Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 4 Liga
Zmagania w 4 lidze rozpoczęliśmy od wczesnego poranka na Arenie Grenady, gdzie naprzeciw siebie stanęli: siódma w tabeli Awantura oraz lider tego poziomu rozgrywkowego LTM Warsaw. Dystans jaki dzielił te dwie drużyny w tabeli mógł być mylący. Gospodarze przed spotkaniem tracili do rywala 6 pkt. do tego świetnie weszli w rundę, więc liczyliśmy na dobry piłkarsko mecz i nie zawiedliśmy się. Mimo braku goli przez większość pierwszej części gry, rywalizacja była dość ciekawa. Awantura przeważała i próbowała sforsować obronę przeciwnika w ataku pozycyjnym, LTM liczył bardziej na szybkie wyjście z kontrą i w tym szukał swoich okazji. Sebastian Dominiak i spółka dochodzili co prawda do niezłych sytuacji strzeleckich, ale brakowało im lepszego wykończenia. Mniej okazji mieli goście, za to byli bardziej konkretni w swoich poczynaniach, tyle tylko, że to co leciało w światło bramki, dobrze bronił bramkarz Awanturników. W końcówce pierwszej części sędzia podyktował rzut wolny na skraju pola karnego. Takiej okazji nie przepuścił Krzysiek Kulibski i precyzyjnym strzałem posłał piłkę do siatki, ustalając wynik do przerwy na 0:1. W drugiej połowie LTM chciał postawić na obronę licząc, że uda mu się punktować rywala. Jak się okazało, to Awantura, gdy w końcu „napoczęła" oponenta, to właściwie posłała lidera na deski. Kluczowa była bramka Artura Dębskiego. Ten gol otworzył cały worek, a z każdym kolejnym trafieniem Awantura dostawała wiatru w żagle. Coraz bardziej zmęczony LTM dostawał kolejne ciosy, a w dużej mierze duet Damian Sawicki – Grzegorz Himkowski zapewniali swojej drużynie kolejne bramki. Gospodarze tych goli mogliby zdobyć znacznie więcej, chociażby wtedy, gdy wychodzili z kontrą 4 na 1 czy też gdy zbyt długo bawili się pod bramką rywala. Tyle tylko, że wtedy losy meczu były już praktycznie rozstrzygnięte. Awantura zasłużenie wygrała 8:1 i przy takiej formie wyrasta na kandydata do mistrzostwa. LTM mimo porażki wciąż pozostawał liderem czekając na rezultat meczu Iglicy Warszawa z Popalonymi Stykami.
Patrząc na kadrę meczową Iglicy w tym spotkaniu można było pomyśleć, że panowie zamiast w lidze szóstek, postanowili powrócić do gry na dużym placu. Przed Radkiem Sówką było nie lada wyzwanie, bo zarządzać kadrą 13 osób z pewnością nie należy do łatwych zadań. Pierwsze minuty były dość wyrównane, chwilę musieliśmy poczekać na pierwszą bramkę. W 8 minucie wspomniany wcześniej Radek Sówka długo przytrzymywał zawodnika rywala za koszulkę, powstrzymując atak na swoją bramkę, za co został ukarany żółtą kartką. Minutę później mieliśmy już 0:1 dla Popalonych Styków, które wykorzystały grę w przewadze. Pięć minut później mieliśmy wyrównanie za sprawą Daniela Majchrzaka. Pierwsza część zakończyła się wynikiem 1:1, choć obie drużyny miały okazje do zmiany rezultatu. W drugiej części lepiej prezentowała się Iglica, która osiągała coraz większą przewagę, nad opadającym z sił rywalem. W 29 minucie, Daniel Majchrzak przejął piłkę na połowie przeciwnika i pewnym strzałem pokonał golkipera rywali. Gospodarze nie osiedli na laurach i dalej atakowali, można powiedzieć, że trzecia bramka dla Iglicy wisiała w powietrzu. Iglica dopięła swego w 37 minucie. Jeszcze bramkarz Styków zdołał dobrze odbić strzał jednego z Igliczan, ale już przy dobitce z główki Radka Sówki mógł się zachować nieco lepiej. Trochę się zrehabilitował w kolejnej akcji, gdy instynktownie wyciągnął bardzo mocny strzał rywala. Pod koniec meczu więcej z gry mieli goście, trochę chaosu wdało się w defensywę Iglicy. To się przełożyło na bramkę kontaktową Antoniego Zielińskiego i tu też nieco lepiej mógł się zachować, bardzo pewnie do tej pory broniący, golkiper Iglicy. Popalonym Stykom zabrakło już czasu na wyrównanie i potknięcie LTM-u nie zostało przez nich wykorzystane. Iglica w końcu się przełamała, to było bardzo ważne dla nich zwycięstwo, w kontekście utrzymania.
Broniąca się przed wejście do strefy spadkowej 4 ligi drużyna Margerita Team gościła walczącą o tytuł mistrzowski ekipę Byczki Stare Babice. Drużyna gości prezentowała się bardzo dobrze na arenie Picassa. Poszanowanie piłki z lekką nutą boiskowej nonszalancji dawało znaczącą przewagę na boisku. Wszystkie starania, jakie Margerita poczyniła, aby zdobyć, choćby bramkę w pierwszej połowie nie przynosiły oczekiwanych skutków przez dobrze zgraną formację defensywną gości. Sędzia zakończył tą część spotkania przy wyniku 4:0 dla Byczków z podwarszawskich Starych Babic. Po powiększeniu prowadzenia o jedną bramkę już w drugiej minucie dalszej części meczu goście trochę zwolnili. Dopiero strzelona dla gospodarzy bramka przez Aleksandra Celucha ocknęła Byczki do zwiększania zdobyczy bramkowej. Ich licznik zatrzymał się na siedmiu trafieniach do siatki Margerity, która wykorzystała ostatnie minuty meczu do zmniejszania strat i ustaliła wynik końcowy 4:7. Dzięki tej wygranej goście mają już tylko punkt straty do lidera, a bezpośredni pojedynek dopiero ma nadejść. Margerita powinna zacząć uważać na drużynę z ósmego miejsca, która ma chrapkę na zamianę pozycjami w tabeli ligowej, lecz też jej strata do piątego miejsca dającego udział w pucharze Ligi Fanów nie jest duża i wszystko jest jeszcze możliwe.
Tabela 4 ligi mówi jasno, grały ze sobą dwie drużyny odstające poziomem od pozostałych drużyn w tej lidze. Radler Świętokrzyski, dla którego sezon praktycznie się skończył i grają żeby lepiej się ograć ze sobą i być lepiej przygotowanym do startu nowych rozgrywek. Z Kolei Virtualne Ń cały czas walczy, szarpie, robi co może by uratować ten sezon. Ten mecz wyglądał tak, jak należało się tego spodziewać. Dużo walki, choć trzeba przyznać rywalizującym ze sobą zespołom, że mecz był czysty, bez niepotrzebnych fauli. Trochę lepsze wrażenie robili goście, ale z początku nie udawało się zdobyć żadnej bramki, a sami narażali się też na kontry ze strony Radlera. Goście w tym meczu mieli jednak wspaniale zgrany duet w postaci Szymona Kolasy i Michała Płotnickiego. W pierwszej połowie Kolasa dwukrotnie dogrywał idealne podania do Płotnickiego, który pozwolił Virtualnym wyjść na dwubramkowe prowadzenie, którego już do przerwy nie oddali. Druga połowa to było spore zaskoczenie dla gości, którzy zostali mocno zepchnięci pod własne pole bramkowe. Wysoki pressing Radlera Świętokrzyskiego powodował, że ich przeciwnicy zaczęli popełniać proste błędy w wyprowadzeniu piłki, co z kolei skutkowało szybkimi odbiorami i w efekcie zdobyczami bramkowymi. Najpierw Adrian Romańczyk, później dwukrotnie Maciej Lis i dość niespodziewanie gospodarze objęli prowadzenie. Niestety dla nich, wyżej wspomniany duet Virtualnych znów się przebudził i w końcówce meczu tylko zamienili się rolami, podawał Płotnicki, strzelał Kolasa i ten ostatni ustalił wynik spotkania na 4:3 zapewniając swojemu zespołowi szanse w walce o utrzymanie.
W minioną niedzielę rozegrano trzynastą serię spotkań w ramach 4 Ligi. Na arenie Picassa, o godzinie 20:30, mierzyły się ze sobą ekipy piątego w tabeli Oldboys Derby oraz Wiernego Służewca, którzy okupowali trzecie miejsce. Drużyna gości nie może zaliczyć początku rundy do udanych, po porażce z siódmą Awanturą Warszawa. Gospodarze natomiast fenomenalnie weszli w rewanżową część sezonu, pewnie punktując w spotkaniu przeciwko FC Radler Świętokrzyski. Z tego powodu mogliśmy spodziewać się arcyciekawego widowiska, w meczu, którego wynik może bezpośrednio zadecydować o finalnym układzie tabeli. Spotkanie rozpoczęło się wprost kapitalnie dla zawodników Wiernego Służewca, doskonały moment na zastawienie się tyłem do bramki wykorzystał Marcin Kowalski, który wystawił piłkę wprost pod nogi Adriana Krzyżańskiego. Zdobyta bramka jednak podziałała jak płachta na byka, rozsierdzony zespół Oldboys Derby wziął się do odrabiania strat, czego efektem były trzy kolejne bramki. Wysoki pressing przyniósł efekt zaledwie chwilę po straconej bramce. Błąd jednego z zawodników na połowie gospodarzy wykorzystał Jacek Pryjomski, który wyłożył piłkę wprost pod nogi Wojciecha Nowaka. Późniejsze trafienia wcześniej wspomnianego zawodnika oznaczonego numerem „99" okraszone zostały natomiast celnymi podaniami od Tomasza Ciesielskiego oraz Marcina Wiktoruka. W drugiej odsłonie tego widowiska, oprócz postraszenia bramkarza strzałem w słupek, goście zdołali pokonać defensywę rywali tylko raz. Bramka na 5:2 była jedynie pocieszeniem, a zwycięstwo gospodarzy oraz zajęcie trzeciego miejsca, stały się faktem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)