Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 4 Liga
Spotkanie pomiędzy zespołami FC Tartak oraz LTM Warsaw to mecz drużyn broniących się przed spadkiem. Gospodarze jeszcze kilka kolejek temu byli wymieniani jako drużyna aspirująca do walki o podium, jednak po dwóch kolejnych porażkach baczniej muszą się przyglądać sytuacji w dolnych rejonach tabeli. Goście natomiast po kilku dobrych spotkaniach zmniejszyli straty do bezpiecznej lokaty i całkiem realnie mogą myśleć o utrzymaniu ligowego bytu. Pierwsze minuty to koncertowa gra gospodarzy, którzy wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Chwilę później rolę się odwróciły i strzelając trzy bramki goście doprowadzili do wyrównania. W kolejnych minutach byliśmy świadkami wielu sytuacji podbramkowych z obydwu stron, czego efektem były kolejne gole. W pierwszej połowie meczu o jedno trafienie lepsi byli gospodarze i to oni schodzili na przerwę z prowadzeniem 7:6. Początek drugiej części meczu to kolejna wymiana ciosów, z której z biegiem czasu lepiej wychodzili goście i od stanu 8:8 powoli przejmowali kontrolę nad spotkaniem. Gospodarze złapali lekką zadyszkę, która okazała się kluczowa dla losów meczu. Goście raz po raz wykorzystywali braki w defensywie przeciwników i z biegiem czasu powiększali swoją przewagę. Prym w tym wiódł duet Krzysztofów Mikulski-Kulibski, którzy razem zdobyli 13 bramek i zanotowali 6 kluczowych podań. Mecz zakończył się zwycięstwem zespołu LTM Warsaw 14:9 i zespół ten bardzo szybko podniósł się po wysokiej porażce odniesionej w zeszłej kolejce. Zespół FC Tartak po bardzo dobrej pierwszej połowie musiał uznać wyższość swoich rywali i ma już tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową.
Z perspektywy tabeli spotkanie pomiędzy Compatiblem a Oldboys Derby nie powinno być trudnym zadaniem dla tych drugich. Wiemy jednak, że tabela to jedno a rzeczywistość to drugie, zwłaszcza w piłce nożnej 6-osobowej. Początek meczu wskazywał na to, że faktycznie goście będą stroną przeważającą, która bez problemów sięgnie po zwycięstwo. W 3 minucie Pryjomski stanął przed świetną okazją do pokonania bramkarza rywali, ale przegrał pojedynek sam na sam. Chwilę później Łukasiewicz trafił w poprzeczkę po strzale z rzutu wolnego. W 6 minucie Pryjomski dopiął swego i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Ten stan rzeczy nie trwał długo, bo na 2:0 strzelił Kurowski. I po tym golu obudzili się gospodarze. Próbował Petlyak, próbował Hrynda a ostatecznie do siatki gości trafił Sidoruk. W następnych 10 minutach mieliśmy sytuacje z obu stron. Dogodne mieli zwłaszcza Pryjomski oraz Hrynda. Ten pierwszy przed przerwą gola już nie strzelił, ale ten drugi tak, co spowodowało rezultat po pierwszej połowie 2:2. Druga odsłona zaczęła się odwrotnie niż pierwsza. Dwa szybkie ciosy wyprowadził Compatibl, aby po kolejnych 10 minutach stracić 2 gole. Kiedy po bramkach Kustova oraz Petlyaka na 7 minut przed końcem pojedynku gospodarze wyszli na dwubramkową przewagę, to mało kto spodziewał się powrotu do gry drużyny Oldboys Derby. A jednak w ostatnich sekundach pojedynku faworyci pokazali swoją klasę. Najpierw Mamiński pokonał Fedosiuka, a ostatnie słowo należało do Pryjomskiego, który kompletując hat-tricka uratował jeden punkt dla swojej drużyny.
Mecz pomiędzy Fuszerką a FFK Oldboys zakończył się wynikiem 8:6, oferując kibicom prawdziwą ucztę bramkową. Spotkanie było pełne zwrotów akcji i niezwykłych momentów. Od samego początku obie drużyny wykazywały się ogromną determinacją i ofensywnym podejściem. Fuszerka rozpoczęła mecz z wielkim impetem i już w pierwszych minutach zdobyła bramkę. Ich ataki były szybkie i precyzyjne, gdzie nie brakowało zagrań dokonywanych z dużym zrozumieniem i zgraniem. Jednak FFK Oldboys szybko zareagowało i odpowiedziało bramką autorstwa Rothimmela. Obie drużyny kontynuowały ofensywne działania, próbując przejąć kontrolę nad przebiegiem meczu. Fuszerka jednak niezwykle skutecznie wykorzystywała swoje okazje i do przerwy zdobyła kolejne cztery bramki, ustalając wynik na 5:3 na swoją korzyść. Po przerwie atmosfera na boisku była równie gorąca i pełna emocji. Obie drużyny kontynuowały swoje ataki, a tempo gry było bardzo wysokie. Zawodnicy Fuszerki i FFK Oldboys stwarzali wiele sytuacji bramkowych, co prowadziło do kolejnych trafień. W drugiej połowie meczu zawodnicy FFK Oldboys byli szczególnie skuteczni, zdobywając kolejne trzy bramki i zbliżając się do wyrównania wyniku. Wielokrotnie udawało im się przełamać obronę Fuszerki i skutecznie wykorzystywać swoje okazje. Jednak Fuszerka nie zamierzała oddać prowadzenia i utrzymywała nacisk na przeciwnika. Ich wysiłki zostały nagrodzone kolejnymi trzema bramkami, które pozwoliły im ponownie odskoczyć FFK Oldboys. Ostatnie minuty meczu były pełne napięcia, gdyż obie drużyny walczyły o każdą piłkę. FFK Oldboys zdołało jeszcze zdobyć dwie bramki, ale nie było już wystarczająco czasu na odrobienie strat. Ostatecznie, po pełnym emocji i bramek spotkaniu, Fuszerka zwyciężyła 8:6. Mecz dostarczył mnóstwo wrażeń i niezapomnianych chwil zarówno dla zawodników, jak i dla kibiców, z uwagi na niezwykłą ilość strzelonych bramek i dynamiczny przebieg spotkania.
Mecz rozegrany pomiędzy ekipami Virtualne Ń a Mobilis był naprawdę ciekawym dla kibicowskiego oka widowiskiem. W 10 minucie goście objęli prowadzenie po ładnej akcji Bartłomieja Fabisiaka. Zawodnik ten przechwycił piłkę na środku boiska i będąc sam na sam bez problemu pokonał golkipera gospodarzy. Dwie minuty później wynik podwyższył Rafał Duda po ładnym, prostopadłym podaniu wyżej wymienionego Bartłomieja Fabisiaka. Mecz sportowej walki trwał i każda z ekip próbowała zdobyć następne trafienia, ale nic nie wpadało. Dopiero w 21 minucie gospodarze ponownie trafili do bramki rywala. Niezawodny Szymon Kolasa ( 3 bramki i 2 asysty ) wyszedł sam na sam, nie kalkulował i mocno "kropnął" po długim rogu bramki gospodarzy i mieliśmy wynik 2:1. Lada moment na 3-1 trafił Rafał Duda, po celnym wyrzucie bramkarza Łukasza Kuleszy. Arbiter spotkania już miał kończyć pierwszą odsłonę, ale Szymon Kolasa i ekipa Virtualnych postanowili trafić jeszcze raz w tej połowie. Do przerwy mieliśmy więc wynik "stykowy" 3:2. Widać było że obydwie ekipy schodzą do szatni niezadowolone z takiego obrotu sprawy. Druga połowa rozpoczęła się od ponownego trafienia gości. Po ładnej dwójkowej akcji Daniel Czerwonka wykorzystał sprytne podanie Michała Kaczyńskiego i goście prowadzili 4-2. Kilka minut później Szymon Kolasa ponownie wziął wszystko w swoje ręce i po ładnym uderzeniu głową zdobył bramkę kontaktową. Podrażnieni zawodnicy gości mocniej nacisnęli rywala i niezawodny w tym meczu Rafał Duda trafił na 5-3 po ładnym podaniu bardzo aktywnego Bartłomieja Fabisiaka. Kilka minut później Virtualni ponownie złapali kontakt i wszystko mogło się jeszcze wydarzyć. Jednak już do końca meczu kontrolę nad przebiegiem spotkania mieli zawodnicy Mobilisu. Zakończyli swoje strzelanie na wyniku 8-5 i spokojnie wygrali ten mecz. Virtualni znani z charakteru wojowników oczywiście nie odpuścili, ale niestety znów musieli się obejść smakiem...
Na koniec zmagań w piętnastej kolejce na arenie AWFu niezwykle ciekawe widowisko stworzyły drużyny Ognia Bielany i Cosmosu United. Już pierwsze minuty spotkania wskazywały, że będzie to mecz emocjonujący od pierwszej do ostatniej minuty. Szybkie tempo, znakomite wyszkolenie techniczne zawodników, wspaniałe parady bramkarzy i walka o każdy centymetr boiska to w zasadzie podsumowanie tego co działo się na boisku. Lepiej i skuteczniej zaczęli gospodarze i to oni osiągnęli dwubramkowe prowadzenie. Od stanu 2:0 Cosmos zaczął przejmować inicjatywę. Kolejne ataki na bramkę ekipy z Bielan były coraz groźniejsze i bramka kontaktowa wisiała w powietrzu. W końcu po znakomitym zagraniu piętą Salwadora de Fenixa udało się uruchomić kontrę, po której padła bramka na 2:1. Cosmos nie zatrzymywał się i z każdą minutą wyglądał lepiej. Jeszcze przed przerwą najpierw wyrównał a chwilę później już był na prowadzeniu. Po znakomitym początku Ogień lekko przygasł, ale wiedząc jaki ten zespół ma potencjał spodziewaliśmy się, że będzie dążył do odrobienia strat. Do przerwy było 2:3. Po zmianie stron nadal tempo spotkania nie malało. Na boisku oglądaliśmy wymianę ciosów i akcja przenosiła się szybko z jednej pod drugą bramkę. W ofensywie gospodarzy ciężar gry na siebie wzięli Antoni Sidor Karol Gozdalik i to ich bramki najpierw dały remis a później wyprowadziły zespół na prowadzenie. Cosmos starał się atakować. Miał sytuacje, lecz nie był już tak skuteczny jak w pierwszej połowie. W końcówce ostatni zryw gości by powalczyć o choćby punkt nie powiódł się a po kontrze Ogień ustalił wynik meczu na 5:3. Mógł być o bramkę wyższy, ale sędzia zakończył mecz w momencie gdy piłkę spod własnej świątyni wybijał defensor gospodarzy i chociaż ta wpadła do siatki, to niestety gol nie został zaliczony i wynik 5:3 został utrzymany. Ogień pewnie pnie się w górę tabeli i jak tak dalej pójdzie to może dokonać niesamowitej sprawy, gdyby udało mu się sięgnąć po medale. Cosmos nadal liczy na podium i trzy ostatnie kolejki akurat w tej lidze zapowiadają się pasjonująco.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)