Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 4 Liga
Mecz pomiędzy Tartakiem, a LTM-em zaczął się niemal idealnie dla gospodarzy, bo już na samym początku objęli oni prowadzenie po golu Piotra Kusaja. Można by rzec, że były to miłe złego początki, bo w niedługim czasie LTM wyrównał, a nawet udało im się wyjść na prowadzenie. Tyle tylko, że był to ostatni raz, kiedy to więcej goli po swojej stronie miał LTM, za to przewaga była coraz bardziej widoczna po stronie przeciwnika. Jeszcze w pierwszej części Tartak trafił trzykrotnie do bramki rywala i na przerwę schodził przy stanie 4:2. Wtedy wydawało się jeszcze, że LTM jest w stanie mocniej postawić się rywalowi, natomiast gdy rozpoczęliśmy drugą połowę, z każdą minutą spotkanie stawało się meczem do jednej bramki. Sygnał do ataku od razu dał Piotr Kawka, który w krótkim odstępie czasu dwukrotnie trafił w słupek. Potem gracze Tartaku mieli już lepiej nastawione celowniki, a dwie bramki Kamila Wędzyńskiego, na 5:2 i 6:2, właściwie zamknęły mecz. Widać było, że wcześniej wymieniony strzelec pewnie czuł się na boisku, bo cały czas szukał sobie okazji do polepszenia swoich statystyk. Koledzy z zespołu nie byli gorsi i właściwie każdy zawodnik z pola w tym meczu zaliczył parę goli lub asyst i dość równomiernie to wszystko się rozłożyło. Wynik 14:4 właściwie nie pozostawia złudzeń kto był w tym spotkaniu lepszy i jaki przebieg miał ten mecz. Tartak łapie formę i z każdą niedzielą prezentuje się coraz lepiej, więc przez 3 ostatnie kolejki powinniśmy oglądać Drwali w ich najlepszym wydaniu. LTM musi się za to mocniej zmobilizować na końcówkę rundy, bo na wiosnę może mieć problemy z dogonieniem czołówki.
Faworytem spotkania pomiędzy FFK Oldboys a Fuszerką był zespół gospodarzy, który dotychczas tylko raz schodził z boiska bez zdobyczy punktowej. Ich rywal gra natomiast w kratkę - po meczu wygranym w kolejnym traci punkty. Już w pierwszej akcji spotkania te słowa znalazły potwierdzenie i zespół gospodarzy otwierając wynik spotkania wyszedł na prowadzenie. Po stracie bramki ostrzej do ataków ruszyli zawodnicy gości i zaowocowało to dwoma zdobytymi bramkami. Najpierw pokonali bramkarza gospodarzy z rzutu karnego a następnie po ładnej zespołowej akcji. Pod koniec pierwszego kwadransa zespół FFK doprowadził do wyrównania i mecz zaczął się od początku. W kolejnej akcji golkiper Fuszerki interweniował nieprzepisowo poza polem karnym za co otrzymał żółtą kartkę. Rzut wolny na bramkę zamienił Przemysław Szabat i jego zespół ponownie objął prowadzenie. Ostatnie słowo w tej części spotkania należało do gości, a konkretniej do Macieja Chrzanowskiego, który kompletując klasycznego hat-tricka ustalił wynik pierwszej połowy na 3:3. Początek drugiej części spotkania obie drużyny zaczęły bardzo spokojnie i na zmianę wyniku czekaliśmy aż do 33 minuty. Wtedy to na przestrzeni 60 sekund najpierw bramkę zdobyli gospodarze a chwilę później to samo uczynili goście. Ostatnie minuty należały już tylko do jednej ekipy - Oldboysów, którzy dwukrotnie znajdowali drogę do świątyni oponenta i ustalili wynik meczu na 6:4. Kolejne zdobyte punkty przez FFK Oldboys umocniły ich na pozycji lidera, natomiast drużyna Fuszerki jest już tylko o mały krok od znalezienia się w strefie spadkowej.
Ciekawy pojedynek oglądaliśmy pomiędzy Mobilisem, a Perłą ekSPORT. Lepiej w mecz weszli zawodnicy Perły, którzy otworzyli wynik spotkania za sprawą Konrada Konika. Mobilis odpowiedział trafieniem Kuby Grunasa, ale w pierwszej części lepiej radzili sobie zawodnicy Perły. Najpierw wyszli na ponowne prowadzenie 1:2, a następnie Kamil Saif popisał się świetną główką wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego i kapitalnie kontrując zmierzającą w jego kierunku piłkę. 1:3 był dość komfortowym wynikiem dla Perły, ale Mobilis nie odpuszczał i walczył o jak najlepszy rezultat. Jeszcze przed przerwą udało się zdobyć gola kontaktowego, za sprawą Ireneusza Kowala, który popisał się świetnym rajdem po skrzydle. Po pierwszych 25 minutach mieliśmy więc 2:3. Na początku drugiej części wyrównał Kuba Grunas i mecz zaczął się na nowo. Perła próbowała atakować, ale Mobilis świetnie grał w defensywie. Obrońcy bardzo dobrze się ustawiali, blokując możliwość dogrania zawodnikom Perły na czystą pozycję. Ta mocna praca w obronie przyniosła też swoje efekty. Mobilis długo nie tracił bramki, za to świetnie wychodził z kontrami. Daniel Czerwonka wyprowadził Mobilis na prowadzenie 4:3, a następnie świetnie po skrzydle poszedł Alek Janiszewski (który nie grał przez pierwszą część spotkania), będąc nie do zatrzymania przez obrońców rywala. Wyłożył on piłkę jak na tacy Bartłomiejowi Zawadzkiemu, któremu nie pozostało nic innego jak przyłożyć nogę i skierować futbolówkę do siatki. Perła próbowała odwrócić losy meczu, ale jak tylko dochodzili rywala na jedną bramkę, ci znów odskakiwali z wynikiem. Na dobre drużyny rozstrzelały się w końcówce, bramki padały raz w jedną raz w drugą stronę, ale ostatecznie Mobilis dowiózł zwycięstwo do końca. Ostatecznie mecz zakończył się wygraną Mobilisu 8:6.
W niedzielny wieczór na arenie AWF-u spotkały się dwie ostatnie drużyny w 4 lidze. Gospodarzem meczu byli zawodnicy Cosmos United, którzy podejmowali Compatibl. Mecz od początku był bardzo zacięty i wyrównany, obu ekipom zależało na wygranej i zgarnięciu kompletu punktów. W pierwszej połowie widzieliśmy głównie walkę w środku pola, obie ekipy walczyły o każdą piłkę i każdy centymetr boiska. Na inauguracyjną bramkę musieliśmy czekać aż do 17 minuty. Wtedy to po fatalnej stracie obrońcy piłkę przejął Cezary Węgrzyński, uruchomił Chrisa Kalabę a ten mocnym strzałem przy słupku pewnie pokonał bramkarza gości. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił. W drugiej odsłonie meczu działo się już zdecydowanie więcej. Od początku obraz gry się nie zmienił, był to typowy „mecz walki”. W 37 minucie spotkania, Cosmos strzela drugą bramkę i na tablicy wyników mieliśmy 2-0. Niestety były to miłe złego początki, a to co wydarzyło się w ostatnich 10 minutach meczu to prawdziwy rollercoaster. Najpierw za brzydki faul sędzia zmuszony był pokazać żółtą kartkę i gospodarze grali w osłabieniu. Liczebna przewaga zawodników Compatibl przyniosła efekty, po zespołowej, wypracowanej akcji i strzale na bramkę gospodarzy jeden z obrońców dość bezmyślnie wybronił piłkę ręką i sędzia bez wahania pokazał mu czerwoną kartkę. Dodatkową karą był rzut karny, który pewnie na bramkę zamienił Artur Kustov. Grająca w osłabieniu aż dwóch zawodników ekipa Cosmosu broniła się dzielnie, ale niestety kwestią czasu były kolejne bramki. Do remisu 2-2 doprowadził Aleksandr Ivanov. Bramka na 2-3 to już piękny strzał Jacka Fijałka, który mógłby być ozdobą każdego meczu. W końcówce spotkania grający w przewadze goście dokładają jeszcze dwie bramki i mecz ostatecznie kończy się wynikiem 2:5. Cosmos United przegrywa te spotkanie tak naprawdę na własne życzenie. Sytuacja w tabeli 4 ligi jest bardzo wyrównana, różnice punktowe są bardzo małe a walka o najwyższe cele w tym sezonie będzie trwała do samego końca.
Spotkanie rozegrane pomiędzy wiceliderem 4 ligi a piątą ekipą miało bardzo ciekawy przebieg. Gospodarze bardzo mocno chcieli odkuć się po porażce której doznali przed tygodniem. Goście natomiast, bardzo chcieli podtrzymać zwycięską passę. Virtualni od początku mocno nacisnęli i zaczęli spotkanie od dwóch atomowych strzałów, jednak bramkarz gości na spokojnie te piłki wybijał. Rywale cofnięci wyczekiwali swoich okazji i dawali się młodzieży z Virtualnych wyszaleć, samemu kontrując co jakiś czas. W 10 minucie goście, po bardzo ładnej kontrze trafili po raz pierwszy w tym spotkaniu. Jacek Pryjomski zagrał w uliczkę do wychodzącego Michała Kurowskiego a ten bez problemu zdobył bramkę na 1-0. Virtualni po tej bramce jakby delikatnie cofnięci, starali się konstruować swoje akcje natomiast goście wyczekiwali ponownie na swoje okazje. Taka taktyka się opłaciła. Tym razem jednak nie zdobyli bramki w kontrze tylko z rzutu karnego. Jacek Pryjomski wychodził ładnie do piłki i spóźniony zawodnik gospodarzy za mocno popracował fizycznie, spóźnił się z interwencją i arbiter pokazał "wapno". Marcin Wiktoruk bez problemu wykorzystał tę okazję i mieliśmy na zegarze 2-0. Minutę później w podobnej sytuacji znalazł się napastnik Virtualnych Szymon Kolasa, też był faulowany w polu karnym i też rzut karny wykorzystał. Na pięć minut do końca pierwszej połowy mieliśmy więc 2:1 i mecz był na tzw. kontakcie. Virtualni nacierali jak szaleni a Old Boys, jak cwane lisy ponownie wyczekiwali swoich szans. Druga połowa to ponowne starcie huraganowych ataków faworytów i cierpliwości drużyny gości. Gospodarze naciskali coraz mocniej i ich opór powoli kruszył mur defensywny oponentów. Pierwszy mocny sygnał od Virtualnych, że będą walczyć do końca nadszedł już w 26 minucie. Szymon Kolasa potężnie uderzył zza pola karnego, ale piłka tym razem trafiła w poprzeczkę i wyleciała na aut. Chwilę później gospodarze ponownie starali się zaskoczyć bramkarza gości, ale bez efektu. Oldboys byli bardziej konkretni. Duet Jacek Pryjomski i Marcin Wiktoruk bardzo ładnie zagrali z klepy i ten drugi bez problemu władował piłkę do siatki przeciwnika i było 3:1. Goście za szybko chcieli jednak bronić tego wyniku. Duet Michał Płotnicki oraz Szymon Kolasa szybko udowodnili dlaczego są jednymi z lepszych zawodników na swoich pozycjach w 4 lidze. Od 30 do 38 minuty zapakowali rywalowi 3 bramki i bez problemu objęli prowadzenie 4-3. Mecz zbliżał się już ku końcowi, gospodarze może trochę uśpieni wynikiem i dobrą grą zapomnieli że goście to doświadczeni ligowcy i łatwo nie odpuszczą. W 44 minucie Jacek Łukasiewcz dostał piękne podanie od Pawła Ekierta i nie zmarnował tej okazji zdobywając bramkę na remis 4-4. Virtualni tak naprawdę nie mieli nic do stracenia, remis nic im nie dawał, więc ruszyli ostro do przodu i ostatecznie dopięli swego! Niezawodny Szymon Kolasa wykorzystał ładne podanie Michała Burakowskiego i bez problemu zdobył swoją trzecią bramkę w tym spotkaniu. Mecz walki zakończył się zasłużonym zwycięstwem ekipy Virtualnych, ale ekipa z osiedla Derby na pewno nie ma się czego wstydzić. Oby więcej takich spotkań Panowie!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)