Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 10 Liga
W spotkaniu 12 kolejki dziesiątej ligi mieliśmy przyjemność oglądania starcia pomiędzy liderem rozgrywek, a ósmą drużyną tabeli. Przed spotkaniem typowaliśmy, że ekipa FC Alliance może nie mieć w tym spotkaniu pewności co do wygranej. Nie przeliczyliśmy się, ponieważ ekipa FC Warsaw Wilanów postawiła drużynie z Ukrainy bardzo ciężkie warunki do gry. To właśnie goście z Wilanowa otworzyli wynik spotkania za sprawą bramki kapitalnego tego dnia Marcina Sieradzkiego. Mimo tak fenomenalnego startu, relatywnie szybko gospodarze odpowiedzieli na to wydarzenie bramką Maksyma Borodina. Remis nie utrzymał się jednak zbyt długo, a w finalnym rozrachunku do przerwy, to właśnie FC Warsaw Wilanów schodziło na odpoczynek z jedną bramką przewagi, przy stanie 2:3. Druga odsłona rywalizacji to natomiast kontynuacja niezwykle zaciętej gry. Na szczególną uwagę zasługuje w niej trafienie Danylo Saltowskyi’ego, który to popisał się ekwilibrystycznym uderzeniem piętą. Mimo szalonej pogoni lidera sensacja stała się faktem. Goście zdobyli trzy punkty, pewnie wygrywając to spotkanie 5:7. Punkty zdecydowanie mogą cieszyć, ich dodatkowa wartość to natomiast zbliżenie się do Wólczańskich Smoków na zaledwie jedno „oczko”. Pogoń drużyny z lewobrzeżnej części Warszawy zdaje się opłacać, finalny sukces, czyli opuszczenie miejsc 8-10, które zagrażają spadkiem, jest na wyciągnięcie ręki.
Drużyna Polskie Drewno rundę wiosenną rozpoczęła od dwóch remisów z zespołami wyżej ulokowanymi w ligowej tabeli. Tym razem mierzyli się z FFK Oldboys II, którzy chcąc walczyć o pierwsze miejsce w tabeli musieli zacząć odrabiać straty z wcześniejszych spotkań. Mecz lepiej się rozpoczął dla Polskiego Drewna, które po dwóch bramkach Macieja Zaroda wyszło na prowadzenie. Zapowiadało się, że znowu odbiorą punkty lub chociaż się nimi podzielą z wyżej notowaną drużyną. Spotkanie było pełne zwrotów akcji i naprzemienną gonitwą za wynikiem po obydwu stronach. Najbardziej wyrównana okazała się pierwsza połowa, na końcu której to gospodarze mieli jedną bramkę więcej na swoim koncie. Większa obsada meczowa gości okazała się kluczowa dla przebiegu spotkania. Częstsze zmiany w polu, a idąca za nimi świeżość zawodników szybko zabrały powietrze z płuc gospodarzy, którzy cały czas próbowali się naprzemiennie bronić i atakować bramkę gości. Pomimo starań, oraz doskonałej dyspozycji dnia Macieja Zaroda, który zdobył wszystkie bramki dla swojej drużyny, rozpędzona ekipa FFK oddalała się z wynikiem finalnie wygrywając mecz 9:5, dzięki czemu zbliżyła się do pierwszej drużyny 10 ligi tracąc już tylko dwa „oczka”. Teraz przed obiema drużynami mecze przeciwko ekipom ze strefy spadkowej, które chcąc ją opuścić zrobią wszystko, co w ich mocy, aby ugrać jak najwięcej.
Zdecydowanym faworytem spotkania pomiędzy Więcej Sprzętu Niż Talentu II z drugim zespołem Fuszerki byli goście, którzy cały czas liczą się w walce o mistrzostwo. Ich rywal zajmował ostanie miejsce w tabeli ze sporą stratą do bezpiecznej lokaty. Początek spotkania był bardzo wyrównany, ale już w 4 minucie skutecznym strzałem z własnej połowy popisał się zawodnik gości i po błędzie bramkarza objął prowadzenie. W kolejnych akcjach nie było już żadnego przypadku i wyżej notowany zespół w ciągu trzech minut trzykrotnie znalazł drogę piłki do bramki swoich rywali. Po tym ciosie zespół gospodarzy zdołał się otrząsnąć i w kolejnych minutach ich gra defensywna wyglądała znacznie lepiej. Niestety dla nich nie potrafili sobie stworzyć żadnej klarownej sytuacji w pierwszej połowie meczu i na przerwę schodzili z deficytem czterech bramek. Rozmowy motywacyjne odbyte w przerwie meczu nie dały żadnych rezultatów, ponieważ już w pierwszych dwóch akcjach drugiej odsłony spotkania stracili kolejne dwie bramki. Mogło być jeszcze gorzej, ale za trzecim piłka wylądowała tylko na słupku. Czego nie udało się dokonać w minucie 28, goście dokonali 3 minuty później i wyszli na siedmiobramkowe prowadzenie. Chwilę później gospodarze mogli się cieszyć z honorowego trafienia, na które jeszcze dwukrotnie odpowiedzieli goście. Ostatecznie Fuszerka II pewnie pokonała zespół Więcej Sprzętu Niż Talentu II 9:1 i ma już tylko dwa punkty straty do lidera. Dla ich rywala to już 12 porażka w tym sezonie i już tylko cud może sprawić, że ten zespół utrzyma się na tym poziomie rozgrywkowym.
Kolejnym meczem było spotkanie ekip z dwóch różnych części tabeli. Awantura Warszawa cały czas myśli o wskoczeniu na podium 10 ligi, natomiast Wólczańskie Smoki po serii 5 porażek z rządu coraz mocniej zbliżają się do strefy spadkowej. Mecz zdecydowanie lepiej zaczęła drużyna gospodarzy, ich gra od początku wyglądała bardzo dobrze dzięki czemu stwarzali sobie wiele bramkowych sytuacji. Już po kilku minutach gry Awantura prowadziła 3-0 i wszystko wskazywało, że na Arenie Picassa będziemy świadkami pogromu. Dodatkowo jeden z zawodników gości znajdujący się na ławce rezerwowych "zagrzał się" na tyle mocno, że sędzia po niecenzuralnych komentarzach w swoją stronę pokazał mu czerwoną kartkę. To również miało zdecydowany wpływ na końcowy rezultat, ponieważ był to jedyny rezerwowy zawodnik jakim dysponowali Wólczańskie Smoki. Światełkiem w tunelu była jeszcze bramka zdobyta w końcówce pierwszej połowy, na którą obie ekipy schodziły przy wyniku 3-1. Trzeba przyznać, że taki rezultat to dla gości najniższy wymiar kary. Druga połowa gry wyglądała łudząco podobnie do pierwszej. Gospodarze mieli pełną kontrolę nad przebiegiem gry, a zawodnicy gości stanowili dla nich tylko tło. Grająca bez zmian ekipa Wólczańskich Smoków szybko opadła z sił i gole padały już tylko do jednej bramki. Z bardzo dobrej strony w tym meczu pokazał się Daniel Szadkowski, który zaliczył w tym meczu aż pięć bramek, co czyni go zdecydowanie najlepszym piłkarzem tego meczu. Spotkanie zakończyło się wynikiem 13-1, który w zupełności odzwierciedla przebieg tej rywalizacji. Sytuacja Wólczańskich Smoków wydaje się coraz gorsza, ale liczymy na to, że w kolejnych meczach pokażą się ze zdecydowanie lepszej strony. Dla gospodarzy zwycięstwo to jest o tyle ważne, że zachowują szanse na dogonienie podium 10 ligi.
Wieczorne spotkanie 10 Ligi było starciem drużyn, które jeszcze nie odniosły porażki w tym roku kalendarzowym. Passa Predici się skończyła w dużej mierze przez dwa błędy na początku spotkania, które pozwoliły odskoczyć drugiej drużynie Borowików od już od pierwszych sekund spotkania. Oczywiście brawa należą się też zawodnikom Borowików II, którzy wykorzystali niefrasobliwość gospodarzy. Przykład stanowi Kacper Krzyt, który już przy rozpoczęciu, celnym strzałem z dystansu dał prowadzenie drużynie gości. Borowiki II przez większość spotkania podchodziły wysoko na połowę Predici, utrudniając zawodnikom drużyny przeciwnej przetransportowanie piłki pod drugie pole karne, więc przez większą część spotkania ciężko było można mówić o zagrożeniu bramki Kamila Borkowskiego. Dopiero w okolicach 35 minuty, przy wyniku 0:4 dla gości zaczęły być widoczne pęknięcia w formacji obronnej Borowików II. Predica zaczęła tworzyć groźniejsze akcje (szczególnie tutaj się wykazywał Dominik Suracki i Łukasz Gumula), gra się bardziej otworzyła z obu stron. Humor gospodarzy ponownie jednak popsuł Kacper Krzyt, który w drugiej połowie do swojego bilansu bramkowego dopisał jeszcze jedno trafienie - tym razem na 0:5. Ostatecznie, pod koniec spotkania gospodarze grający już w dużej mierze o honor zrobili kilka fajnych akcji, a nawet zdobyli bramkę honorową. Autorem trafienia na 1:5 był Dominik Suracki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)