Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 4 Liga
Mecz pomiędzy Awanturą I Warszawa i drużyną Virtualne Ń był niezwykle istotny z perspektywy układu tabeli dla obydwu drużyn. Od pierwszych minut ligowcy byli przygotowani na ostrą rywalizację o komplet punktów. Początek spotkania trochę pechowy dla gospodarzy, ponieważ stracili bramkę po samobóju. Kolejne minuty ze wskazaniem na gospodarzy, karta się odwróciła, składniej operowali piłką przechodząc z defensywy do ataku pozycyjnego, by znaleźć się w polu karnym przeciwników. Rywale natomiast próbowali swoich szans w długich piłkach do Szymona Kolasy i szans w pojedynkach 1 vs 1. Mimo wszystko do przerwy gra była ze wskazaniem na gospodarzy, w której brylował tercet Sawicki i bracia Dominiak. Ich wkład był nieodzowny w tej części spotkania, zbudowali przewagę i zakończyli pierwszą część spotkania dwubramkowym prowadzeniem 4:2. Po zmianie stron na boisku był większy chaos, brakowało konkretów, ale wciąż większą inicjatywą wykazywali się gospodarze, których ataki były groźniejsze, wykonywali szybsze podania, częściej stwarzali zagrożenie. To był klucz do zwycięstwa w tym spotkaniu i mimo, że dochodziło do słownych starć, to nie doszło do złamania zasad gry fair play. Warto również wyróżnić postawy bramkarzy obydwu drużyn, którzy w najważniejszych momentach stawali na wysokości zadania, mimo że wcale tak wiele ich nie było. Ostatecznie Awantura I Warszawa potrafiła dowieźć wynik do końca. dzięki czemu mogli się cieszyć z bardzo istotnego zwycięstwa z bezpośrednim rywalem w ligowej tabeli. Kapitanowie obydwu zespołów zgodnie wybrali bramkarzy na najlepszych zawodników tego spotkania. Końcowy wynik to 5:3 na korzyść gospodarzy.
Jedno z najciekawszych, najbardziej zaciętych i pełnych zwrotów spotkanie miało miejsce w 4-tej lidze, gdzie Oldboys Derby podejmowało LTM Warsaw. Zespoły o zupełnie różnych profilach graczy, gdzie gospodarze pełni byli doświadczonych wyjadaczy boiskowych, a zespół rywali to przede wszystkim, wciąż młodzi gracze pełni werwy i charakteru. Na boisku działo się sporo, zarówno piłkarsko, jako i emocjonalnie. Na szczęście dość szybko gracze obu drużyn zapanowali nad nerwami i skupili się na meczu, dzięki czemu stworzyli genialne widowisko. Ale po kolei. Już pierwsza minuta przyniosła aż dwa gole, kiedy najpierw po podaniu Krzyśka Kulibskiego do bramki rywali trafił Piotrek Baran, a w odpowiedzi, dosłownie kilka sekund później, stan meczu wyrównał Jacek Pryjomski. Etatowy snajper gospodarzy był także autorem trafienia na 2:1, a świetnym podaniem popisał się Krzysiek Mamiński. Kilka słupków, trochę szarpaniny i świetna gra w obronie Oldboysów długo pozwalały utrzymać korzystny rezultat, jednak bramka na 2:2 zupełnie ich zaskoczyła. Po rzucie rożnym wykonywanym prze „Kulę” do piłki dopadł…bramkarz LTM-u, Artur Jędrych i pewnym strzałem pokonał zaskoczonego Michała Piątkowskiego. Odpowiedź na zamknięcie wyniku w pierwszej odsłonie była jednak wyborna, gdyż po rzucie z autu Marcina Wiktoruka, piłkę z woleja uderzył Wojtek Nowak, dając swojej ekipie prowadzenie 3:2. Druga połowa od pierwszych minut, trzymała w napięciu. Świetne podanie Grześka Bogdańskiego do Krzyśka Kulibskiego, piękny strzał z dystansu i mamy 3:3. Po drugiej stronie boiska, rzut rożny wykonywany przez Łukasza Maziarza, piłka pod nogami Wojtka Nowaka, a ten, dokładnym strzałem po ziemi nie daje szans golkiperowi rywali. LTM jednak nie daje za wygraną i po kolejnej, świetnej akcji „Kuli” piłka trafia pod nogi Jakuba Lipnickiego, a ten strzałem po ziemi w długi róg daje kolejne wyrównanie, tym razem na 4:4. Wymiana ciosów trwała w najlepsze, a autorem kolejnego był Tomek Ciesielski, który po podaniu Wojtka Nowaka wpakował piłkę do siatki na 5:4. Po raz pierwszy, na „bezpieczny” dystans gracze Derby odskoczyli po trzecim trafieniu Wojtka Nowaka, który wykorzystał podanie Łukasza Łukasiewicza i podwyższył na 6:4. Wtedy jednak rozpoczął się „Kula-Show”. Najpierw popisał się świetnym podaniem do Jakuba Lipnickiego (6:5), a następnie rozpracował akcję, po której piłkę w bramce umieścił Piotrek Baran. Była ostatnia minuta meczu, stan potyczki 6:6. Rzut wolny, mur ustawiony, do piłki podchodzi Krzysiek Kulibski. Przymierza i…strzałem obok muru nie daje szans Michałowi Piątkowskiemu, trafiając na 6:7 ! Po tej bramce sędzia zakończył zawody, a gracze LTM-u zaczęli świętować cenne trzy punkty po prawdziwym thrillerze. Świetny mecz !
Spotkanie dwóch sąsiadujących drużyn w środku tabeli zapowiadało się niezwykle interesująco. Drużyna Popalonych Styków podejmowała Byczków ze Starych Babic. Mecz rozpoczął się od pięknego gestu Fair Play ze strony gospodarzy. Zdjęli oni bowiem jednego ze swoich zawodników widząc, że jeszcze nie cały skład rywala zdołał przybyć na mecz. Obydwie drużyny przystąpiły zatem do rywalizacji grając po czterech w polu, poszerzając tym samym pole gry. Tak piękne zachowanie i idące za nim zmiany poskutkowały szybkim otwarciem wyniku. Po podaniu Julii Błażejowskiej do Wojtka Koniecznego gospodarze mogli cieszyć się z objęcia prowadzenia. Spotkanie toczyło się w dość równym tempie. Drużyny na zmianę dochodziły do głosu kontrując się wzajemnie, ale to Styki lepiej potrafiły skorzystać ze swoich okazji – wychodząc w późniejszym etapie gry na czterobramkowe prowadzenie. Byczki dążące do wyrównania w tym spotkania, zmieniły swoją strategię dzięki dużej ilości stałych fragmentów gry, które wychodziły im wprost wybornie. Na początek Kacper Krzyt pięknym i bezpośrednim strzałem pokonał bramkarza Styków - wprost z rzutu rożnego. Moment później po otrzymanym podaniu z rzutu wolnego ustalił on wynik do przerwy na 4:2. W drugiej odsłonie rywalizacji goście próbowali gonić gospodarzy zbliżając się na zaledwie jedną bramkę. Mimo zaangażowania i zdrowia pozostawionego na boisku nie udało im się odrobić strat. Wpływ na to miała bardzo dobra dyspozycja reprezentantki Popalonych Styków, która zakończyła ten mecz z dwiema bramkami i taką samą liczbą asyst. Bez dwóch zdań gdyby nie Julia, mecz mógłby potoczyć się zgoła odmiennie. Odstawiając jednak na bok wszelkie spekulacje – jedno jest pewne, a mianowicie wynik końcowy brzmi 8:6.
Gdy naprzeciw siebie wychodzą lider tabeli i zespół zamykający ligową stawkę naturalnym jest, że za faworyta uważa się tych pierwszych. Jednak Wierny, mimo że Radler znajdował się po drugiej stronie tabeli, łatwej przeprawy nie miał. Goście postawili trudne warunki, mądrze broniąc się od połowy boiska. Gospodarze próbowali rozciągać grę, przerzucając piłkę z jednej strony boiska na drugą, ale nie mogli znaleźć wolnych przestrzeni, które otworzyłyby drogę do bramki. Dłuższą chwilę musieliśmy poczekać na pierwszą bramkę, ale w końcu do siatki trafił Piotr Gratkowski. Wierny nie cieszył się długo z prowadzenia, bo po kontrze i strzale z dystansu Macieja Lisa zrobiło się 1:1. Każdy z zespołów wrócił do swojej taktyki z początku meczu, lecz jeszcze przed przerwą udało się ponownie wyjść gospodarzom na prowadzenie i po 25 minutach mieliśmy 2:1. W drugiej części widzieliśmy podobny przebieg meczu co w pierwszej połowie. Wierny próbował grać szeroko, niekiedy próbując strzałów z dystansu, Radler natomiast czekał na błąd rywala i kontry. Jednobramkowa przewaga była bardzo wątła i mimo że Wierny prowadził grę, to bardziej w powietrzu wisiała bramka dla Radlera. Jednak w końcu udało się ekipie ze Służewca zdobyć gola na 3:1 i to nieco uspokoiło ich grę. Chwilę później było już 4:1 i raczej było pewne, że tego zwycięstwa Wierny nie wypuści z rąk. Tak też się stało i 3 pkt powędrowały na Mokotów, choć trzeba oddać, że Radler mocno postawił się liderowi i choć wciąż czeka na pierwszą zdobycz punktową, to przy lepszej skuteczności jest szansa, że uda się zapunktować jeszcze w tej rundzie.
7 kolejkę w czwartej lidze zakończyliśmy spotkaniem Margerity z Iglicą. Margerity, która znajdowała się w strefie spadkowej, nie świętując zwycięstwa w trzech kolejnych meczach i Iglicy, która od pięciu spotkań nie przegrywała. Wielu mógł zatem zaskoczyć nasz typ, którym zasugerowaliśmy przerwanie dwóch serii i zwycięstwo gospodarzy. Tymczasem wychodzi na to, że mieliśmy rację! Od samego początku było widać przewagę Margerity. Strzelanie rozpoczął Łukiewicz, który wykazał się dużą wolą walki - mógł się przewrócić w polu karnym, ale postanowił utrzymać się na nogach i opłaciło mu się to! Na 2:0 dobił Pielak, a akcję, prowadzącą do trzeciej bramki, zapoczątkował Kurowski, który przejął piłkę i wystawił koledze. Chwilę później obrońcy Iglicy pozwolili rywalom przejąć piłkę, a gdy Celuch zgarnia futbolówkę w polu karnym to rzadko się myli. Przed przerwą padła jeszcze jedna bramka dla MT, ale gdy jeden z ich piłkarzy obejrzał żółtą kartkę, goście stworzyli sobie kilka obiecujących sytuacji - pochwalić należy Bartka Drzewuckiego, który dzielnie walczył o czyste konto. Finalnie nie udała mu się ta sztuka, bo już na początku drugiej połowy Cyranowski zmieścił piłkę między jego nogami i zdobył honorowe trafienie dla swojego zespołu. Zmotywowało to Margeritę, której zawodnik załadował prawdziwą bombę pod poprzeczkę na 6:1. W okienko trafili też goście, gdy po rzucie rożnym trafił Dąbrowski. Później Iglica miała dwie świetne okazje po uderzeniach główkami, ale nie udało im się podgonić przeciwnika. Co więcej, sami oddalili się od nich, bo Szydłowski pokonał własnego bramkarza, zdobywając gola samobójczego. Pod koniec obrona popełniła jeszcze jeden błąd i po ostatnim gwizdku było 9:2. Niestety widowisko popsuły udzielające się emocje zawodnikom obu zespołów, którzy oprócz ostrzejszej gry, długo kłócili się w wulgarny sposób. Mamy nadzieję, że za tydzień chłopaki skupią się już tylko na grze w piłkę, bo niewątpliwie mają do tego predyspozycje.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)