reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Sportowe Zakapiory, balansujące niebezpiecznie nad strefą spadkową, podejmowały Boca Seniors, czyli drużynę, która po świetnej rundzie jesiennej również zaliczyła falstart po przerwie zimowej.

Początek meczu absolutnie należał do gości. Boca Seniors weszli w spotkanie z dużą intensywnością i już po 6 minutach prowadzili 2:0. Kluczową rolę odegrał duet Pruszyński–Pigiel, który rozmontował defensywę gospodarzy. Wydawało się, że faworyci pójdą za ciosem i szybko zamkną mecz. Nic bardziej mylnego. W momencie, gdy Boca kontrolowała wydarzenia na boisku, nastąpił nagły zwrot akcji. Kontaktowego gola zdobył Groszkowski, dając sygnał do odrabiania strat. Kilkanaście sekund później było już 2:2, kiedy Lasota wykorzystał błąd bramkarza i doprowadził do wyrównania. Zakapiory złapały wiatr w żagle, a tuż przed przerwą ponownie ukłuły rywala. Tym razem znów Lasota wpisał się na listę strzelców, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 3:2.

Druga połowa była znacznie bardziej wyrównana, ale to gospodarze sprawiali wrażenie drużyny pewniejszej siebie. Widać było, że końcówka pierwszej części dodała im energii i wiary. Boca Seniors próbowali wrócić do gry, jednak brakowało skuteczności i spokoju w kluczowych momentach. Decydujące okazały się ostatnie 10 minut. Zakapiory całkowicie zdominowały rywala. Dwa kolejne trafienia Groszkowskiego skompletowały jego świetny występ, a swoje gole dołożyli jeszcze Trojanowski i Maciuk. Ostatecznie gospodarze rozbili Boca Seniors aż 7:2.

To zwycięstwo nie tylko daje Zakapiorom cenne punkty w walce o utrzymanie, ale też może być przełomowym momentem sezonu. Z kolei Boca Seniors muszą szybko odnaleźć formę, jeśli chcą wrócić do walki o czołowe lokaty.

2
11:00

Pojedynek BM Development z Furduncio Brasil był niezwykle istotny dla obu tych zespołów. Brazylijczycy liczyli na to, że umocnią się na pozycji wicelidera, natomiast dla BM-u był to jeden z najważniejszych meczów w tym sezonie – w przypadku porażki marzenia o awansie mogły się na dobre oddalić, natomiast przy wygranej zbliżyliby się do Furduncio na zaledwie jeden punkt.

Wszyscy obecni mieli świadomość wagi tej rywalizacji, bowiem przez dłuższy czas utrzymywał się bezbramkowy remis, jakby oba zespoły nie chciały ryzykować niepotrzebnej straty bramki już na samym początku. Oczywiście były próby sforsowania defensywy rywala, było sporo walki w środku pola, ale bez większego ryzyka po obu stronach. Częściej oglądaliśmy cierpliwe rozgrywanie piłki i czekanie na błąd oponenta. Najgoręcej zrobiło się po faulu zawodnika BM, po którym – raczej niesłusznie – zagotował się Bruno Martins i wraz z Volodymyrem Bevziukiem musieli opuścić boisko na 3 minuty po obejrzeniu żółtego kartonika. W pierwszej połowie zobaczyliśmy też jedną bramkę dla gospodarzy, którzy z minimalnym prowadzeniem udali się na przerwę.

W drugiej połowie nadal oglądaliśmy dość zaciętą rywalizację, ale tym razem zawodnicy byli bardziej skuteczni pod bramką. Kluczowym zawodnikiem w tym spotkaniu okazał się Kiryl Semerenko – najpierw popisał się kapitalnym strzałem z dystansu, dzięki któremu BM podwyższył swoje prowadzenie, a 10 minut później znów z większej odległości pokonał bramkarza Furduncio. Prowadzenie 3:0 dało spory komfort gospodarzom, którzy kontrolowali już przebieg meczu do samego końca. Na gola Ramosa odpowiedzieli dwoma trafieniami Onwaeze, a wynik meczu na 5:2 ustalił Bruno Martins.

BM wygrał to spotkanie zasłużenie – zachował w kluczowych momentach chłodniejszą głowę, w drugiej połowie lepiej operował piłką, a Brazylijczycy nie bardzo mieli czym na to wszystko odpowiedzieć.

3
12:00

W 12. kolejce 4. ligi kibice mogli podziwiać prawdziwą karuzelę emocji. FC Bulls zmierzyli się z Team Ivulin, a spotkanie od pierwszego gwizdka było niezwykle wyrównane.

Pierwsza połowa, mimo wielu sytuacji bramkowych, przyniosła tylko jedno trafienie. Skuteczniejsi okazali się zawodnicy Team Ivulin, a na listę strzelców wpisał się Dmytro Oleinikov, dając swojej drużynie prowadzenie. FC Bulls nie pozostawali bierni i regularnie zagrażali bramce rywali, jednak brakowało im wykończenia. Na przerwę to goście schodzili z jednobramkową zaliczką, choć Bulls śmiało mogli myśleć o prowadzeniu.

Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia Byków. Już w pierwszych minutach po wznowieniu gry Ivan Markovych doprowadził do wyrównania, wykorzystując jedną z okazji swojej drużyny. Od tego momentu mecz zamienił się w otwartą wymianę ciosów. Obie ekipy szły gol za gol, nie pozwalając rywalowi na dłuższe utrzymanie prowadzenia. Końcówka spotkania była niezwykle emocjonująca. Przy stanie 3:3 wydawało się, że drużyny podzielą się punktami, jednak w jednej z ostatnich akcji meczu Team Ivulin zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Decydującego gola zdobył Hierman Rutkouski, ustalając wynik na 4:3.

FC Bulls mogą odczuwać spory niedosyt, szczególnie biorąc pod uwagę ich ambicje walki o podium. Team Ivulin natomiast, mimo cennego zwycięstwa i zdobycia trzech punktów, wciąż pozostają na ostatnim miejscu w ligowej tabeli.

4
13:00

Mecz między Warszawską Ferajną a Bad Boysami śmiało można określić starciem o sześć punktów. Obie ekipy dzieliły zaledwie trzy punkty w tabeli, co wyraźnie przełożyło się na podejście do tego spotkania.

Obie drużyny podeszły do gry bardzo ostrożnie. Inicjatywa i posiadanie piłki były po stronie gości, natomiast solidna obrona i konkret pod bramką rywala stanowiły mocną stronę Bad Boysów. Nie zależało im na utrzymywaniu się przy piłce – wiedzieli, że czujność i spryt pozwolą uśpić przeciwnika, i tak też się stało. Przy piłce niemal non stop utrzymywała się Ferajna, a nim się obejrzeliśmy, było już 0:2 dla Bad Boysów. Chwilę później świetnym strzałem z pierwszej piłki popisał się Anass El Ansari, dając swojej ekipie kontakt, a tuż przed przerwą – po sprytnym przechwycie – wyrównał Domański. Wynik 2:2 po pierwszej połowie zdecydowanie zaostrzył apetyty zgromadzonych na drugie 25 minut meczu.

Nie zawiedliśmy się. Druga połowa przyniosła mniej piłkarskich szachów, a więcej ataków, składnych akcji i widowiskowych zagrań. Temperatura na boisku wzrosła, co poskutkowało kilkoma zgrzytami między zawodnikami obu drużyn, lecz dzięki dobrej pracy arbitra nie doszło do eskalacji. Świetną dyspozycję zaprezentował Krystian Stępień, udzielając obrońcom rywali lekcji gry tyłem do bramki i zachowania w sytuacjach sam na sam, kompletując przy tym dublet. Warszawska Ferajna starała się odpowiadać, lecz atmosfera w zespole wyraźnie się pogorszyła, co prowadziło do niepotrzebnych dyskusji i prawdopodobnie miało wpływ na ich postawę w tym spotkaniu.

Co prawda gospodarze tym razem przegrali, natomiast jakości piłkarskiej odmówić im nie można. Jeśli do efektownego stylu gry dołożą większą skuteczność, mogą jeszcze powalczyć o awans w tabeli. Goście wywożą z Grenady zwycięstwo 4:2 i tracą do podium już tylko cztery punkty.

5
15:00

Niedziela przyniosła starcie drużyny w świetnej formie z liderem rozgrywek. SO4 FC, które dołączyło do ligi dopiero w przerwie między rundami, wygrało dwa pierwsze mecze i szybko pokazało swoją jakość. Naprzeciw stanął Hetman FC, czyli niepokonany lider z kompletem zwycięstw, stawiany w roli faworyta.

Spotkanie od mocnego uderzenia rozpoczęli gospodarze. Już na początku Zuchora otworzył wynik meczu, dając SO4 FC prowadzenie. Kolejne minuty były bardzo wyrównane – obie drużyny tworzyły sytuacje i nie brakowało tempa. W 14. minucie Marczewski podwyższył na 2:0, ale Hetman szybko odpowiedział trafieniem Kalickiego, łapiąc kontakt. Do przerwy, mimo okazji po obu stronach, wynik nie uległ zmianie i SO4 FC prowadziło 2:1.

Zaraz po wznowieniu gry ponownie błysnął Marczewski, zdobywając gola na 3:1. Jednak i tym razem odpowiedź Hetmana była błyskawiczna, bo Kucharczyk zmniejszył straty. Mecz wszedł w fazę otwartej wymiany ciosów. W 29. minucie Motyczyński doprowadził do wyrównania, a kilka minut później ten sam zawodnik wyprowadził gości na prowadzenie, odwracając losy spotkania. Radość Hetmana nie trwała jednak długo. W 38. minucie Marczewski ponownie wpisał się na listę strzelców, kompletując hat-tricka i doprowadzając do wyniku 4:4. Końcówka należała już zdecydowanie do gospodarzy. SO4 FC przejęło inicjatywę i zadało decydujące ciosy. Dwa gole dołożył Zuchora, a wynik ustalił Szapowałow.

Ostatecznie SO4 FC pokonało lidera aż 7:4, potwierdzając, że jest jednym z najciekawszych zespołów tej rundy. Hetman FC po raz pierwszy w sezonie musiał uznać wyższość rywala.

Reklama