Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 5 Liga
Czy można przegrać (zdaje się) wygrany mecz? Otóż tak, a przykładem dla tej jakże śmiałej tezy, jest przebieg pojedynku pomiędzy Sportowymi Zakapiorami, a Bartolini Pastą. Zacznijmy jednak od początku… W spotkaniu szesnastej kolejki, w piątej lidze stanęły naprzeciwko siebie ekipy zajmujące (odpowiednio) siódmą oraz ostatnią (dziesiątą) lokatę. Z tego powodu, mogliśmy się spodziewać nie lada emocji, ponieważ w przypadku porażki zarówno jednych, jak i drugich, skutki takiego zdarzenia mogły być już nieodwracalne w ujęciu finalnej pozycji. Strzelanie rozpoczęła „czerwona latarnia ligi”, która dzięki składnej i drużynowej grze, objęła prowadzenie. W zasadzie cała pierwsza odsłona tego widowiska należała do gości, którzy skutecznie podwyższali swoją przewagę nad rywalem, aż do stanu 1:3. W tym momencie, kiedy to zdawało się, że nic nie może pokrzyżować i zablokować ich drogi do finalnego sukcesu, cały misterny plan legł w gruzach. Co prawda Zakapiory rozpoczęły drugie dwadzieścia pięć minut trafieniem, ale później było już tylko gorzej. Kolejne trafienia spadały na zawodników w białych strojach, jak gromy z jasnego nieba. W ich szeregi wdało się rozluźnienie, następnie przemienione w drobną panikę. To właśnie dzięki tym aspektom, rywale zdołali odnieść nad nimi cenne zwycięstwo. Nie było to jednak dla nich łatwe, ponieważ w finalnym rozrachunku pokonali swoich przeciwników zaledwie jednym trafieniem.
Walczący o ligowy byt FC Melange podejmował Junaka, który jest ostatnio w doskonałej formie i zamierzał to udowodnić w meczu z zawsze groźną drużyną z Bielan. Już w 5 minucie Junak wyszedł na prowadzenie, najlepszy asystent w lidze jeśli weźmiemy pod uwagę bramkarzy, czyli Andrzej Groszkowski w swoim stylu posłał dalekie, dokładne podanie do Saula Greena, który pokonał bramkarza rywali. Po chwili Saul po raz kolejny zapisał się w ligowych statystykach, tym razem asystując przy bramce Pawła Groszkowskiego. Następna akcja znów przyniosła bramkę dla Junaka, tym razem strzelcem gola został Aleksy Sałajczyk. FC Melange miał swoje sytuacje, byli blisko zdobycia bramki, ale cały czas brakowało albo koncentracji, albo dokładnego wykończenia. Dopiero w 16 minucie niemal nieomylny Bartłomiej Podobas zamienił rzut karny na bramkę, ale Junak zareagował dość szybko i Aleksy Sałajczyk drugi raz wpisał się na listę strzelców. Końcowe minuty pierwszej części spotkania należały do ekipy z Bielan, najpierw Łukasz Słowik zamienił podanie Kamila Marciniaka na bramkę, a chwilę przed ostatnim gwizdkiem sędziego kapitalną bramkę uderzeniem z dystansu zdobył Tomasz Kałun. Do przerwy Junak prowadził 6-3. W drugiej połowie obraz gry znacząco się nie zmienił, obie ekipy stwarzały sobie sporo sytuacji, z których padało sporo bramek. Szanse na złapanie kontaktu miał Melange, ale niemal nieomylny Bartek Podobas, który wcześniej wykorzystał jeden rzut karny, za drugim razem nie dał rady zwieść Andrzeja Groszkowskiego, który obronił strzał Bartka. Junak to spotkanie wygrał 11-8 i cały czas walczy o zajęcia 4 miejsca w tabeli, natomiast Melange wciąż musi walczyć o punkty, chociaż może być o nie ciężko, bo najpierw mecz z Munją, która nie będzie chciała oddać 4 miejsca w tabeli, a na koniec sezonu starcie z walczącą o drugą lokatę Miksturą.
Munja nie miała ostatnio szczęścia. Ten zespół notował do niedzieli passę trzech porażek z rzędu, gdzie każda z nich była na poziomie jednej bramki. To niestety spowodowało, że ta ekipa przestała się liczyć w walce o medale, co jednak nie zmieniało jej nastawienia i przeciwko Sante chciała wrócić na zwycięską ścieżkę. Ich rywale to drużyna którą ciężko rozgryźć. Potrafi bowiem ograć do zera lidera swojej klasy rozgrywkowej, by też do zera przegrać choćby z będącym tuż nad strefą spadkową Bartolini Pasta. Zastanawialiśmy się, jaka tym razem wersja Sante zostanie wylosowana, chociaż zapowiadało się nieźle, bo skład był bardzo szeroki, czego z kolei bardzo brakowało w obozie rywali, bo tutaj nie było ani jednego rezerwowego. To powodowało, że Munja musiała przez cały mecz grać na trybie ekonomicznym, a przynajmniej taki był plan. Tyle że sprawy szybko się skomplikowały, bo to Sante wyrobiło sobie tutaj dwubramkową przewagę. Wydawało się, że teraz wystarczy zminimalizować ilość błędów i ten mecz ekipa braci Kowalskich po prostu dowiezie do ostatniego gwizdka. Tyle że nagle coś się w tym zespole zacięło. Z drużyny, która nie grała może wielkiej piłki, ale konsekwentnie dążyła do celu, jakby uleciało powietrze. I wykorzystał to oponent, który najpierw zdobył bramkę kontaktową, a potem po pięknym strzale Andrzeja Denisova wyrównał. Munja poszła zresztą za ciosem i za chwilę mieliśmy już 3:2, a potem zespół Sante sam utrudnił sobie zadanie, gdy żółtą kartkę obejrzał Adam Lewandowski. Rywale perfekcyjnie wykorzystali przewagę liczebną i w okresie, gdy mieli jednego zawodnika więcej, zdobyli dwie bramki, dając sobie bezpieczne prowadzenie 5:2. Sante próbowało jeszcze wrócić do gry, udało się nawet zainkasować trafienie zmniejszające nieco dystans, lecz był to tylko łabędzi śpiew w wykonaniu tej ekipy. Po fatalnej drugiej połowie, Sante przegrało z Munją 4:6 i w ten sposób pogrzebało swoją szansę na pozostanie w 5.lidze. Takiego meczu na pewno bardzo szkoda, bo trudno sobie wyobrazić lepsze okoliczności do zwycięstwa, niż rywal grający bez zmian i prowadzenie 2:0. Niestety tym razem nawet to nie wystarczyło. Brawa z kolei należą się triumfatorom. Mimo, że okoliczności nie sprzyjały, ta drużyna grała bardzo konsekwentnie, umiejętnie wykorzystywała swoje okazje i ze stylu w jakim odrobiła straty i wygrała mecz może być zadowolona. Warto w tym miejscu pochwalić przede wszystkim Roberta Rzącę, który pracował na całej długości i szerokości boiska i był jednym z głównych architektów tego sukcesu. Choć tak naprawdę każdemu z zawodników tej ekipy należą się ciepłe słowa, bo tylko wspólnymi siłami można było doprowadzić ten mecz do szczęśliwego zakończenia.
Pojedynek na szczycie 5 ligi toczył się w bardzo szybkim tempie i nie zawiódł naszych oczekiwań. Mikstura podejmowała tego dnia BJM Development i musimy przyznać, że byliśmy zaskoczeni, jak dobrze gracze Mikstury wyglądali na murawie naszej areny na AWF. Przede wszystkim bardzo nam się podobało rozegranie piłki, akcje były szybkie i kombinacyjne, a jedynie skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Można było odnieść wrażenie, że przez pierwsze 15 minut grała w piłkę głównie Mikstura, a… to BJM wyszedł na prowadzenie. Adam Rękawek przejął piłkę po błędzie obrońcy gospodarzy i wpakował futbolówkę do siatki. Po kilku minutach odpowiedział Kamil Sygitowicz, ale BJM nie zamierzał odpuszczać i do przerwy po bramkach Jarmakowskiego i Pawlickiego, prowadził 3:1. Druga połowa rozpoczęła się ponownie od ataków Mikstury, która próbowała ze wszystkich sił strzelić bramkę. Udało się to za sprawą Rafała Jochemskiego i Mikstura złapała kontakt w tym spotkaniu. Niestety, okazało się, że to za mało, bo następne trzy bramki zdobyli gracze BJM i stało się jasne, że w tym dniu to goście będą lepsi. Co prawda Mikstura walczyła do końca, zdobyła jeszcze trzy gole, ale goście dołożyli jedną i ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 7:5 dla BJM. Goście mają zapewnione mistrzostwo 5 ligi, a Mikstura musi w dalszym ciągu walczyć, żeby wyprzedzić Lagę Warszawa.
W spotkaniu Bulbezu z Lagą Warszawa spodziewaliśmy się tego, że wicelider tabeli wykorzysta potknięcie Mikstury i ucieknie w ligowej tabeli na trzy punkty. Bulbez w tym sezonie walczy już tylko o jak najwyższe miejsce w tabeli, bo w 5 lidze znamy już medalistów. Okazało się jednak, że to zupełnie nie przeszkadza Bulbezowi, który co prawda rozpoczął spotkanie od wyniku 0:1, ale po 3 minutach wyszedł na prowadzenie 2:1. To jednak nie podłamało Lagersów, którzy doprowadzili do wyrównania, a konkretnie uczynił to Julian Wzorek. Do końca pierwszej połowy drużyny wymieniały się ciosami, ale ostateczny zadał Marcin Taras i to gospodarze schodzili na przerwę prowadząc 4:3. Swoją drogą, należy wspomnieć, że Bulbez grał w tym meczu w 7, co dodatkowo potwierdza, że ich forma była naprawdę wysoka. Laga również miała skromny jak na siebie skład i być może to zadecydowało, że druga połowa poszła im znacznie gorzej. Prym wśród graczy gospodarzy wiódł MVP tej kolejki w 5 lidze – Marcin Taras, który strzelał, odbierał piłki i bardzo dobrze rozgrywał, a jego drużyna miała z niego sporo pociechy. Ostatecznie Bulbez wygrał z Lagą aż 9:4, co sprawiło, że w czubie tabeli nie doszło do żadnych zmian, a Lagersom nie udało się uciec Miksturze. Zwycięzcom gratulujemy, bo zasłużyli na ogromne pochwały, za tak dojrzały futbol.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)