Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 5 Liga
Rywalizację w 5 lidze rozpoczęliśmy od starcia Junaka z Bulbezem. Te drużyny parę lat temu rywalizowały ze sobą na zapleczu Ekstraklasy, gdzie częściej górą byli goście. Z początku żadna ze stron nie osiągnęła przewagi nad rywalem, raczej byliśmy świadkami wyrównanego meczu. Wynik otworzył Paweł Groszkowski, który świetnie złożył się do strzału głową po wrzutce Kacpra Chimczuka. Bulbez po paru minutach wyrównał, bezwzględnie wykorzystując błąd w obronie Junaka. Obrońca gospodarzy wycofał piłkę w swoje pole karne, w którym pozostał Łukasz Bednarski. Popularny „Legion” z zimną krwią przyjął piłkę, położył bramkarza i pewnym strzałem posłał futbolówkę do siatki. Do przerwy obie ekipy zdobyły jeszcze po jednej bramce i po pierwszej części mieliśmy wynik 2:2. Trzeba tu jeszcze zaznaczyć, że Bulbez mógł po pierwszych 25 minutach prowadzić – gol na 2:3 nie został uznany, gdyż wcześniej arbiter odgwizdał faul. W drugiej części lepsze wrażenie sprawiał Junak, co przełożyło się również na zdobycze bramkowe. Najpierw po raz drugi do siatki trafił Paweł Groszkowski, a potem na dwubramkowe prowadzenie wyprowadził gospodarzy Saul Green. To postawiło pod ścianą Bulbez, który musiał się odsłonić, by móc gonić wynik. Goście dokonali przy stanie 4:2 zmiany bramkarza. G na 4:3 Łukasza Bednarskiego mógł dać nadzieję na chociażby remis, ale napastnik Bulbezu nie był w stanie sam pociągnąć całej drużyny. Kropkę nad i postawili dwaj „Groszkowie”. Andrzej posłał długą piłkę w kierunku Pawła, a ten po raz kolejny udowodnił, że potrafi grać głową, bo po raz drugi w tym meczu właśnie w taki sposób zdobył bramkę. Junak wygrywa zasłużenie 5:3 i umacnia się w górze tabeli. Bulbez z kolei musi się mocniej postarać w drugiej części rundy, bo na ten moment okupują miejsce w strefie spadkowej.
Rywalizację w 5 lidze jako pierwsze rozpoczęły ekipy Mikstury oraz Munji. Gospodarze w tym sezonie tyko w jednym meczu stracili punkty i spisują się bardzo dobrze, goście natomiast z czterema punktami zajmowali przed tą kolejką pozycję w środku tabeli. Mecz zgodnie z oczekiwaniami lepiej rozpoczęli gospodarze i to oni jako pierwsi poważnie zagrozili rywalom. Mikstura już na początku meczu wyglądała zdecydowanie lepiej, gościom natomiast nie układał się atak pozycyjny, brakowało też gry na małej przestrzeni. W dziewiątej minucie gospodarze wychodzą na prowadzenie, po podaniu Patryka Zycha silnym i precyzyjnym strzałem popisał się Rafał Jochemski. Mikstura wyglądała jak dobrze naoliwiona maszyna, ale jednak i im przytrafiły się błędy. Po stracie piłki w środku pola bramkę zdobywają goście, a dokładnie Michał Konopka i mieliśmy 1:1. Pomimo utraty prowadzenia gospodarze grali spokojnie, nie widać było nerwów i wzajemnych pretensji. Mikstura grała ułożoną piłkę, a to przynosiło rezultaty. Po kilku kolejnych minutach Mateusz Matraszek zdobywa bramkę i ponownie wyprowadzę gospodarzy na prowadzenie. Munja w tej fazie meczu grała niedokładnie, często brakowało argumentów z przodu, słabo było też z rozegraniem piłki. Dwie minuty przed przerwą byliśmy świadkami kolejnego trafienia. Tym razem precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Dariusz Jochemski i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:1. Po zmianie stron gospodarze ponownie zaczęli bardzo dobrze. Przewaga była coraz większa, co zresztą znalazło odzwierciedlenie w rezultacie - szybkie bramki i na tablicy wyników mieliśmy 5:2. Munji nie udawało się kompletnie nic, bili głową w mur. Kulminacją tego wszystkiego była czerwona kartka bramkarza, któremu pomyliły się linie, w konsekwencji czego piłkę złapał już za swoim polem karnym. Sędzia zmuszony był pokazać asa kier i goście niemal do końca grali w osłabieniu. Mikstura mając korzystny wynik oraz jednego zawodnika więcej straciła na chwilę czujność. Po szybko rozegranym rzucie rożnym, dość niespodziewanie to Munja strzela bramkę. W końcówce spotkania grający w przewadze gospodarze dokładają jeszcze dwie bramki i mecz ostatecznie kończy się wynikiem 7:3. Mikstura pokazuje, że z taką formą będzie do końca walczyć o najwyższe cele w tym sezonie.
Nieco więcej spodziewaliśmy się po spotkaniu Bartolini Pasta z ówczesnym liderem Lagą Warszawa. Początek meczu to były trochę szachy w wykonaniu obu zespołów. Wyglądało to tak, jakby obie ekipy przede wszystkim nie chciały stracić bramki i z dużym respektem podchodziły do rywala. Około 15 minuty wciąż było bez bramek, a z ciekawszych sytuacji zanotowaliśmy jedynie niewykorzystany błąd w obronie Lagi, oraz groźny strzał gości jednak również bez powodzenia. Bartolini próbowało długich podań do napastników, ale przeciwnicy świetnie radzili sobie z tego typu pomysłem na grę. Z kolei gospodarze rozsądnie ustawiali się w defensywie, dzięki czemu nie dali zbytnio rozegrać się ofensywie Lagi. Gdy wydawało się, że pierwsze 25 minut zakończy się bez żadnej bramki, Patryk Szeligowski wykorzystał sytuacyjną piłkę i umieścił ją mocnym strzałem w siatce. Dzięki strzelonemu w końcówce golowi, mieliśmy nadzieję na znacznie ciekawszą drugą część meczu. Po zmianie stron znów najlepiej w polu karnym odnalazł się Patryk Szeligowski i Laga wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Nic nie wskazywało na to, że Bartolini będą w stanie jeszcze się podnieść w tym meczu. Ich gra nie przekonywała i trudno było znaleźć jakieś argumenty za tym, że uda im się powalczyć o korzystny rezultat. Wszystko zmieniło się po wykorzystanym rzucie wolnym przez Michała Cholewińskiego. Po bramce na 1:2 sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Laga mogła zamknąć ten mecz, ale nie wykorzystała błędu w obronie Bartolini, przez co chwilę później zamiast 1:3 było już 2:2. Znów do siatki trafił Michał Cholewiński po fajnej dwójkowej akcji z Arkadiuszem Kamińskim. Wynik na 3:2 ustalił Mateusz Brożek. Chociaż remis wydawał się tu bardziej sprawiedliwy, Bartolini należą się ogromne brawa za odwrócenie losów meczu, szczególnie, że początkowo gra nie wskazywała na taki scenariusz. Laga miała swoje okazje, mogła zainkasować 3 pkt, ale w kluczowych momentach zawiodła skuteczność.
Pojedynek dwóch czerwonych latarni, czyli ostatnia ekipa Sante podejmowała przedostatni w tabeli zespól FC Melange. W tym meczu przypomniały się słowa z pewnej reklamy, wypowiadane przez Kubę Błaszczykowskiego, który stanowczo stwierdził, że jest w stanie samodzielnie wygrać mecz. Co prawda nie zasilił on osobiście szeregów "Melanżowników", ale przybycie na mecz Filipa Junowicza przyniosło podobny efekt. Świetne rozgrywanie, głowa podniesiona do góry oraz podpowiedzi dla młodszych kolegów w zespole - to wszystko sprawiło, że nie tylko akcje FCM były kapitalnie konstruowane, ale też zaowocowało to zdobyczami brakowymi zawodników, którzy jeszcze w tym sezonie nie mieli takiej okazji. Popularny "Juno" oprócz asystowania pokazał, że dalej pamięta jak się strzela, gdyż w pierwszej odsłonie popisał się dwoma doskonałymi strzałami z dystansu, po których Grzegorz Kozłowski musiał wyjmować piłkę z bramki. Graczami, którzy po raz pierwszy w tym sezonie mogli cieszyć się ze zdobytego gola byli Mateusz Figiel oraz Tomek Kałun. Goście już przed zmianą stron zapewnili sobie bardzo komfortowe prowadzenie w wymiarze 0:8, a najskuteczniejszym napastnikiem, z trzema trafieniami był ich etatowy snajper Łukasz Słowik. Zmiana stron nie przyniosła znacząco innego obrazu gry. Melanż wciąż atakował, a z uwagi na wysoko wysuniętego bramkarza rywali, padały bramki po strzałach nawet z własnej połowy, m.in. autorstwa Bartka Podobasa. Gospodarze odpowiedzieli raz i ku oburzeniu stojącego w bramce FC Melange Bartka Jakubiela, piłkę do siatki skierował Tomek Cacko. Bartek bardzo liczył, że po raz pierwszy w historii swoich występów zanotuje mecz na "zero z tyłu", jednak niefrasobliwość jego obrońców brutalnie zweryfikowała te plany. Ostatecznie mecz zakończył się pogromem, bo chyba tak trzeba nazwać wynik 1:13.
W 5 lidze doszło do starcia aktualnego lidera ekipy BJM Development z zawsze groźną i waleczną drużyną Sportowych Zakapiorów. Gospodarze na to spotkanie dotarli niemal w najsilniejszym zestawieniu, goście natomiast w dość okrojonym składzie. Zdecydowanym faworytem byli nafaszerowani gwiazdami gospodarze. Już od pierwszych minut przewaga BJM była bardzo widoczna, grali zespołowo i bardzo widowiskowo. Autorem pierwszego trafienia był Olivier Aleksander, który przejął niedokładnie zagraną piłkę i niemal wbiegł z nią do bramki rywala. Kilka minut później było już 2-0, tym razem bramkę zdobył Patryk Ciborski. W grze Zakapiorów zdecydowanie brakowało pazura, wydawało się, że zawodnicy już na początku spotkania pogodzili się z porażką. W starciu z liderem, nie mieli żadnych argumentów. W końcówce pierwszej połowy gospodarze dokładają jeszcze jedną bramkę, świetną asystą prosto z własnej świątyni popisuje się Filip Odoliński a Marcin Skowroński pewnie pokonuje bramkarza rywali i na przerwę schodziliśmy przy stanie 3:0. Po zmianie stron przewaga gospodarzy jeszcze rosła, nakręcali się każdą wypracowaną akcją oraz każdym zdobytym golem. Dopiero przy stanie 5:0 swoją pierwszą bramkę w tym mecz strzelili goście - po bardzo dobrze rozegranym rzucie różnym piłkę do siatki skierował Daniel Dąbrowski. W kolejnych minutach nie zrażeni utratą gola gospodarze atakowali z jeszcze większym rozmachem, dobijając rywali kolejnymi trafieniami, których w drugiej połowie dołożyli aż sześć. Mecz ostatecznie kończy się wysoką wygraną BJM Development 9:2. Warto zaznaczyć, że w tym meczu aż ośmiu piłkarzy zwycięskiej ekipy na koniec zapisało się w protokole meczowym zdobywając gola lub asystę. Gospodarze z kompletem zwycięstw stają się głównym kandydatem do awansu, a Sportowe Zakapiory po pięciu kolejkach spadają do strefy spadkowej i muszą mocno wziąć się w garść, aby walczyć o punkty w kolejnych meczach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)