Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 1 Liga
Zjednoczona Ochota przystępując do meczu z Mixamatorem musiała mieć z tyłu głowy, że porażka w tym meczu może sprawić, że na dłużej zadomowią się w strefie spadkowej. Mixy z kolei musiały myśleć o tym, żeby nie pozwolić się zbliżyć do siebie rywalom z Ochoty. Mecz zapowiadał się ciekawie i taki był. Zjednoczona Ochota ruszyła na swoich rywali, tak jak można było się tego spodziewać. Szaleńcze ataki pozwoliły wyjść na prowadzenie po bramce Krystiana Kołodziejskiego, następnie ten sam zawodnik wykorzystał duży błąd obrońców gości i skierował piłkę do pustej bramki. Obecny na trybunach boiska przy Marymonckiej Michał Fijołek podpowiadał swoim kolegom z zespołu co należy poprawić, żeby móc odwrócić losy spotkania. Poskutkowało to bramką Mikołaja Prybińskiego, ale już po kilku minutach Krystian Kołodziejski skompletował hat-tricka i Ochota znów wyszła na dwubramkowe prowadzenie, które utrzymała do końca pierwszej połowy. W przerwie raczej nikt się nie spodziewał, że tak ofensywnie grająca drużyna gospodarzy nie zdobędzie więcej bramek w tym meczu. Mixamator z kolei ruszył w podróż po 3 punkty, a kapitanem na boisku prowadzącym ten okręt bez dwóch zdań został Mikołaj Prybiński. Najpierw do bramki dorzucił asystę przy bramce Kamila Krupy, następnie sam dołożył 3 bramki i goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie, a jak weźmiemy pod uwagę, że cały popis napastnika Mixów trwał między 41 a 46 minutą to stało się jasne, że do końcowego sukcesu już dużo nie brakuje. Tak też się stało, Zjednoczona Ochota przegrała z... Mikołajem Prybińskim, który bez dwóch zdań po tym meczu został zasłużenie wybranym MVP całej 1 ligi.
W 1 lidze naprzeciw siebie stanęły dwie sąsiadujące ze sobą w tabeli zespoły Explo Team oraz Contra. Obie ekipy bardzo dobrze rozpoczęły sezon i po trzech kolejkach zajmowały odpowiednio trzecią i czwartą lokatę, a to zwiastowało bardzo ciekawy pojedynek. Już od początku mecz stał na bardzo wysokim poziomie, wyszkolenie techniczne zawodników oraz wypracowane schematy zapowiadały wielkie widowisko. Pierwsi na prowadzenie wychodzą goście, bramkę na 0:1 po bezpośrednim strzale z rzutu rożnego zdobywa Dawid Biela. Chwilę później drużyna Explo Team doprowadza do remisu, po kolejnym błędzie bramkarza Dominik Szarpak doprowadza do remisu. W grze obu ekip widać było sporo schematów taktycznych i wypracowanych stałych fragmentów gry. Po kolejnym rzucie rożnym goście ponownie obejmują prowadzenie, tym razem piłkę do bramki kieruje Radosław Parszewski i mamy 1:2. Jeszcze przed przerwą Contra podwyższa prowadzenie, po stracie piłki w środku pola bramkę na 1:3 zdobywa Dawid Biela. Druga odsłona meczu to prawdziwe widowisko, zmotywowana ekipa gospodarzy szybko kolekcjonuje dwa gole i ponownie mamy remis. Kolejne minuty tego spotkania upływały już pod dyktando gospodarzy, wydawało się, że to oni zachowali więcej sił w tej części spotkania. W kolejnych minutach Explo Team wykorzystuje wszystkie błędy rywala i dość szybko zdobywa trzy trafienia a na tablicy wyników mieliśmy już 6:3. Gospodarzy utrzymując taki rezultat cofnęli się nieco do obrony i przyjmowali gości na swojej połowie licząc na szybkie kontry. Niestety taka taktyka nie sprawdziła się i w 37 minucie goście strzelają bramkę na 6:4. Trzy minuty później mieliśmy już 6:5, piłka dość niefortunnie odbiła się od obrońcy i po bramce samobójczej Contra łapie kontakt z ekipą gospodarzy. Ostatnie dziesięć minut meczu to pokaz piłkarskich umiejętności. Piękne, składne akcje, twarda, męska gra w obronie ale przede wszystkim szacunek do przeciwnika. Kiedy wszyscy myśleli, że wynik meczu już się nie zmieni Tomasz Łokietek popisuje się mocnym i precyzyjnym strzałem przy słupku i dzięki temu doprowadza do remisu 6:6. Chwilę później sędzia odgwizduje koniec meczu i obie ekipy dzielą się punktami. Jesteśmy pewni, że z taką grą jedni i drudzy będą do końca rywalizować o najwyższe cele w 1 lidze.
W pierwszej lidze byliśmy świadkami pojedynku dwóch Ukraińskich ekip. Na arenie AWF-u FC Otamany podejmowały zawsze groźną ekipę FC Almaz. Faworytem meczu byli gospodarze, którzy w tym sezonie prezentują się znakomicie i z kompletem punktów prowadzą w tabeli 1.ligi. Spotkanie lepiej rozpoczęli zawodnicy gospodarzy, którzy już w 4 minucie obejmują prowadzenie. Gola na 1:0 zdobył Yegor Boiko. W kolejnych minutach na boisku widzieliśmy głównie walkę w środku pola. Spotkanie rozgrywane było w sportowej atmosferze, jednak zawodnicy obu ekip walczyli o każdą piłkę, nie odstawiając nogi nawet na chwilę. Na kolejne bramki w pierwszej połowie musieliśmy czekać praktycznie do końca tej części spotkania. Bramkę na 2:0 zdobył Yakovenko, dokładając tylko nogę przy podaniu z rzutu rożnego. Kolejna minuta i kolejny gol, tym razem to goście zdobywają swoją pierwszą bramkę, a autorem gola jest Ilya Varabei. W końcowych sekundach pierwszej części wynik podwyższa Didenko i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:1. Drugą odsłonę ponownie lepiej zaczynają Otamany, po bezpośrednim podaniu z rzutu z autu swoją drugą bramkę zdobywa Yakovenko. Na tego gola zawodnicy FC Almaz błyskawicznie odpowiadają bramką Yevhena Syrotenki i mamy 4:2. Spotkanie w tej części rywalizacji również było bardzo emocjonujące a, bramki padały po obu stronach. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali gospodarze i zdobyli kolejno gole na 5:3 oraz 6:3. Pomimo, że ostatnie słowo należało do gości i to oni zdobywają bramkę w ostatniej minucie meczu to na więcej zabrakło już czasu. Po bardzo zaciętym i ciekawym spotkaniu 6:4 wygrywają FC Otamany i z kompletem czterech wygranych przewodzą w tabeli zaplecza Ekstraklasy.
Pojedynek pomiędzy zespołami Green Lantern oraz Narodowego Śródmieścia było spotkaniem o pierwsze punkty w tym sezonie. Obydwie drużyny od falstartu rozpoczęły rozgrywki i po trzech kolejkach nie zdołały otworzyć swojego dorobku punktowego. Od początku mecz był toczony na dużej intensywności, jednak mimo kilku dobrych sytuacji bramkowych żadna z drużyn nie potrafiła pokonać bramkarza rywali. Pierwszą skuteczną akcję przeprowadzili goście, a konkretniej Arkadiusz Kibler, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Gospodarze nie zdążyli się otrząsnąć po stracie bramki a już dostali drugi cios. Stracone dwa gole spowodowały w drużynie gospodarzy dużą nerwowość i niepotrzebne kłótnie, których efektem była stracona pod koniec pierwszej połowy kolejna bramka. Na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 0-3. Warto zaznaczyć, że w pierwszej części zawodnicy Green Lantern nie byli w stanie groźniej zagrozić bramce rywali. Na początku drugiej goście ponownie dwukrotnie pokonali bramkarza przeciwników i losy meczu były już praktycznie przesądzone. Od tego momentu zawodnicy Narodowego Śródmieścia rozluźnili szyki obronne, dzięki czemu mecz się trochę wyrównał. Zawodnicy gospodarzy zdołali trzykrotnie pokonać golkipera rywali, jednak na te bramki dwukrotnie odpowiedzieli zawodnicy Marka Szklennika. Mecz zakończył się pewnym zwycięstwem Narodowego Śródmieścia, którzy zdobyli pierwsze punkty w sezonie. Zawodnicy Green Lantern pomimo dobrej postawy w drugiej części meczu kolejny raz schodzą z boiska bez zdobycia choćby punktu.
Warszawska Ferajna przystąpiła do tego meczu osłabiona brakiem swojego kapitana, Kacpra Domańskiego. Warsaw Bandziors po zeszłotygodniowym, rzadko spotykanym 0-0 mieli w planach wrócić na zwycięską ścieżkę. Bandziory w odróżnieniu do meczu sprzed tygodnia nie kazały zbyt długo czekać na pierwszą bramkę. Już w 2 minucie spotkania swój show rozpoczął Maciej Kiełpsz, który pewnym strzałem pokonał bramkarza rywali. Po pierwszej bramce zdobytej przez gości nastąpiło kilkanaście minut bardziej wyrachowanej gry jednych i drugich, aż w końcu Adrian Dembiński doprowadził do wyrównania. Na kolejne bramki musieliśmy czekać aż do ostatnich 5 minut pierwszej połowy, ale zawodnicy wynagrodzili nam tę posuchę strzelecką zdobywając w tym czasie aż 4 bramki. Za sprawą Patryka Gregorczuka Ferajna wyszła na prowadzenie, po czym... nastąpił swojego rodzaju kataklizm. Warsaw Bandziors miał w swoich szeregach Macieja Kiełpsza, który w odstępie kilku minut do swojej bramki z początku spotkania, dorzucił jeszcze hat-tricka pozwalając swojemu zespołowi cieszyć się z prowadzenia 4-2 do przerwy. Druga połowa już nie dostarczyła nam tylu wrażeń co pierwsze 25 minut. Bandziory kontrolowały grę, raz za razem stwarzając sobie kolejne dogodne sytuacje strzeleckie. Oczywiście Warszawska Ferajna starała się odgryzać swoim rywalom, jednak na wiele ich nie było stać. Mecz zakończył się rezultatem 9-5 i Warsaw Bandziors wrócili na właściwe tory, nie dając odskoczyć rywalom w ligowej tabeli. Ferajna pozostawiła po sobie dobre wrażenie i na pewno każdy rywal w tej lidze będzie musiał liczyć się z Kacprem Domańskim i jego zawodnikami.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)