Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 8 Liga
Niezwykle ciekawie zapowiadało się spotkanie Junaka ze Sportowymi Zakapiorami. Obie ekipy są w czołówce tabeli i mają realne szanse na to by w tym sezonie zdobyć medale. Jeżeli konfrontuje się lider z trzecim zespołem to emocji nie mogło zabraknąć. Już w pierwszych minutach widać było, że niezwykle poważnie obie drużyny potraktowały to starcie, bo zarówno frekwencja wśród zawodników jak i kibiców mimo wczesnej pory rozgrywania meczu była spora. Lepiej zaczęli goście, bo po składnej akcji Łukasz Figura dał prowadzenie ekipie Patryka Kowalczyka. Junak początkowo jakby zaskoczony dobrą postawą rywala potrzebował trochę czasu by wejść w rytm spotkania. Jednak jak już się rozpędził, to na dobre. Po jednej z akcji Adam Rakowski dośrodkował w pole karne, a Yuriy Trush kapitalnymi nożycami pokonał golkipera przeciwników. W pierwszej odsłonie było jeszcze kilka okazji z obu stron ale świetnie spisywali się bramkarze i do przerwy na tablicy wyników widniał remis 1:1. Druga połowa była jeszcze ciekawsza. Po kilku akcjach z obu stron wreszcie doczekaliśmy się trzeciego gola. Paweł Groszkowski po znakomitym przechwycie strzelił bramkę na 2:1. Goście wiedząc, że strata punktów może spowodować, że rywale znacząco powiększą przewagę w tabeli ruszyli do ataku. Jednak mimo wielu prób nie mogli sforsować szczelnej defensywy gospodarzy. Ci czyhali na kontry i właśnie po jednej z nich podwyższyli prowadzenie. Najlepszy w tym dniu na boisku Yuriy Trush dołożył nogę po zagraniu Pawła Groszkowskiego, futbolówka ugrzęzła w siatce i wydawało się że jest po meczu. Jednak w końcówce zrobiło się ciekawie. Kontaktowego gola Sportowe Zakapiory zdobyły w momencie gdy gracz Junaka leżał na ziemi po starciu. Ekipa Krzyśka Krzewińskiego zamiast wybić piłkę chciała skontrować rywala. Jednak zamiast zamknąć mecz to stworzyła sobie nerwową końcówkę. Przy stanie 3:2 Junak bronił się już całą drużyną i ostatecznie dowiózł korzystny wynik do końca.
Równocześnie na drugim boisku Areny Grenady rozgrywał się inny mecz w ramach 8 ligi pomiędzy Gendusiem, a Elitarnymi Gocław. Chyba z powodu wczesnej pory, trochę czasu minęło, zanim goście na dobre się rozbudzili i to Genduś miał w pierwszych minutach spotkania przewagę. Mógł nawet objąć prowadzenie, ale piłka po jednym ze strzałów trafiła w słupek. To ostrzeżenie od przeciwników podziałało nadzwyczaj mobilizująco na gości, bo to ekipa z Gocławia jako pierwsza strzeliła gola. Genduś parę minut później wyrównał po rzucie rożnym i jak się mogliśmy przekonać w dalszej części meczu, nie było to dziełem przypadku, bo drugą bramkę zdobyli w bliźniaczy sposób. Ale zanim to się jeszcze stało, Elitarni odskoczyli z wynikiem na 1:3, po części przy pomocy rywala, który raz sam skierował piłkę do własnej bramki. Do przerwy obie ekipy zdobyły jeszcze po jednej bramce i na krótki odpoczynek schodziły przy wyniku 2:4. Po zmianie stron, Genduś znów pokazał jak powinno się rozgrywać stałe fragmenty gry. Tym razem skutecznie rozegrali rzut wolny, kiedy to precyzyjnym strzałem popisał się Mateusz Bubrzyk i gospodarze znów złapali kontakt z przeciwnikiem. Gdy obie ekipy trafiły jeszcze po razie, do końca spotkania zostało kilka minut. Przy stanie 4:5 Genduś miał piłkę na remis, ale znów zabrakło im skuteczności. To był kluczowy moment. Niewykorzystana szansa na remis się zemściła, a Elitarni przypieczętowali swoją wygraną kolejnymi dwoma bramkami. Mecz zakończył się wynikiem 4:7, choć gdyby nie straty w obronie Gendusia, wynik mógłby być inny.
Spotkanie dwóch zespołów, które desperacko potrzebują punktów. Borowiki, podobnie jak Orły Białe AUUU okupowały przed tym meczem strefę spadkową, także było jasne, że będzie to bardzo wyrównany pojedynek. Nie myliliśmy się. Pierwszy kwadrans to bardzo ostrożna gra obu zespołów i duża koncentracja w obronie, czego nie można niestety powiedzieć o napastnikach, którym brakowało sporo szczęścia do zdobycia bramki. Jednak ten strzelecki impas został przełamany przez Radka Niziołka, który po akcji kombinacyjnej z Danielem Kaczmarkiem trafił do bramki rywali na 1:0. Był to jedyny gol w pierwszej odsłonie, a jak się później okazało, najciekawsze chwile meczu czekały na wszystkich po zmianie stron. Po około dziesięciu minutach drugiej połowy dokładnym podaniem popisał się Paweł Wiśniewski, a dogodnej sytuacji na wyrównanie nie zmarnował kapitan Orłów Daniel Trzaskoma. Bramka na 2:1 dla gospodarzy to popis umiejętności strzeleckich Piotrka Ułasiuka, który wyłuskał piłkę od rywali i pięknym strzałem w okno bramki pokonał Radka Laszuka. Na odpowiedź czekaliśmy raptem kilka minut, który w polu karnym dopadł do odbitej przez golkipera rywali piłki i dość szczęśliwie – gdyż od słupka – dobił piłkę, doprowadzając po raz drugi do remisu w tym spotkaniu, tym razem w wymiarze 2:2. Ostatnie minuty spotkania obfitowały w twardą walkę, chociaż trzeba przyznać, że w granicach przepisów. Kiedy wydawało się, że dojdzie do podziału punktów, doskonałą okazję strzelecką wykreował Daniel Kaczmarek, a sytuację wykończył Bartek Piepióra, który płaskim strzałem zapewnił „Grzybkom” zwycięstwo 3:2. Bardzo cenne punkty w kontekście utrzymania w VIII-mej Lidze. Dla Orłów Białych AUUU była to dość gorzka porażka zwłaszcza, że grali naprawdę nieźle i dzielnie walczyli o punkty.
Spotkanie dziesiątej kolejki 8 ligi, pomiędzy ekipami FC Po Nalewce, a Decco Team zapowiadało się już na samym starcie niezwykle interesująco. Bezpośrednie sąsiedztwo w ligowej tabeli zdecydowanie zwiększało powagę tej rywalizacji. Gra od samego początku była równa mimo przewagi w strzałach graczy DECCO. Niestety dla młodszej ekipy w biało-czarnych strojach nie udało się przekuć tej przewagi w bramki. Bardziej doświadczeni zawodnicy FC Po Nalewce zdołali wytrzymać napory rywala, a niezawodny Sławomir Ogorzelski wyprowadził swój zespół na prowadzenie w 15 minucie. Wynik utrzymał się do przerwy, po której musieliśmy czekać niemalże kolejny pełny kwadrans na następną bramkę. Tym razem to Jan Srebro zdołał pokonać bramkarza gospodarzy i mieliśmy już 1:1. Radość nie trwała niestety dla gości zbyt długo. Huraganowe ataki zaledwie sekundy później, po raz kolejny zabrały im prowadzenie oraz wyprowadziły rywala na bezpieczną różnicę trzech bramek. Ekipa FC Po Nalewce miała jeszcze szansę na podwyższenie swojego prowadzenia w końcowych fragmentach meczu. Niestety po faulu na jednym z graczy Konradowi Bińczykowi nie udało się zamienić jedenastki na bramkę, a tym samym rywalizacja zakończyła się przy wyniku 4:1. Gospodarze nie mogli sobie wymarzyć lepszego startu rundy. Zwycięstwo nad Decco zapewniło im bowiem ligowy awans. Po pierwszej serii gier zajmują trzecie miejsce z przewagą jednego oczka nad włochowskich A.D.S-em.
“Forma Tsubasy Ozora jest dla nas kompletną niewiadomą” - rozpoczęliśmy zapowiedź 10. kolejki 8. ligi. Wspominaliśmy zwycięstwo TO nad Skorpionami 13:3 z rundy jesiennej, zaznaczając, że tym razem nie spodziewamy się takiego meczu. Faktycznie, zespół braci Jankowskich nie grał w tym meczu tak dobrze, ale jeśli chodzi o jednostronność, to niewiele się zmieniło. Już od pierwszych minut napierali goście. Dobre interwencje bramkarza Tsubasy tylko przez chwilę pozwalały zachować bezbramkowy remis. Wynik dość szybko otworzył Bartek Filip, który był tego dnia prawdziwie bezlitosny dla obrońców w czarnych koszulkach. Zresztą nie tylko on. Chwilę później do siatki trafił Wawrowski po podaniu Poniatowskiego, który zdobył również trzecią bramkę w tym meczu. Poirytowany i podwójnie zmotywowany gwiazdor Tsubasy, Mateusz Wodnicki, postanowił wziąć sprawy w swoje nogi i dać swoim kolegom sygnał do walki o poprawę sytuacji. Zdobył gola na 1:3, który faktycznie obudził nadzieje wśród miłośników japońskiej bajki. Rywale szybko sprowadzili ich na ziemię, strzelając na 1:4 tuż przed przerwą. Odrobienie trzech bramek zazwyczaj nie brzmiałoby jak “mission impossible”, ale żeby to mogło się udać, trzeba chociaż próbować tworzyć akcje, pamiętając o obronie. Tsubasa w drugiej połowie postawiła wszystko na jedną kartę, co bezlitośnie wykorzystali ich rywale. Strzelał Filip, strzelał Wawrowski i strzelał Poniatowski. Ledwie się obejrzeliśmy, a w notatkach już widzieliśmy wynik 1:10. Prowadzący zespół Ozory zapowiadali wcielenie się w rolę Mourinho i Guardioli, a skończyli jak Ancelotti z ostatniego “El Clásico”, w którym rywale w pełni przejęli inicjatywę. Bramkę na otarcie łez zdobył Mitoraj, ale to tylko podrażniło zespół Skorpionów, którzy zdobyli jeszcze kilka goli, a mecz zakończył się wynikiem 2:13.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)