Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 10 Liga
Teoretycznie faworytem spotkania pomiędzy FC Alliance, a Borowikami II byli wyżej postawieni w tabeli gospodarze, jednak bez braci Shyla w składzie ekipa z Ukrainy nie gra aż tak efektownie, co stawiało ich rywali w roli groźnego rywala, zwłaszcza, że „Grzybki" stawiły się bardzo licznie. Od pierwszych minut w szeregach gości bardzo dobrze prezentował się Kamil Janasz. Dynamiczny, zwrotny i dobrze zorientowany na boisku zawodnik z dobrze ułożoną lewą nogą bardzo często nękał bramkarza „Aliantów". Przyniosło to efekt dość szybko, gdyż w okolicach piątej minuty płaski strzał Kamila Janasza otworzył wynik spotkania. Kilka chwil później wcielił się on w rolę asystenta, gdy do jego celnego podania dopadł Piotrek Kucharski, podwyższając na 0:2. Absolutnym majstersztykiem w pierwszej części spotkania okazał się rzut rożny wykonany przez Michała Rzeczkowskiego. Piłka po jego dośrodkowaniu odbiła się od pleców golkipera drużyny przeciwnej i wpadła do siatki, ustalając wynik pierwszej odsłony na 0:3. Druga połowa zaczęła się bardzo obiecująco dla gospodarzy, a także dla intensywności emocji w tym starciu, gdyż już po dwóch minutach do bramki Borowików trafił Viktor Voloshyn, który wykorzystał złe ustawienie Dominika Trzaskowskiego i przelobował go, zdobywając premierową bramkę dla FC Alliance. Kolejna zdobycz bramkowa dla Ukraińców to spora pomoc obrońcy gospodarzy, który przy próbie wybicia piłki z pola karnego skierował ją do własnej bramki i mieliśmy już tylko 2:3. „Alianci" napierali i mieli przez długi czas inicjatywę, jednak fenomenalnie między słupkami spisywał się Dominik Trzaskowski, który odkupił z nawiązką swój błąd przy bramce straconej lobem. Swój wysoki bieg w ataku wrzucił natomiast Michał Rzeczkowski, który najpierw podwyższył na 2:4, a następnie wykreował świetną okazję dla Krzyśka Strzelca, a ten pewnie podwyższył na 2:5. Gospodarze próbowali odrabiać straty i skrócili nieco dystans za sprawą gola Maksyma Borodina (3:5). Zrobiło się ekstremalnie ciekawie, gdy gola na 4:5 zdobył Oleksiv Stefanovich, a FC Alliance zobaczyło na horyzoncie szanse na punkty w tym meczu. Jednak ostatnie słowo należało do „Grzybków", kiedy to Kamil Janasz świetnie wykończył akcję po podaniu Łukasza Krewko, ustalając wynik zawodów na 4:6. Borowiki dzięki zwycięstwu powiększyły przewagę nad dolną częścią tabeli i dalej walczą o miejsca na podium !
W niedzielne słoneczne południe zespół rezerw Awantury Warszawa mierzył się z FC Warsaw Wilanów. Faworytem tego spotkania byli Gospodarze, którzy celują w strefę medalową na koniec sezonu. Natomiast Goście w poprzedniej kolejce pokazali, że umieją sprawić niespodziankę i stawić czoła silniejszemu od siebie rywalowi. Od pierwszych minut mecz był bardzo otwarty. Zarówno pierwsza jak i druga ekipa szukała okazji do wyjścia na prowadzenie. Ta sztuka udała się Danielowi Szadkowskiemu, który swoim trafieniem zapewnił trochę spokoju w szeregach Awantury. Nie trwał on jednak długo, bo Kuba Świtalski oddając techniczny strzał z rzutu wolnego umieścił piłkę w siatce i doprowadził do wyrównania. Kilka minut później Szadkowski ponownie wyprowadził Gospodarzy na prowadzenie. Tuż przed końcem pierwszej połowy Sebastian Dydecki oddał mocny strzał bliżej krótszego słupka i podwyższył prowadzenie na 3:1. Druga odsłona spotkania rozpoczęła się bardzo dobrze dla Awantury, która zdążyła szybko powiększyć przewagę. Niestety była ona przyczyną rozluźnienia się zawodników Gospodarzy, co też skrzętnie wykorzystał rywal i po dwóch szybkich trafieniach obie drużyny dzieliła tylko jedna bramka. Wtedy sprawy w swoje nogi wziął Dydecki notując serię czterech goli pod rząd. Przez tego zawodnika przechodziła każda akcja, po której padała bramka. Był on jedną z kluczowych postaci Gospodarzy w tym spotkaniu. Goście do ostatnich minut mieli ambicję do odrobienia strat, ale zabrakło już sił oraz jakości. Natomiast ich determinacja pozwoliła jeszcze dwukrotnie pokonać golkipera rywala przed końcowym gwizdkiem. Warto podkreślić, że Kuba Świtalski w tym spotkaniu oba swoje trafienia zdobył z rzutów wolnych. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 8:5.
W minioną niedziele rozegrano trzynastą serię spotkań w ramach 10 Ligi. Na arenie Picassa, o godzinie 15:30, mierzyły się ze sobą ekipy rezerw Więcej Sprzętu Niż Talentu oraz FFK Oldboys. Drużyny znajdują się na dwóch przeciwległych biegunach tabeli, więc faworyt wydawał się być jeden. Tezę potwierdził Marcin Kosson, który otworzył wynik tego spotkania. Radość nie trwała jednak długo, a do wyrównania doprowadził Mariusz Grzybowski. Ponowną zmianę wyniku, chwilę później przyniosło natomiast trafienie Rafała Witkowskiego. Sytuacja ponownie odwróciła się już dosłownie chwilę później, kiedy to Jan Wojtyczek z Więcej Sprzętu Niż Talentu umieścił piłkę w siatce. Wynik 2:2 zakończył więc tą emocjonującą pierwszą połowę. Druga odsłona tej rywalizacji przebiegała podobnie. Dużo sytuacji strzeleckich, szybkie tempo i ogólna boiskowa jakość, były obecne podczas tego spotkania. Po przerwie prowadzenie pierwszy raz w tym meczu objęli gospodarze, wszystko za sprawą udanego rajdu ofensywnej dwójki Wojtyczek-Szlęzak. Zawodnicy gości dwoili się i troili aby wyrównać, do szczęścia brakowało im zaledwie centymetrów, w momencie gdy obili poprzeczkę. Żelazną defensywę rywali pokonał dopiero Paweł Rogalski, po podaniu od Marcina Kossona. Gdy już wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały podział punktów, do roboty wziął się Michał Szeniawski, który po podaniu od kolegi z zespołu, bezwzględnie pokonał Mariusza Kowalczyka. Drogą kronikarskiego obowiązku, rezultat tego spotkania to 4:3.
W przedmeczowych zapowiedziach postawiliśmy na znajdującą się w strefie spadkowej Predicę. Mieliśmy ku temu powody, bo gra gości w tej rundzie wyglądała całkiem nieźle i w naszej ocenie nie stali na straconej pozycji w rywalizacji z Polskim Drewnem. Początek spotkania wskazywał jednak na zupełnie inny scenariusz. Już w 3 minucie MVP poprzedniej kolejki Maciej Zarod wykorzystał rzut wolny sprzed pola karnego. Były to miłe złego początki, bo do końca pierwszej części do siatki trafiali już tylko zawodnicy Predicy. Prawdziwy popis w pierwszych 25 minutach dał Paweł Lenart. Ten zawodnik zrobił na boisku dużą różnicę, od razu było widać, że techniką i „czuciem" gry przewyższa pozostałych zawodników. W ciągu niespełna 10 minut ustrzelił hat-tricka, w tym jedną bramkę zdobył po rzucie wolnym, oraz zaliczył dwie asysty. Napędzał ataki Predicy i dużej mierze dzięki niemu do przerwy było 1:6. To również on rozpoczął strzelanie w drugiej części, gdy po indywidualnej akcji podwyższył na 1:7. Polskie Drewno przez dłuższy czas było nieskuteczne i do bramki Predicy nie chciało nic wpaść. Nawet gdy piłka zmierzała już do siatki, to jakimś cudem wybijał ją z linii zawodnik z pola. Przełamanie przyszło dopiero w 35 minucie, gdy bramkę gości odczarował Piotr Kruszyński. Na 3:7 trafił Maciej Zarod, ale Predica nie pozwoliła Polskiemu Drewnu na zbliżenie się na mniej niż cztery bramki. Do końca spotkania mieliśmy do czynienia z wymianą gol za gol, a skończyło się ostatecznie na wyniku 5:9. Gdyby gospodarze zagrali tak jak przez ostatnie 15 minut, pewnie wynik byłby lepszy, ale o końcowym rezultacie zadecydowała w dużej mierze pierwsza część tego pojedynku. Predica dzięki zwycięstwu wciąż liczy się w walce o utrzymanie i mocno zwiększyła swoje szanse na pozostanie w 10 lidze.
Meczem zamykającym zmagania 13 kolejki w 10 lidze było starcie Wolczańskich Smoków z drugim zespołem Fuszerki. Dyspozycja gości w rundzie wiosennej jest olśniewająca i z pewnością zależało im na podtrzymaniu dobrej passy. Gospodarze mimo starań zdecydowanie nie byli faworytem tego spotkania, co dało się zauważyć już od pierwszego gwizdka sędziego. Fuszerka ruszyła ze zmasowanymi atakami i tylko kwestią czasu było, jak worek z bramkami się rozwiąże. Prym w ataku gości wiódł fantastyczny Mateusz Nykiel, który swoimi szarżami nie dawał chwili wytchnienia bramkarzowi Wólczańskich Smoków. W pierwszej połowie zobaczyliśmy co prawda tylko dwa gole Fuszerki II, choć tak naprawdę mogło być ich znacznie więcej. Druga połowa to już potwierdzenie dominacji gości, ich ataki nie ustępowały na sile, do tego doszła skuteczność, której momentami brakowało w pierwszej odsłonie. Wólczańskie Smoki oczywiście robiły co mogły, by choć trochę poprawić wynik spotkania, niestety dla gospodarzy zaledwie dwie bramki w meczu to zdecydowanie zbyt mało, by myśleć o korzystnym wyniku z tak dobrze dysponowanym rywalem. Dobra forma Fuszerki znalazła już swoje odzwierciedlenie w tabeli, gdzie udało im się wskoczyć na fotel lidera, z kolei Wólczańskie Smoki są już tylko punkt nad strefa spadkową i do końca muszą drżeć o utrzymanie w lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)