło, gdyż banda Piórkowskiego już przed ostatnim meczem miała bezpieczny bufor bezpieczeństwa wynoszący cztery oczka nad FC Fikuś Kraków. Czyli nad ekipą, która miała być rewelacją i czarnym koniem tego turnieju. Dużo oczekiwaliśmy po zawodnikach z Krakow, gdyż znaliśmy ich piłkarskie CV. Gracze z poziomów centralnych piłki nożnej jedenastoosobowej muszą gwarantować odpowiednią jakość. Przynajmniej w teorii. Bo praktyka kolejny raz pokazała, że potrafi być przewrotna. To drugi turniej z rzędu dla chłopaków z południa Polski (pierwszy we Wrocławiu podczas Winter CUP na PRO Lidze), w którym ich rezultat jest poniżej oczekiwań. Trudny to dla Fikusia start w piłkę nożną sześcioosobową, ale mamy nadzieję, iż ten zimny prysznic, a w zasadzie dwa zimne prysznice, sprawią, że chłopaki zamiast odpuścić zmobilizują się jeszcze bardziej. Potencjał przecież jest ogromny. Trzeba jednak zacząć traktować resztę ekip strice z szóstek jako rywala co najmniej równorzędnego, bo Socca mało ma wspólnego z "jedenastkami" poza wspólnymi mianownikami jak piłka, bramki czy podstawowe zasady. Szóstkom bliżej do futsalu, aniżeli dużego placu gry. Dlatego nie warto nikogo lekceważyć. W każdym razie porażki Fikusia z Anielą 0:2 oraz dwa mocno nieoczekiwane remisy z czwartą i piątą ekipą tabeli sprawiły, iż Krakowianie pozbawili się szans na awans i to pomimo kapitalnego meczu "na pożegnanie" wygranego z MAS-BUDem aż 3:0. Czwarte, piąte i szóste miejsce przypadło kolejno ekipom Chłopców z Placu Broni, Warsaw Gunners FC oraz FC Krzoki Osieczany. Szczególnie w przypadku tych pierwszych trzeba przyznać że zagrali oni świetny turniej, bo przegrać z MAS-BUDem oraz Pizzerrią Aniela to żadna ujma, zaś remis i dwa zwycięstwa w pozostałych meczach to świetne rezultaty. Tym razem jednak nie wystarczająco by awansować, ale kto wie, może za rok? Kanonierzy natomiast to paczka świetnie nam znana, bo na co dzień grająca w naszej Lidze Fanów w jednej z niższych dywizji. Podczas Q-ICE CUP grało się na najlepszych w kraju, a to okazało się być ciut za wysokim pułapem. Cieszą jednak trzy punkty "na dzień dobry" z Krzoki Osieczany (2:0) oraz dzielnie wywalczony punkt z FC Fikuś Kraków (2:2). Dla Krzoków natomiast niestety dziesiąta edycja okazała się pechowa, bo bez ani jednego zdobytego punktu. 

1. Pizzeria Aniela Nowa Sarzyna, 15 PKT.

2. MAS-BUD Stawiguda, 9 PKT.

GRUPA O

W teorii mogliśmy po tej grupie oczekiwać bardzo dużo wszak cztery pierwsze zespoły to duża jakość, a i piąty Postęp Radom czy szósta Laga Warszawa nie są nam anonimowe. Zestaw ekip wydawał się silny i wyrównany. Z dużej chmury mały deszcz, bo ciut więcej oczekiwaliśmy szczególnie od FUTsów z Wrocławia oraz od Master Drewienko. Oczywiście nie ma mowy by mówić o tym w kontekście jakiegoś większego rozczarowania, a zwłaszcza w przypadku Mastera, który przecież wywalczył awans dalej. Niemniej znając poziom i jakość tych teamów oczekiwaliśmy jeszcze lepszej gry. Wydaje nam się, że i te zespoły to czuły, iż nie był to ich największa forma tego dnia... W każdym razie Master grupę zaczął źle, bo już w pierwszym meczu musieli uznać wyższość... właśnie przed chwilą wymienionych FUTsów. Tym samym wydawało się, iż Wrocławianie w turniej weszli kapitalnie. Drewienko mogło uchodzić wraz z nimi za faworyta tabeli, więc w teorii najgroźniejszego rywala mieli już na rozkładzie. Mowa o dwóch teamach, które odcisnęły duże piętno swoimi występami podczas ostatniego roku w świecie szóstek. Wrocławianie zdobyli przecież srebrny medal podczas Pucharu Polski Socca, dodatkowo podczas Ligi Mistrzów Szóstek w Grecji wyglądali znakomicie, zaś Master mocno nastraszył hegemonów orlików podczas ostatnich finałów mistrzostw Polski Socca. Wracając. FUT"s po tym kapitalnym początku... nie wygrał już ani razu! Ekipa z Wrocławia do premierowego zwycięstwa dorzuciła aż trzy remisy z rzędu w seriach gier numer trzy, cztery i pięć. Do tego dokładamy porażkę z Postęp Radom w drugiej kolejce i z takim bilansem po prostu nie mieli szans, aby liczyć na cokolwiek więcej. Z pewnością dla tak silnej ekipy X edycja Socca Warsaw CUP pozostanie zapamiętana jako całkowita klapa. Wróćmy teraz do Mastera. Po pierwszej porażce panowie pokazali klasę wygrywając trzy kolejne mecze z rzędu. Dopiero pary brakło na ostatnie spotkanie, kiedy w grze była walka o zwycięstwo w grupie. Gdyby Drewienko wygrało ten bezpośredni bój to zajęliby pierwszą lokatę. Jako jednak że mieliśmy 0:0 to Victoria Żuromin wbrew przedturniejowym prognozom pogodziła wszystkie bijące się o wygranie grupy ekipy. Ich zwycięstwo w tej tabeli było w pełni zasłużone, gdyż gracze Victorii nie przegrali ani razu! Do trzech zwycięstw (Postęp Radom 2:0, 1:0 Myjnia Pod Brzozą i 1:0 Laga Warszawa) dołożyli dwa remisy (1:1 FUT"s oraz 0:0 Master Drewienko) co dało im awans do Fazy Pucharowej z pole-position. Ekipa z Żuromina od początku grała stabilnie: solidnie, dobrze i z klasą. Ich mecze nie były dziełem przypadku, a konsekwencji i walki o każdy metr na placu gry. Mimo że byli wrzuceni na głęboką wodę z niebezpiecznymi rywali w tle to odnaleźli się w tych warunkach, zaadoptowali się w nich, a nawet i je finalnie zdominowali. Wzór robota. Myjnia Pod Brzozą oraz Postęp Radom to nie czołówka piłkarskiej sceny orlików, ale bandy znane i jakościowe. Sęk w tym, iż rywale byli tego samego kalibru, a przejść dalej mogły tylko dwie drużyny. Ci pierwsi finalnie zakończyli imprezę trzy punkty od premiowanego awansem miejsca, co można uznać za dobry wynik. Bilans tego teamu to dwa zwycięstwa, remis oraz dwie porażki. Solidnie, ale jednak ciut niewystarczająco, by pozostać w grze o końcowy triumf. MPB było lepsze od Lagi Warszawa oraz Postępu Radom dwukrotnie wygrywając skromnym 1:0. Dodatkowo dołożyli jedno oczko za remis z Wrocławskim FUT"sem. Najgorszy mecz? Zdecydowanie lanie od Master Drewienka, bo wynik 0:5 takiej ekipie jak MPB po prostu nie przystoi! Postęp Radom z kolei szybko zainkasował trzy oczka ogrywając dość nieoczekiwanie dream team z Wrocławia 2:0, ale niestety nie licząc jeszcze jednego punktu za remis z Lagą to by było na tyle, jeśli chodzi o punktowanie przez ten zespół tego dnia. Pozostałe trzy mecze to trzy porażki. Inna sprawa, że zawsze po stykowych meczach. Niestety, ale grająca u nas co dzień Laga Warszawa, która w Lidze Fanów słynie z... remisów. Tym razem nie miała szans będąc wśród tak silnych graczy. Niebiescy nie byliby jednak sobą gdyby z Ożarowa wyjechali bez... podziałów punktów. Najbardziej polubowna ekipa w historii galaktyki tym razem podzieliła się punktami z FUT"sem oraz Postępem Radom dwukrotnie remisując 2:2. Tradycji stało się zadość. 

1. Victoria Żuromin, 11 PKT.

2. Master Drewienko, 10 PKT.

GRUPA P

W ostatniej dywizji w naszych przedturniejowych prognozach najwięcej szans na awans dawaliśmy duetowi EXPLO Team oraz Socca Punch Wrocław i - co nie jest regułą - tym razem się nie pomyliliśmy. Oba zespoły od początku do końca udowodniły swoją jakość oraz wyższość nad resztą stawki, o czym świadczy przepaść między miejscami 1-2 a 3-5. EXPLO Team mogło mieć lekkie obawy, kiedy już w pierwszym meczu stracili punkty remisując 1:1. Jak się jednak z czasem okazało była to pierwsza i ostatnia strata punktów w grupie. Następne cztery mecze bandy Łukasza Dziewieckiego to cztery zwycięstwa choć nie zawsze odniesione w sposób spokojny i bez stresu. Jedynie 4:0 z Tanatosem Małkinia oraz 2:0 ze Street Football Rzeszów nie pozostawiało złudzeń rywalowi. Natomiast mecze z Majstermarket oraz Kryształem Targówek miały w sobie mnóstwo dramaturgii z dwukrotnym happyendem dla "białych". Explo, mogące tego dnia liczyć na swoich liderów (m.in. Balsam, Skrzypek, Koński, Wrońsk, Łuczak czy Malczewski) nie miało żadnych problemów z tym, aby kolejny raz (który to już?) cieszyć się z awansu do Fazy Pucharowej. Szkopuł tkwił jednak w jednym: ich pierwsze miejsce oznaczało, że w pierwszym meczu Fazy Pucharowej przyjdzie się zmierzyć z obrońcą tytułu zespołem Gladiatorów Eternis... ale do tego jeszcze wrócimy. Socca Punch to stary wyjadacz na polskiej scenie orlików. Ekipa ułożona, z odpowiednią jakością oraz dużym doświadczeniem. Remis w pierwszym meczu z Explo nie był fenomenalny wynikiem, ale takim, który pozwolił łagodnie wejść w X edycję Q-ICE Socca Warsaw CUP. Dwa następne mecze ekipy z Wrocławia to dwukrotne 2:0, wpierw z Majstermarketem, a następnie z Street Football Rzeszów w czwartej serii gier 2:1 z Kryształem Targówek oraz znów jednobramkowe zwycięstwo - tym razem nad ostatnią w tabeli ekipą - Tantos Senior Małkinia 1:0. Do zajęcia pierwszego miejsca brakło dwóch goli strzelonych więcej, ale biorąc pod uwagę że pierwsze miejsce na swój sposób było "zatrute" bo wpadało na Gladiarów Eternis (o czym gracze z Wrocławia zapewne doskonale wiedzieli) sprawiło że pewnie przesadnie nie narzekali na swoją finalną drugą lokatę. Po pierwszym duecie, który reszcie stawki odjechał na bezpieczną odległość mieliśmy aż trzy ekipy z tym samym dorobkiem punktowym wynoszącym sześć oczek. Majstermarket Team, FC Kryształ Targówek i Street Football Rzeszów solidarnie przegrały z Expol i Punchem zaczynając grę o trzecie miejsce na równych zasadach. W małej tabelce najlepiej spisał się MT, który wygrał z Kryształem 3:1 "na dzień dobry", ale przegrał z Rzeszowskim klubem 3:4 - tym samym ich bilans wynosił w małej tabelce trzy oczka i jednego gola na plusie. Kryształ z kolei tym samym wynikiem, co przegrał z Majstermarket wygrał z Street Football, przez co ich dorobek wynosił trzy oczka i zero w bilansie goli. SFR miało za to tak jak pozostały duet trzy punkty, ale jako jedyni w bramkach ciut na minusie co przeważyło o ich czwartej lokacie. Było więc trochę zawirowania i liczenia, ale koniec końców było to niejako jedynie w kategorii "nagrody pocieszenia". Z pewnością każdy z tej trójki liczył na coś więcej, niż gra o trzecią lokatę. Tak samo jak i Tantos Senior Małkinia, które niestety przegrało wszystkie pięć meczów i wyraźnie odstawało na tle grupy. Ich rezultaty 0:2 (SFR), 0:4 (Explo), 0:3 (Kryształ), 1:6 (Majstermarket) i 0:1 (Tantos) chwały nie przynoszą, ale w ich przypadku najważniejsze było, że zawitali do Ożarowa, a w dodatku uczynili to przyjeżdżając na dwie ekipy - juniorów i seniorów - przez co był to idealny moment by wspólnie spędzić czas, jeszcze bardziej integrując się i razem przeżywając fajne sportowe emocje! Być tym samym także częścią czegoś naprawdę wielkiego!

1. EXPLO Team Warszawa, 13 PKT.

2. Soccer Punch Wrocław, 13 PKT.

1/16 FAZY PUCHAROWEJ

InPlus - Inferno Team 0:3

Już podczas Fazy Grupowej InPlus nie przekonywał nas swoją grą. Co prawda - zgodnie z założeniem - "niebiescy" finalnie zajęli pierwsze miejsce, ale gdyby przegrali ostatni mecz to znaleźliby się poza turniejem. Ich wcześniejsze mecze to dwa zwycięstwa różnicą jednej bramki (1:0 i 2:1) oraz dwa remisy. Ewidentnie widać było, że gracze Janka Skotnickiego nie mogą znaleźć swojego rytmu. I w świetnym stylu uwidocznił to klub Inferno Team stosunkowo szybko wychodząc na dwubramkowe prowadzenie. Ekstraklasowicz InPlus musiał ryzykować z "lotnym" Przyborkiem, ale ich akcje nie przynosiły żadnych zdobyczy bramkowych, a sprawę skomplikował fakt, że chwilę później bramkę na 3:0 strzałem z głowy Abassi praktycznie wyzerował jakiekolwiek emocje. Tym samym zwycięzca VI edycji Memoriału Przemka Sawickiego organizowanego przez Ligę Bemowską musiał pożegnać się z imprezą na etapie 1/16, co było sporego kalibru zaskoczeniem.

EtPromo Łódź - GWA Media Ochota 0:3

Dla EtPromo, które przez Fazę Grupową przeszło w fantastycznym stylu nie przegrywając ani razu drabinka nie mogła ułożyć się gorzej. Naprzeciw nich stanął złoty medalista mistrzostw Polski Socca, zdobywca Pucharu Polski Socca oraz zwycięzca Socca Chamipons Leauge z reprezentantami Polski w składzie. Najgorszy z dostępnie możliwych wariantów. Patrząc na siłę obu zespołów trzeba przyznać, że mimo piekielnej konkurencji, była to najsilniejsza para na tym etapie turnieju. I kogoś - z bólem serca - musieliśmy z eventu pożegnać. Mecz był początkowo wyrównany, ale w końcu "czarni" przełamali "czerwonych", a chwilę później kapitalnym golem, niejako w swoim stylu (nawet z jedenastek - serio) z bramki do bramki, popisał się goalkeeper GWA Media Mateusz Łysik. Gol na 3:0 dla ekipy Kamila Jurgi dopełnił formalności. Wiemy, że "czerwoni" mogliby zajść znacznie wyżej gdyby los byłby dla nich nieco łaskawszy...

 

FC Bobritos Banditos - MAS-BUD Stawiguda 4:1

Bobry to nowa ekipa, która dopiero zaczyna pisać swoją szóstkową historię coraz śmielej rozpychając się łokciami między najsilniejszymi z silnych. Banda dowodzona przez Strzegockiego i Pawlaka, zespołu o ile nic nie przekręciliśmy, bazującego głównie na ultra-młodych zawodnikach z rocznika 07" pnie się coraz wyżej w hierarchii socca. Boleśnie o tym przekonał się na własnej skórze doświadczony wyjadacz MAS-BUD, który nie był wstanie przeciwstawić się młodzieńczej fantazji i naporowi "czerwonych". Tym samym ekipa w składzie której mogliśmy obserwować m.in. reprezentanta Polski Socca Bartka Piórkowskiego musiała przełknąć gorzką pigułkę rozpoczy żegnając się z Q-Ice Socca Warsaw CUP już na etapie 1/16 Fazy Pucharowej. Dla tak uznanej marki, jakim jest klub ze Stawigudy (spod Olsztyna) taki rezultat musi być odbierany jako totalna klapa. 

Weekendowy Fenix Kalisz - FC Otamany 0:1

Fenix wzmocniony obecnością Krzyśka Elsnera próbował przeciwstawić się "żółtej ścianie" jaką tego dnia tworzyła banda Olega Bortynka. FC Otamany, co nas bardzo cieszy, widzimy że w ostatnim czasie znów powracają do pełni sił. Wzmocnieni nowymi twarzami, młodymi graczami z Ukrainy (np. zawodnikami z Ursusa) zaczynają nawiązywać do tego, z czego słynęli wcześniej. Żelazna dyscyplina, walka, jakość. I mimo że Fenix próbował wwiercić się w szyki obronne Otamanów ci nie dali się złamać ani na moment, biegając jak nakręceni, stanowiąc monolit nie do przejścia i zasłużenie awansując do następnej fazy żegnając tym samym silną paczkę z Kalisza już na etapie pierwszej przeszkody w Fazie Pucharowej.

 

Ogień Bielany - FC Łowcy 0:2

Lekko zahaczyliśmy w sprawozdaniu "grupowym" o tym, że ekipie z Bielan niekoniecznie na rękę było wygrywanie swojej grupy. Stąd dość nieoczekiwana strata punktów w ostatnim decydującym meczu zrobiła się dla nas troszkę podejrzana (oczywiście to tylko luźne dywagacje i lepiej nie brać ich na serio), ale któż się mógł wówczas spodziewać, że z prezentu który podarował Ogień Bielany jeszcze bardziej nieoczekiwanie nie skorzysta ich rywal? Oba teamy zachowywały się w ostatniej serii gier jakby pierwsze miejsce parzyło. I patrząc na to kogo zwycięzca owej grupy dostawał w Pucharowej na "dzień dobry" zaczyna się to troszkę zazębiać. Łowcy Aleksego to wraz z GWA Media Ochota oraz Gladiatorami Eternis główni faworyci Q-ICE Socca Warsaw CUP. Zespoły, na które raczej nie chce się trafić. Czego zresztą dowód dostaliśmy i w tym meczu. Ogień, który dotychczas wyglądał naprawdę dobrze, musiał uznać wyższość ukraińskiego giganta, a "czerwoni" mimo fajnego, jakościowego zestawu musieli pożegnać się z marzeniami o końcowym triumfie.  

Electrico-Work Wrocław - Bebeluchy Łódź 0:2

Jedno z większych pozytywnych zaskoczeń tego turnieju, zespół Bebeluchów, potwierdził że ich świetny występ w grupie nie był dziełem przypadku. Mimo że Electrico-Work, które jest nową bandą na mapie szóstek wygląda bardzo obiecująco, to jednak ekipa z Łodzi zasłużenie awansowała ich kosztem. Bebeluchy z Sobczakiem - mistrzem świata Socca z Meksyku - między słupkami na przestrzeni całego spotkania były zespołem lepszym, a wynik odzwierciedla stan z przebiegu spotkania. Wrocławianie to bez wątpienia jakościowa i silna paczka, która w przyszłości może jeszcze sporo namieszać, ale tym razem musieli uznać wyższość rywala, który tego dnia na swoim koncie miał sześć meczów i pięć pewnych zwycięstw. Jako że jednak w następnej rundzie mieli zagrać na Łowców, wiadomym było, iż bardzo dobra postawa może się okazać niewystarczająca. Ale do tego jeszcze wrócimy...

 

Victoria Żuromin - KSB Warszawa 1:4

Powtórka z rozrywki. Już raz KSB Warszawa dostało Victorię Żuromin. Co więcej. Miało to miejsce dokładnie rok temu i... dokładnie na tym samym etapie turnieju. Tym samym mieliśmy rewanż za 2025. Wówczas ekipa z Żuromina przegrała 0:2. Teraz - w ostatnią niedzielę miało być inaczej - ale znów "biali" (a podcza tego turnieju "zieloni") okazali się przeszkodą nie do przeskoczenia. Mimo że Victoria wygrała bardzo trudną grupę z Master Drewienko, Myjnią Pod Brzozą i FUT"s Undersun, to niestety los skojarzył ich nie z tym rywalem, z którym by chcieli. Kto wie - może za rok? Może więc do trzech razy sztuka? Teraz warszawski zespół dowodzony z boiska przez Grabickiego i Wachnika między słupkami był poza zasięgiem. 

FC Temp Sheptivka - Socca Punch Wrocław 0:0 (3:2k.)

Ekipa z Wrocławia nie przegrała podczas Q-Ice Socca Warsaw CUP ani razu, a i tak musieli się pożegnać z turniejem już na etapie 1/16. W grupie Punch zanotował cztery zwycięstwa i jeden remis z EXPLO Team, a na pierwszym schodku w Fazie Pucharowej odpadł dopiero po serii rzutów karnych "socca". W samym meczu wszak nie obejrzeliśmy ani jednej bramki, więc o wszystkim zadecydować miały "sam na sam z połowy". W nich "niebiescy" dowodzeni przez Genyę okazali się o jednego gola lepsi od swojego oponenta dzięki czemu mogli świętować kolejny sukces na swoim koncie. Socca Punch mimo dobrej postawy w Ożarowie Mazowieckim tego dnia musiał jednak spakować się i wrócić do domu z poczuciem dużego zawodu. 

 

FC Master Armane - FC Lufka Wieliszew 1:1 (2:1k.) 

Jedno z bardziej sensacyjnych rozstrzygnięć, czyli awans dość anonimowej Lufki kosztem Dzików z Lasu czy Siriusa, sprawiło że z większym zainteresowaniem spoglądaliśmy na spotkanie z Masterem który... nie był Masterem, a hybrydą dwóch ekip: Q-Ice oraz Winnicckich. I mimo że "zieloni" starali się, jak mogli, wspomagani przez Zaksa, nie zdołali sforsować solidnie zasadzonych szyków obronnych rywala, w efekcie czego o wszystkim musiały zadecydować "karne socca". W nich górą była ekipa, która wydawała się że miała w tej materii większe doświadczenie. Takie osoby jak Kuczewski czy Slobozheniuk doskonale wiedzą, "z czym to się je" i tym samym mogli świętować awans do kolejnego etapu... mimo że już przez chwilę byli przecież poza burtą imprezy...

Cyrkulatka - FC Żbik 0:0 (1:2k.)

Ekipa Damiana Sokołowskiego zdołała dokonać w grupie rzeczy arcytrudnej spychając zespół mistrza Polski Socca pod siebie, tym samym awansując dalej z prestiżowego pierwszego miejsca. Pozwoliło to uniknąć łódzkiego giganta ET Promo. Pech jednak polegał na tym, że grupa, w której byli łodzianie była bardzo wymagająca, a drugie miejsce Żbików oznaczało tylko tyle, że muszą być to kozaki. I w rzeczy samej. Team złożony z kilku zawodników różnych klubów z szóstek grał doskonałe zawody i nie dał się pokonać drużynie ze wschodu Polski. Cyrkulatka dwoiła się i troiła szukając jakiejkolwiek dziury w obronie rywala, ale na próżno. O wszystkim - znowu - miały zadecydować "karne socca", a w nich lepsi okazali się gracze Żbików. Tym samym Cyrkulatka, która gra obecnie w drugiej dywizji Ligi Fanów, musiała pożegnać się z eventem na etapie 1/16 Fazy Pucharowej, co z pewnością po obiecującej sobocie było rezultatem mocno rozczarowującym.

 

Pizzeria Aniela Nowa Sarzyna - CHZB Kordiał 0:0 (0:2k.)

I jak nie mieliśmy "karnych socca" w pierwszych seriach gier, tak teraz lądujemy w czwartym meczu z rzędu, gdzie o wszystkim miały decydować "sam na sam z połowy". W przypadku CHZB o być albo nie być te karne zadecydują, rzucając spoiler w eter - jeszcze nie raz i nie dwa. Pizzeria, która grupę przeszła w perfekcyjnym stylu nie zdołała znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza rywala ani przez regulaminowy kwadrans, ani potem w serii karnych. Janek Glaza tym samym został bohaterem Chłopców z Bielan dwojąc się i trojąc, aby pozostawić swój team przy życiu podczas Q-Ice Socca Warsaw CUP i to się mu finalnie udało. Aniela zawiodła po całości, bo po tak dobrej Fazie Grupowej zagrali zdecydowanie poniżej swojego potencjału, kiedy w grę wchodziło "być albo nie być". Jak się z czasem okazało, w ich przypadku, "nie być".

AGD Marking Słupno - Bartex Team Pionki 4:0 

Bartex pieczętując awans w ostatniej serii gier z GiK (wynik 2:1) nie krył swojej dużej radości. Gracze tego klubu udali się do szatni, gdzie wyczekiwali na podjęcie rękawic w grze o wszystko. Nadzieje mogły być rozbudzone do granic możliwości, ale niestety zimny prysznic nadszedł błyskawicznie. AGD to stary, sprawdzony wyjadacz, który doskonale czuje specyfikę tego typu turniejów. Ekipa klasowa i doświadczona wiedziała jak rozegrać ten mecz, jak pozbawić rywala złudzeń i jak przyklepać sobie miejsce w TOP16. Drużyna z Pionków dała z siebie maksa, po X edycji Socca Warsaw CUP mogą być z siebie dumni, ale aby przebijać się przez Fazę Pucharową potrzeba jednak czegoś więcej, ale kto wie: może za rok?

 

CPN United Raszyn - Luks Olsztyn 1:0

Luks mógł myśleć - o ile tylko orientuje się w realiach szóstkowych - że zajmując drugie miejsce w tabeli wygrał los na loterii. Uniknęli wszak hegemona socca z roku 2025 drużynę FC Łowców. Nie wiedzieli jednak, że wpadli z deszczu pod rynnę. Raszyn, niejako wyprzedzając fakty, zostanie drugą drużyną tego wydarzenia ulegając dopiero w finale po raz pierwszy ekipie mistrza Polski Socca GWA Media Ochota. "Fioletowi" byli objawieniem tego turnieju, a swoją drogą po wieczną chwałę i zapisanie się w kronikach Socca Warsaw CUP rozpoczęli od meczu właśnie z teamem z Olsztyna. Skromny jeden gol na wagę awansu był wystarczający, aby dać początek drodze czegoś wielkieg i ku srebrnym medalom. Swoją drogą, to niesłychane, jak cienka potrafi być granica między "być lub nie być". 

Husaria Mokotów - BS Zadymiarze 2:1

Największym zaskoczeniem na plus Fazy Grupowej była postawa BS Zadymiarzy, którzy wyszli z trudnej grupy z Maciejkowicami, Dzikami z Młochowa i Electrico-Work Wrocław. Sęk w tym, że BS od razu na pierwszym etapie wpadł na mokotowską Husarię, która mimo niskiej średniej wieku (ale nie tak niskiej jak w przypadku Zadymiarzy) łączy w swoich szeregach jakość z doświadczeniem. Uczestnik Ligi Mistrzów Szóstek i medalista ogólnopolskich turniejów, wie jak ustawić sobie mniej doświadczonego rywala i to mimo tego, iż wydawało się że "czarno-złoci" grają na zaciągniętym hamulcu ręcznym. Nie że od niechcenia, ale jakby z pewnością, iż w tym meczu krzywda się im stać nie może, więc siły kumlując na później. A ambitna drużyna BSZ parała do końca, czego efektem był gol kontaktowy strzelony w końcówce. To jednak byłoby na tyle, Husaria kolejny raz zameldowała się w TOP16 naszej imprezy.

 

Połczyn Brothers - Master Drewienko 1:0

Jedno z najciekawszych spotkań tej fazy. Nie żeby wrażenie na nas robiła raptem jedna strzelona bramka (na samym początku) w tym spotkaniu. Raczej mamy na myśli zderzenie dwóch ekip, które mają już swoją renomę w świecie "socca" i którzy potrafią zachwycić. Młode, świetnie zorganizowane i bardzo jakościowe ekipy, które ogląda się z dużą przyjemnością. W przypadku tego konkretnego spotkania najważniejszym momentem była szybka strzelona bramka przez ekipę Kuby Guziny, a następnie fenomenalna postawa bramkarza Połczynu. Master robił wszystko, aby doprowadzić do wyrównania, ale PB to zbyt klasowa paczka, aby dać się zaskoczyć na tak krótkim czasie. Tak czy siak była to fascynująca batali dwóch podobnych do siebie drużyn z dwóch różnych światów.

Explo Team - Gladiatorzy Eternis 1:1 (1:2k.)

"Biali" byli o włos, aby dokonać wielkiej sensacji i wyeliminować obrońcę tytułu już na pierwszej przeszkodzie Fazy Pucharowej. Explo wszak prowadziło 1:0 aż do niemal ostatniej akcji meczu, gdzie Michał Kielak zdobył wyrównującą bramkę. Nie obyło się to jednak bez kontrowersji. Faktycznie, zgodnie z tym co reklamowali gracze ekipy Łukasza Dziewickiego ich zawodnik przy próbie zasłaniania piłki przez Kubę Wardzyńskiego został trafiony w twarz. Gramy jednak - tak jak dobrze wiemy - do gwizdka, a arbiter niestety nie dopatrzył się w tym przypadku faulu. Gladiatorzy kontynuowali więc tę akcję mając na lotnym Pietrza. Piłka poszła jak po sznurku, a Borys Ostapenko obsłużył świetnym podaniem wyżej wspomnianego Kielaka, który dopełnił formalności. Następnie w serii "karnych socca" wygrał zespół bardziej w nich doświadczony. Jak się z czasem okaże: tego dnia nie po raz ostatni.

 

FAZA PUCHAROWA 1/8

 Inferno Team - GWA Media Ochota 0:3

Mieliśmy niemal kopię tego, co zaserwowało Inferno InPlusowi mecz wcześniej, tyle że tym razem role się odwróciły i to Inferno stało się ofiarą, a nie oprawcą. Ochota, w składzie której mogliśmy tego dnia oglądać m.in. Łysika, Bieniasa, Brewczyńskiego, Cetlina czy Miłosza Nowakowskiego wie, jak grać takie mecze. Doświadczenie oraz jakość na najwyższym poziomie sprawiło, że Inferno było bezradne. Kiedy tylko GWA Media angażowało więcej sił w swoje akcje i kontry momentalnie pod bramką goalkeepera Inferno robił się pożar. W szeregach klubu Igora Patkowskiego nie znalazł się nikt, kto w pojedynkę byłby w stanie temu zaradzić. Tym samym lider pierwszej dywizji Ligi Fanów musiał pożegnać się z imprezą na etapie 1/8 Fazy Pucharowej, a Ochota do pewnego 3:0 z pierwszego meczu 1/16 dołożyła kolejne, jakże przekonywujące zwycięstwo, tym samym rezultatem 3:0. 

FC Bobritos Banditos - FC Otamany 1:2

Bobry walczyły jak... nie bobry, a lwy, aby odkręcić rezultat z Otamanami, ale ukraińska banda to jedna z najlepiej zorganizowanych w defensywie ekip w szóstkach. Kiedy mają już swój wynik momentalnie potrafią cofnąć, zabarykadować się i walczyć o każdy centymetr byle wytrzymać napór rywala. Mówiliśmy wcześniej o tym, iż team Bortynka zaczyna łapać fajną falę, a w meczu z Bobritos mieliśmy kolejny tego dowód. Strzegocki i spółka robili co w ich mocy, ale na tak doświadczonego rywala okazało się to niewystarczające. Tym samym "czerwoni" zakończyli swój udział na TOP16, co należy uznać za tak czy siak genialny wynik. Otamany za to bawiły się dalej i już w tamtym momencie wiedziały, że o strefę medalową zawalczą z hegemonem szóstek - GWA Media Ochota.

FC Łowcy - Bebeluchy Łódź 2:0

Rewelacja tego turnieju ekipa Bebeluchów grała na jednego z najsilniejszych graczy w całej Polsce Socca w roku 2025. Trudno już o jeszcze lepszy sprawdzian, aniżeli ten ukraiński gigant. I mimo że z samej gry "czarni" momentami wyglądali wręcz lepiej, niż ich rywal, to efektów w postaci goli z tego nie było żadnych. Łowcy nie tylko wytrzymali długo broniąc wyniku 1:0, ale i w pewnym momencie zdołali na tyle dobrze skontrować, że zrobiło się 2:0 i skala trudności wystrzeliła już poza jakąkolwiek normę. W tamtej chwili możliwość odkręcenia takiego stanu rzeczy była już poza zasięgiem. Łowcy mądrze wytrącali Bebeluchy z siły uderzenia, ale kiedy na pokładzie masz m.in. Kamila Kucharskiego, podstawowego gracza reprezentacji Polski Socca na kierownicy, to nie jest to trudnym zadaniem. Mimo wszystko team z Łodzi mógł do domów rozjechać się z poczuciem kapitalnie wykonanej roboty. Nikt przed turniejem na nich nie stawiał, a w trakcie jego trwania udowodnili, że są oni drużyną o wielkiej jakości.

KSB Warszawa - FC Temp Shepetivka 2:1

Więcej niż goli w tym meczu mieliśmy wykluczeń. I to z obu stron. Mecz pełen spięć, awantur, agresywnej gry i nieustannych gwizdków arbitrów. KSB rok temu odpadło na poziomie właśnie 1/8 Fazy Pucharowej dlatego znając tamtą gorycz rozczarowania za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do tego, aby sytuacja się powtórzyła. Z drugiej strony ekipa TEMP dopiero co została wyrzucona z turnieju VI edycji memoriału Ligi Bemowskiej za wyjątkowo niesportowe zachowanie. Dlatego ryzyko, iż w tym meczu będzie iskrzyć, było ogromne. I tak się właśnie stało. Przechodząc i próbując się już skupić na emocjach, ale już tylko stricte sportowych to plasowany strzał po krótkim Olkowicza okazał się na wagę awansu dalej i to pomimo tego, że TEMP ostatnią akcję grał 5 na 3 w polu. Z tylko sobie wiadomych względów zawodnik Shepetivki postanowił oddać strzał z bardzo niewygodnego kąta, a wraz z tym strzałem sędzia zakończył spotkanie.

 

FC Master Armane - FC Żbik 1:6

Drugie życie "Mastersów" dobiegło końca, a trzeciej szansy już nie było. Tak czy siak TOP16 - zważywszy na okoliczności - trzeba uznać za świetny wynik. Żbiki okazały się po prostu zbyt mocne, a wynik 6:1, mówi wszystko i w zasadzie nic więcej dodawać nie trzeba! Najbardziej jednostronny mecz tej części Fazy Pucharowej. Tym samym FCŻ - trochę nieoczekiwanie (przynajmniej patrząc po dość anonimowej nazwie, a nie po personaliach) zameldował się w TOP8 imprezy i miały możliwość zagrania w meczu ćwierćfinałowym, gdzie czekała na nich drużyna Chłopców z Bielan. 

CHZB Kordiał - AGD Marking Słupno 1:1 (4:3k.)

Drugi, ale spokojnie - nie ostatni mecz Chłopców z Bielan - który rozstrzygała seria "karnych socca". Po Ożarowie "biali" mogą sprzedawać kursy przygotowujące z tej dziedziny uchodząc w nich za eksperta. AGD chyba nie wiedząc na co się pisze wkroczyła nieświadomym krokiem w "paszczę lwa", bo z CHZB w konkursie "sam na sam z połowy" czuła się tego dnia jak ryba w wodzie. Nieświadomi wyroku, który na siebie spisali gracze AGD powiedzieli "sprawdzam", ale - jak czas pokazał - była to decyzja chybiona. Tym samym mimo że gracze ze Słupna tego dnia wyglądali naprawdę dobrze musieli pożegnać się z imprezą na etapie 1/8. 

 

CPN United Raszyn - Husaria Mokotów 2:0

Widać było po obu zespołach, iż zdają sobie klasę z jakości rywala, bo gra w pierwszych fazach tego meczu była mocno zachowawcza. Lekko inicjatywę próbował przejąć ekipa z Raszyna głównie konstruując akcje po swojej prawej flance lub... wrzutkami, co jest rzeczą typową na "jedenastkach", ale nie na "szóstkach". Oba teamy biły jednak głową w mur. Im jednak było bliżej końca tym zaczęliśmy oglądać większe ryzyko. W pewnym momencie gracze z Mokotowa postanowili zagrać kartą "all-in" śmielej ruszając do ataków i wydawało się, że był to strzał w dziesiątkę. Momentalnie Husaria była w stanie wykreować multum groźnych akcji, ale kiedy nie przynosiły one żadnej zdobyczy bramkowej Raszyn zdołał w ostatniej minucie meczu wbić im bramkę z rzutu rożnego, a od razu w następnej akcji i drugą bramkę, która pogrzebała szanse dla Husarii Mokotów na cokolwiek więcej. Tym samym ekipa z Warszawy z pięcioma zwycięstwami na koncie i dwoma porażkami musiała pożegnać się z naszą imprezą.

Połczyn Brothers - Gladiatorzy Eternis 0:0 (4:5k.)

Spotkanie dwóch ekip, które znają się wyśmienicie. Nie tylko na szóstkach gracze obu klubów przecinają się bezustannie, ale i na jedenastkach. Dla żadnej ze stron rywal nie był zaskoczeniem. Gladiatorzy znali atuty i mankamenty Połczynu i vice versa. Stąd oglądaliśmy... szalenie nudne spotkanie. Przynajmniej dla bezstronnych kibiców. Wszak królowała ostrożność, pragmatyzm i próba by przesadnie się nie wychylić, aby przypadkowego gonga nie wyłapać. W tak wyrównanym spotkaniu o "być albo nie być" przeważnie decyduje jeden błąd lub jedno genialne zagranie. Tym razem zgodnie obie ekipy postawiły na to, aby nie wyrwać jakiejś przypadkowej sztuki. Emocje z nawiązką zostały nam jednak wynagrodzone zwariowaną serią karnych. Synchronizacja jednych i drugich momentami wyglądała jak wyreżyserowana. Nic więc dziwnego, że kiedy Ilya Radkievich zdobył decydującą bramkę obie ekipy spuentowały to uśmiechem, aniżeli jakąś złością i rozgoryczniem. Dobry bój dwóch klasowych ekip świetnie się znających. 

 

ĆWIERĆFINAŁY

 GWA Media Ochota - FC Otamany 2:1

 "Zamknięty mecz" gdzie czuć było, że ważą się najważniejsze momenty tego turnieju. Obie ekipy pokazały klasę, co chodzi o bronienie oraz płynne przechodzenie do ataków. Czy była to dobra reklama dla osób będących spoza półświatka szóstek? Pewnie nie, ale czy dla fanów Socca? To już prędzej. Dużo taktyki, suwanek, szukania luk w całym. Wspominaliśmy wcześniej, że Otamany są jedną z lepiej broniących ekip w Polsce w szóstkach (kiedy są w formie), ale z drugiej strony gracze GWA Media są w tym aspekcie najlepsi. Prawdziwi mistrzowie mądrego bronienia, choć tym razem bez swojego asa, w postaci kontuzjowanego Krystiana Nowakowskiego. Mimo walecznej postawy Otamanów trzeba było uznać wyższość graczy z warszawskiej Ochoty. Z pewnością jednak zawodnicy Otamanów do domów mogli rozjechać się z poczuciem dumy i nowej nadziei, którą wlali w swoje serca po kiepskiej jesieni w lidze.

 FC Łowcy - KSB Warszawa 5:0

 Nie było sensacji. Wypruta już z sił ekipa Michała Tarczyńskiego nie miała większych szans w starciu z ukraińskim kolosem. Gracze Łowców mimo iż tego dnia długo nie przekonywali swoją grą (była ona dość szarpana, niespójna, momentami wręcz niepewna), ale w najważniejszym momencie, kiedy w grze było wejście do strefy medalowej zmobilizowali się na tyle, iż momentalnie zabili jakiekolwiek większe emocje w tym spotkaniu. Łowcy nie pozostawili złudzeń - mimo że na co dzień to KSB gra wyżej w Lidze Fanów - kto przyjechał realnie zawalczyć o medale. Patrząc z perspektywy czasu szkoda, że padło na KSB, bo oni w odróżnieniu od ekipy Aleksa wiemy, że z wielką dumą i chęcią przystąpiliby do meczu o brązowe medale. W każdym razie mimo dobrej postawy tego dnia KSB Warszawa swój udział zakończyła na etapie TOP8 imprezy, co i tak jest wielkim sukcesem dla tego zespołu - kto wie - czy nawet nie największym patrząc na wielką skalę turnieju?

 

FC Żbik - CHZB Kordiał 2:2 (0:2k.)

Sen Chłopców z Bielan trwał w najlepsze, a kolejne ekipy nabierały się na to, że są w stanie ich pokonać w "karnych socca", co było założeniem totalnie niedorzecznym. Prezes CHZB Tomasz Miziurkowski podpisał bowiem chyba jakiś pakt z samym diabłem na to, aby to zawsze jego zawodnicy byli górą w tym elemencie gry. Jak się jednak z czasem okaże: najprawdopodobniej brakło środków, aby ów pakt przedłużyć i na półfinał, ale do tego wrócimy zaraz. W każdym razie piękna przygoda Żbików, które nieoczekiwanie zawędrowały aż pod samą strefę medalową została zakończona chyba w najbardziej bolesnym momencie: tuż przed wywalczeniem sobie dwóch dodatkowych gierek. W dodatku gierek o nie byle co, bo przecież o medale! Niemniej mimo świetnej gry ze strony Żbików ich droga dobiegła końca wraz z zakończeniem meczów ćwierćfinałowych.  

CPN United Raszyn - Gladiatorzy Eternis 1:1 (4:3k.)

Zespół Michała Dryńskiego podczas niedzielnych zmagań już kilkukrotnie wisiał na linach. Nikt nie zdołał jednak dotąd wyprowadzić tego ostatniego, kończącego ciosu. Ani nie zrobił tego zespół, jakże doskonale znany Gladiatorom, Zakładu Pogrzebowego E.W, kiedy obecność Gladiatrów w turnieju zawisła na włosku już w Fazie Grupowej. Ani nie zrobiło tego pierwszoligowe EXPLO Team, choć i tu Gladiatorzy zerwali się stryczka w ostatnim możliwych momencie, dzięki wyrównującej bramce Kielaka w ostatniej akcji meczu. Ani w końcu nie wyrzucił z turnieju mistrzów Ligi Fanów zespół Połczyna mimo iż wielokrotnie mieli ich na widelcu w serii karnych socca. Gladiatorzy, trochę jak nie oni, ślizgali się ślizgali aż niemal doślizgnęli się do samej strefy medalowej. Dopiero CPN Raszyn znalazł w sobie na tyle siły, by powiedzieć temu niepewnemu kroczeniu po cienkim lodzie obrońcy tytułu "stop". I choć tym razem z samej gry to Gladiatorzy mogli czuć się niejako poszkodowani, tak kiedy już przyszło do "sam na sam z połowy" mowy o pechu już być nie mogło. Tym samym Eternis zakończył swoje zmagania w gronie TOP8, co jak na ich szalone aspiracje, jest z pewnością wynikiem rozczarowującym. 

 

PÓŁFINAŁY

CHZB Kordiał - CPN United Raszyn 0:0 (2:3k.)

Jako że ciut więcej działo się nam na boisku obok, a i temperatura na sąsiednimi placu była na troszkę innym poziomie, wpierw zacznijmy od tego "spokojniejszego" meczu, lecz nie zapominajmy, że tak samo z wielką stawką w tle. W grze był gwarantowany medal (z czasem się okazało, że tak czy siak medale były już zagwarantowane - do tego jeszcze wrócimy) i przejście do historii. Czuć było tę presję, bo każda ekipa bała się - co zrozumiałe zważywszy na stawkę - mocniej zaryzykować. Dla obu klubów w grę wchodził bowiem najprawdopodobniej historyczny i jeden z większych, jak nie największy, skalp do złapania. Zespół z Raszyna dając wybrzmieć ostatniemu gwizdkowi arbtira chyba nie wiedział, na co się pisze. Gracze z CHZB Kordiał za to, kiedy usłyszeli końcowy gwizdek mogli się poczuć "jak w domu". Karne Socca tego dnia to było ich lekarstwo na całe zło tego świata. Było chyba jednak też coś, o czym nie wiemy, a o czym wiedzieli tylko gracze w "fioletowych" trykotach. Albowiem nie tylko prezes Miziurkowski podpisał pakt na te "sam na sam z połowy", ale i najwidoczniej prezes CPN. Tym samym - ku zaskoczeniu wszystkich, a już na pewno nas i piłkarzy CHZB - tym razem wyjątkowo to nie oni cieszyli się po ostatniej "socce". Element, który tego dnia dopracowali gracze z Bielan do perfekcji w najważniejszym momencie imprezy zawiódł i pojawiło się ryzyko, że do domu wrócą bez niczego, gdyż wizja bitki z ultrasilnymi Łowcami o brąz nie jawiła się jako żadnego rodzaju gwarant sukcesu. Co tu dużo mówić: Chłopcy z Bielan w starciu z ukraińskimi Łowcami byliby przez większość zapewne skazywani na pożarcie.

GWA Media Ochota - FC Łowcy 0:0 (3:2k.)

Atmosferę można by kroić wzdłuż i wszerz, a następnie podawać ją jak ciasto - na tacy. W Polsce w roku 2025 w świecie Socca mieliśmy dwóch głównych aktorów (oczywiście było kilka ekip jak m.in. Gladiatorzy, którzy też zasiadali przy tym stole) FC Łowcy (objawienie 2025 w kraju) oraz (jeszcze wówczas) ExC Mobile Ochotę. Pierwsi wygrali m.in. ogólnopolskie 3RK, Puchar Łodzi (mimo że są z Warszawy) czy Socca Independent CUP (też w Łodzi). Drudzy poszli jeszcze o jeden szczebel wyżej zgarniając potrójną koronę złożoną z samych najciemniejszych skalpów w kraju: mistrzostwa Polski, Pucharu Polski oraz Ligi Mistrzów. To właśnie podczas tej Socca Champions League byliśmy zresztą świadkami pierwszej większej batalii obu klubów o spełnienie marzeń. Na greckiej ziemi Łowcy wzmocnione duetem z Gladiatorów: Pietrzakiem i Dryńskim podejmowały w ćwierćfinale Ochotę. Już wtedy było czuć jaki ciężar gatunkowy niesie za sobą ów mecz. Wówczas górą była, jak dobrze wiemy, banda Nowakowski i spółka.

Historia Ochoty oraz Łowców jednak się na tym nie zakończyła. Jest ona bowiem ze sobą powiązana bardzo grubymi już nie nićmi, a wręcz linami. Nic dziwnego, kiedy tak dwie wybijające się ponad stan ekipy orbitują wokół siebie, na tak krótkiej odległości. Przenikając się nawzajem, grając raz tu raz tu, znając się na wylot. Ego wśród tych największych zawsze jest na najwyższym możliwym pułapie, a kiedy w jednym miejscu naraz zderza się ze sobą tyle różnych silnych charakterów dochodzi do sprzężenia i przesilenia. A przynajmniej zawsze istnieje tego duże ryzyko. Tak było podczas kolejnej z odsłon batalii na linii GW Media versus Łowcy, tym razem na ożarowskiej ziemi. Jak sam mecz w regulaminowym czasie gry nie przyniósł rozstrzygnięcia tak "karne socca".. także takowego nie przyniosły.

Przynajmniej do czasu. W tak prestiżowym i ważnym meczu zamiast delektować się umiejętnościami czysto sportowymi trzeba było studzić nastroje. Wszystko przez prowokacje oraz wyżej wspomniane zbyt wielkie zagęszczenie: emocji, ego i ambicji na tak małym metrażu, placu gry. Tykająca bomba w końcu odliczyła do zera, a jej siła zdetonowania była na tyle duża, iż całość przedłużyła się nam o dobre pół godziny, robiąc z socca sztukę freak fightów (nieoficjalnie kuluarowo powstały pierwsze karty potencjalnych walk - tak na przyszłość - jeśli formuła się przyjmie). Koniec końców - powiedzmy że kurz bitewny w miarę opadł - a decyzja sędziów i organizatorów finalnie była taka, iż powtarzamy karny, który wcześniej doprowadził do tak nerwowych wydarzeń. Miłosz Nowakowski drugi raz już się nie pomylił w odróżnieniu od zawodnika Łowców, który przegrał tę próbę nerwów. Emocji... no cóż... troszkę mieliśmy, ale chyba nie do końca o takie nam chodziło. Finał był taki, że GWA Media Ochota zameldował się w... finale, zaś Łowcy...

MECZ O BRĄZ

FC Łowcy - CHZB Kordiał walkower

... zaś Łowcy pojechali do domu. Biorąc pod uwagę ile ekip marzyłoby lub chciałoby być na miejscu ukraińskiego zespołu, mając możliwość o zagranie o medal tak wielkiej imprezy decyzja o oddaniu tego meczu za free należy uznać jako niegodne i żałosne. Nawet jeśli w odczuciu Łowców zostali oni w półfinale skrzywdzeni, to nie powino być sytuacji, że przez jedną osobę defintywnie zrezygnowali gry o brązowe krążki.  

FINAŁ 

GWA Media Ochota - CPN United Raszyn 3:1

Długie godziny na obiektach Ożarowskiej Areny, przeciągniete do granic możliwości przez rozstrzygnięcia jednego z półfinałów. Ogrom emocji, a nogi jak z waty - znamy to. Właśnie w takich okolicznościach trzeba było znaleźć resztki siły, determinacji i woli walki, aby w kluczowym momencie sięgnąć po złoto. Zdecydowanym faworytem Wielkiego Finału X-edycji Q-Ice Socca Warsaw Cup byli nominalni gospodarze. Złoty odkurzacz (sorry za to niezbyt wygórowane porównanie), który w roku 2025 wyczyścił wszystko, co się tylko dało z krajowego (i nie tylko) podwórka, rok 2026 chciał zacząć od ponownego potężnego uderzenia. Szczególnie że już pod nową nazwą. Dla graczy z Raszyna z kolei była to niesłychana przygoda, którą dało się zwieńczyć w sposób iście mistrzowski, spektakularny, historyczny. I chociaż CPN dał z siebie tyle, ile mógł, to na tak wielkiego gracza jak GWA Media okazało się to zbyt mało. Tym samym "fioletowi" przegrali... dopiero w finale swój pierwszy mecz (GWA przegrało na przykład już w grupie), a to co zrobili tego dnia to kosmos patrząc na przedturniejowe predykcje, które niemal w żadnym wariancie nie zakładały ich w gronie medalistów. CHZB Kordiał i CPN Raszyn napisały piękną, nieoczekiwaną historię, zaś Ochota potwierdziła, że wraz z nastaniem nowego roku nie rezygnują z miana bandy która chce wygrywać wszystko i wszędzie. Spośród niemal stu zespołów trzema najlepszymi okazały się wyżej wymienione, a to jest najlepszą laurką dla medalistów! 

Klasyfikacja końcowa turnieju:
  1. GWA Media Ochota
  2. CPN United Raszyn
  3. CHZB Kordiał
Nagrody indywidualne:
  • Najlepszy zawodnik – Karol Bienias (GWA)
  • Najlepszy bramkarz - Mateusz Łysik (GWA)
  • Odkrycie Socca - Natan Landsberg (CPN)

Dziękujemy wszystkim drużynom za udział w turnieju Q-ICE SOCCA WARSAW CUP. Wasze zaangażowanie, sportowa rywalizacja i świetna

atmosfera sprawiły, że to wydarzenie było naprawdę wyjątkowe. Już dziś zapraszamy Was za rok!

 Szczególne podziękowania kierujemy do Łukasza Mroza z firmy Q-ICE. Bardzo cieszymy się, że udało nam się znaleźć tak solidnego i zaangażowanego partnera, na którego mogliśmy liczyć na każdym etapie organizacji. Mamy nadzieję, że ta współpraca będzie dalej się rozwijać i wspólnie zrealizujemy kolejne sportowe wydarzenia na najwyższym poziomie.

Dziękujemy i do zobaczenia na następnej edycji!

Chcemy jeszcze pokusić się o kilka słów wyjaśnienia w odniesieniu do sytuacji, o której jeszcze długo mówiło się w kuluarach - a mianowicie o powtórzeniu rzutu karnego wykonywanego przez Miłosza Nowakowskiego, przy okazji półfinałowego spotkania FC Łowcy - GWA Media Ochota.

Nie będziemy ukrywać, że ani my, ani regulamin nie byliśmy w pełni przygotowani na to, co się wydarzyło. Była to sytuacja niestandardowa, trudna do jednoznacznej oceny - pojawiły się wątpliwości dotyczące ewentualnej prowokacji oraz tego, czy przewinienia miały miejsce w trakcie, czy już po zakończeniu akcji. Jedno jest pewne: cała procedura trwała zdecydowanie zbyt długo.

Z perspektywy czasu wiemy, jak należało tę sytuację rozwiązać - kluczowe było odseparowanie sędziów od wszystkich osób trzecich i umożliwienie im spokojnej, niezależnej analizy zdarzenia, bez jakichkolwiek podpowiedzi czy nacisków. Jak to jednak bywa w sporcie, czasami dopiero po fakcie wiemy, jak najlepiej zareagować. Była to sytuacja wyjątkowa, prawdopodobnie jedna na tysiąc, która - mamy nadzieję - już się nie powtórzy.

Mamy również do siebie pretensje, że nie zareagowaliśmy bardziej stanowczo i że dopuściliśmy do wzajemnych emocji na boisku. Po meczu rozmawialiśmy z wieloma sędziami, którzy podtrzymali, że decyzja o powtórzeniu rzutu karnego była ich zdaniem słuszna. Niemniej jednak podkreślamy - całość powinna przebiec sprawniej i szybciej.

Wyciągniemy z tej sytuacji wnioski na przyszłość.

Galeria - GWA OCHOTA ZWYCIĘZCĄ Q-ICE SOCCA WARSAW CUP 2026!

Facebook

Reklama

Tabela

Social Media

Youtube

Reklama