Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 8 Liga
W niedzielny poranek rywalizację w 8 lidze rozpoczęły ekipy Elitarni Gocław oraz Decco Team. Spotkanie zapowiadało się bardzo interesująco, ponieważ na trzy kolejki przed końcem rozgrywek obie ekipy miały jeszcze szansę na bezpośredni awans. Waga tego spotkania była więc niemała i lepiej z takim ciężarem gatunkowym w pierwszych minutach meczu radzili sobie gospodarze. Wynik spotkania otworzył Marcin Branowski, który wykorzystał mocne podanie po ziemi z boku boiska od Łukasza Dawida. Przewaga gospodarzy rosła z minuty na minutę, zdecydowanie przeważali w środku pola, a ich gra była zdecydowanie bardziej poukładana. Bramka na 2:0 dla Elitarnych autorstwa Łukasza Eljasiaka to piękna akcja z Marcinem Brzozowskim, którzy we dwójkę rozklepali obronę Decco Team. Dopiero w dziesiątej minucie pierwszego gola w tym meczu zdobyła drużyna gości. Dwójkową akcję z Rafałem Janikiem wykończył Tomasz Lipka i na tablicy wyników mieliśmy 2:1. W kolejnych minutach, kontrolę nad meczem ponownie przejęli gospodarze. Do końca pierwszej połowy ich przewaga jeszcze bardziej rosła, co przyczyniło się do zdobycia dwóch kolejnych trafień i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4:1. Druga część spotkania to walka w środku pola i wymiana ciosów z obu stron. Swoje robili też bramkarze, którzy popisywali się świetnymi interwencjami na linii bramkowej. W tą część meczu lepiej weszli zawodnicy gości, którzy to za sprawą Adama Piotrowskiego zdobyli pierwszą bramkę w drugiej połowie. Zawodnicy Decco Team nie mając już nic do stracenia otwierali się coraz bardziej, co niestety w konsekwencji skutkowało utratą kolejnych bramek. Przy stanie 6:3 obu ekipom udało się jeszcze zdobyć po jednej bramce. Mecz ostatecznie kończy się rezultatem 7:4, który sprawia że ekipa z Gocławia zapewnia sobie bezpośredni awans do 7 ligi. Decco Team natomiast ma już tylko matematyczne szanse na awans do wyższej klasy rozgrywkowej i niestety muszą czekać na potknięcia rywali, bo już nic nie leży w ich "rękach".
A.D.S Scorpion’s żeby pozostać cały czas na miejscu premiującym awansem do 7 ligi musiał bezapelacyjnie zdobyć komplet oczek w meczu z zajmującym miejsce niemalże na dnie ligowej tabeli NAF Genduś. Faworyzowani goście tego spotkania po intensywnej rozgrzewce jakby stracili trochę sił i już w pierwszej minucie stracili bramkę, którą zdobył Sebastian Groszyk. To nie podłamało zawodników gości, którym udało się wyrównać już kilka akcji później. Kontrole nad meczem zaczęli przejmować Scorpionsi, ale nie udało się wykorzystać kilku dogodnych sytuacji do strzelenia bramki. Dopiero po kwadransie gry Adam Wierzbicki wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Genduś się nie poddawał, jeszcze w pierwszej połowie gospodarze zdobyli dwie bramki i na przerwę schodzili prowadząc 3:2. Trener Kałuski w przerwie motywował swoich zawodników do skuteczniejszej gry i ironicznie można powiedzieć, że udało mu się to bardzo dobrze, bo już w pierwszej akcji drugiej połowy bramkę zdobył Aleksander Wawrowski, szkoda tylko, że do swojej bramki, co pozwoliło NAF Genduś wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Po tej bramce uruchomił nam się Jarosław Marek, który naładowany jakąś energią kinetyczną, jakby przed meczem obejrzał kilka odcinków Dragon Balla i złotowłosego Son Goku w roli głównej. Jarek wziął ciężar gry na siebie, dyrygował grą obronną, stwarzał sytuacje pod bramką rywali, można powiedzieć, że występ kompletny. Entuzjazm Jarosława Marka udzielił się pozostałym zawodnikom, którzy grali jak z nut i wzięli się do odrabiania strat. Najpierw w przeciągu 2 minut doprowadzili do wyrównania, a w końcówce spotkania dołożyli dwa kolejne trafienia i po ciężkim boju udało się wyrwać upragnione 3 punkty i zawodnicy trenera Kałuskiego mogą ze spokojem patrzeć na decydujące kolejki w powoli kończącym się sezonie.
Przed startem 16. kolejki tylko jedna drużyna ósmej ligi punktowała tak dobrze jak Sportowe Zakapiory na przestrzeni trzech poprzednich kolejek – Tsubasa Ozora (odpowiednio: 7 i 9 punktów). Gdy spotykają się drużyny w tak dobrej formie należy zakładać, że mecz będzie rozgrywany na wysokim poziomie. Stawka była wysoka, bo obie drużyny wciąż mogły marzyć o awansie do wyższej ligi, więc tym bardziej było to spotkanie o dużym ciężarze gatunkowym. Nie zawiedli się obserwatorzy tego spotkania (wśród nich pięciu członków organizacji) - działo się dużo, a emocje momentami sięgały zenitu. Mówi się, że idealny mecz obejmuje piękne gole, zwroty akcji, kontrowersje, czerwone kartki i rzut karny. Tym razem zabrakło tylko tego ostatniego, ale dwa gole z rzutów wolnych na otwarcie spotkania (na 1:0 i 1:1) wynagrodziły nam ten fakt i i tak mamy wrażenie, że było to jedno z ciekawszych spotkań tej serii gier. Początkowo przewagę mieli gospodarze, którzy za sprawą Daniela Lasoty (wybranego później MVP kolejki) uciekali swoim rywalom. Zawodnik Zakapiorów zdobył w tym meczu hat-tricka, choć goli mógł mieć jeszcze więcej. Nieuznana bramka zirytowała gospodarzy, którzy poczuli na plecach oddech Tsubasy. Goście zdołali trafić kilkukrotnie do siatki ZS, dzięki czemu szanse na odrobienie wyniku rosły. Jeszcze wyższe stały się, gdy sędzia ukarał Zakapiorów kartkami - żółtą i czerwoną. Atmosfera zrobiła się naprawdę gorąca, ale bramki dające gospodarzom trzybramkową przewagę zamknęły mecz. Mimo wyniku 6:3 starcie do ostatnich minut trzymało w napięciu. Elementy brudnej gry miały wpływ na odbiór spotkania, ale szczęśliwie nie przyćmiły w całości tego arcyciekawego (i ważnego dla układu tabeli) starcia.
FC Po Nalewce to drużyna, która cały czas liczy się w walce o medale i awans o ligę wyżej. Borowiki natomiast po dwóch porażkach z rzędu straciły szanse na utrzymanie się na tym poziomie rozgrywkowym. Pomimo tego od początku meczu gra była bardzo wyrównana i żadna z drużyn nie chciała popełnić błędu w obronie. Gra toczyła się przeważnie w środkowej części boiska i bramkarze nie mieli za dużo pracy. Pod koniec pierwszego kwadransu gry goście przeprowadzili ładną akcję, którą na bramkę zamienił Daniel Kaczmarek. Podrażnieni straconą bramką gospodarze zaczęli coraz śmielej atakować, ale ich akcje nie przyniosły zamierzonego efektu. Kiedy już wszyscy zbierali się na krótki odpoczynek, w ostatniej sytuacji w tej części meczu Łukasz Gaba pokonał bramkarza rywali i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem remisowym. Chwilę odpoczynku lepiej wykorzystali goście, ale piłka po strzale jednego z nich trafiła w słupek. Kolejne minuty, mimo kilku sytuacji bramkowych nie przyniosły zmiany rezultatu. Złą passę przełamali w 40 minucie gospodarze, którzy pierwszy raz w tym spotkaniu wyszli na prowadzenie i nie oddali go do końca meczu. Dodatkowo tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego podwyższyli prowadzenie i dzięki temu FC Po Nalewce zainkasował kolejne trzy punkty. Punkty te pozwoliły na zachowanie matematycznych szans na miejsce medalowe. Drużyna Borowików po trzeciej porażce z rzędu niestety kończy sezon na miejscu spadkowym.
Zarówno drużyna NAF Genduś jak i Orły Białe Auuu to ekipy, które na cztery kolejki przed zakończeniem sezonu są już pewne spadku. W niewiele lepszych humorach mogą być zawodnicy gospodarzy, którzy w ostatniej kolejce niespodziewanie odnieśli pierwsze zwycięstwo. Ich przeciwnik od dawna nie zaznał smaku zwycięstwa i liczył na przełamanie w sobotni wieczór. Od początku spotkanie było bardzo wyrównane i obydwie drużyny stwarzały sobie pojedyncze sytuacje bramkowe. W tej części spotkania bardzo dobrze spisywali się golkiperzy obydwu drużyn i przez sporą część pierwszej połowy mieliśmy rezultat bezbramkowy. Po pierwszym intensywnym kwadransie zespół gości opadał powoli z sił i zarysowywała się coraz większa przewaga gospodarzy. W ostatnich pięciu minutach tej części meczu aż trzykrotnie zdołali pokonać bramkarza przeciwników i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 3-0 dla zawodników Gendusia. Drugie 25 minut wyglądało bardzo podobnie jak ostatnie fragmenty pierwszej połowy. Inicjatywę mieli gospodarze i pewnie kontrolowali przebieg spotkania. Ich defensywa była bardzo szczelna i napastnicy gości nie byli w stanie poważnie zagrozić bramce przeciwników. Dodatkowo, kolejne bramki dorzucali zawodnicy gospodarzy, powiększając swoje prowadzenie. Ostatecznie skończyło się na siedmiu trafieniach, dzięki czemu NAF Genduś pewnie pokonuje swoich rywali i odnosi drugie zwycięstwo z rzędu. Drużyna Orłów Białych Auuu ponosi kolejną porażkę i spada na ostatnie miejsce w logowej tabeli.
W niedzielny poranek rywalizację w 8 lidze rozpoczęły ekipy Elitarni Gocław oraz Decco Team. Spotkanie zapowiadało się bardzo interesująco, ponieważ na trzy kolejki przed końcem rozgrywek obie ekipy miały jeszcze szansę na bezpośredni awans. Waga tego spotkania była więc niemała i lepiej z takim ciężarem gatunkowym w pierwszych minutach meczu radzili sobie gospodarze. Wynik spotkania otworzył Marcin Branowski, który wykorzystał mocne podanie po ziemi z boku boiska od Łukasza Dawida. Przewaga gospodarzy rosła z minuty na minutę, zdecydowanie przeważali w środku pola, a ich gra była zdecydowanie bardziej poukładana. Bramka na 2:0 dla Elitarnych autorstwa Łukasza Eljasiaka to piękna akcja z Marcinem Brzozowskim, którzy we dwójkę rozklepali obronę Decco Team. Dopiero w dziesiątej minucie pierwszego gola w tym meczu zdobyła drużyna gości. Dwójkową akcję z Rafałem Janikiem wykończył Tomasz Lipka i na tablicy wyników mieliśmy 2:1. W kolejnych minutach, kontrolę nad meczem ponownie przejęli gospodarze. Do końca pierwszej połowy ich przewaga jeszcze bardziej rosła, co przyczyniło się do zdobycia dwóch kolejnych trafień i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4:1. Druga część spotkania to walka w środku pola i wymiana ciosów z obu stron. Swoje robili też bramkarze, którzy popisywali się świetnymi interwencjami na linii bramkowej. W tą część meczu lepiej weszli zawodnicy gości, którzy to za sprawą Adama Piotrowskiego zdobyli pierwszą bramkę w drugiej połowie. Zawodnicy Decco Team nie mając już nic do stracenia otwierali się coraz bardziej, co niestety w konsekwencji skutkowało utratą kolejnych bramek. Przy stanie 6:3 obu ekipom udało się jeszcze zdobyć po jednej bramce. Mecz ostatecznie kończy się rezultatem 7:4, który sprawia że ekipa z Gocławia zapewnia sobie bezpośredni awans do 7 ligi. Decco Team natomiast ma już tylko matematyczne szanse na awans do wyższej klasy rozgrywkowej i niestety muszą czekać na potknięcia rywali, bo już nic nie leży w ich "rękach".
A.D.S Scorpion’s żeby pozostać cały czas na miejscu premiującym awansem do 7 ligi musiał bezapelacyjnie zdobyć komplet oczek w meczu z zajmującym miejsce niemalże na dnie ligowej tabeli NAF Genduś. Faworyzowani goście tego spotkania po intensywnej rozgrzewce jakby stracili trochę sił i już w pierwszej minucie stracili bramkę, którą zdobył Sebastian Groszyk. To nie podłamało zawodników gości, którym udało się wyrównać już kilka akcji później. Kontrole nad meczem zaczęli przejmować Scorpionsi, ale nie udało się wykorzystać kilku dogodnych sytuacji do strzelenia bramki. Dopiero po kwadransie gry Adam Wierzbicki wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Genduś się nie poddawał, jeszcze w pierwszej połowie gospodarze zdobyli dwie bramki i na przerwę schodzili prowadząc 3:2. Trener Kałuski w przerwie motywował swoich zawodników do skuteczniejszej gry i ironicznie można powiedzieć, że udało mu się to bardzo dobrze, bo już w pierwszej akcji drugiej połowy bramkę zdobył Aleksander Wawrowski, szkoda tylko, że do swojej bramki, co pozwoliło NAF Genduś wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Po tej bramce uruchomił nam się Jarosław Marek, który naładowany jakąś energią kinetyczną, jakby przed meczem obejrzał kilka odcinków Dragon Balla i złotowłosego Son Goku w roli głównej. Jarek wziął ciężar gry na siebie, dyrygował grą obronną, stwarzał sytuacje pod bramką rywali, można powiedzieć, że występ kompletny. Entuzjazm Jarosława Marka udzielił się pozostałym zawodnikom, którzy grali jak z nut i wzięli się do odrabiania strat. Najpierw w przeciągu 2 minut doprowadzili do wyrównania, a w końcówce spotkania dołożyli dwa kolejne trafienia i po ciężkim boju udało się wyrwać upragnione 3 punkty i zawodnicy trenera Kałuskiego mogą ze spokojem patrzeć na decydujące kolejki w powoli kończącym się sezonie.
Przed startem 16. kolejki tylko jedna drużyna ósmej ligi punktowała tak dobrze jak Sportowe Zakapiory na przestrzeni trzech poprzednich kolejek – Tsubasa Ozora (odpowiednio: 7 i 9 punktów). Gdy spotykają się drużyny w tak dobrej formie należy zakładać, że mecz będzie rozgrywany na wysokim poziomie. Stawka była wysoka, bo obie drużyny wciąż mogły marzyć o awansie do wyższej ligi, więc tym bardziej było to spotkanie o dużym ciężarze gatunkowym. Nie zawiedli się obserwatorzy tego spotkania (wśród nich pięciu członków organizacji) - działo się dużo, a emocje momentami sięgały zenitu. Mówi się, że idealny mecz obejmuje piękne gole, zwroty akcji, kontrowersje, czerwone kartki i rzut karny. Tym razem zabrakło tylko tego ostatniego, ale dwa gole z rzutów wolnych na otwarcie spotkania (na 1:0 i 1:1) wynagrodziły nam ten fakt i i tak mamy wrażenie, że było to jedno z ciekawszych spotkań tej serii gier. Początkowo przewagę mieli gospodarze, którzy za sprawą Daniela Lasoty (wybranego później MVP kolejki) uciekali swoim rywalom. Zawodnik Zakapiorów zdobył w tym meczu hat-tricka, choć goli mógł mieć jeszcze więcej. Nieuznana bramka zirytowała gospodarzy, którzy poczuli na plecach oddech Tsubasy. Goście zdołali trafić kilkukrotnie do siatki ZS, dzięki czemu szanse na odrobienie wyniku rosły. Jeszcze wyższe stały się, gdy sędzia ukarał Zakapiorów kartkami - żółtą i czerwoną. Atmosfera zrobiła się naprawdę gorąca, ale bramki dające gospodarzom trzybramkową przewagę zamknęły mecz. Mimo wyniku 6:3 starcie do ostatnich minut trzymało w napięciu. Elementy brudnej gry miały wpływ na odbiór spotkania, ale szczęśliwie nie przyćmiły w całości tego arcyciekawego (i ważnego dla układu tabeli) starcia.
FC Po Nalewce to drużyna, która cały czas liczy się w walce o medale i awans o ligę wyżej. Borowiki natomiast po dwóch porażkach z rzędu straciły szanse na utrzymanie się na tym poziomie rozgrywkowym. Pomimo tego od początku meczu gra była bardzo wyrównana i żadna z drużyn nie chciała popełnić błędu w obronie. Gra toczyła się przeważnie w środkowej części boiska i bramkarze nie mieli za dużo pracy. Pod koniec pierwszego kwadransu gry goście przeprowadzili ładną akcję, którą na bramkę zamienił Daniel Kaczmarek. Podrażnieni straconą bramką gospodarze zaczęli coraz śmielej atakować, ale ich akcje nie przyniosły zamierzonego efektu. Kiedy już wszyscy zbierali się na krótki odpoczynek, w ostatniej sytuacji w tej części meczu Łukasz Gaba pokonał bramkarza rywali i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem remisowym. Chwilę odpoczynku lepiej wykorzystali goście, ale piłka po strzale jednego z nich trafiła w słupek. Kolejne minuty, mimo kilku sytuacji bramkowych nie przyniosły zmiany rezultatu. Złą passę przełamali w 40 minucie gospodarze, którzy pierwszy raz w tym spotkaniu wyszli na prowadzenie i nie oddali go do końca meczu. Dodatkowo tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego podwyższyli prowadzenie i dzięki temu FC Po Nalewce zainkasował kolejne trzy punkty. Punkty te pozwoliły na zachowanie matematycznych szans na miejsce medalowe. Drużyna Borowików po trzeciej porażce z rzędu niestety kończy sezon na miejscu spadkowym.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)