Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 10 Liga
W meczu Warsaw Wilanów z drugą drużyną Skorpionów faworytem byli gospodarze. Do spotkania tym razem przystąpili bez swojego ofensywnego duetu Kowalski – Świtalski i odpowiedzialność za zdobywanie bramek musieli wziąć na siebie pozostali zawodnicy. Początkowo mecz był dość wyrównany i nawet moglibyśmy pokusić się o stwierdzenie, że lekką przewagę mieli zawodnicy Artura Kałuskiego. Sporo było jednak niedokładności w rozgrywaniu piłki, przez co na pierwszą bramkę musieliśmy czekać aż do 13 minuty. Wtedy to piłkę do siatki skierował Maksym Samulak, a minutę później ten sam zawodnik trafił na 2:0. Na tym się nie skończyło, bo łącznie team z Wilanowa w przeciągu zaledwie 6 minut aż czterokrotnie trafiał do bramki rywala i był to zabójczy dla tego meczu okres gry gospodarzy. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:0, choć goli mogłoby być nieco więcej. Druga część zaczęła się od kolejnych ataków Wilanowa, ale następna bramka była dziełem gości. A konkretnie Pawła Poniatowskiego, który przejął piłkę na środku boiska, po czym indywidualnie przebił się przez obronę rywala. Były to jednak przebłyski dobrej gry drugiej ekipy Skorpionów. Worek z bramkami rozwiązał się dopiero na 10 minut przed końcem tego spotkania. Strzelecki impas przełamał Piotr Wdowiński, który wykorzystał niezdecydowanie w grze obronnej oponenta. Gol na 6:1 to również wykorzystany prezent od defensywy gości i stało się zupełnie jasne, że w tym meczu niespodzianki nie doświadczymy. Wilanów w końcówce prowadził już 8:1 i gol Dominika Dedka na sekundy przed końcowym gwizdkiem jedynie zmniejszył rozmiary porażki. Gospodarze nadal mają 4 punkty przewagi nad ekipą MokryWilly i w najbliższej kolejce mogą sobie zapewnić start w Pucharze Ligi Fanów. Skorpiony muszą jeszcze trochę popracować nad dokładnością i koncentracją, bo straty paru bramek w tym meczu spokojnie można by uniknąć.
Patrząc na ostatni występ Kozic można było liczyć na to, że team Kajetana Kossakowskiego może w tym meczu sprawić niespodziankę i nie tylko powalczyć z liderem 10 ligi, ale nawet urwać mu punkty. W naszej ocenie sporo zależało od obecności Kuby Gadomskiego, który był głównym architektem ostatniego zwycięstwa Niestety tym razem zabrakło jego obecności na boisku i dało się zauważyć wakat w formacji ofensywnej Kozic. Gospodarze podeszli do przeciwnika z respektem, szanowali posiadanie piłki i mozolnie, ale konsekwentnie budowali przewagę na boisku. Dopiero po 10 minutach udało się pokonać golkipera gości, a wynik otworzył Elvin Namazov. Azerowie poczuli wiatr w żaglach i już po minucie mogło być 2:0, ale strzał z rzutu wolnego obił poprzeczkę. Gola do szatni w ostatniej akcji pierwszej połowy zapakował Veysov Alakbar i Deluxe schodził do szatni ze skromnym prowadzeniem 2:0. W drugiej połowie obraz gry specjalnie się nie zmienił. Goście szukali okazji strzeleckich, a szczególnie aktywni byli Kuba Wieteska i Debal Rose, ale formacji ofensywnej Kozic brakowało tego dnia finezji, a skuteczność w wykończeniu akcji pozostawiała - delikatnie mówiąc - sporo do życzenia. Oczywiście duża w tym zasługa ciasnej i aktywnej obrony gospodarzy, którzy większość akcji ofensywnych Kozic kasowała już w środku pola. W efekcie golkiper Barbershopu Amin Huseynov nie miał tego dnia specjalnie dużo pracy i ostatecznie zachował nawet czyste konto. Gospodarze dorzucili jeszcze trzy gole i gładko wygrali 5:0. Dzięki temu zwycięstwu Azerowie już po tej kolejce mogą świętować zdobycie mistrzostwa 10 ligi. Kozice za to zachowują jeszcze szansę na brąz, ale będą musiały wyciągnąć wnioski z tego starcia i poprawić skuteczność formacji ofensywnej.
Niesamowity festiwal strzelecki w ramach spotkania 10.ligi zafundowali nam w niedzielę zawodnicy FC MokryWilly Cartel i Piwo Po Meczu FC. Zacznijmy od tego, że jedni i drudzy grali tego dnia w mocno okrojonych składach – MokryWilly musiał sobie radzić bez ani jednego zmiennika, a po drugiej stronie boiska sytuacja wcale nie wyglądała dużo lepiej, albowiem fanów złocistego trunku było ledwie o jednego więcej. Sam mecz okazał się dość jednostronny, bo drużyna MokryWilly miała w nim zdecydowaną przewagę. Chłopaki na dużym luzie przedostawali się pod pole karne Michała Izydorczyka i robili tam praktycznie co chcieli. Obrazek, gdzie Radek Kokoszka czy Łukasz Kobus z łatwością zdobywają gole lub zaliczają asysty był bardzo częsty i nic dziwnego, że MokryWilly do przerwy dość swobodnie wypracował sobie czterobramkową przewagę. Z takimi okolicznościami Piwo nie chciało się pogodzić. Przegrywający wierzyli, że tutaj nie wszystko jeszcze stracone i ambicji nie wolno im odmówić. Wielokrotnie udawało im się w trakcie drugiej części spotkania odrabiać straty, a w pewnym momencie przegrywali tylko dwoma bramkami (6:8 i 9:11), lecz na więcej przeciwnicy już im nie pozwolili. Gdy robiło się groźnie, MokryWilly podkręcał tempo i za sprawą swoich dwóch strzelb znów budował przewagę. Od stanu 11:9 ten zespół zdobył trzy gole z rzędu, czym definitywnie wybił oponentom z głowy marzenia o punktach. Tym samym triumfatorom udało się zrewanżować Piwoszom za porażkę z jesieni, co powoduje, że MokryWilly niemal na pewno nie da się już przeskoczyć w tabeli swoim niedzielnym konkurentom. Podsumowując ten mecz, trzeba powiedzieć że było to dość radosne granie, które często spotyka się w ostatniej kolejce, gdzie pojęcie defensywy nie istnieje. Tutaj było podobnie, co najbardziej ucieszyło wspomnianych Radka Kokoszkę i Łukasza Kobusa, którzy dzięki temu mogli znacząco podreperować swoje statystyki indywidualne, gdzie zwłaszcza ten drugi jest w czołówce zarówno klasyfikacji strzelców, jak i asystentów. A ponieważ teraz ekipę Cartelu czeka starcie z najsłabszym w tabeli ADS Scorpion’s, to łatwo sobie wyobrazić, jaki (poza wysokim zwycięstwem) będzie im przyświecał cel przewodni.
W niedzielne popołudnie na arenach Warszawskiego AWFu drużyna Na2Nóżkę podejmowała WKS Bęgal. Goście cały czas walczą o miejsce na podium w 10 lidze, gospodarze natomiast pewni już drugiego miejsca w tabeli grali bez żadnej presji. Spotkanie od pierwszych minut stało na wysokim poziomie, a obie ekipy prezentowały solidny futbol. Wraz z upływem minut na boisku rysowała się przewaga gości. W grze WKS Bęgal widać był większą determinację oraz większe zaangażowanie, co przełożyło się na premierowego gola. Swoją pierwszą bramkę w tym meczu zdobył Ernest Iwan. Kolejne minuty to jeszcze większa przewaga gości, którzy raz po raz atakowali świątynię gospodarzy. Jeszcze przed przerwą po zespołowej akcji całej drużyny Michał Borucki strzela bramkę na 0-2. Po odpoczynku i zmianie stron do pracy wzięli się goście i już na początku drugiej połowy udaje im się strzelić bramkę kontaktową. Kolejne minuty w meczu to powrót do gry sprzed przerwy. Na boisku ponownie dominowali goście, którzy za wszelką cenę chcieli zgarnąć komplet punktów. W 34 minucie meczu WKS Bęgal strzela kolejną bramkę i na tablicy wyników mamy już 1-3, goście nie spoczywali na laurach i chwilę później Ernest Iwan strzela swojego drugiego gola w tym meczu i podnosi rezultat na 1-4. W składzie drużyny Na2Nóżkę brakowało kilku kluczowych graczy, a z tak wąską ławką rezerwowych jaką przygotowali na te spotkanie gospodarze powoli brakowało również sił i zmęczenie dawało się we znaki. W drugiej połowie gospodarzom co prawda udało się zdobyć jeszcze jedną bramkę, jednak to wszystko na co było ich stać w dni dzisiejszym. W końcówce meczu byliśmy świadkami jeszcze kilku goli, z których głównie cieszyli się goście. Warto również wspomnieć o świetnej dyspozycji napastnika WKS Bęgal Ernesta Iwana, który był głównym motorem napędowym swojego zespołu. Mecz ostatecznie kończy się wynikiem 2-6 i zasłużonym zwycięstwem ekipy WKS Bęgal. Dzięki wygranej goście na dwie kolejki przed końcem rozgrywek zajmują miejsce na najniższym stopniu podium w tabeli 10 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)