Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 2 Liga
W drugiej kolejce Virtualne Ń podejmowali zespół East Crew. Po udanym początku sezonu i zwycięstwach obie ekipy liczyły na komplet punktów po dwóch seriach gier. W swoich pierwszych meczach obie ekipy zaprezentowały bardzo solidny poziom, co zapowiadało wiele emocji w bezpośrednim starciu. Początek pierwszej połowy to zdecydowane ataki graczy z Ukrainy, goście w tej fazie meczu przejęli pełną kontrolę nad spotkaniem i już po kilku minutach prowadzili 0-3. W drużynie Szymona Kolasy zdecydowanie brakowało dokładności i zrozumienia w grze, a gdy udało się już coś skonstruować akcje kończyły się świetną interwencją bramkarza gości. Pierwsza połowa obfitowała w dużą liczbę bramek, bo w końcówce tej części meczu obie ekipy zdołały pokonać bramkarzy rywali jeszcze dwukrotnie. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3-5. Początek drugiej odsłony to lustrzane odbicie z pierwszej części spotkania. Ponownie to zespół East Crew zdecydowanie przeważał na boisku i ekipa gości ponownie odskoczyła od rywali na kilka bramek. W drużynie Vasyla Bevziuka do protokołu zapisał się niemal każdy zawodnik, a przy wysokim prowadzeniu w grze ekipy w różowych koszulkach widać już było nonszalancję i zabawę z piłką przed bramką rywali. Mimo sporej straty bramkowej, drużyna klanu Giełczewskich nie zamierzała wywieszać białej flagi. Od momentu 3-9 to oni przejęli inicjatywę w meczu. W końcówce spotkania, goście mając korzystny rezultat cofnęli się do obrony i przyjmowali przeciwników na własnej połowie. Drużynie Virtualne Ń udało się zdobyć w końcówce jeszcze dwie bramki, niestety było to za mało aby podjąć walkę z ekipą East Crew. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 5-9. Goście z kompletem punktów zajmują drugą pozycję i już na początku sezonu pokazują, że są mocnym kandydatem do walki o medale.
Wieczorem na arenie AWFu na przeciwko siebie stanęły ekipy Sante oraz FC Patriot. Było to spotkanie zespołów, które w pierwszej kolejce musiały uznać wyższość swoich rywali, dlatego w obu drużynach czuć było skoncentrowanie oraz mobilizację przed pierwszym gwizdkiem. Początek, a w zasadzie pierwsza akcja meczu i od razu mieliśmy bramkę dla gości. Oleksandr Koval wykorzystał sprytne podanie kolegi z drużyny i już po kilku sekundach było 0-1. Drużyna Sante nie zamierzała załamywać rąk i szybko wzięła się do odrabiania strat. Mocna ławka rezerwowych, częste zmiany pozwalały gospodarzom naciskać i pressować rywali praktycznie na całej powierzchni boiska. Taka taktyka przyniosła zamierzony efekt, bo po chwili było już 1-1. Kolejne minuty, to otwarta gra z obu stron. Obie drużyny postawiły na ofensywny styl gry, często zapominając o grze w obronie. Pierwsza połowa przyniosła nam grad bramek i bardzo wyrównaną grę z obu stron, na przerwę schodziliśmy przy nieznacznym prowadzeniu 4-3 ekipy Tomasza Cacko. Druga połowa rozpoczęła się od mocnych i groźnych ataków gości, które ostatecznie poskutkowały i po bramce Vladomyra Pedosiuka ponownie w tym meczu mieliśmy remis. Od tego momentu w grze gości pojawiało się sporo niedokładności i wzajemnych pretensji, a po przeciwnej stronie boiska świetnie radził sobie duet Kowalski – Aleksandrowicz. To głównie dzięki ich ofensywnej grze gospodarze odskoczyli rywalom na kilka bramek i na niespełna 7 minut przed końcem meczu drużyna Sante prowadziła 7-4. W końcówce byliśmy świadkami jeszcze kilku trafień po obu stronach boiska i ostatecznie spotkanie kończy się wysoką i dość przekonującą wygraną gospodarzy 9-6. Dzięki wygranej zawodnicy Sante dopisują w tabeli pierwsze 3 pkt i meldują się w środkowej części tabeli. FC Patriot po dwóch porażkach z rzędu musi mocno wziąć się do roboty, by początek sezonu nie przekreślił starań w walce o jak najwyższe cele w tym sezonie.
Ekipa Playboys bardzo szybko musiała zweryfikować swoje plany, związane z dominacją na poziomie 2.ligi. Porażka z Virtualnymi na pewno trochę ochłodziła ich bojowy nastrój, aczkolwiek nie można było tego wiecznie przeżywać, zwłaszcza iż na horyzoncie jawił się kolejny, groźny rywal. After Wola przygodę z Ligą Fanów zaczęła od wygranej, podobnie zresztą jak niedzielny mecz, bo nie minęło kilka minut, a zespół z Woli prowadził 2:0! Wiedzieliśmy jednak, że Playboys tak tego nie zostawią i ta drużyna faktycznie zaczęła coraz śmielej poczynać sobie na boisku. Długo jednak trwało, zanim wyszła na swoje pierwsze prowadzenie. Dopiero przy stanie 4:4 ekipie z Piaseczna udało się osiągnąć minimalny bufor bramkowy, szybko zresztą stracony, gdy oponenci skutecznie wyegzekwowali rzut karny i doprowadzili do remisu. W tym momencie naprawdę ciężko było przewidzieć, do kogo powędruje tutaj pełna pula. Wtedy uruchomił się Mikołaj Kosieradzki. Jego rajdy siały popłoch w obozie oponentów i to głównie jego zasługa, że wynik z 5:5 zmienił się błyskawicznie w 8:5. Gracze After Wola starali się wrócić do meczu, jednak nie mieli już tyle argumentów co we wcześniejszych fragmentach spotkania i finalnie musieli się pogodzić z porażką, w stosunku 7:10. Ale to był naprawdę równy mecz i różnica trzech goli wcale nie sugeruje, że triumfatorzy mieli tutaj dość spokojną drogę do trzech punktów. Wręcz przeciwnika – ona długo była wyboista, ale udało się opanować sytuację i pierwszy komplet punktów wylądował na koncie zespołu Jakuba Tworka. Zobaczymy czy to będzie początek ich dobrej passy. Z kolei After Wola nie ma co się przejmować. Ta porażka oczywiście boli, jednak jesteśmy przekonani, że powrót na zwycięską ścieżkę nie zajmie im dużo czasu. Jakości piłkarskiej jest tutaj bowiem pod dostatkiem.
KK Wataha Warszawa, w drugiej kolejce naszej letniej odsłony podejmowała zespół Młodzieżowców. Obie ekipy na inaugurację poniosły porażki i chciały zdobyć swoje pierwsze punkty. Mecz rozpoczął się od badawczej, wyrównanej gry obu drużyn. Goście, jako pierwsi w 6 minucie zdołali wyjść na prowadzenie po szybkiej akcji Kamila Maty z Adrianem Krzyżańskim. Jednobramkowa przewaga trwała dość długo. Determinacja gospodarzy w dążeniu do wyrównania zaowocowała po upływie kwadransa. Artur Adamiec, jako pierwszy doskoczył do piłki sparowanej przez bramkarza Młodzieżowców i umieścił ją za jego plecami, tym samym doprowadzając do remisu. Niewielka przewaga po stronie gości pozwoliła im zdobyć dwa kluczowe gole w ostatnich minutach meczu ustalając wynik do przerwy 1:3. Kiedy zawodnicy wrócili na boisko po chwili przerwy, obraz gry się nie zmienił. Gospodarze starali się odrobić straty, lecz nie byli w stanie skutecznie zagrozić bramce rywala, który również nie mógł popisać się ofensywną skutecznością. Jedyny gol, jaki padł w drugiej połowie został dopisany na konto Młodzieżowców w 34 minucie. Zawodnicy KK Wataha Warszawa muszą jeszcze powalczyć o swoje pierwsze punkty, a Młodzieżowcy dzięki swojej pierwszej wygranej i pozostałym ligowym wynikom wskoczyli na najniższy stopień podium. Obu zespołom dziękujemy za zaangażowanie w meczu i życzymy powodzenia w nadchodzących spotkaniach.
Starcie Korsarzy z Warsaw Hunters było bardzo wyrównanym widowiskiem, ale... tylko przez pierwszy kwadrans. Z początku obie ekipy podeszły do siebie z szacunkiem i sprawdzały wzajemnie bloki obronne oraz przytomność golkiperów, przez co oglądaliśmy dużo walki w środku pola. Żadna z drużyn nie miała wyraźnej inicjatywy, ale od 10 minuty obraz gry powoli zmieniał się na korzyść gospodarzy i Korsarze stopniowo, lecz konsekwentnie zdominowali przeciwnika. Wynik otworzył Patryk Orzeł, po chwili na 2:0 trafił Bartłomiej Kowalewski, po kwadransie było już 3:0 po kolejnym trafieniu Bartłomieja, a już minutę później gola zdobył kapitan Korsarzy Beniamin Chrapowicki. Taki obrót spraw był zaskakujący nawet dla Korsarzy, którym wychodziło praktycznie wszystko – począwszy od rozegrania piłki w środku pola, przez dokładne podania, na pomysłowym zamknięciu akcji kończąc. Blok obronny gospodarzy również spisywał się tego dnia wyśmienicie i sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowie przy stanie 7:0 i było już praktycznie po meczu. Po przerwie obraz gry nie zmienił się i już po chwili kolejnego gola trafił Bartłomiej Kowalewski. Trzeba przyznać, że tego dnia Bartłomiej oraz Patryk Orzeł urządzili sobie prawdziwy festiwal strzelecki, a koledzy z drużyny świetnie uzupełniali pozostałe formacje Korsarzy. Gospodarze mają w swoim składzie Damiana Zalewskiego znanego z występów na bramce w innych ekipach naszej ligi, ale tego dnia obowiązki golkipera przyjął Patryk Więckowski i ze swojej roli wywiązywał się wzorowo. Dał się pokonać tylko raz – w 46 minucie po akcji Jakuba Sobczaka gola honorowego zdobył Damian Augustyniak. Co ciekawe gra Hunters nie wyglądała tak fatalnie, ale po prostu nie mieli żadnego pomysłu na gospodarzy, którzy grali jak natchnieni. Wynik 14:1 nie pozostawia wiele wątpliwości i jeśli Korsarzom uda się utrzymać taką formę w kolejnych spotkaniach, to faworyt do zdobycia mistrzostwa może ujawnić się już po kilku kolejkach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)