Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 10 Liga
Przy akompaniamencie mroźnej pogody 11. kolejka w 10. lidze rozpoczęła się od meczu między zespołami, które w tabeli dzieliło aż piętnaście punktów – mieliśmy więc spotkanie z serii takich, które faworyt po prostu musi wygrać, najlepiej wysoko i bez kontuzji. A że Galeon na starcie rundy wiosennej potknął się, gubiąc przecież punkty z inną drużyną strefy spadkowej, ASAP Vegas FC, to miejsca na kolejną wpadkę najzwyczajniej w świecie być nie mogło. Podopieczni Magnusa Michalskiego zaczęli zatem z wysokiego C – nie minęła nawet minuta, a po świetnym wykopie bramkarskim piłka trafiła pod nogi Mishy Lishtwana, który płaskim dośrodkowaniem z linii końcowej obsłużył Ivana Rudyiego.
Gracze Gorillaz z niecierpliwością próbowali doprowadzić do wyrównania, lecz w kluczowych momentach brakowało im precyzji i spokoju, które cechowały gospodarzy. Długotrwałe utrzymywanie się przy piłce i atak pozycyjny w wykonaniu piłkarzy Galeonu coraz mocniej męczył gości, którzy na domiar złego stawili się na mecz bez ani jednego rezerwowego. W 11. minucie z bocznego sektora boiska na 2:0 podwyższył Adam Strobel, przyjmując piłkę po rzucie z autu Górskiego, lecz dwubramkowe prowadzenie gospodarzy szybko zmniejszył Julek Radziszewski, wykorzystując nieudane wybicie obrońcy Galeonu.
Zawodnicy w pasiastych koszulkach wciąż jednak skrupulatnie realizowali założenia swojego menadżera, co pozwoliło im całkowicie zdominować pozostałą część pierwszej odsłony zmagań i zdobyć jeszcze trzy bramki: najpierw dostaliśmy kolejną akcję Górski – Strobel, następnie z dystansu znakomicie przymierzył Małażewski, a na koniec po błyskawicznej kontrze piłkę dośrodkowaną przez Pokrzywnickiego „wturlał” między nogami bramkarza Ivan Rudyi.
Na drugą połowę Essing Gorillaz niestety nie mogli wyjść w komplecie – doszedł im problem z kostką Mikołaja Płatka i spotkanie to byli zmuszeni kończyć w osłabieniu. W tym momencie goście zostali już pozbawieni jakichkolwiek złudzeń, bo mający przewagę liczebną Galeon nieustannie prowadził zmasowane ataki na bramkę Marka Kurzelewskiego, zmuszając ich do błędów i dokładając kolejne trafienia. Po dziewięciu minutach tablica wyników pokazywała już 8:1, a z kolejnych trzech bramek cieszył się Strobel. Choć pochwały dla zawodników ofensywnych przy takich wynikach są już standardem, to należy tu wyróżnić także graczy takich jak Górski czy Szczypiorski, bez których rozgrywanie piłki od tyłu nie wyglądałoby tak imponująco.
Hiszpański Galeon nie zamierzał zwalniać – poszczególni zawodnicy bili już rekordy swoich statystyk z tego sezonu, jak choćby Ivan Rudyi, który pogrążył przeciwników strzelając jeszcze dwa gole i asystując przy debiutanckim trafieniu Wojtka Szumigaja. Nawet drugi gol dla gości był autorstwa piłkarzy w pasiastych strojach – do własnej bramki piłkę wpakował Pokrzywnicki, chcąc przeciąć płaskie dośrodkowanie w pole karne.
Ostatnie minuty to już klasyczny Lishtwan show – gracz z numerem 11 wpierw obsłużył podaniem Pokrzywnickiego, a w ostatnich minutach ustalił swoimi dwoma golami wynik tego jednostronnego starcia na rekordowe 14:2. Tym samym gospodarze umocnili swoją pozycję na ostatnim stopniu podium, a goście zaznali już szóstej porażki z rzędu, co wciąż plasuje ich na szarym końcu ligowej tabeli. Bardzo szkoda nam, że oprócz tak wysokiej przegranej musieli okupić ten mecz kontuzją, co w ostatecznym rozrachunku całkowicie przekreśliło ich szanse na punkty w tejże rywalizacji.
Podrażnione ubiegłotygodniowymi porażkami zespoły WKS Bęgal oraz FC Astra stawiły się na Grenady 16, by zmazać plamę po ostatniej kolejce. Faworytem spotkania wydawali się goście, którzy wciąż mają nadzieję na awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Ale Bęgal nie zamierzał wywieszać białej flagi.
Gospodarze objęli prowadzenie po składnej akcji duetu Kuba Prokopowicz – Maksymilian Korczak. Astra szybko odpowiedziała trafieniem Serhii Ostapchuka, ale później znów inicjatywę przejęli miejscowi, dorzucając dwa kolejne gole i wychodząc na prowadzenie 3:1. Goście jednak nie odpuścili – odrobili straty jeszcze przed przerwą, doprowadzając do remisu.
Druga połowa była równie wyrównana i atrakcyjna – sporo podań, szybkie akcje, nieustanne zagrożenie z obu stron. Przy stanie 5:5 WKS Bęgal nie chciał dopuścić do powtórki z poprzedniego tygodnia. Tym razem to oni przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść, trafiając dwukrotnie w samej końcówce meczu i zgarniając pełną pulę.
Trzy punkty były bezcenne w kontekście walki o utrzymanie – tym bardziej że bezpośredni rywale także punktowali. Astra natomiast przez tę porażkę znacząco oddaliła się od podium i ich szanse na awans mocno stopniały.
Jak na starcie zespołów, które w tabeli dzieli aż dwanaście punktów, piłkarskich emocji dostaliśmy tu na pęczki. Mimo iż faworyta upatrywaliśmy raczej w zespole gości, nie mieli oni tak łatwo i przyjemnie, jak wydawało nam się przed rozpoczęciem zawodów. FC Pers od początku robili jednak wszystko, by utwierdzić nas w przekonaniu, że się nie pomyliliśmy: o wiele lepiej szło im operowanie futbolówką, płynniej przechodzili też z fazy ataku do fazy obronnej. Zaowocowało to szybkim otwarciem spotkania przez Firuz Mirziyoev, który po otrzymaniu piłki w środku pola zbiegł na prawe skrzydło i precyzyjnie umieścił ją w lewym rogu bramki strzeżonej z konieczności przez Jędrycha.
Najlepszy strzelec drużyny grającej na czerwono w żadnym wypadku nie zamierzał na tym poprzestać i ledwie minutę później cieszył się już z dubletu. W tym momencie ekipa Tadżyków nieco rozluźniła szyki, co bez skrupułów wykorzystali gracze z Bielan, a konkretniej ich dwie najjaśniejsze gwiazdy - Tomiak i Kamiński – kiedy to strzał z dystansu drugiego z nich, przeciął ten pierwszy, skutecznie kierując piłkę do bramki.
Na odpowiedź rywali nie trzeba było długo czekać, gdyż tak szybko stracona bramka tylko ich rozjuszyła. Za faul w okolicach linii środkowej podyktowany został rzut wolny dla piłkarzy FC Pers i mało kto przewidziałby, że wykonujący ten stały fragment gry Vohidjon Usmonov zdecyduje się na bezpośrednie uderzenie, a jeszcze mniej – że padnie z tego gol. Uskrzydleni tą nieziemskiej urody bramką goście szli po swoje i przeprowadzili fantastyczną zespołową akcję, po której dośrodkowanie Usmonova na gola zamienił nominalny stoper, Asad Oybekzoda, trafiając do siatki klatką piersiową.
Okrzykom radości kibiców Persów nie było końca, ale to co wydarzyło się później przerasta najśmielsze oczekiwania. Przy rzucie wolnym dla gospodarzy, Kamol Obidov postanowił brawurowo wcielić się w rolę bramkarza i wybronił strzał Kamińskiego ręką - za co oczywiście wyleciał z boiska z czerwoną kartką, prokurując rzut karny i poważnie osłabiając swój zespół. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Marcin Wojciechowski i mieliśmy już 4:2.
Niestety gospodarze zamiast w pełni wykorzystać przewagę jednego zawodnika, sami dopuścili się przewinienia, które żółtą kartką przypłacił Maciej Bilski. Druga połowa zmagań to już istny emocjonalny rollercoaster, pełen pomyłek i zwrotów akcji. Chaos do tego stopnia udzielał się piłkarzom obu stron, że byliśmy świadkami choćby takiego kuriozum, jak gol po nieumiejętnym wyłapaniu rzutu z autu, czemu winny był wyłącznie bramkarz gości, Firdavsi. Od tamtej chwili, obserwowaliśmy iście tenisową wymianę ciosów: na 4:4 trafił kapitan bielańskiego zespołu, Jan Wojciechowski, następnie drużyna z Tadżykistanu ponownie wyszła na prowadzenie dzięki Akobirowi Numonovovi, po czym znów wynik wyrównał Wojciechowski, lecz tylko po to, by chwilę później decydującego gola zdobył Sharifjon Obidov – a wszystko to w przeciągu jedynie pięciu minut!
Końcówka spotkania to koncert ofiarności i poświęcenia, obfitujący w niezliczone niewykorzystane sytuacje i skrajne emocje. Mecz z pozoru rozstrzygnięty po pierwszych dwunastu minutach, na naszych oczach zamienił się w prawdziwe szaleństwo i nie ukrywamy, że stało się tak trochę na własne życzenie FC Pers. Koniec końców, to oni cieszyli się z pełnej puli punktów, umacniając pozycję na drugim miejscu w tabeli, podczas gdy ekipę z Bielan wynik ten umieścił w strefie spadkowej.
Spotkanie Gamba Veloce z Compatibl było zapowiadane jako jedno z ciekawszych w 10. lidze i rzeczywiście nie zawiodło. Goście pojawili się w nieco odmienionym składzie, z kilkoma nowymi twarzami, co od początku wywoływało pytania – czy to próba poprawienia jakości, czy może konieczność ze względu na braki kadrowe? Początek wyglądał dla nich całkiem obiecująco, bo już w pierwszych minutach wyszli na prowadzenie, a przez większą część premierowej połowy skutecznie odpierali ataki rywala. Gospodarze jednak nie panikowali – z każdą minutą grali coraz lepiej, zaczęli dłużej utrzymywać się przy piłce i coraz pewniej poruszać się po boisku.
Po upływie kwadransa Oliwier Marczuk wykorzystał dobre podanie i doprowadził do wyrównania, co całkowicie odmieniło przebieg meczu. Gamba zyskała pewność siebie, a do głosu doszli liderzy – duet Marczuk & Florczuk w ofensywie oraz kapitan Filip Wolski, który w środku pola sprawiał przeciwnikom ogromne problemy i to on został wybrany przez rywali SuperStarem spotkania. Do przerwy Gamba prowadziła już 3:1, a w drugiej połowie powiększała przewagę. Compatibl próbował odpowiadać pojedynczymi trafieniami, ale nie był w stanie zapanować nad rozpędzoną drużyną gospodarzy. Liderzy tabeli pokazali tego dnia ogromne zaangażowanie widoczne chociażby w frekwencji oraz świetne zgranie, które zaowocowało ważnym zwycięstwem.
W niedzielne popołudnie MWSP – dotychczas wyżej notowany zespół – podejmował ekipę z dolnych rejonów tabeli, ASAP Vegas FC. Choć gospodarze przystępowali do meczu z trzypunktową przewagą nad rywalem, to goście zaprezentowali się zdecydowanie lepiej i odnieśli ważne zwycięstwo 4:2, przełamując swoją nie najlepszą serię.
Spotkanie świetnie rozpoczęło się dla MWSP – w 13. minucie Wojciech Górczyński zdobył gola po asyście Pawła Nowaka i dał gospodarzom prowadzenie. ASAP Vegas FC odpowiedziało szybko i konkretnie. Już w 20. minucie Daniel Kurczak doprowadził do wyrównania, a dwie minuty później ponownie wpisał się na listę strzelców, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 2:1 jeszcze przed przerwą.
Po zmianie stron Kurczak kontynuował świetną dyspozycję – tym razem pewnie wykorzystał rzut karny, kompletując hat-tricka i zwiększając prowadzenie do 3:1. Kolejne trafienie dołożył Parys, który wykorzystał podanie Ptaszka i podwyższył wynik na 4:1. Choć w końcówce MWSP zdobyło bramkę kontaktową – autorem gola był Miłosz Wróblewski – to nie zdołało już odwrócić losów meczu.
Na wyróżnienie zasługuje z pewnością bramkarz gości, Adam Czarowski, który kilkukrotnie ratował swój zespół świetnymi interwencjami. Z kolei Daniel Kurczak wziął ciężar gry na swoje barki i był absolutnym bohaterem potyczki.
ASAP Vegas FC pokazali, że mimo miejsca w strefie spadkowej, nie można ich lekceważyć. To zwycięstwo daje im nadzieję na wyjście z trudnej sytuacji, natomiast MWSP musi poszukać odpowiedzi na pytanie, co poszło nie tak, mimo obiecującego początku.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)