FC ŁOWCY ZWYCIĘZCĄ SOCCA ETERNIS CUP 2025!
Osiemdziesiąt cztery, wątpliwie letnie dni. Dokładnie tyle dzieliło nas między sezonami. Ta poprzednia kampania zwieńczona Superbet CUP ta rozpoczęta Eternis CUP. Eternis, które z nami na pokładzie będąc, wspierając, angażując się, jest już z nami piąty rok z rzędu, za co serdeczne podziękowania! Długi był okres wyczekiwania na najważniejsze granie. Niektórzy okres wakacyjny spędzili brzuchem do góry, inni zostawili mistrzem Polski, a jeszcze inni rozpaczliwie poszukiwali dawno temu utraconej formy. Jak im wszystkim poszło po powrocie na boiska AWF Warszawa? Kto zaskoczył, a kto rozczarował? Zapraszamy na krótką relację tekstową z zakończonego właśnie niedzielnego (7 września 2025 roku) turnieju Eternis CUP.
Wyniki Turnieju
https://ligafanow.pl/puchar/live?id=29
Galeria zdjęć drużynowych
https://ligafanow.pl/galeria/zobacz/391
Galeria zdjęć z gry vol.1
https://ligafanow.pl/galeria/zobacz/389
GRUPA A
Każdy inny wynik, aniżeli duet ekstraklasowiczów Tur-Lakoksy na pierwszych dwóch miejscach byłby giga sensacją. Spoilerując: takowej nie było. Rano bywa różnie, wiemy, czasem w turniej trzeba się wdrożyć, czasem wygrać z konsekwencjami nocy poprzedzającej – to trochę trwa – łatwo wówczas stracić klawiaturę (punkty) na pierwszych przeszkodach. Oba zespoły, jako że doświadczone w bojach, z pewnością zdawały sobie z tego sprawę. Tym samym od początku oglądaliśmy ich w najlepszym wydaniu, skoncentrowanych, punktujących, dominujących. Na sześć goli Tura w meczu ze Szmulkami przyszła błyskawiczna odpowiedź Lakoksów – ci także wpakowali swojemu oponentowi szóstaka, przy tym nie tracąc ani jednego gola w odróżnieniu od zasłużonej paczki z Ochoty. Ekipy skalibrowały więc celowniki wyśmienicie i nic tylko było oczekiwać ich starcia bezpośredniego. To nadeszło tuż przed dziewiątą. Fajerwerki? Nie tym razem, z poszanowaniem godziny porannej, więc w tym wypadku raczej kulturalna piłkarska partia szachów. Bez "zabitych", ale też i bez "zwycięzców" – polubowny bramkowy remis 1:1. O kolejności, przy założeniu że jedni i drudzy punktują aż do samego końca, miały więc decydować bramki. Kto będzie miał lepszy bilans bramek ten z grupy wyjdzie z pierwszego miejsca. Tymczasem Lakoksy zamiast cisnąć po grad goli musieli czujnie grać do końca, aby w ogóle zwyciężyć (2:1). Zrobili to, owszem, ale w zestawieniu z 5:1 z zespołem z Ochoty w trzeciej serii gier – presja gonienia przeszła na beniaminka. Na 3:0 Tura z czwartej serii gier Lakoksy odpowiedziały wynikiem 4:0, tym samym ciut niwelując stratę, o tego jednego gola. Do rozegrania pozostało dla obu teamów po jednym meczu, zaczynał Tur. I mieliśmy kopię z trzeciego meczu Lakoksów. Znów zamiast gradu bramek była obawa czy w ogóle przypadkiem punkty gdzieś się nie zapodzieją. I to z tym samym rywalem, o którym zaraz. Szczęśliwie dla ośmiokrotnego zwycięzcy Ligi Fanów – tak się jednak nie stało – a do brzegu udało się dotrzeć z tym samym wynikiem 2:1, co Lakoksy i kompletem trzech oczek. Z jednej strony grunt że wygrana, ale bramkowo zrobiło się arcyciekawie i mocno niebezpieczne dla Tura. Krokodyle, aby zająć pierwsze miejsce musieli ograć Jogę Bonito dwoma bramkami. Wydawało się, że to formalność. Ale taki urok turniejów – mało czasu, presja wyniku, a czasem jak się za bardzo chce, to efekt jest odwrotny od zamierzonego. Tym samym Lakoksy bezlitośnie zostały trzykrotnie skontrowane. Paczka Bartka Królaka wywróciła się w najmniej oczekiwanym momencie, metr przed metą (wiemy jak brzmi dosadniejszy oryginał). Tym samym to Tur wygrał grupę, a Lakoksy musiały pocieszyć się drugim miejscem. Zostawmy liderów grupy A, przejdźmy do peletonu pościgowego. Tak naprawdę duopol Ekstraklasowiczów raczej ani na moment nie był zagrożony, a jeśli już to mimo że finalnie strata do awansu wyniosła ledwie punkt, to tak naprawdę tu już drzwi były zamknięte po czwartej serii gier. Joga Bonito realnie mogłoby walczyć o "Pucharową" gdyby nie fatalne wejście w turniej i przegrana 1:3 z Warsaw Sinaola na dzień dobry. To zespół JB od razu postawiło pod ścianą, wszak przed nimi były jeszcze pojedynki z tuzami piłki sześcioosobowej – Turem i Lakoksami. I w rzeczy samej, bo choć Joga elegancko podniosła się po porażce w pierwszym meczu wygrywając dwa następne, tak kiedy trafiła w czwartej serii na Ekstraklasowicza z Ochoty brutalnie się od niego odbiła przegrywając gładko 0:3 grzebiąc przy tym swoje szans na promocję dalej. Pozostał "pożegnalny mecz", a w nim fenomenalne 3:1, o którym było wyżej. Tym miłym akcentem Bonito pożegnało się z Eternis CUP. Pożegnać się musiało również Warsaw Sinaola, ale tu – mimo że finalnie zajęli czwarte miejsce, musimy przyznać że mieliśmy swego rodzaju sporą niespodziankę. Wygrana z Bonito 3:1, świetne, wyrównane batalię z Lakoksami i Turem, koniec końców przegrane skromnie, ale jednak, 1:2. Naprawdę super prezentacją zespołu! Słabszy mecz? Chyba tylko jeden, w drugiej serii gier stracone dwa punkty zaważyły o braku trzeciego miejsca. Punkty wszak zabrały Szmulki Warszawa, które uczciwie trzeba przyznać, że wraz z Lavision mocno nas rozczarowały. Jasne, trudno zakładać punktowanie na Tur czy Lakoksy, to z pewnością najwyższa półka, natomiast łącznie trzy punkty zgromadzone przez obie ekipy dumą nie napawają. Jedyny, jakkolwiek pozytywny wynik, któregoś z tych teamów, to właśnie wyżej rzeczony remis Szmulków z Sinaolą. Spodziewaliśmy się po tych zespołach ciut więcej...
GRUPA B
Dla niektórych zespołów, powiedzmy – całkiem niezłych, takich rokujących – faza grupowa nie jest kwestią czy uda się zgarnąć maksymalną liczbę punktów, a czy da radę zrobić to bez straty choćby jednej bramki? Tym samym powiedzmy sobie szczerze ExC Mobile Ochota – perspektywiczna ekipa, która pokazała się z niezłej strony podczas wakacyjnych turniejów – trochę się nie popisała w fazie grupowej, zawodząc redaktorów. A na pewno jednego. Niechlubny mecz, w którym dali się zaskoczyć rywalowi, jak amatorzy, miał miejsce w drugiej serii gier. Mistrz Polski oraz zdobywca pucharu Polski do końca musiał drżeć w obawie, że oponent, Snow Kids, może pójść za ciosem i zdobyć jeszcze jedną bramkę, a wówczas już pozostałby tyci krok od remisowego blamażu! No, ale tym razem ExC się nieco upiekło, rywal nie wyczuł szansy, a mecz zakończył się wynikiem 3:1. Pozostałe mecze? Trzeba przyznać że całkiem całkiem. 3:0, 3:0, 4:0, 5:0. Bilans bramkowy 18:1, punktów rzecz jasna full, a niektóre Koniki nawet ze stajni nie musiały wyjeżdżać. Przejdźmy więc do rywalizacji o pierwsze miejsce z kategorii ekip przyziemnych. Tu o awans zagrał zespół Legion UA z Snow Kids. Przypominamy, ci drudzy zdobyli bramkę przeciw ExC Mobile Ochota. To tytułem wstępu do tej rywalizacji. A co poza tym? Legion dosłownie każdy mecz oprócz z ExC przepychał, a to łokciem, a to kolanem, a to oboma naraz. Dowód? 1:1, 2:1, 2:1, 3:2. Tym samym doszło do dość niecodziennej sytuacji, gdzie ekipa łapiąca Fazę Pucharową, więcej bramek straciła w grupie, niż strzeliła. Oczywiście, liczy się efekt końcowy, można powiedzieć w tym przypadku skrupulatny pragmatyzm, ale też bez pudrowania i tym razem na poważnie: nie był to wymarzony przemarsz po rywalach i pewne wyjście z grupy. Snow Kids sprawę z kolei pokpiło najbardziej w meczu z Q-Ice, gdzie bezbramkowo zremisowało. Gdyby udało się jakkolwiek przepchnąć ten mecz (rywal powyżej pokazał jak to robić i nie chodzi o ExC) wówczas Kidsi grali by wieczorem, a tak to – trzeba było obejść się smakiem. I mała to osłoda zdobyć bramkę przeciw mistrzowi Polski, kiedy jest to zaledwie mało istotną ciekawostką. Całe następne trio również się nie popisało, o czym świadczy notoryczne gubienie punktów przez wszystkich. Z drugiej strony można po prostu powiedzieć, że poziom tej grupy, wyłączając Ochotę poza nawias, był turbo wyrównany. Jakby spojrzeć z tej perspektywy – w porządku. Ale było tu kilka zespołów, które dobrze znany z rozgrywek ligowych, wiemy, że stać je na jeszcze więcej. Q-Ice urwało punkty Snow Kids, co pozwoliło prześcignąć zespoły z piątej i szóstej pozycji. Ponadto oni, Niedzielni i Bartolini Pasta zachowali się mega fair play, dając każdemu po razie wygrać, aby nikt nie czuł się smutny z brakiem zdobyczy punktowej. Fajna sprawa, ale raczej nie do końca o to chodziło!

GRUPA C
Coś, co nie udało się ExC Mobile Ochota, udało się im wielkiemu rywalowi – FC Łowcy. Mamy na myśli przelot przez fazę grupową bez utraty choćby ani jednej bramki. Wyniki ukraińskiego hegemona? 5:0, 3:0 i dwa razy po 2:0. DO-MI-NA-CJA! Po prostu na ten team w ostatnim czasie nie ma mocnych. Najbardziej utalentowani, najlepsi zawodnicy zza wschodniej granicy ostatnio czyszczą polski rynek z pucharów od prawa do lewa, od lewa do prawa. Kurs na awans z samej grupy? Pewnie oscylowałby w granicach 1.01. Trudno było o większego pewniaka, a co za tym idzie – jest to dla pozostałych ekip spory problem – albowiem premiowane awansem miejsce już na starcie pozostaje de facto tylko jedno. Bój o nie stoczyły zespoły Akademia Piłkarska Tartak, Shot DJ i Hetman FC. Ci ostatni już na starcie bardzo skomplikowali sobie życie przegrywając aż 0:3 z APT, nadzieja powróciła kiedy w drugiej serii gier udało się zwyciężyć 2:1, a trzecie spotkanie tylko owe nadzieję jeszcze bardziej podsyciło. Po trzech meczach Hetman miał sześć punktów i wszystko w swoich rękach, tudzież nogach. Był jednak jeden tyci tyci problem. Aby myśleć o grze dalej, trzeba było w przedostatnim meczu ograć Łowcy. Zadanie awykonalne? Na tamten moment – zdecydowanie. Tym samym już przed ostatnią kolejką Łowcy i APT miały po dziewięć punktów, co równocześnie oznaczało, że Hetman jedzie do domu po fazie grupowej. W grze natomiast pozostawał jeszcze duet APT i ShotDJ. W tym przypadku o wszystkim miał zadecydować mecz bezpośredni, a w nim górą nieznacznie, ale jedna, była Akademia Piłkarska Tartak wygrywając skromnie, ale jakże cennie 1:0. Nadzieja dla ShotDJ jeszcze nieoczekiwanie na chwilę powróciła, kiedy ATP dość sensacyjnie zgubiło punkty z Zaborów, ale w finalnym rozrachunku nie miało to większego znaczenia. Nawet jakby ATP ten mecz przegrało, to zważywszy że w bezpośrednim meczu z ShotDJ wygrało i tak mieliby awans w kieszeni. Mistrz VII ligi mógł jednak do domów rozjechać się z podniesioną głową, wygrali trzy z pięciu meczów, z czego jedna porażka, umówmy się, była oczekiwana. Jeden gorszy mecz z ATP kosztował awans dalej, no cóż, życie. Kroku całej wyżej wymienionej czwórce próbował dotrzymać Zaborów i trzeba przyznać, że nie było to błądzenie po omacku. FCZ miał swoje argumenty, o czym świadczy fakt, że dwa razy nie dał się pokonać. Tak jak w przypadku wszystkich – porażka z Łowcami była, no sorry, ale wklakulowana. Dwa mecze przegrane, dwa nie – solidny wynik. W odróżnieniu od Legionu, którzy troszkę zawiedli nie tylko nas, ale myślimy że przede wszystkim samych siebie. Zespół jest nam dobrze znany, a w przeszłości notował fajne wynik. Z pewnością zero punktów po ich stronie po niedzielnym turnieju do takowych nie będzie należał. W tym przypadku warto zwrócić uwagę na bardzo trudny start – dwa pierwsze mecze to 0:5 z Łowcami i 0:3 z ATP – czyli zespołami które zagrały w Fazie Pucharowej, co mocno mogło podciąć skrzydła...
GRUPA D
Brązowy medalista najwyższej klasy rozgrywkowej Ligi Fanów za niemal każdym razem będzie – siłą rzeczy – stawiany w roli faworyta. Nie tylko wygrania grupy, ale i mieszania w turniejowym kotle w finałowej części. I mimo że Ogień Bielany przez niemal cały poranek spisywał się wyśmienicie tak jednak porażka z Lożą Szyderców aż 0:3 cały kreowany wynik momentalnie posłał w piach. Jako że Loża nie przegrała już ani razu, tym samym zgodnie ze swoją nazwą, zaszydziła z faworyta posyłając go na drugie miejsce i teoretycznie trudniejszego rywala w Fazie Pucharowej. Bo awans do niej Ogień bezproblemowo uzyskał, notując w czterech pozostałych meczach świetne wyniki 5:0, 4:0, 4:1 i 2:0, które tylko poświadczyły o sile Ekstraklasowicza. Najlepszy bilans bramek w tej grupie nie miał jednak znaczenia, kiedy mecz bezpośredni był przegrany. Wyżej rzeczona Loża Szyderców zakpiła z przed turniejowych predykcji mówiących o pewnym pierwszym miejscu dla Ognia. Do świetnych 4:0 (Boca Seniors), 2:0 (Eternis) czy 3:2 (Legia Bielany) zawodnicy tego teamu sensacyjnie dorzucili genialne 3:0 z Ogniem Bielany. Kiedy Loża kręciła fenomenalny rezultat nagle uległa – tak samo niespodziewanie jak przy wygranej z Ogniem – 0:2 z FC Bulls. Tym samym była to jedyna mała rysa na tym bardzo dobrym przejeździe po grupowych rywalach. Zdarza się i tak... A a propos FC Bulls to w tym przypadku równie miło zostaliśmy zaskoczeni, tak jak w przypadku Loży. Dość nieoczekiwanie ów ekipa otarła się o Fazę Pucharową. Porażka z Ogniem? Ujmy nie przenosi, to z całą pewnością. Poza tym spotkaniem FCB nie przegrało ani razu! Ich marzenia o grze dalej pogrzebało jednak, jak się z czasem okazało, zgubienie punktów z Boca Seniors, kiedy już w pierwszym meczu mieliśmy wynik remisowy 1:1. Pozostałe trzy mecze to wygrane. Tym samym gdyby nie ten remis z pierwszego meczu mielibyśmy małą tabelkę i trochę liczenia... Tak czy siak występ FC Bulls podczas wrześniowego Eternis CUP trzeba uznać za więcej, niż dobry! Oby tak dalej! Na pewno jednak ciut poniżej oczekiwań zagrali z kolei Boca Seniors. Jasne, przegrali tylko dwa mecze, w tym jedno z Ogniem Bielany. Trudno mówić o bardzo złym rezultacie, ale jak na markę jaką ma Boca Seniors, które z powodzeniem w przeszłości grywało w rozgrywkach ligowych, to rezultat trzeba uznać za niedostateczny. Z pewnością stać ich na więcej i sami czują lekki niedosyt. Jedna wygrana z Legią Bielany 3:1, dwa remisy 1:1 z FC Bulls oraz Eternis 0:0 i dwie porażki aż 0:4 z Lożą i 0:2 z Ogniem, to o dużo za mało, jak na Bocę! Na dole tabeli D mieliśmy walkę o miano "nie bycia tym ostatnim", a w szranki stanęły zespoły Legii Bielany oraz niejako gospodarza – tak to chyba możemy to ująć – turnieju, czyli Eternis. Patrząc po wynikach Eternis na to ostatnie miejsce w grupie swoiście zapracował. Najbardziej wszak zatrważająca była statystyka goli strzelonych. Choć w tym przypadku liczba mnoga jest nieco na wyrost, albowiem Eternis zdobył tylko jedną jedyną bramkę, sam zaś tracąc ich trzynaście. Umówmy się jednak że w przypadku Eternis to przede wszystkim chodziło o to, aby przyjść i się poruszać. Pograć. Remis wywalczony w ostatnim meczu z Bocą był swego rodzaju nagrodą za same chęci i sygnałem, że da się! Zabawa była w tym przypadku najważniejsza – to się udało i to było piękne, a wyniki? Gryzł je pies, one są przereklamowane! Z tego strzeleckiego impasu Eternis skorzystała Legia Bielany, która również dryfowała po dnie tabeli, ale w tym decydującym momencie zdołała się zmobilizować i ograć Eternis wygrywając skromnie 1:0. Ten rezultat pozwolił na swoim koncie zapisać trzy oczka i uniknąć ostatniego, mało chlubnego miejsca.

GRUPA E
Kto rano wstaje temu pan Miles łatwiejszą grupę daje? Oczywiście nie jest to, że tak to ujmijmy, żadną regułą prawną, regulaminowym wytrychem, ale patrząc przez pryzmat grup z godzin 8:00-11:30, to tak to mniej więcej w tej edycji wyglądało. Jasne, o poranku zagrały totalne kozaki: FC Łowcy, ExC Mobile Ochota, Ogień Bielany, Lakoksy i TUR – także sama wierchuszka, piłkarskie tuzy, ale nie licząc dwóch ostatnich zespołów były one od siebie oddzielone grubą ścianą, a zostając przy alegorii mieszkalnej, w ich "pokoju" (grupie) nie było drugiego kozaka z topu (wyjątkiem była grupa A, gdzie mieliśmy dwie silne ekipy), co kontrastuje na tle grup z przedziału 11:30-14:30. W tych zestawach oblężenie dobrych lub bardzo dobrych zespołów na jeden metr grupowych zmagań był wybitnie wysoki, "drogi". Sama grupa E to Dzbany Łódź, Electrico-Work, UEFA Mafia Ursynów i Niko UA. Same silne teamy. Stawkę uzupełniał nowy gracz w szóstkach – Laflame Bielany – ale patrząc przez pryzmat stawki, był on w swoim debiutanckim turnieju Eternis rzucony niejako na pożarcie. Tym samym idąc trochę w zaburzonej chronologii, od tyłu, Laflame zajęło ostatnie miejsce z dwoma punktami na koncie. Nie jest to jednak wstydliwy wynik, wszak tak jak przed chwilą pisaliśmy – każdy z rywali albo z topu albo ku niemu śmiało aspirujący. Wręcz przeciwnie remis z Niko oraz UEFĄ trzeba uznać za świetne wyniki! Czwarte miejsce zajęło ukraińskie Niko UA. Taki rezultat też był do przewidzenia. Czerwono-czarni to naprawdę solidny team, ale ich waleczność i chart ducha, to trochę mało, jak na jakość tria z czuba tabeli. Szczególnie było to odczuwalne w starciu z "przyjezdnymi". Łodzianie ograli Niko 0:3, a Wrocławianie aż 1:6. Najbardziej na plus z perspektywy Niko zdecydowanie był remis w starciu z faworyzowaną UEFĄ. A skoro jesteśmy przy tym ursynowskim zespole... przede wszystkim giga zawodem z pewnością był pierwszy grupowy mecz zremisowany – coby nie mówić – outsiderem grupy z Bielan. Ten wynik i tak nieoczekiwana strata punktów już po pierwszym meczu postawiła beniaminka pierwszej ligi pod ścianą. Margines błędu był skrócony niemal do zera! Pierwsza odpowiedź? Naprawdę świetna, bo udało się ograć bezpośredniego konkurenta z Wrocławia po zaciętym meczu 3:2! Ale kiedy wydawało się, że teraz to już musi pójść w dobrym kierunku, wpierw rozczarowujące 1:1 z Niko, a następnie upokarzające 0:5 z Dzbanami. Do awansu brakło finalnie ledwie punktu – katastrofa – patrząc na te 0 z 6 w dwóch ostatnich meczach czy tym pierwszym zremisowanym z Laflame 1:1. Tym samym awans dalej zapewniło sobie Wrocławskie Electrico-Work, które miało wyniki w kratkę. Na bardzo dobry mecz wygrany 6:1 z Niko UA odpowiedzią było bardzo kiepskie 2:3 z UEFĄ Mafia Ursynów. Trzecia seria? Kolejny kapitalny rezultat bo zdemolowanie aż 8:0 Laflame Bielany, a na to... znów kiepska reakcja, bo w ostatnim czwartym meczu druga porażka, tym razem w meczu o pierwsze miejsce z Dzbanami Łódź 3:5. I trzeba przyznać, nie tylko z przebiegu tego meczu, ale i całej grupy, że Dzbany zdecydowanie na to pierwsze miejsce zasłużyły. Najdobitniej różnicę na plus dla Dzbanów było widać właśnie w meczu bezpośrednim. Owszem wynik 3:5 może nie rzuca na kolana, ale z samej gry były mistrz Polski Socca zasługiwał na więcej, a kontrolę zaczął dopiero tracić po zmianie taktyki na granie lotnym. Spychalski na kierowcy w przeszłości wielokrotnie oddawało i pewnie jeszcze w przyszłości odda nieraz, ale tym razem wyszło z tego więcej zamętu, aniżeli korzyści. Nie była to wina samego kapitana, a jego kolegów, którzy nieodpowiedzialnie tracili piłkę przy pozostawionej pustej bramce. W barwach Electrico-Work taki zawodnik jak były reprezentant Polski Dudziński takie prezenty zawsze będzie wykorzystywał. Pozostałe mecze Dzbanów to kontrola, jakość, kontrola i jeszcze raz jakość. Odpowiednio 3:0, 10:1 oraz 5:0. Fenomenalna gra w fazie grupowej, brawo!
GRUPA F
Jak na sekcję południową trzeba uczciwie przyznać, że akurat owa grupa nie była przysłowiową żyletą, a wręcz że jej poziom, był jednym z niższych tego dnia, jak nie najniższym. W ciemno do awansu wytypowalibyśmy dwie ekipy i uprzedzając – tak też się stało. Explo Team oraz Zielona zajęły dwa pierwsze miejsca zgodnie z oczekiwaniami. Pierwsi grają u nas od lat na najwyższym poziomie, tułając się między ekstraklasą a pierwszą ligą (teraz spadli do pierwszej), zaś Zielona to zwycięzcy najwyższej ligi letniej, co o czymś świadczy. Ponadto znaliśmy tych zawodników z sezonu zasadniczego, gdzie w dobrym stylu reprezentowali barwy mokotowskiej Husarii. Słowem: ekipy z topu. Rywale? Cały Czas Bomba w ostatnim sezonie czwarte miejsce w dwunastej lidze, Gentleman Warsaw Team trzecie miejsce w trzynastej lidze, zaś Huragan Rozlazłów, co potwierdziły wyniki był najsłabszy z całej stawki. O losach pierwszego miejsca miał zadecydować więc mecz bezpośredni między Explo Team a Zieloną. W nim więcej z gry miała Zielona, ale skuteczność pod bramką rywala była na bardzo niskim poziomie i nie było komu finalizować akcji. Natomiast Explo to bardzo doświadczona, mądra ekipa, która wiedziała że po szumnych atakach młodych zawodników mistrza ligi letniej nadejdą ich okazję i cierpliwe na nie czekali. Chwilę przed końcem właśnie jedną z takowych zamienili na bramkę wyrównującą, był to klasyczny przypadek "zwycięskiego remisu" bo w bramkach lepsze liczby miało Explo. Tym samym Zielona mimo wyników 5:0, 5:0 i 4:0 musiała zadowolić się drugim miejscem, gdyż Explo na te rezultaty odpowiedziało jeszcze mocniejszymi liczbami 11:1, 7:0 i 4:1. Praktycznie od początku jasnym było, że trio Cały Czas Bomba, Gentleman Warsaw Team oraz Huragan Rozlazłów stoczą walkę między sobą o pozycję 3-5. Z tej mini-batalii zwycięsko wyszli gracze CCB, którzy w bezpośrednich starciach zmietli swoich rywali z powierzchni ziemi, wpierw Huragan 7:0, a następnie Gentleman Warsaw Team 5:0. Tym samym zawodnicy tego klubu mogą uznać, że wykręcili maksa, jaki był do zrobienia tego dnia. W meczu z o wiele na ten moment lepszymi odstawali, ale za to z równymi sobie, tudzież słabszymi, wykonali piłkarską egzekucję. Dla GWT oraz HR nie był to spokojny dzień, a od gradu goli, który został im zaaplikowany mogło się zakręcić mocniej w głowie, niż po nocce na Mazowieckiej. Dżentelmeni zakończyli grupę z aż minus czternastoma bramkami w koszyku, zaś Huragan gorzej – z dwudziestoma sześcioma – czyli niemal dwukrotnie gorszym wynikiem. Jak na tylko cztery rozegrane mecze – co tu dużo mówić – bardzo słaby wynik. W bezpośrednim starciu, na osłodę, Gentleman Warsaw Team wygrało 3:0 z Huraganem.

GRUPA G
Przechodzimy do zestawu, który naszym zdaniem, przed turniejem, nie miał jasnego faworyta. Patrząc na dokonania Presleya z Ligi Bemowskiej chyba mogliśmy lekko, troszkę nieśmiało, to właśnie ten team wskazywać palcem, kiedy mowa była o faworytach. Ale to także był "kot w worku". Także pewności nie było. Oczywiście mieliśmy ponadto bardzo solidne, dobre ukraińskie Ternovitsia oraz Prykapattia, które znamy nie od dziś. Wiedzieliśmy, że tu poziom będzie zagwarantowany. Ponadto Goliat Leoncin, które dzięki "Graj z Krystianem" wiemy, że nie jest drużyną "przypadkową". Stawkę uzupełniali Bielany Legends. Kolejna, nieanonimowa nam ekipa. Fajna, ciekawa grupa. Jak komu poszło? Pierwsze miejsce zajął medalista trzeciej ligi z tego sezonu zasadniczego, ukraińskie Ternovitsia zdobywając dziesięć punktów. Żółto-niebiescy wygrali 6:0 z Bielany Legends, 4:1 z Presley Gniazdowy i 2:1 z Goliatem. Jedyna strata punktów? Ukraińsko-ukraiński bój z Prykapattią zakończy bramkowym remisem 2:2. Kawał dobrej roboty, nagrodzony awansem z pierwszego miejsca. Pech chciał, że los zwycięzcę grupy G łączył z drugim miejscem grupy A, a tam bardzo silne Lakoksy... natomiast do tego jeszcze wrócimy! A jak poszło innym w tej grupie? Słowa Krystiana okazało się nie były rzucone w eter na próżno. Goliat to faktycznie kawał ekipy, co chłopaki potwierdziły wygrywając trzy z czterech grupowych spotkań, doznając przy tym porażki tylko raz i to po świetnym, zaciętym boju z Ternovitsią. Leoncin może być naprawdę dumny z takiej ekipy! Prykpattia to team, którego na pewno nie wolno lekceważyć i który kolejny raz udowodnił swoją wartość. Jasne, nie udało się zakwalifikować wyżej, ale pięć punktów w tak zaciętej, wyrównanej i solidnej grupie, to autentycznie obiecujący rezultat. Przegrali tylko raz! Miało to miejsce w meczu z Goliatem Leoncin po fantastycznym meczu, pełnym dramaturgii 2:3. Jak przegrywać, to tylko tak, po walce! Ponadto dwa remisy po 2:2 z Presleyem i Ternovitsią. Nie wiemy jak wy, ale my nie mamy wątpliwości, z Prykapattią każdy musi się liczyć! Świetne zawody! Idziemy dalej, a tam – no właśnie: rozczarowanie czy nie do końca? Cztery punkty, jak na taką ekipę... Cóż, musimy to określić mianem lekkiego niedosytu i to nawet uwzględniając że Presley – z tego co mówił – był w dość eksperymentalnym składzie. Z drugiej strony ta grupa była naprawdę zaciekła i bardzo solidna. Bez łatwych meczów. Przegrać dwa z czterech, to jeszcze nie wstyd! Punkty? W meczach z Bielany Legends (trzy) oraz na zakończenie grupowych zmagań z Prykapattią (jeden). Pierwsze koty za płoty, a już niebawem widzimy się na ligowym szlaku! Tabelę zamykały Bielany Legends, które – co podkreślaliśmy wyżej parę razy – trafiły do bardzo wymagającego kotła. W każdym z meczu trzeba było się nieźle napocić, nagimnastykować, ażeby zgarnąć nie tylko full punktów, ale jakiekolwiek. Bielany próbowały z całych sił, ale tym razem ów wysiłek na nic się zdał, a obiekty AWFu Warszawa trzeba było opuścić bez ani jednego, choćby honorowego punktu. Nie tym razem, to następnym, pełen luz Panowie!
GRUPA H
Wszystko, co było do przewidzenia w tej grupie, zostało spełnione. Oczywistym było, iż aktualny dwukrotny mistrz Ligi Fanów będzie murowanym faworytem nie do awansu, a do pierwszego miejsca. Jasnym też było, iż najbardziej prawdopodobnym duetem goniącym będzie ukraińskie RockAndRoll oraz Dziki z Lasu. Dwie świetne drużyny. Można było się domyśleć, że arcytrudną sytuację względem awansu do fazy pucharowej będzie miało duo FC Telegi i KS Centrum. Wszelkie predykcje znalazły odzwierciedlenie w wynikach. Ale po kolei. Gladiatorzy Eternis to kolejny zespół z grona tych najlepszych typu ExC Mobile Ochota czy FC Łowcy, w przypadku których nie jest pytaniem czy wyjdą z grupy, nawet nie czy zrobią full punktów, a czy... stracą bramkę. Abstrakcja? Łowcy i Ochota przecież łącznie w grupie straciły tylko jednego gola, więc chyba jednak nie do końca... Jednakowoż na uwadze trzeba miało mieć zupełnie inny kaliber grupowych rywali. Gladiatorów czekały minimum dwa wymagające mecze. Jak sobie poradzili? Ano kapitalnie. Co prawda stracili bramkę, ale tylko jedną, a wyniki dwa razy po 6:0 z Telegi i Centrum, 2:0 z Dzikami z Lasu i 3:1 z RnR, to klasa sama w sobie! Bój zespołów Rock"n Roll z Dzikami z Lasu od początku rysował się nam w bardzo interesujących barwach. I tak też się stało! Ekipy poszły łeb w łeb, utwierdzając nas w tezie, iż mamy do czynienia z poważnymi zespołami. RnR rozpoczął z wysokiego C, od razu podejmując hegemona, Gladiatorów Eternis. Nie było niespodzianki, a porażka ukraiński team lekko postawiła pod ścianą. Presja? Nic z tych rzeczy, wpierw 4:0 z Telegi, a następnie kluczowy remis z Dzikami z Lasu 2:2. Jako, że Dziki grały tu swój ostatni mecz, były zmuszone, aby wygrać. Remis oznaczał, że medalista trzeciej ligi był już jedną nogą pozą burtą turnieju, zależny nie od siebie, a rywala. RockAndRoll, aby awansować dalej musiał wygrać. Nieważne jakim wynikiem, byle wygrać. Ponieważ bufor różnicy goli był już wyrobiny. Nie było sensacji, a ukraiński team w kapitalny sposób postawił kropkę nad i, wygrywając aż 5:0 – tym samym zasłużenie awansował dalej. Telegi z KS Centrum także stoczyły turbo zaciętą walkę, ale nie o drugie miejsce, a o czwarte. W meczu bezpośrednim mieliśmy szalone 3:3 i były to jedyne punkty uzyskane przez oba zespoły. Tym samym, tak jak w przypadku RnR z Dzikami i tu decydować miały bramki. Telegi przegrały 1:2, 0:4 i 0:6, zaś KS Centrum 1:2, 0:5 i 0:6. Różnica? Widoczna w środkowym meczu, zadecydował ten jeden jedyny gol!

GRUPA I
Lotem błyskawicy mkniemy do jednej z ciekawszych grup, w której realnych ekip do awansu mieliśmy minimum cztery, a i przecież Old Boys Derby wraz z Fuszerką to ograne na naszych boiskach kapele, które tanio skóry nie sprzedadzą. Mimo dużego potencjały stawki goniącej to Mas-Bud był jednak zdecydowanym faworytem i swoje brzemię bezpiecznie dowiózł. Jasne, mogło być różnie, szczególnie kiedy w meczu bezpośrednim Toho dałoby radę przechylić losy spotkania na swoją korzyść, ale tak się finalnie nie stało, a my oceniamy jedynie fakty. W nich uczestnik mistrzostw Polski czy Socca Champions League uzbierał dwukrotnie lepszy bilans bramkowy, niż Toho, co dało im awans z pierwszego miejsca do fazy pucharowej. Wyniki zespołu w białych trykotach to 6:1 (Old Boys Derby), 3:0 (Fuszerka), 3:1 (FC Vikersonn), 2:0 (Impuls UA) i wyżej wspomnienie 1:1 z Toho. UKS Toho w kampanii 2025/26 zadebiutuje w naszych rozgrywkach ligowych. Pierwsze wrażenie? Rzecz jasna tylko pozytywne, bo trudno inaczej je ocenić, kiedy robisz 13 na 15 punktów w bardzo wymagającej grupie. Dodatkowo remis 1:1 z jedną z lepszych ekip w Polsce utwierdza nas w pozytywnym przekonaniu. Ażeby wyjść z pierwszego miejsca i uniknąć potencjalnego trudniejszego rywala w pucharowej trzeba było zdobyć więcej bramek, niż Mas-Bud, ale ta sztuka graczom Kacpra Flisa się nie udała... FC Vikersonn już przed startem grupy wiedział, że awans będzie marzeniem. Wszak nie tylko duet Mas Bud z UKS Toho to aktualny top, ale i ukraińskie Impuls UA. Przeciwstawić się takiej sile... niełatwe wyzwanie. Niemniej pomarańczowi zagrali świetne zawody, wygrywając wszystkie trzy spotkania poza czołową dwójką. 9 na 15 punktów to kapitalny wynik – tym razem niestety jednak nie nagrodzony promocją dalej. Lekkim rozczarowaniem z pewnością jest wynik czwartej ekipy tegorocznego ogólnopolskiego 3RK – Impuls UA to beniaminek Ekstraklasy, a od takiego zawsze oczekujemy więcej. Było jasnym, iż o awans będzie bardzo trudno, ale finalnie przegrana walka nie tylko z pierwszą dwójką, ale i z Vikersonn to wynik bardzo rozczarowujący. Old Boys Derby zagrało swój mini-mecz z Fuszerką, ażeby grupę nie zakończyć jako ten ostatni. Oba zespoły albowiem uległy reszcie grupowej stawce i tylko w bezpośrednim meczu mogły ekipy szukać zdobyczy punktowej. Tę wywalczyła bardziej doświadczona brygada Old Boysów ogrywając oponenta 2:1. Była to lekka osłoda i pocieszenie względem czterech pozostałych porażek. A Fuszerka? Cóż, ich finalny wynik jest gorszy, niż sama gra, która wcale nie była taka zła!
GRUPA J
Patrząc przez pryzmat ostatnich wyników, dobre ligi letniej, jakości w składzie, to Inferno Team jawiło się jako faworyt grupy J. Długo utwierdzali nas w tym przekonaniu, ale na dobre otwarcie w postaci wyników 3:0 i 4:0 przyszły dwa lekko rozczarowujące remisy 0:0 i 3:3. Tym samym po czterech meczach zamiast dwunastu na dwanaście możliwych punktów, na koncie znalazło się ich osiem. Opcja wygrania grupy przestała być już zależna tylko od zespołu Igora Patkowskiego. Piłka była po stronie bardzo doświadczonej ekipy Swojskiego Kocioła. Ci nie pękli na robocie, a ich 13 na 15 zdobytych punktów oraz najlepszy bilans bramek w tym zestawie drużyn, z pewnością nie był dziełem przypadku. Kocioł jest nam oczywiście świetnie znany, a tym niedzielnym eventem upewnili nas w narracji, że mimo różnicy wieku, nadal są szalenie groźni dla każdego! Grajki i Kopacze to team który na wiosnę 2025 grał w odległej, szesnastej dywizji. Jak więc nazwać ich 9 na 15 punktów, jak nie sukcesem? Wygrane z Yetim, Błońskim Podwórkiem i Róż Dupę, były świetnym sygnałem w naszym kierunku, że warto mieć Grajków i Kopaczy za ekipę poważną. Róż Dupę natomiast walczyło ile sił w nogach, aby pokazać się nam z dobrej strony. To bardzo ciekawy, dobrze zarządzony nowopowstały projekt z świetnie zarządzanymi mediami społecznościowymi. 6 na 15 punktów? Wiadomo, trudno aby określić to mianem rewelacyjnego punktowania, ale wstydu z pewnością też nie ma. Głowa do góry, klata do przodu i walczyć w przyszłości o więcej! Tak samo o więcej powinny w przyszłości powalczyć zespoły Błońskiego Podwórka i Yetim United. Jak ci pierwsi pokazali jeszcze że punktować to oni potrafią (cztery oczka), tak ci drudzy nas troszkę rozczarowali zerowym dorobkiem punktowym i aż osiemnastoma bramkami straconymi.

GRUPA K
Kiedy w grupie masz minimum trzy – może nie z absolutnego topu, ale gdzieś kręcącego się koło niego – ekipy, masz prawo oczekiwać fajerwerków. W przypadku tego konkretnego zestawienia, najszybciej i najlepiej do roboty wzięło się łódzkie ET Promo, które w pierwszych czterech meczach zgromadziło komplet dwunastu punktów i już przed ostatnią serią gier było pewne awansu do "pucharówki" z pierwszego miejsca. Zespół w czerwonych koszulkach w starciu piątej serii gier z warszawskim KSB już nic nie musiał, co momentalnie przełożyło się na ich rozprężenie i słabszą grę. Jak w pierwszych czterech meczach wyglądali dobrze lub bardzo dobrze, tak z beniaminkiem Ekstraklasy Ligi Fanów wyglądali na totalnie zagubionych. Skrzętnie wykorzystał to team Michała Tarczyńskiego. KSB fatalnie weszło w turniej, bo od dwóch remisów, które sprawiły, że na sześć możliwych punktów udało się wykręcić ledwie dwa oczka, ale kiedy zostali postawieni pod ścianą – nie pękli. Wzięli się w garść, zmobilizowali, a cała reszta, była już tylko historyczną przygodą, o której jeszcze trochę będzie. W każdym razie w grupie trzy ostatnie mecze udało się zwyciężyć tym samym z jedenastoma oczkami awansowali do Fazy Pucharowej, gdzie już na nich czekał inny łódzki team – Dzbany. Z pewnością nie takiego obrotu spraw spodziewali się gracze FC Kebavity. Brązowi medaliści letniej Ligi Fanów zawiedli bardziej niż nas, to z pewnością samych siebie, z prezesem na czele. Po trzech meczach mieli bilans 1-1-1 i już nic, nie było zależne od nich. 4 na 9 punktów, mimo potem dwóch zwycięstw okazało się zbyt słabym rezultatem, aby grać dalej. Na usprawiedliwienie: ta grupa naprawdę nie należała do najłatwiejszych. Przekonali się o tym także gracze AGS, którzy dość sensacyjnie zgarnęli aż siedem punktów mając w grupie tak silnych rywali. Ba! Oni przegrali tylko dwa razy, z ET Promo Łódź i FC Kebavitą. Samymi kozakami. Naprawdę AGS pozytywnie nas zaskoczył. Nie zaskoczyły nas natomiast Glinice oraz Hiszpański Galeon. Oba teamy łącznie zdobyły ledwie trzy oczka. Oczywiście, mieli bardzo trudnych rywali, ale to i tak wynik wielce rozczarowujący.
GRUPA L
Każdy inny rezultat, niż awans dalej duetu ekip InPlus-Dzikie Knury, byłby dużą niespodzianką. Tej nie było. Reaktywujący się InPlus, z wieloma znanymi twarzami na pokładzie od początku zarzucił wysokie tempo. Na tyle wysokie, iż większość ekip "pospadała z rowerka", nim ten na dobre ruszył w trasę. Niebiescy wygrali wszystkie pięć na pięć spotkań, odnosząc kolejno następujące wyniki 2:0, 3:0, 4:0, 2:1 i 3:1. Prawdziwy przemarsz po rywalach i demonstracja długo uśpionej siły! Kroku gigantowi próbował dość skutecznie dotrzymać jedynie zespół z Rudy Śląskiej. Ekipa Dzikich Knurów, którą najprawdopodobniej obejrzymy w październiku na Socca Champions League w Grecji (dostali się dzięki "dzikiej karcie" za Social Media) spisała się zgodnie z oczekiwaniami przed turniejowymi bardzo dobrze, wygrywając 4 na 5 meczów i ulegając tylko raz, nieznacznie InPlusowi po fajnym wyrównanym meczu 1:2. Pozostałe wyniki to 4:0, 3:0, 3:0 i 3:1. Tu też nie było wątpliwości, kto zasługuje na grę dalej. KS Bombooclat z zespołów bardziej przyziemnych próbował jak mógł, aby kręcić się gdzieś w pobliżu pierwszej dwójki. Trzy z pięciu wygranych meczów najlepiej o tym poświadczą. Finalnie żółto-zielonym ciut brakło, a tę dysproporcje dobrze było widać w bilansie bramkowym. Tak czy siak występ KSB trzeba ocenić jako dobry, a może nawet bardzo dobry. W odróżnieniu od trzech ostatnich zespołów grupowej stawki, czyli Milkeen, Kanarki i Yug.Bud – z pewnością dalecy jesteśmy od nazwani ich występu mianem blamażu, nic z tych rzeczy! Wszak każdy z klubów zapunktował, kolejno czterema, trzema i trzema punktami. Ale również dalecy jesteśmy od nazwania tego trio rewelacją turnieju. Solidne kopanie, fajna prezentacja swoich zespołów i oby jeszcze kiedyś, do następnego!

FAZA PUCHAROWA 1/8 FINAŁU
W grze pozostało 24 zespoły, z czego aż 17 z rozgrywek Ligi Fanów. Umownie tę fazę nazwaliśmy 1/8, ale de facto, jako iż mamy potrójny finał, sami rozumiecie, że liczba drużyn musi być dość niestandardowa. W grupie tym zespołom poszło wyśmienicie, a jak im poszło w walce o "ćwierćfinały"?
TUR Ochota - Goliat Leoncin 0:2
Przed siłą Goliata "ostrzegał nas" "Graj z Krystianem", natomiast w tym starciu to Tur miał być "zwycięskim Dawidem". Choć akurat może to porównanie trochę nie na miejscu, bo w tej przenośni "Dawid" był słaby, a jego zwycięstwo było zaskoczeniem. Tu "Dawid" był natomiast totalnym kozakiem, ośmiokrotnym mistrzem Ligi Fanów, legendą tych rozgrywek (aktualnie przechodzącym wymianę pokoleniową), a zespół z Leoncina kopciuszkiem. W tej historii wszystko poszło na odwrót, a przyjezdni po świetnym meczu ze swojej strony wyrzucili poza burtę jedną z najbardziej utytułowanych ekip Warszawy!
Loża Szyderców – Inferno Team 3:4
W tym starciu byliśmy świadkami szalonego meczu pełnego ładnych akcji, ultra-ofensywnej gry i gradu goli. Oba teamy ruszyły na siebie z otwartą przyłbicą. Bitewny kurz długo osadzał się tuż nad murawą, ale koniec końców, kiedy mgła wojny została rozwiana na placu boju pozostała zwycięska tylko jedna ekipa – Inferno Team. Tym samym zespołom Igora Patkowskiego pozostał w gronie dwunastu najlepszych drużyn tego dnia, a w następnej rundzie mieli zmierzyć z Goliatem Leoncin. Loża Szyderców po pokonaniu faworyzowanego Ognia Bielany w grupie tym razem nie sprawiła kolejnej sensacji, żegnając się tym samym z turniejem.
ExC Mobile Ochota – Rock N Roll 2:0
Mimo, iż ExC rano zrobiło totalny wiatr w swojej grupie, co wskazywało na wysoką formę mistrzów Polski, mimo że ExC szybko grało jednego więcej po żółtej kartce (wpierw wydawało się, że czerwonej) i mimo, że ukraiński zespół był trochę osłabiony po fazie grupowej, to i tak gracze z Ochoty długo bili głową w mur. Finalnie rywala udało się napocząć po rzucie karnym pewnie wykonanym przez Bienia, a następnie zamknąć kwestie awansu zdobywając bramkę na 2:0. Złoty mur został w końcu skruszony. Mimo dzielnej i ambitnej postawy RnR musiał uznać wyższość hegemona, ale z całą pewnością wstydu nie było!
Dzbany Łódź – KSB Warszawa 1:1 (4:5k.)
Ekipa z Łodzi w fazie grupowej sprawowała się fenomenalnie i była nieomylna, czego nie można powiedzieć o KSB, które zaliczyło mocny falstart (2 na 6 punktów w dwóch pierwszych meczach) już na samym starcie. Koniec końców złoty medalista pierwszej dywizji Ligi Fanów z ubiegłego sezonu wziął się do roboty, a kiedy maszyna weszła na odpowiednie tory, to siłą rozpędu wleciała w Dzbany tak, że te co prawda te nie zostały roztrzaskane w pył, ale stopniowo zaczęły pękać. W meczu mimo, że obie ekipy miały swoje szanse, lepiej wyglądało KSB Warszawa. Po regulaminowym czasie mieliśmy jednak wynik remisowy 1:1, a o wszystkim miały zadecydować karne. Tu też się wydawało, że wygra doświadczenie dzbanów, ale tak się nie stało, a po dłużej wymianie ciosów, to beniaminek Ekstraklasy Ligi Fanów mógł świętować awans do TOP12.

FC Łowcy – UKS Toho Adifeed 4:0
Zespół Kacpra Flisa trafił najgorzej, jak tylko mógł. Aktualnie Łowcy to TOP5 ekip nie tylko w Warszawie, ale i w Polsce. Oczywiście w szóstkowym świecie i przynajmniej naszym zdaniem. Ograć ich graniczy z cudem, zaś przejść – może nie z cudem, ale ze sporą gimnastyką i łutem szczęścia. Tego nie było. Ukraińska machina, jak to ona, spokojnie punktowała raz po raz odnajdując luki w szykach obronnych ekipy z Grodziska Mazowieckiego. Toho mimo dobrej postawy w fazie grupowej musiało pożegnać się z naszym turniejem już po pierwszej przeszkodzie w dalszej fazie – umówmy się jednak że w tym przypadku losowanie było wyjątkowo niekorzystne.
Explo Team – Dzikie Knury 1:1 (3:4k.)
Zarówno Explo, jak i Knury były już rozgrzane po fazie grupowej minimum jednym meczem z tego absolutnego top poziomu. Explo było wszak po meczu z Zieloną (1:1), natomiast Knury po InPlusie (1:2). Nie było więc mowy o "zaskoczeniu poziomem rywala". Mecz – jeszcze przed jego rozpoczęciem – zapowiadał się na wyjątkowe zacięte starcie i jak czas pokazał w rzeczy samej było. Długo nikt nie mógł przełamać rywala do tego stopnia, iż o wszystkim miała zadecydować "seria jedenastek". W niej lepsi okazali się przyjezdni z Rudy Śląskiej. Przyszły uczestnik Socca Champions League mógł tym samym zacząć rozglądać się za rywalem w "ćwierćfinale", zaś zasłużone dla naszych rozgrywek Explo obrać kierunek powrotny.
Ternovitsia – CF Lakoksy 1:4
Spotkanie dwóch zespołów, które słyną ze swojej świetnej, nieustępliwej gry. Zdobyć bramkę zarówno Terno, jak i Lakoksom może nie graniczy z cudem – bez przesady – ale wymaga dużej determinacji. Oba sparowane zespoły trochę łączy, ale jednak, gdy zostały one rzucone naprzeciw siebie wyszła jednak ta przewaga w postaci jakości po stronie beniaminka ekstraklasy, Lakoksów CF. Krokodyle z Góry Kalwarii niemal od początku narzuciły swoje tempo i ani myślały dać jakąkolwiek, choćby najmniejszą szansę żółto-niebieskim na odrabianie strat. Zespół Bartka Królaka zasłużył na promocję dalej, tym samym kolejny raz udowadniając, że Krokodyle to nie tylko napis na dropsach – czy jak to szło? W każdym razie klasa, dominacja i następna faza, a Terno? Dobra postawa na turnieju, ale tym razem wystarczająca tylko na TOP24.
Gladiatorzy Eternis – Legion UA 3:0
Podobny casus co w przypadku UKS Toho, które trafiło na Łowców. Gorzej wylosować się nie mogło, a zesparowany rywal był tym najgorszym z możliwych. Przynajmniej jeśli myśli się o awansie dalej. Długo możnaby wymieniać zasługi Gladiatorów dla Socca oraz ich spektakularne rezultaty, w tym dwukrotne mistrzostwo naszej ligi (2024 i 2025). Legion UA, choć do sprawy podszedł ambitnie, to jednak napotykając jakość Gladiatorów na swej drodze był totalnie bezradny. Eternis spokojnie wypunktowało swojego rywala nie pozwalając mu w tym meczu zbytnio zaistnieć. Sensacji nie było, Legion zakończył swój udział w turnieju goszcząc w TOP24, zaś Gladiatorzy mogli zacząć się przygotowywać do meczu z Lakoksami w "ćwierćfinale", który wiadomym było, że będzie toczony już na znacznie wyższej intensywności.

Swojski Kocioł – Ogień Bielany 0:7
Największa sensacja pierwszej części Fazy Pucharowej. I oczywiście nie chodzi o to, kto wygrał, bo Ogień oczywiście był faworytem, ale o rozmiary tej porażki. Ogniowi wychodziło niemal wszystko, oglądaliśmy po ich stronie multum jakości, a kiedy rywal lekko już po kilku ciosach słaniał się na nogach na boisko wszedł na domiar złego Kacper Cetlin, co jeszcze bardziej zagotowało rozgrzany już do czerwoności kocioł. Swojski świetnie wyglądał w grupie, gdzie na przykład wyprzedził Inferno Team, ale w starciu z brązowym medalistą ekstraklasy Ligi Fanów totalnie się rozleciał. Młodzieńcza energia całkowicie wyssała jakąkolwiek energię z ultradoświadczonej ekipy Swojskiego, co było równoznaczne z pożegnaniem się z eventem.
EtPromo Łódź – Electrico-Work Wrocław 2:2 (8:7k.)
Szalony mecz, dużo bramek i jeszcze więcej emocji. W tym spotkaniu mieliśmy wszystko. Nikt nie chciał odpuścić, rywale trzymali się w półdystansie bądź jego braku, dosłownie czując oddech rywala na plecach. Mecz był na tyle wyrównany, iż o wszystkim miały zadecydować rzuty karne. W nich również nie brakło emocji, o czym świadczy szalona powyższa liczba. Zawodnicy strzelali, strzelali i przestrzelić nie chcieli. Koniec końców jeden z graczy z Wrocławia pomylił się, co poskutkowało tym, że przyjezdni z Wrocławia musieli obrać kierunek powrotny, zaś EtPromo przedłużyło swój byt na naszym niedzielnym, prestiżowym turnieju. Warto zaznaczyć, że obie ekipy już do tego momentu miały rozegrane sporo prestiżowych meczów, bo sumując na drodze obu tych teamów stały już: MasBud, Toho, Impuls, KSB czy Kebavita. To jest właśnie siła EternisCUP!
Mas-Bud Stawiguda – Akademia Piłkarska Tartak 2:0
Jak nominalni gospodarze tego spotkania dziwić w Fazie Pucharowej nie mogą, tak APT było przyjemnym, miłym zaskoczeniem. Akademia w Fazie Grupowej wyglądała naprawdę przyzwoicie, sęk w tym, że tym razem sama "przyzwoitość" była nie wystarczająca. Mas-Bud w raz z jej najjaśniejszą gwiazdą Piórkowskim, czyli reprezentantem Polski Socca, to doświadczona, obyta na największych rangą eventach, ekipa, która niczego się nie musi obawiać. Nie było niespodzianki, a faworyt awansował do dalszej fazy, tym samym Tartak był o włos od TOP12. Mimo wszystko chłopaki śmiało mogą określić ten turniej mianem dobrego, a nawet bardzo dobrego, ze swojej strony, za co ukłony w ich kierunku.
INPlus – Zielona i Przyjaciele 3:5
Naszym zdaniem największy hicior jednej ósmej fazy pucharowej. Jasne, powyżej było kilka świetnych zestawów, takich jak Łowcy - Toho, KSB - Dzbany czy EtPromo - Electrico, ale to właśnie ten omawiany mecz jawił się jako ten najbardziej elektryzujący. Mnóstwo jakości po obu stronach, argumentów czysto piłkarskich też. Predykcje znalazły swoje odzwierciedlenie na boisku, ale – co było lekkim zaskoczeniem – to nie bardziej doświadczony InPlus nadawał tonu tej rywalizacji, a Zielona. Wynik 3:5 może aż tak dosadnie tego nie oddaje, ale praktycznie przez cały mecz Zielona trzymała na duży dystans "niebieskich". Bramki dla InPlusa zaczęły padać dopiero pod koniec, kiedy ZiP myślami był już bardziej w następnej fazie, aniżeli na placu boju...

FAZA PUCHAROWA 1/4 FINAŁU
Na boiskach AWFu pozostało już tylko dwanaście zespołów. Z turniejem pożegnały się takie tuzy jak InPlus, Tur Ochota, Dzbany Łódź, Explo Team Warszawa czy UKS Toho Grodzisk Mazowiecki. Czy trzeba coś więcej dodawać chcąca podkreślić jak silnym eventem jest EternisCUP skoro tak mocne drużyny odpadają już na pierwszej przeszkodzie Fazy Pucharowej? Ale my teraz nie o tym, a o tych, co zrobili pozostali. Kto awansował do półfinałów, kto pożegnał się z eventem? Zapraszamy na krótki raport...
Goliat Leoncin – Inferno Team 0:4
Mimo dotychczasowej dobrej gry obu zespołów, mimo tego, że z pewnością nie są to teamy pozbawione jakości, to jednak była to zdecydowanie najsłabsza para w grze o półfinał imprezy. Najsłabsza, co z oczywiście nie jest równoznaczne z "słaba". Bo aby tu być, w gronie dwunastu najlepszych trzeba było pozostawić wiele świetnych ekip za sobą. Przechodząc już do samego meczu, to miał on – co widać po wyniku – dość jednostronny kierunek. Inferno Team ostatnio przeżywa bardzo dobry okres, co zostało udowodnione tym meczem. Goliat do tego spotkania rozgrywał genialny turniej, ale tu trzeba było uznać wyższość rywala i z pewnością z dużym rozczarowaniem udać się pod prysznic, a następnie rozjechać się do domów. Mimo wszystko super, że mogliśmy gościć taki team na naszym wydarzeniu i oby w przeszłości była powtórka!
ExC Mobile Ochota – KSB Warszawa 2:3
Pewnie, mistrz Polski przystąpił do tego meczu mocno poturbowany kadrowo. Przez problemy zdrowotne nie grał już Krystian Nowakowski czy Grzybowski (Janek spróbował jeszcze szarpnąć pod koniec, kiedy wynik był stykowy), a sam skład tego dnia ExC nie było przekonywujący. Ale mimo wszystko od mistrza Polski Socca zawsze trzeba oczekiwać więcej. W tym tego, że poradzi sobie z beniaminkiem ekstraklasy. KSB gryzło murawę i grało jak o życie, czego nie można powiedzieć o ExC, które grało momentami zbyt wolno, ospale, statycznie. Kiedy wydawało się że mistrz Polski Socca łapie powoli swój rytm i że zaraz wciśnie bramkę na 3:2 poszła kontra, którą na bramkę zamienił Patryk Olkowicz – w ostatnim czasie stały bywalec warszawskich klubów – nie do końca sportowych. Warto tu też odnotować piękną bramkę Kuby Brzeskiego na 2:2, która śmiało mogłaby kandydować do jednego z "gola turnieju". KSB dokonało wielkiej rzeczy eliminując z turnieju jednego z faworytów.
Łowcy – Dzikie Knury 2:0
Praktycznie każdy kto trafi na Łowców, może mówić o sporym pechu. Oczywista sprawa, że warto grać na najlepszych, ale kiedy jedziesz na turniej kilkaset kilometrów, to chcesz się na nim utrzymać jak najdłużej. W ostatnim czasie Łowcy są jak ściana, a każdy kto na nią się natyka, często błądząc po omacku, mocno się od niej odbija. Tak samo było w przypadku Knurów. Dziki rzecz jasna starały się jak mogły, ale ukraiński dream team nie wybacza błędów, a każdą, choćby najmniejszą lukę jest w stanie zamienić na gola bądź okazję bramkową. Co ciekawe, była to para, która możliwe że w październiku zagra na siebie w Socca Champions League na greckiej Krecie! Może tam uda się ekipie z Rudy Śląskiej odegrać? Na ten moment w starciu Łowcy versus Knury górą ci pierwsi.

Lakoksy CF – Gladiatorzy Eternis 5:3
Bezpośrednio przed tym spotkaniem byliśmy świadkami wygranej Zielonej z InPlusem... też 5:3! Mecz po meczu, dokładnie ten sam wynik. Oba spotkania miały jednak zgoła inny przebieg. Tam Zielona swoją dominację przekuwała na gole, natomiast tu, w meczu Lakoksów z Gladiatorami ci drudzy mieli bardzo duży problem z finalizacją swoich akcji. Gracze z Góry Kalwarii robili natomiast to, w czym są wręcz wybitni. Ustawiali się nisko, cierpliwie suwając po boisku, a kiedy tylko tliła się mała szansa na kontrakt od razu momentalnie próbowali wykorzystać stratę rywala. Ten schemat mówiąc po piłkarskiemu oddawał, bo niemal cały mecz mieli duży bufor bramkowy i bezpieczny dystans. Co z tego, że dwukrotny mistrz Ligi Fanów zakładał "zamek" na Lakoksach, kiedy konkretów z tego nie było. Zamiast wejść z piłką do bramki w tym rozegraniu, udało się za to zaskoczyć Krokodyli pięknym strzałem z dystansu Bartka Gwoździa. Z perspektywy końcowego wyniku nie miał jednak ten gol większego znaczenia. Tym samym na dwóch boiskach, w tym samym czasie, mieliśmy dwie podobne sensacje. Pierwszoligowe jeszcze niedawno KSB Warszawa wyrzuciło z turnieju ExC, a obok również do niedawna pierwszoligowe Lakoksy wyrzuciły Gladiatorów.
Ogień Bielany – EtPromo Łódź 0:1
Jedyny mecz w całej jednej ósmej oraz jednej czwartej (osiemnastu meczach łącznie), gdzie gra była "do pierwszej bramki". EtPromo, z tego co chłopaki z Ognia sami przekonują na swoich socialach, mocno im nie leży, o czym przekonali się podczas tegorocznych mistrzostw Polski. Łódzki klub najwidoczniej doskonale wie, jak zneutralizować atuty Ognia. Ich młodzieńczy zapał jest duszony w zarodku, a szczelna defensywa EtPromo okazuje się murem nie do przejścia. Kolejny raz. I to chwilę po strzeleckim treningu, kiedy gracze z Bielan zaaplikowali rywalowi aż siedem bramek! Najwidoczniej, cały swój strzelecki arsenał, został wystrzelony wraz z końcowym gwizdkiem tamtego spotkania. Tym samym aktualny brązowy medalista Ekstraklasy Ligi Fanów musiał uznać wyższość przyjezdnych. Może gdyby Ogień Bielany nie zajął drugiego miejsca w swojej grupie grałby dłużej? Odpowiedzi na to pytanie nigdy już nie poznamy.
Mas-Bud Stawiguda – Zielona i Przyjaciele 2:2 (3:2k)
Na tym etapie turnieju mieliśmy tylko jedną serię "jedenastek". W regulaminowym czasie gry wyimaginowana tablica świetlna wskazywała na remis, co oznaczało, że o wszystkim zadecydują rzuty karne. Nim przejdziemy do nich, to słówko o samym przebiegu meczu. W nim, dość szybko na prowadzenie wyszedł Mas-Bud po strzale Piórkowskiego, ale Zielona nie dawała za wygraną i wpierw doprowadziła do wyniku remisowego, a chwilę później objęła prowadzenie po jednym z kontrataków. Kiedy wydawało się, że Zielona dopłynie do brzegu z korzystnym rezultatem, na chwilę przed końcem Mas-Bud – grający od pewnego czasu z lotnym – wywalczył rzut wolny tuż przed polem karnym, który na gola zamienił Piórkowski, zdobywając tym samym dublet. Wracając do samych karnych, to rozpoczęły się one w najgorszy możliwy sposób dla Zielonej, kiedy Bućko przestrzelił w pierwszej próbie. Następnie już nikt się nie mylił, a co za tym idzie, to Mas-Bud mógł świętować awans do następnej fazy. Zielona natomiast zakończyła zawody w TOP12 turnieju.

FAZA PUCHAROWA. PÓŁFINAŁ
Po całodniowym graniu liczba ekip, a co za tym idzie osób, ekspresowo się nam przerzedziła. W grze pozostało już jedynie sześciu zespołów, z czego każdy miał ciśnienie na to, ażeby wygrywając kolejny mecz mieć zagwarantowany medal. Graliśmy wszak finał na trzy ekipy. Kto się wbił do tej strefy medalowej, a kto wywalił się metr przed podium?
KSB Warszawa – Inferno Team 2:2 (3:1k.)
Po dwóch golach Pyrzyny wydawało się, że Inferno jest o krok od historycznego dla siebie podium. Dotychczas zespół Inferno pokazywał się z dobrej strony na kilku turniejach, ale – o ile nam wiadomo – nigdy nie zakotwiczył na podium jakiekolwiek prestiżowego eventu. Za najlepszy dotychczasowy wynik w historii tego klubu należy chyba uznać srebro naszej ligi letniej. Tu była więc okazja na rzeczy wielkie i historyczne. Niestety – patrząc z perspektywy tego zespołu – na chwilę przed końcem po dość rozpaczliwym strzale z dystansu bramkarza KSB Warszawa piłka odbiła się jeszcze od jednego z graczy KSB (Voronova), dzięki czemu futbolówka zmieniła tor lotu i zatrzepotała w siatce bramki Inferno Team. Do końca pozostało już na tyle mało czasu, iż nie oglądaliśmy więcej goli, a o wejściu w strefę medalową miały decydować karne. Nie pierwsze dla KSB (już trzecie), a pierwsze zaś tego dnia dla Inferno. Może to zaważyło na tym, że KSB wykonało je bezbłędnie w odróżnieniu od Inferno, które odpowiedziało tylko raz? Efekt był taki, że KSB Warszawa miało już w kieszeni medal, natomiast Inferno musiało rozjechać się do siebie, bez żadnej zdobyczy, czy to pucharowej, czy medalowej.
FC Łowcy – CF Lakoksy 1:0
Borys Ostepnko zapytany w naszych mediach o to, który mecz jego zdaniem był najcięższy tego dnia wskazał właśnie na to spotkanie, z Lakoksami. Gwiazdor ukraińskiego walca do niedawna rywalizował na Krokodyli w pierwszej lidze, teraz trzeba było swoją wyższość udowodnić także w turnieju. I choć finalny rezultat był okej to cały mecz był na mega styku, na popularne jakiś czas temu żyletki. Nie przyszło łatwo, ale przyszło. Tym samym dream team o żółto-niebieskich barwach, który to już raz w ostatnim czasie zameldował się na pudle prestiżowego eventu? Każdy kto natrafi na ten zespół może mówić o sporym pechu. Niejako drzwi automatycznie zamykają się (albo przymykają?) kiedy los paruje naprzeciw Łowców. Istnieje bardzo duża szansa, że jakikolwiek inny rywal zostałby przez zespół Bartka Królaka ominięty, ale nie Łowcy. Tu była ściana kończąca zabawę tego dnia. Dlatego biorąc na poważnie słowa samego Ostapenko można wysnuć tezę, iż kto wie, może mieliśmy w tym pojedynku przedwczesny finał?
EtPromo Łódź – Mas-Bud Stawiguda 1:1 (3:4k.)
W turnieju pozostały już same warszawskie ekipy, grające w naszych rozgrywkach Ligi Fanów. Same, prócz tej jednej jedynej pary. Jak EtPromo możemy jeszcze uznać za "nasze" wszak gra w łódzkim oddziale Ligi Fanów, tak Mas-Bud był spoza "naszego" kręgu, ale z pewnością nie był nam obcy, anonimowy. Jaki mógł być poziom tego meczu, skoro mówimy o dwóch ekipach, które jeszcze jedenaście miesięcy temu grały w Lidze Mistrzów Szóstek w Grecji? Nie było innej opcji, to musiało być Meczycho i w rzeczy samej! Takie też było! Lekkie szachy, suwanki od lewa do prawa od prawa do lewa. Cierpliwe szukanie swoich szans, szukanie luki w całości. Finalnie obu zespołom starczyło pary, aby zaaplikować rywalowi po jednej sztuce. Podstawowy czas gry nie przyniósł jednak rozstrzygnięcia. Decydować miały karne, które – jak widać – wygrał zespół ze Stawigudy. Może pomogło im w tym doświadczenie z poprzedniego meczu, gdzie także po rzutach karnych wyeliminowali Zielonych?

FINAŁY
KSB Warszawa – FC Łowcy 1:1
Czy wiesz że... uwaga – to będzie mocne – Łowcy w tym meczu straciły po raz pierwszy bramkę? Po raz pierwszy i ostatni tego dnia. Bilans bramek 27:1 to absurd, zaprzeczenie logice, aberracja. Jakiś rodzaj piłkarskiej choroby. Pozytywnej choroby. Wariactwo i lekkie dziwactwo. No więc tak, Łowcy raz straciły bramkę i raz straciły punkty. Chwała za to zawodnikom beniaminka ekstraklasy, bo jak widać dokonali czegoś niezwykłego. A sama bramka? Bardzo dziwna. Właściwie trochę jak samobój, choć piłka po strzale Grabickiego z wolnego leciała w stronę bramkarza, to jednak rotacja piłki po rykoszecie była tak silna, że totalnie futbolówka zmieniła tor lotu i znalazła drogę do bramki. Piłkarscy bogowie uśmiechnęli się tym samym do KSB Warszawa, choć trzeba też oddać, że na tę bramkę sobie zasłużyli. Remisowy wynik w pierwszym z trzech meczów z pewnością był genialnym wynikiem dla KSB oraz mocno rozczarowującym dla Łowców. Ci pierwsi w następnym meczu pauzowali, a jak poszło tym drugim?
FC Łowcy – MAS-Bud Stawiguda 2:0
MAS-Bud bardzo długimi fragmentami bardzo cierpliwie, spokojnie i mądrze – jak przystało na tak doświadczoną ekipę – przeuswał w tyłach zabezpieczając szczelnie dostęp do swojej bramki. Długo ta sztuka się graczom ze Stawigudy udawała, ale w pewnym momencie dryblującu na lewej flance Blank urwał się rywalowi, zagrał na drugą stronę do Boiko, a ten strzałem z odległego dystansu, dzięki małemu, ale jakże istotnemu rykoszetowi zaskoczył bramkarza rywali. Zespół przyjezdnych robił co mógł, aby wyrównać, ale na nic zdały się każde z prób. Mimo ambitnej postawy oraz boiskowej mądrości, to Łowcy zadali kolejny, finalny oraz ostateczny cios tego dnia. Cios, który jak z czasem się okazało zagwarantował im złote medale, bo najwyższy czas przejść do ostatniego spotkania tego dnia...
KSB Warszawa – MAS-Bud Stawiguda 2:2
Możliwości jeszcze przed samym meczem było dużo. Oczywistym jednak było, iż na pewno ze złotem do domu nie wrócą gracze Mas-Bud. To na sto procent, gdyż w tamtym momencie Łowcy już na swoim koncie mieli cztery oczka. Jedynym zagrożeniem dla Łowców pozostawało więc KSB Warszawa. Aby to beniaminek ekstraklasy sensacyjnie sięgnął po złote krążki musiał ograć ekipę ze Stawigudy różnicą minimum dwóch goli, na przykład 3:1, 4:2 itd. Z drugiej strony ewentualna porażka sprawiała, iż spadają oni – KSB Warszawa – na trzecie miejsce kosztem Mas-Bud. Remis natomiast dawał status quo. Przechodząc już do samego meczu na listę strzelców znów wpisał się niezawodny tego dnia Piórkowski, natomiast dla KSB bramki strzelali wpierw Pękul, po silnym strzale z krótkiego kąta, a dosłownie w samej końcówce Maciek Grabicki z rzutu karnego na 2:2. Ten jeden punkt, jeden strzał, jeden gol w końcówce sprawił, że w mini tabeli Mas-Bud osunął się na trzecie miejsce, zaś KSB Warszawa wykręciło historyczny rezultat, sięgając po srebro. Kto wie, czy nie był/jest to najważniejszy skalp w swojej kolekcji i długoletniej historii? Tu trzeba byłoby rozważyć czy lepsze nie było złoto pierwszej dywizji w sezonie zasadniczym z ostatniego sezonu, ale to już KSB oceniać. Z pewnością był to niesamowity dzień dla zawodników o białych trykotach, choć początek wcale na nic dobrego nie wskazywał...

PODSUMOWANIE
W finałowych fazach trzeba przyznać, że przede wszystkim obroniła się pierwsza liga z ubiegłej kampanii Ligi Fanów Warszawa. KSB Warszawa, Łowcy, Inferno Team, Lakoksy, a na upartego do tego grona można też podpiąć Zieloną, w której dużo zawodnikach grało w Husarii Mokotów. Jeśli ktoś rok temu mógł podważać siłę tamtej ligi, to teraz powinien przestać. Jak widać teamy z tamtego sezonu świetnie odnajdują się w życiu po jej zakończeniu. Stawkę na czołowych lokatach uzupełniły przyjezdne Mas Bud i EtPromo odpowiednio ze Stawigudy i Łodzi. Dużą niespodzianką z pewnością jest odpadnięcie dość wczesne (jak na nich) duetu Gladiatorzy Eternis – ExC Mobile Ochota – te zespoły w przeszłości przyzwyczaiły nas do czegoś zupełnie innego. Piątą edycję Eternis CUP możemy uznać za jak najbardziej udaną, mieliśmy masę uczestników byłej i tej która tuż za rogiem Ligi Mistrzów Socca (m.in. Knury, Gladiatorzy, MasBud, EtPromo, KSB, Impuls, ExC), mieliśmy też aktualnego mistrza Polski i zdobywcę Pucharu Polski Socca (ExC Mobile Ochota), aktualnego mistrza Ligi Fanów (Gladiatorów), czołowe ekipy z kraju oraz kilka dobrze rokujących. Dużo jakości, sporo fajnych, wyrównanych meczów, które rozstrzygały się dopiero w rzutach karnych. Dla pasjonatów tej dyscypliny z pewnością był to smakowity kąsek zaserwowany tuż przed samym daniem głównym, a więc sezonem zasadniczym 2025/26, który już tuż tuż!
Klasyfikacja turnieju:
1. Miejsce: FC ŁOWCY
2. Miejsce: KSB WARSZAWA
3. Miejsce: MAS-BUD STAWIGUDA
Nagrody indywidualne:
Najlepszy bramkarz: Bohdan Bezkrovnyi (FC Łowcy)
Najlepszy zawodnik: Borys Ostapenko (FC Łowcy)










