Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 9 Liga
Mecz pomiędzy Nagel, a Elitarnymi zaczął się od mocnych ataków gospodarzy. W przeciągu 2 minut zdążyli oddać kilka strzałów, ale piłka przelatywała obok bramki. Dopięli swego w 6 minucie, ale nie cieszyli się długo z prowadzenia, bo chwilę później Elitarni wyrównali z rzutu rożnego. I właśnie po stałych fragmentach goście stwarzali spore zagrożenie pod bramką rywala i widać, że nie są to przypadkowe zagrania. W międzyczasie świetnym golem z przewrotki popisał się Bartek Kucharski i Nagel ponownie objął prowadzenie, a następnie powiększył je po golu Maksimo Stesiuka. Nagel miał przewagę i wszystko wskazywało na to, że krzywda gospodarzom się w tym meczu nie stanie. Zawodnicy Radka Przybylskiego chyba przedwcześnie wyszli z tego samego założenia, bo od stanu 3:1 systematycznie obraz gry zaczął się zmieniać na korzyść oponenta. Początkiem złego dla Nagel był podyktowany przeciwko niemu rzut karny, który pewnie wykorzystał Łukasz Eljasiak. Potem zawodnik gospodarzy zaliczył trafienie samobójcze, a tuż przed przerwą Elitarni wyszli po raz pierwszy na prowadzenie. Nagel jakby zaciął się po trzeciej bramce, bo w drugiej części długo nie mógł znaleźć sposobu na Marcina Głębockiego, który tego dnia zaliczył kilka bardzo dobrych interwencji. Za to goście powiększali swoją przewagę i grali naprawdę niezłą piłkę. Elitarni w pełni wykorzystali to, że rywal zaczął się gubić w obronie i gdyby jeszcze ostatnie podania były nieco bardziej precyzyjne, to wynik mógł być nawet wyższy. Ostatecznie skończyło się na rezultacie 5:8, z przebiegu gry raczej zasłużone zwycięstwo zaliczyli goście. Dobrze w bramce spisał się Marcin Głębocki, w obronie z poświęceniem zagrał Wojciech Sekulak, dorzucając do swojego dorobku hat-tricka. Z drugiej strony próbował szarpać Arthem Ugai, ale Nagel po świetnym początku, gdzieś z biegiem czasu gasł i chyba zagrał jeden ze słabszych meczów w tej rundzie.
Przed rozegraniem 7 kolejki drużyna Varsovii znajdywała się na czwartej lokacie, zaś Force Fusion na ósmej. W roli faworyta na mecz wyszli goście, którzy pewnie wygrali to spotkanie. Pierwszy na listę strzelców wpisał się Kamil Łukasik z rzutu wolnego. Następnie gracze Kamil Mroczkowskiego dorzucili dwie bramki. Potem systematycznie punktowali przeciwnika, wyrabiając sobie wysokie prowadzenie. Nie zrobiło to ani trochę wrażenia na gospodarzach, którzy nie poddali się i dzielnie walczyli cały czas. Do połowy zdołali strzelić dwie bramki. Druga odsłona wyglądała zupełnie jak pierwsza. Varsovia wciąż atakowała, zmuszając Force Fusion do ciągłej obrony. Mecz zakończył się wynikiem 12:4 dla drużyny gości. Na wyróżnienie zasłużyli dwaj zawodnicy ofensywni Varsovii - Kamil Łukasik który zdobył 4 asysty oraz 4 gole i Karol Mroczkowski, notując 4 trafienia. Po rozegraniu tego starcia tabela dla obu drużyn się diametralnie zmieniła. Varsovia znalazła się na trzeciej pozycji z dorobkiem 13 oczek. Force Fusion niestety nie rozgrywa wymarzonego sezonu i po tym meczu są na ostatnim miejscu. Do końca rundy zostały jeszcze im dwa spotkania a łącznie z rundą rewanżową to aż 11 okazji, by zebrać sporo punktów do swojego dorobku. I tego im oczywiście życzymy.
Sytuacja w tabeli dla drużyny Hetmana jest sprzyjająca, ponieważ tracą niewiele do podium, a Łazarski zajmuje ostatnie miejsce i jak na razie ciężko im wygrzebać się ze strefy spadkowej. Pomimo, że tabela ani trochę na to nie wskazuje, mogliśmy oglądać równe widowisko. Działo się tutaj naprawdę sporo, zwłaszcza że obie drużyny do tego starcia przystąpiły w licznych kadrach. Na początku meczu zostaje odgwizdane przewinienie na zawodniku drużyny gospodarzy, który pewnie wykorzystuje w skutek faulu rzut karny. Strzelcem bramki był Bartłomiej Folc. Drużyny wzajemnie się atakują, nie potrafiąc znaleźć sposobu na zdobycie gola. Dopiero na koniec połowy mamy odpowiedź wyrównującą. W drugiej części spotkania FC Łazarski błyskawicznie zdobywa kolejne dwie bramki. Cały czas jest bardzo napięta, zdrowo piłkarsko atmosfera, a obie ekipy są zmotywowane, by meczu nie zakończyć porażką. W końcówce spotkania Łazarski prowadzi trzema bramkami, ale wtedy Hetman zdobywa dwie bramki, jednak czas dobiega końca i zwycięża drużyna gości wynikiem 4:5. W skutek tego rezultatu Łazarski zajmuje 8 miejsce w tabeli, a Hetman jest tuż przed nim.
Ten, kto powiedziałby, że mecze na dziewiątym poziomie rozgrywkowym są nieciekawe, grubo by się pomylił. W siódmej kolejce zmierzyły się ze sobą drużyny z dwóch przeciwległych części tabeli, a mimo to, niepewny wynik utrzymywał się do ostatnich minut. Faworytem była Rodzina Soprano, która wciąż marzy o zakończeniu rundy jesiennej na pozycji lidera. Mierząc wysoko, gospodarze otworzyli wynik spotkania z Mistrzami Chaosu od gola strzelonego głową. Do siatki trafił Krzysztof Mikulski - warto zapamiętać tę sytuację, bo to nieostatni raz, gdy docenimy wysokie loty napastników wicelidera. Ubrani w czarne koszulki zawodnicy kontynuowali swoje ataki, trafiając w słupek z okolic połowy boiska. Niewykorzystane okazje szybko się zemściły, a Mistrzowie Chaosu wyrównali po dwójkowej akcji Kacpra Owczarka i Lashy Kvelashviliego. Dla gruzińskiego pomocnika (a także dla wszystkich obserwatorów) mecz ten był prawdziwym rollercoasterem. Po strzale Krzysztofa Kulibskiego Lasha skierował piłkę do swojej bramki, zaliczając samobója. Ten, który go nastrzelił, chciał samodzielnie wpisać się na listę strzelców i udało mu się to przy trafieniu na 3:1. Dwiema bramkami odpowiedział na to Kacper Owczarek, zapisując na swoim koncie hat-tricka jeszcze w pierwszej połowie. Przed przerwą jego drużyna, zajmująca miejsce w strefie spadkowej, mogła wyjść na prowadzenie, ale z “jedenastu metrów” spudłował Lasha Kvelashvili. Zostając przy polskich powiedzeniach, Mistrzowie Chaosu zmienili wynik na 3:4 w myśl zasady: co się odwlecze, to nie uciecze. Pamiętacie jak pisaliśmy o golach głową strzelonych przez napastników Rodzinę Soprano? Ich skuteczne dośrodkowania z rzutów rożnych to stała praktyka i właśnie w ten sposób doprowadzili do wyrównania. Aby było sprawiedliwie, padła też bramka po samobóju gospodarzy, choć spory w niej udział miał Kamil Krysiewicz. Niepewny wynik zirytował Krzysztofa Mikulskiego na tyle, że postanowił wziąć sprawy w swoje nogi i strzelić szybkie trzy gole. Hat-tricka zaliczył dzięki swojemu pressingowi, dwukrotnie przejmując piłkę na połowie rywala. Mistrzowie Chaosu zdobyli jeszcze bramkę kontaktową, ale nie wystarczyło im czasu, by zdobyć choćby punkt. Wyrównany wynik to w dużej mierze zasługa Alana Bednarczyka, który kilkukrotnie popisał się doskonałymi interwencjami jako bramkarz zespołu gości.
ADP Wolska Ferajna była jeszcze niedawno liderem 9.ligi. Porażka z Łazarskim sprawiła, że chłopaki stracili to miano, a na pierwszym miejscu zluzował ich najbliższy rywal, GLK. Ich bezpośrednia rywalizacja była więc batalią o przywództwo w tej klasie rozgrywkowej. Większe szanse dawaliśmy GLK, tym bardziej gdy zobaczyliśmy skład rywali. W obozie ekipy z Woli brakowało przede wszystkim Oskara Nieskórskiego, co stanowiło duże osłabienie, podczas gdy oponenci mogli liczyć niemal na wszystkich swoich najlepszych zawodników. Nie miało to jednak wielkiego wpływu na przebieg spotkania. Pierwsza odsłona była bardzo rwana i ciężko się ją oglądało. Płynnej gry było jak na lekarstwo, aczkolwiek nie oznacza to, że mieliśmy dużą ilość fauli. Bardziej chodziło to, że ani ani jedni ani drudzy nie potrafili ułożyć sobie gry. Po 25 minutach wynik brzmiał 2:2, ale finałowa część meczu to już przewaga GLK. Głównie za sprawą braci Dominiak, bo to właśnie ten tandem zatroszczył się o gole na 3:2 i 4:2. Lada moment golkiper Ferajny musiał przyjąć kolejny cios, gdy Patryk Dominiak obsłużył w kontrze Damiana Sawickiego, a ten zwiększył przewagę ekipy w zielonych strojach do trzech trafień. Wolska Ferajna walczyła jednak do końca. Udało się zdobyć gola na 3:5, lecz mimo dużej ambicji, rywal nie pozwolił im bardziej się zbliżyć. Za chwilę padło trafienie na 6:3, które ostatecznie rozstrzygnęło losy spotkania. Ale mimo porażki, ekipie nieobecnego Kamila Jagiełło należą się słowa pochwały. W tym składzie personalnym chłopaki zrobili co mogli i niczego nie oddali tutaj za darmo. Dlatego po takiej porażce nie ma powodów do wstydu. GLK okazało się po prostu lepsze, bardziej zbilansowane, no i mające w szeregach braci Dominiak, którzy swoim zgraniem przechylili szalę kolejnego meczu na swoją korzyść. I widząc w jakiej są formie, to pewnie jeszcze nie raz w tym sezonie, będziemy mogli podsumować ich mecz podobnym stwierdzeniem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)