Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 6 Liga
Teoretycznie w starciu ADP Wolskiej Ferajny ze Slavic Warszawa faworytami byli gospodarze, jednak od pierwszych minut to goście bardzo dzielnie stawiali opór, przeprowadzając raz po raz groźne kontry. Optycznie dominacja gospodarzy była aż nadto widoczna, jednak dobrze poukładany blok defensywny gości, a także bardzo dobra postawa w bramce Mateusza Gołębiewskiego sprawiły, że ekipa Kamila Jagiełło długa nie mogła rozwiązać worka z bramkami. Po jednej ze wspomnianych kontro "Słowian" obejrzeliśmy pierwszą bramkę. Podanie Jacka Wojtali piłkę obok interweniującego bramkarza przeciwników posłał Krzysiek Blankiewicz. ADP nadal siedziało większość czasu na połowie Slavica, aż w końcu przyniosło to efekt. Po faulu na jednym z graczy gospodarzy został podyktowany rzut wolny, który na bramkę, płaskim i silnym strzałem, zamienił Oskar Nieskórski. Jednak ku zdziwieniu wszystkich, goście przeprowadzili kolejną skuteczną kontrę, kiedy to piłkę dokładnie zagrał Piotrek Trzeciak, a okazji nie zmarnował po raz kolejny Krzysiek Blankiewicz, ustanawiając wynik pierwszej odsłony na 1:2. Druga połowa zaczęła się bardzo podobnie, czyli napór ekipy z Woli i dzielna obrona "Słowian", jednak nie pomogło to w powstrzymaniu duetu Adam Wiśniewski i Konrad Ciesielczyk, gdzie pierwszy z graczy podawał, a drugi wykańczał akcję. Slavic jednak dalej zadziwiał solidnością w obronie i w przeprowadzaniu kontr, a po raz kolejny przyniosło to efekt, gdy po podaniu Mariusza Słapka piłkę do bramki skierował Jacek Wojtala. Było 2:3, a Wolska Ferajna, mimo inicjatywy w spotkaniu, nie potrafiła przełamać rezultatu. Świetną okazją na doprowadzenie do remisu okazał się rzut wolny, który sprytnie rozegrał Oskar Nieskórski, a świetnej okazji nie zmarnował Adam Wiśniewski, doprowadzając na kilku minuty przed końcem potyczki do stanu 3:3. Kiedy wydawało się, że będziemy świadkami podziału punktów, po strzale jednego z graczy gospodarzy, piłkę głową dobił Mateusz Nejman! Była to ostatnia minuta spotkania, a więc ADP Wolska Ferajna mogła cieszyć się z wywalczonego rzutem na taśmę kompletu punktów. Dzięki tej wygranej zespół Kamila Jagiełło wskoczył na podium 6-tej Ligi Fanów.
Bardzo interesującym pojedynkiem było starcie Saskiej Kępy z Perłą WWA. Gospodarze przed tą kolejką z dorobkiem 10 punktów znajdowali się tuż pod strefą medalową, goście z jedną porażka okupowali 2 miejsce. Dorobek punktowy obu zespołów i forma jaką w tym sezonie prezentują obie ekipy już na starcie zapowiadały ciekawe widowisko. Spotkanie zaczęło się dość spokojnie, obie ekipy budowały swoje akcje dość wolno i starannie dbając o to by nie tracić piłki. Dopiero w 4 minucie meczu, pierwszy poważny błąd popełnili gospodarze. Stratę piłki w środku pola z zimną krwią wykorzystał Oliwier Tetkowski. Niespełna minutę później było już 0-2, po fatalnym błędzie bramkarza i próbie wybicia futbolówki, ta trafia w przeciwnika i wpada do bramki. Gospodarze po stracie dwóch goli nie chcieli załamywać rąk, niestety coraz częściej przytrafiały im się indywidualne pomyłki w ustawieniu oraz kryciu napastników Perły. Dowodem tego była bramka na 0-3, przy której asystował bramkarz gości Bartosz Czajka. W 18 minucie wynik wydawał się być rozstrzygnięty, kiedy to Oliwier Tetkowski strzela swoją drugą bramkę. Gospodarze obudzili się dopiero pod koniec pierwszej części spotkania, wtedy to Marcin Jaśkowiec po bardzo mocnym i precyzyjnym strzale z rzutu wolnego zmniejsza straty i mamy 1-4. Jeszcze przed przerwą gospodarzom udaje się strzelić dwie bramki, niestety tracąc przy tym jedno trafienie. Rezultat do przerwy to 3-5, który dawał jeszcze mała nadzieję na walkę do końca o pozytywny finał. Niestety druga odsłona miała podobny przebieg co pierwsza. Saska Kępa popełniała sporo błędów indywidualnych, brakowało dokładności i już na początku drugiej połowy gospodarze przegrywali 3-6. Szanse na odrobienie wyniku pojawiły się dość niespodziewanie, kiedy to żółtą kartką został ukarany zawodnik Perły WWA. Gospodarze grając w przewadze starali się strzelić choćby jedną bramkę, niestety ta sztuka im się nie udała, a na domiar złego sami stracili kolejnego gola. W końcowych minutach obie ekipy zdołały jeszcze zanotować po dwa trafienia, jednak nie miały one już znaczenia w kontekście punktów. Perła WWA ostatecznie pewnie wygrywa to spotkanie 5-9 i utrzymuje jedno-punktową stratę do lidera rozgrywek. Gospodarze po przegranej spadają w środkową część tabeli i już muszą myśleć o kolejnych punktach, by nie stracić dystansu do czołówki 6 ligi.
Mecz zespołów z dolnej połowy tabeli od samego początku był dość interesujący. Obie ekipy dążyły do objęcia prowadzenia, ale jeszcze w pierwszych minutach obaj bramkarze zaliczyli przynajmniej po jednej bardzo dobrej interwencji. Prowadzenie jako pierwsi objęli zawodnicy Tornado po bardzo składnej akcji. Długo utrzymywali się przy piłce, a gdy przyspieszyli, potrzebowali właściwie tylko 4 podań, by kompletnie rozmontować obronę Scorpionów: piłka ze środka na skrzydło, zgranie w pole karne i Marcinowi Kusakowi nie pozostało nic innego jak umieścić futbolówkę w siatce. Chwilę później odpowiedział Paweł Poniatowski doprowadzając do wyrównania, lecz po paru minutach po raz kolejny dał o sobie znać Marcin Kusak. Świetnie zastawił się z piłką przed polem karnym rywala, po czym obrócił się z obrońcą na plecach i mocnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Scorpiony ponownie doprowadziły do wyrównania, a następnie wyszły na prowadzenie 3:2 po wykorzystaniu rzutu wolnego. Obie ekipy w pierwszej części trafiły jeszcze po razie, dla gości Michał Nawrocki, a dla gospodarzy Paweł Poniatowski, po indywidualnym rajdzie. Do przerwy 4:3, choć mecz był naprawdę bardzo wyrównany. Początek drugiej części chyba był kluczowy dla przebiegu całej potyczki. Marcin Kusak niepotrzebnie ciągnął za koszulkę rywala, który wychodził na czystą pozycję, za co został ukarany drugą żółtą kartką i musiał przedwcześnie zakończyć to spotkanie. Scorpiony wykorzystały grę w przewadze i podwyższyły prowadzenie do stanu 5:3. Losy meczu mógł odmienić Arek Sajnog. Najpierw dobrze przymierzył z rzutu wolnego zmniejszając stratę do 5:4, a następnie podszedł do rzutu karnego. Tu, niestety dla strzelca, dobrze wyczuł go Piotr Arendt, który obronił „jedenastkę”. Swoją drogą, od tego momentu bramkarz gospodarzy bronił bardzo dobrze, robiąc fantastyczną robotę w końcówce spotkania. Tornado cisnęło, ale nie potrafiło przekuć tego na bramki. Za to Scorpiony dołożyły kolejne dwa trafienia i ostatecznie wygrały całe spotkanie 7:4. To był bardzo dobry mecz z obu stron, aż dziwne, że te zespoły znajdują się w dolnej części tabeli. Sam wynik może jest trochę za wysoki, bo Tornado miało swoje okazje, ale brakowało, szczególnie w końcówce, skuteczności.
Niepokonana od początku rundy jesiennej i będąca liderem szóstej ligi drużyna FC Dziki z Lasu podejmowała posiadającą na swoim koncie tylko jedną wygraną i zamykającą ów ligę ekipę FC Radler Świętokrzyski. Dziki, jak nas już do tego przyzwyczaiły przyszły w bardzo szerokim składzie. Ich rywal z tylko siedmioma zawodnikami na protokole i umiejscowieniem w tabeli zdawał się łatwym dostawcą punktów. Od pierwszej minuty spotkania goście szanowali piłkę i swoją energię wiedząc, że muszą grać ekonomicznie, za to gospodarze starali się narzucić swoje warunki gry. Zepchnięta do obrony drużyna Radlera broniła się skutecznie do 10 minuty, w której straciła pierwszą bramkę. Pozostając cały czas w „grze” i chcąc ugrać jak najwięcej goście zaczęli grać bardziej ofensywnie parokrotnie zagrażając bramce Dzików. Zbliżający się koniec pierwszej połowy coraz lepiej wykorzystywali gospodarze mając większe zapasy sił. Na dwie minuty przed przerwą gospodarze powiększyli swoje prowadzenie do dwóch bramek. Taką przewagą zakończyła się ta część meczu, a niewielka różnica bramkowa dawała szansę gościom na wyrównanie spotkania. Po zamianie stron przewaga gospodarzy nie była tak widoczna, a ich umiejętności były w stanie zatrzymać zdeterminowanych w dążeniu do zdobycia bramki zawodników Radlera, którzy cały czas wierzyli w urwanie punktów liderowi. Dość wyrówna druga połowa przyniosła tylko jedną zdobycz bramkową dla Dzików, które wygrały mecz nie ponosząc żadnych strat. Za tydzień lider tabeli podejmie wicelidera i może się to okazać decydujące stracie w kwestii zakończenia rundy jesiennej na najwyższym stopniu. Z kolei zawodnicy FC Radler Świętokrzyski zmierzą się z ekipą prowadzoną przez Artura Kałuskiego i jeżeli sięgną w tym meczu po trzy punkty to przy dobrych wynikach innych spotkań mają szansę opuścić „czerwoną” strefę.
Dla obydwu ekip punkty są bardzo ważne, mimo, że jedni i drudzy grają o kompletnie różne cele w tym sezonie. Gospodarze przed tą kolejką zajmowali 5 miejsce w tabeli ze stratą dwóch oczek do miejsca premiowanego awansem. Również dwa punkty, ale do miejsca gwarantującego utrzymanie na tym poziomie rozgrywkowym brakowało gościom. Od pierwszego gwizdka drużyną lepiej zorganizowaną wydawały się FC Popalone Styki, ale to FC Łazarski wyszedł na prowadzenie za sprawą Jokhongira Khairullaeva. Faworyt od razu rzucił się do odrabiania strat, co udało mu się jeszcze przed przerwą, a gola zdobył Kamil Paszek. Obie ekipy miały więcej okazji aby zmienić wynik meczu, ale po pierwszych 25 minutach mieliśmy rezultat 1:1. Drugą połowę lepiej rozpoczęli goście, którzy wyszli na dwubramkowe prowadzenie po trafieniach Zhanuzakova oraz kolejnym Khairullaeva. I mimo wielu szans rywali udawało im się utrzymywać korzystny rezultat. Momentem zwrotnym tego meczu była czerwona kartka dla strzelca dwóch bramek, który za obrazę sędziego musiał opuścić plac gry, co spowodowało, że przeciwnicy grali przez 3 minuty w przewadze. Udało im się w tym czasie odrobić 1 bramkę, ale niedługo później, kiedy rywale byli już w komplecie Marcin Pniewski z najbliższej odległości doprowadził do wyrównania. Wynik do końca spotkania nie uległ już zmianie i ostatecznie brzmiał 3:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)