Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 1 Liga
Było to starcie drużyn z przeciwległych końców tabeli, jednak skazywanie gości z góry na porażkę byłoby rażąco nierozsądne. Wprawdzie Ogień z pompą wszedł w to spotkanie i już w 2 minucie wynik otworzył Bartosz Kaczmarczyk, to po tym golu na kolejne trafienie musieliśmy czekać ponad kwadrans. A w tym czasie sporo działo się raz pod jedną, raz pod drugą bramką. Do składu Energii wrócił po kontuzji golkiper Volodymyr Slobozheniuk i pokazał, że przez te pół roku nie zapomniał swojego fachu. W gruncie rzeczy obie ekipy stwarzały sporo sytuacji strzeleckich, jednak zawodziła skuteczność. W 13 minucie Igor Petlyak obił słupek, po chwili Ogień zmarnował niemalże stuprocentową okazję, a w kolejnej akcji goście nie popisali się komunikacją i nie wykorzystali sytuacji trzech na dwóch. W 17 minucie sędzia pokazał nieco dyskusyjną żółtą kartkę obrońcy Energii i gospodarze momentalnie podwyższyli golem Konrada Kisiela. W 20 minucie bardzo sprytnym lobem nad bramkarzem popisał się Bartosz Kaczmarczyk, ale goście nie spuścili głów i jeszcze przed przerwą Aidyn Yessaly wyłożył piłkę Heorhiiowi Parnitskiemu, który zapakował futbolówkę do siatki. Ostatnie słowo należało do gospodarzy, którzy po golu Kajetana Jasińskiego schodzili do szatni z bezpiecznym prowadzeniem 4:1. Druga połowa była niejako teatrem jednego zawodnika, bo o ile w pierwszej połowie Kacper Cetlin skupił się raczej na asystowaniu kolegom, to w drugiej obudziła się w nim absolutna boiskowa bestia i napastnik Ognia zaczął strzelać gole niemalże hurtowo. Gospodarze szybko odjechali z wynikiem i dało się zauważyć, że Energii brakuje już pomysłów na przełamanie defensywy ekipy Jana Napiórkowskiego. Goście często wyprowadzali ataki całą drużyną zostawiając niekrytych napastników gospodarzy, co bardzo szybko przyniosło opłakany efekt. Kacper Cetlin rozkręcał się z minuty na minutę i zakończył to spotkanie mając na koncie aż sześć asyst oraz osiem goli! Ogień Bielany zdeklasował Energię wygrywając 16:4, a Kacper udowodnił, że z jego obecnością w składzie ta młoda ekipa urasta do głównego faworyta w wyścigu po mistrza 1 ligi.
Spotkanie to było bezdyskusyjnym szlagierem zmagań w 1 lidze. Spodziewaliśmy się walki o każdy centymetr boiska, ale raczej nikt nie przewidywał tego, że już po dwóch minutach gry Contra będzie prowadziła 0:2! Już w pierwszej akcji meczu Radosław Parszewski wykorzystał niezdecydowanie defensywy Otamanów, a chwilę później podanie Tomasza Zagórskiego. Goście zaliczyli potworny falstart, ale ekipa Olega Bortnyka szybko otrząsnęła się z początkowego szoku i zaczęła konstruować groźne ataki, a Yegor Boiko obił poprzeczkę. W 9 minucie znów zabłysnął Tomasz Zagórski, który przebił się przez obrońców po lewym skrzydle i wyłożył piłkę do niekrytego Adriana Buckiego, a ten tylko dołożył nogę i było 0:3. Po tej bramce inicjatywa przeszła wyraźnie na stronę gospodarzy, ale chłopakom brakowało klarownych sytuacji strzeleckich, a gdy już do takich dochodziło zawodziła skuteczność. Contra nastawiła się na ciasną i dynamiczną obronę z doskokiem przeciwnika i była to dobra taktyka, bo Otamany rozbijały się o blok defensywny, a w 20 minucie z kontratakiem wyszedł Adrian Giżyński, który podał do Michała Raciborskiego i kapitan Contry podwyższył na 0:4. W końcówce pierwszej połowy Otamany nieco przyspieszyły tempo i w 22 minucie przyszło przełamanie – Dmytro Arterchuk dobił strzałem z ostrego kąta, a już minutę później Maks Kondarevych popisał się celnym strzałem i przewaga gości stopniała do tylko dwóch oczek. W drugiej połowie Otamany z początku dyktowały warunki na boisku i atakował coraz groźniej, ale Contra mądrze i ofiarnie broniła się przed stratą bramki. W 34 minucie Tomasz Zagórski zmuszony był przerwać akcję przeciwnika, za co został ukarany żółtym kartonikiem. Otamany zamknęły Contrę w hokejowym zamku i na 3:4 trafił Vitalii Yakovenko. Po wyrównaniu się składów gospodarze wciąż byli w natarciu, ale jedna akcja wystarczyła Contrze, aby odzyskać dwubramkową przewagę, a hat tricka zaliczył Radosław Parszewski. Otamany odpowiedziały trafieniem Yegora Boiko, goście zripostowali trafieniem Jakuba Dąbrowskiego, a na dwie minuty przed końcem meczu było 5:6 po golu Maksa Kondarevycha. Wydawało się, że remis jest w zasięgu Otamanów, ale tutaj na scenę wkroczył talent i doświadczenie Maćka Miękiny, który gościnnie wystąpił w bramce Contry. W samej końcówce doświadczony golkiper popisał się dwoma kluczowymi paradami – najpierw wyszedł obronną ręką z niemalże stuprocentowej sytuacji strzeleckiej, a następnie odbił strzał z ostrego kąta. Gospodarzom zwyczajnie zabrakło czasu i mecz zakończył się zwycięstwem Contry, ale obu ekipom należą się brawa za rozegranie świetnych zawodów i walkę do ostatniego gwizdka.
W 1 lidze drużyna FC Prykarpattia na fali wznoszącej podejmowała będącą w strefie spadkowej ekipę Brygadę Progress. Kolejka rozgrywana wyjątkowo we wtorek okazała się szczęśliwa dla gospodarzy, którzy zdeklasowali swoich rywali aż 13-8. Zawodnicy gości stawili się na to spotkanie tylko w sześciu zawodników i było jasne, że kluczowa w tym meczu będzie kondycja. Brygadziści starali się od początku narzucić swoje warunki i tempo gry. Efektem tego była fenomenalna wręcz forma napastnika gości Franciszka Masnego. Napastnik Progresu rozmontował defensywę rywali w ekspresowym tempie dając tym samym dwubramkowe prowadzenie. Po stracie dwóch bramek, do odrabiania strat wzięli się gospodarze. Szybkie i składne akcje zawodników Prykarpatti dały błyskawiczny efekt, bo już za chwilę na tablicy wyników był remis 2-2. Do końca pierwszej połowy widzieliśmy głównie walkę o środek pola a bramki padały raz po jednej, raz po drugie stronie. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3-4. Po zmianie stron zdecydowaną przewagę na boisku mieli gospodarze. Zaczęli mądrze rozgrywać i wykorzystywać wszystkie błędy rywali. W drużynie faworytów brylował Arsen Oleksiv, który najpierw wyrównał a potem wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W wyniku upału i braków kadrowych zawodnicy Brygady Progres nie biegali już tak żwawo i często nie wracali do obrony. W drugiej odsłonie gospodarze obnażyli wszystkie słabości rywali i w końcówce prowadzili już nawet pięcioma bramkami. Przeciwnicy nie odpuszczali do końca - próbując zminimalizować rozmiary porażki. Niestety ta sztuka im się nie udała i spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 13-8.







)
)
)
)
)
)