Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 5 Liga
Pojedynek pomiędzy Bartolini Pasta, a FC Melange był bardzo istotny w kontekście walki o utrzymanie. Goście tracili do rywali 3 punkty w ligowej tabeli i ewentualna porażka mogłaby znacznie przybliżyć Melanżowników do spadku. Jak się okazało, świetnie poradzili sobie z presją i z impetem weszli w to spotkanie. Już w 5 minucie wyszli na prowadzenie, gdy precyzyjnym strzałem z dystansu Tomasz Kałun zaskoczył bramkarza Bartolini. Trzy minuty później mieliśmy już 0:2 po trafieniu Łukasza Słowika, a trzecie trafienie Melanżu to już klasyczny „wielbłąd” rywala, zwieńczony samobójczym trafieniem bramkarza. Gospodarze grali nieco ospale, rywale wygrywali większość stykowych sytuacji i Bartolini zupełnie nie przypominało drużyny, która dwa tygodnie wcześniej grała jak równy z równym z Lagą Warszawa. Dopiero czwarta bramka dla gości obudziła nieco zawodników Michała Cholewińskiego, którzy przycisnęli oponenta i jeszcze w pierwszej połowie zdobyli dwie bramki doprowadzając do stanu 2:4. Ostatnie słowo w pierwszej części należało jednak do gości, którzy za sprawą Bartka Podobasa ustalili wynik do przerwy na 2:5. W drugiej połowie Melange nadal miał mecz pod kontrolą i nie dopuścił do tego, by rywal chociażby zaczął odrabiać straty. Za to sami powiększali swoją przewagę zdobywając kolejne gole. Na 2:6 podwyższył Kamil Pietrzykowski zdobywając bramkę… piętką. A dwa kolejne trafienia Bartka Podobasa ustaliły wynik na 2:8. Rezultat mógłby być nawet wyższy, ale goście nie wykorzystali m.in. rzutu karnego. Melange wygrał zasłużenie, na pewno zawodników tej drużyny może cieszyć, że po dwóch bolesnych porażkach udało się odbudować, szczególnie przy dobrej grze. Bartolini musi szukać punktów w pozostałych meczach, bo walka o utrzymanie będzie się toczyła do samego końca.
Nie lada emocji dostarczyło nam spotkanie lidera BJM Development i czwartej w tabeli Munji. Od początku obie ekipy z nastawieniem na zwycięstwo ruszyły do ataku. Jednak to gospodarze byli zabójczo skuteczni i dosłownie w dwie minuty wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Adam Rękawek i Olivier Aleksander w duecie stwarzali sporo zamieszania pod bramką rywali. Munja ożywiła się dopiero po stracie bramek, ale jej ataki długo nie przynosiły efektu. Dopiero stały fragment gry i rzut wolny dał kontaktowego gola. Kacper Drozdowicz kapitalnie przymierzył i goście wrócili do rywalizacji. Przed przerwą jednak gospodarze podwyższyli wynik i do przerwy mieliśmy rezultat 3:1. Po zmianie stron ekipa BJM Development szybko podwyższyła wynik i od stanu 5:2 wydawało się, że ma wszystko pod kontrolą. Jednak Munja nie traciła nadziei na odrobienie strat. Kolejny stały fragment dał bramkę na 5:3 a dodatkowo poważnej kontuzji doznał superstrzelec Deweloperów Olivier Aleksander. Goście nie zwalniali tempa i na niespełna pięć minut do końca doprowadzili do remisu! Końcówka niezwykle emocjonująca, gdzie Munja miała jeszcze sytuację ale to BJM Development po kontrze i znakomitym strzale Gracjana Kowalewskiego wygrywa spotkanie 6:5. Brawo dla obu zespołów za znakomite i emocjonujące widowisko. BJM wobec porażki Mikstury umacnia się na pozycji lidera. Munja nadal walczy o podium, ale w obecnej sytuacji będzie ciężko o medale w tym sezonie.
Gdyby w przypadku Junaka i Bulbezu brać pod uwagę tylko mecze z rundy wiosennej, to te ekipy zajmowałyby w tabeli naprawdę eksponowane miejsca. W poczynaniach obydwu drużyn widać dużą poprawę w zestawieniu z jesienią, co tylko nadawało dodatkowego smaczku ich bezpośredniej rywalizacji. W pierwszej części sezonu lepszy okazał się Junak i teraz również to ta ekipa zapisała na swoje konto trzy punkty. Jednak trochę potrwało, zanim poznaliśmy zwycięzcę tej potyczki. Bo długo to był wyrównany mecz, toczony na zasadzie, że gdy jedna drużyna zdobywała bramkę, to druga natychmiast odpowiadała. Taki stan rzeczy utrzymywał się do wyniku 4:4. To właśnie wtedy Kamilowi Bieńkowskiemu, a więc golkiperowi BTB przytrafiła się niefortunna interwencja. W dość prostej sytuacji piłka przeleciała mu między nogami, a ponieważ była to już końcówka spotkania, to Bulbez musiał zaryzykować, co spotkało się z przyjęciem przez niego kolejnej bramki i mecz, który równie dobrze mógł się skończyć remisem, padł łupem graczy Krzyśka Krzewińskiego. Ale według nas Junak był tutaj minimalnie lepszy. A przede wszystkim posiadał w swoim składzie Pawła Groszkowskiego, który maczał palce przy aż czterech golach dla swojej ekipy i gdyby nie on, to wynik byłby pewnie odwrotny. Po stronie Bulbezu trochę zabrakło nam akcentów ofensywnych. Olivier Wójcik zupełnie nie przypominał samego siebie z poprzednich kolejek, Marcina Tarasa również znamy z lepszych występów. Nie było więc kogoś, kto rozerwałby defensywę Junaka, a po drugiej stronie boiska taką różnicę robił właśnie wspomniany Paweł Groszkowski. Tym samym Junak ma w tym momencie już pięć punktów przewagi nad strefą spadkową i z taką dyspozycją nie ma opcji, by uwikłał się w walkę o utrzymanie. Bulbez ma identyczny bufor nad miejscami zagrożonymi relegacją, tyle że nie to było celem na ten sezon, zwłaszcza po świetnym początku rundy wiosennej. Miała być bowiem walka o medale, ale o tych trzeba będzie pomyśleć już w kolejnym sezonie.
Mecz pomiędzy Lagą Warszawa, a Miksturą był kluczowy dla układu podium w 5 lidze. Gospodarze mieli 3 punkty straty do rywala i to Laga była pod większą presją, bo w przypadku porażki mogłaby już nie dogonić przeciwnika w tabeli. Początek spotkania był dość wyrównany z lekkim wskazaniem na team klanu Jochemskich i wydawało się, że to raczej ten zespół wkrótce obejmie prowadzenie. Jednak to gospodarze otworzyli wynik za sprawą Daniela Kielaka, który potrzebował zaledwie kilku sekund od wejścia na boisko, by skierować piłkę do siatki. Zdecydowanie ten zawodnik wniósł sporo ożywienia w działania ofensywne Lagi, która zaczęła łapać wiatr w żagle. Mikstura nie chciała pozostawać dłużna i również śmiało atakowała, dzięki czemu byliśmy świadkami dobrego, otwartego spotkania. Pomimo tego w pierwszej części zobaczyliśmy jeszcze tylko jedną bramkę autorstwa Wojciecha Burasia i po 25 minutach Laga prowadziła 2:0. Druga część zaczęła się po myśli Mikstury, która szybko złapała kontakt z rywalem po trafieniu Szymona Kolasy. Któż by się wtedy spodziewał, że mecz zakończy się tak jednostronnym wynikiem. Od tego momentu bowiem seryjnie do siatki zaczęli trafiać gospodarze, a goście długo nie mogli znaleźć sposobu na pokonanie dobrze tego dnia dysponowanego Antoniego Dudy. Swoją drogą bramkarz Lagi nie raz i nie dwa w świetnym stylu bronił strzały swoich oponentów. Natomiast każdy kolejny gol rywala spuszczał powietrze z zawodników Mikstury, a prym w tym wiódł Daniel Kielak, który zakończył spotkanie z dorobkiem 4 bramek i dwóch asyst. Mikstura trafiła w tym meczu jeszcze dwukrotnie: na 8:2 i ustalając wynik meczu na 10:3. Tak wysoka wygrana Lagi jest swego rodzaju zaskoczeniem, bo mimo wszystko, nawet po pierwszej części, spodziewaliśmy się bardziej wyrównanej rywalizacji. Nie mniej jednak Laga zasłużenie wygrała, będąc drużyną o wiele skuteczniejszą. Nie wiemy co się stało z Miksturą po przerwie, ale ta niedyspozycja może ich kosztować nawet srebrne medale.
Obie ekipy w piątej lidze plasują się na dole tabeli i dlatego bezpośredni mecz miał istotne znaczenie w kontekście pozostania w walce o utrzymanie. Mając więc świadomość rangi tej potyczki tego starały się jak najszybciej osiągnąć przewagę. Niestety pierwsza faza meczu była trochę nerwowa i dochodziło do ciągłych wymian zdań, a zespoły zamiast koncentrować się na grze dużo ze sobą rozmawiały niekoniecznie w sposób przyjemny dla ucha. W końcu doszło do małego zwarcia i sędzia wreszcie wyciągnął kartki, temperując nieco rozgrzane głowy zawodników. Sante w końcu otworzyło wynik i szybko poszło za ciosem. Z rzutu karnego bramkę zdobył Piotr Kowalski i wydawało się, że spokojnie będzie kontrolować wynik spotkania. Jednak próby Sportowych Zakapiorów dały w końcu efekt i pięknym strzałem z dystansu popisał się Krzysiek Westenholz, dając kontakt swojej ekipie. Do przerwy było 2:1. Niestety jeszcze w pierwszej połowie swój udział zakończył Kamil Lepianka, który za bezmyślny faul otrzymał drugą żółtą kartkę. Po zmianie stron goście starali się wyrównać, lecz nadziewali się na kontry rywali. Przy stanie 5:2 nastąpił jednak zryw teamu Daniela Lasoty. Dwie bramki zbliżyły Zakapiorów do remisu i od stanu 5:4 w ekipie Sante zrobiło się nerwowo. Goście mieli kolejne sytuacje, ale zmarnowali niemal stuprocentowe okazje na wyrównanie. Gospodarze to wykorzystali i skontrowali rywali. Końcówka to już popis strzelecki Michała Aleksandrowicza, który podawał, strzelał i praktycznie przesądził o wyniku spotkania. Ostatecznie skończyło się na 9:5.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)